Matches for: “komputer” …

KONSOLA ATARI 2600 – więcej niż komputer

River Raid, Rampage, H.E.R.O., Donkey Kong, Commando, Pole Position, Tennis, Space Invaders, Pac-Man – jeżeli nie graliście w żadną z tych gier w latach 80. to znaczy, że w nic nie graliście.

Wielu pewnie w to nie uwierzy, ale Atari 2600 została w tym roku (2011) najdroższą konsolą na świecie. To za sprawą pewnej australijskiej firmy, która pokryła konsolę (łącznie z przewodami i kontrolerami) 24-karatowym złotem. Wybór akurat Atari 2600 nie powinien dziwić. To jedna z pierwszych konsol przystosowanych do wymiennych cartridge’y z grami i do tego jedna z najdłużej produkowanych. To zresztą nie jedyny przypadek dlaczego firma Atari przeszła do historii. Wyprodukowała przecież legendarną grę Pong i to w niej swoją informatyczną karierę zaczynał Steve Jobs.

Pierwszy model nazwany Atari VCS (Video Computer System) powstał w 1977 roku. Tak dobrze przyjął się na rynku, że był produkowany do końca lat 80. (w Europie i USA) i kilka lat dłużej w Azji. Ogółem sprzedano ponad 25 milionów sztuk i wyprodukowano na nią ponad 900 gier. Jej następcami były modele 5200 i 7800. W 1986 model 2600 zmodernizowano (m.in. zmniejszono gabaryty) i nazwano 2600 jr. Powstało na niego wiele legendarnych gier…

My jesteśmy w posiadaniu wyjątkowej sztuki. W zachowanym w znakomitym stanie zestawie oprócz samej konsoli mamy dwa joysticki i dwa pady. Do tego dwa cartridge: Pole Position oraz z 32 grami, m.in. Tennisem. Po podłączeniu do telewizora, na oryginalny kabel, który wkłada się do wejścia antenowego wszystko działa bez zarzutu. Nasz model pochodzi prawdopodobnie z Niemiec (jest na nim naklejka stamtąd). Już wtedy jednak elektronikę produkowano w Chinach i stąd napis „Made in China”. Kto ma ochotę na partyjkę Tennisa zapraszam…

Ciekawostki:

-pierwszą konsolą z wymiennymi cartridge’ami była Fairchild Channel F, która ukazała się w 1976 roku. Z powodu swojej toporności i nie najlepszego wyglądu nie zdobyła popularności. Co ciekawe, producenci  Fairchild Channel F wprowadzili numerację cartridge’y co miało przyczynić się do ich kolekcjonowania przez graczy. Nie pomogło to jednak firmie.

-w 1983 roku doszło do tzw. zapaści gier wideo (video game crash). Jedną z przyczyn było wejście na rynek komputerów domowych. Bardzo ciekawie piszą o tym m.in. tu http://www.thedoteaters.com/p3_stage6.php

Dodatki:

-wszystko co chcielibyście wiedzieć o różnych modelach Atari, ale boicie się zapytać:

www.atarimania.com

-strona ściśle poświęcona naszemu modelowi, na niej opisy kilkuset gier:

www.atari2600.com

-lista najlepszych konsol w historii według prestiżowej strony poświęconej rynkowi gier, Atari 2600 na drugim miejscu:

http://uk.ign.com/top-25-consoles/2.html

Obejrzyj sobie:

-wzruszająca scena gry w River Raid:

http://www.youtube.com/watch?v=pmPjsBDN9Xw

-doskonała reklama gry Spiderman na Atari 2600 z 1982 roku:
http://www.youtube.com/watch?v=-usbQDfTIqE&feature=related

-niewiarygodny filmik o tym, jak można wykorzystywać muzykę z gier na Atari podczas koncertów:

http://www.youtube.com/watch?v=S8e7g8kJIlo

Otagowane , , ,

Bywając w grotece zmądrzejesz dalece

Ciężko o bardziej ikoniczne wspomnienie jeśli chodzi o młodzieżowe gazety z PRL. Myślę, że wielu z nas powie: „Świat Młodych”. No to bum! Co prawda pisałem już o tej gazecie jakiś czas temu, a opisywany wcześniej numer pochodzi ze stycznia 1970 roku. Też piękny. Przeczytacie o nim tutaj: https://bufetprl.com/2016/05/12/gazeta-harcerska/

Teraz od przyjaciela dostałem inny numer „Świata Młodych”, z grudnia 1982 roku. Więcej tu kolorów, no i przede wszystkim komiks! Coś na co chyba najbardziej czekałem, kupując nowy numer gazety.

Pierwsza strona i pierwsze ciekawostki. Pojazdy powietrzne, Muppety, komputery, no i Groteka. Spotkanka z planszówkami musiały cieszyć się sporym powodzeniem. Widać, że zdjęcie ustawione (każdy ubrany w inny kolorek itd.), ale chyba i tak było fajnie. Wiele gier było wtedy trudno dostępnych, ale bywalcy znaleźli na to sposób. Wykonywali je sami. Z tekstu wynika też, że grali w gry, których ja nie znam, na przykład sidża.

Są stałe rubryki z wiadomości z różnych dziedzin. Na przykład o kosmosie, jeździectwie, narciarstwie.

Nie mogło zabraknąć mody i humoru. W modzie dla mnie koszmar: pulower!

Za to baaardzo lubię listy od czytelników, a do tego porady redakcji.

Wreszcie złoto. Gwiazdozbiór ŚM, a w nim król komisarzy milicji, Borewicz. A precyzyjniej wywiad z Bronisławem Cieślakiem.

Co było najlepszym finałem ŚM? Oczywiście komiks. Tutaj są „Przygody Jonki, Jonka i Kleksa” Szarloty Pawel. Oj czytało się, czytało…

Otagowane , , ,

Strzał! Strzał! Kolejny trafiony

Powracam do opowieści z mojej książki „Sex, disco, kasety video. Polska lat 90.„. Opowiadam tam m.in. o salonach gier, ale też miejscach, gdzie samemu można było stać się bohaterem gry. Pamiętacie takie rzeczy?

„W połowie lat 90. można było nie tylko kierować bohaterem gry, ale trochę się nim stać. Nigdy nie zapomnę wizyty w takim miejscu. Nazywało się „Mega Quest” i znajdowało się w Gdyni. Uczestnicy gry dzielili się na grupy. Wkładali specjalne kamizelki z odbiornikami pośrodku. Do tego były imitacje karabinów. Po trafieniu w odbiornik strzelający dostawał punkt na plus, a trafiony na minus.
Tak strzelając, ganialiśmy się po specjalnym obiekcie z przejściami, tunelami, zakamarkami, nawet fragmentem auta. Jak uczestnicy gry. Reportaż z wizyty w podobnym miejscu ukazał się w 1997 roku w miesięczniku „Dziewczyna”:
To jest po prostu odlotowe! Po prostu bomba! Czuję, jak szybko bije mi serce. Szaleję z emocji, biegam, kieruję promień lasera z karabinu. Strzał! Strzał! Kolejny trafiony. Wydaje mi się, że wszystko dzieje się naprawdę. To lepsze od gry komputerowej. Po zakończonym seansie czuję się tak, jakby ktoś zdjął ze mnie cały ciężar stresów i napięcia. Zapominam o kłótni z ojcem, o konflikcie z dziewczyną. Jestem wolny.
Tak wizytę w klubie „Laser Drom” opisywał dziennikarce 18-letni Artur. Były tam też automaty z grami. Nimi z kolei zachwycał się 15-letni Michał.
To jest jak narkotyk. Nie interesuje mnie piłka nożna ani dziewczyny. Tutaj jest mój prawdziwy świat. Walczyć w kosmosie to jest życie. Walka w gwiezdnym pyle dodaje mi odwagi. Jestem z natury nieśmiały, a tutaj jestem bohaterem. Przeszkadza mi tylko mój brat, który też chciałby grać, ale nie mam aż tyle pieniędzy. I tak mi się już zdarzyło, że podkradałem mamie drobne pieniądze na grę. Może kiedyś rodzice kupią mi komputer, wtedy nie odejdę od niego na krok”.

Byliście w „Mega Quest” albo w „Laser Drom”?

Więcej takich opowieści w mojej książce:

Otagowane , ,

Klub albo Salon Gier

W 1991 roku doczekaliśmy się wreszcie w Słupsku nowego budynku dworcowego. Wcześniej męczyliśmy się w zastępczym baraku, który miał służyć kilka lat, a został na kilkanaście. Na początku nowej dekady to się zmieniło.
Chodziliśmy tam z przyjaciółmi bardzo często. Nie po to, żeby oglądać dworzec, podróżnych czy pociągi. Ale do salonu gier. Był trochę na uboczu. Po wejściu od razu czuć było zaduch i napięcie. W rogu w budce u pana z wąsem wymieniało się złotówki na żetony. Przy ścianach stały automaty. Do nich kolejka – patrzących zawsze było więcej niż grających. Oplute ekrany, spocone gałki i guziki od Mortal Kombat, Tekkena, Metal Slug. Niektórzy przychodzili z własną szmatką i płynem, żeby przetrzeć ekrany i przyciski.
Były automaty z pistoletami, kierownicami. Niektóre miały po bokach kolorowe grafiki z bohaterami gier – to były oryginały. Odgłosy wyścigów, wystrzałów, ciosów i cięć mieczem mieszały się z okrzykami i przekleństwami grających. W tle leciały przeboje Varius Manx i Jona Secady z Radia Vigor. Na ścianach plakaty z Ferrari, Porsche. Mówiliśmy, że chodzimy „na automaty”.
Niektórym grom nadawaliśmy własne uproszczone nazwy: karatecka, strzelanka, złodziej, bokser, wyścigówka.
To nie było bezpieczne miejsce. Nie pomagała nawet tabliczka: „Twoje zachowanie świadczy o twojej kulturze”. Pewnego dnia właściciel salonu złapał mojego kolegę za fraki i jego czołem rozbił szybę w drzwiach. Wkurzył się, że kolega za mocno nimi szarpie. Choć już wtedy niektórzy z nas mieli swoje atari albo commodore w domu, to wciąż chodziliśmy do salonów gier. Przegrywaliśmy tam całe kieszonkowe. Uciekaliśmy z lekcji. Kolega chodził też do „salonu” w baraku pod blokiem zamiast na trening pływania. Żeby rodzice się niczego nie domyślili, zabierał ze sobą już mokre kąpielówki i ręcznik. Niestety mama go przejrzała. Basenowe akcesoria nie pachniały chlorem, tylko papierosowym dymem, który spowijał salonowych graczy.
Jak wiele innych popkulturowych szaleństw, tak i gry video oraz salony gier dotarły do nas z Zachodu z opóźnieniem. Ale za to miały zdwojoną siłę rażenia.

Dlatego piszę o nich w swojej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (wydawnictwo Muza).

Salony otwierano najczęściej tam, gdzie przewijało się sporo ludzi, a więc właśnie w budynkach dworcowych, na bazarach. Budy i wozy Drzymały zapraszały do gry w miejscowościach letniskowych. Przy wejściu miały namazany kolorowy napis w stylu „Salon Video” albo „Klub Gier”. Najczęściej grało się na żetony wymieniane na miejscu.

W sezonie letnim niektóre automaty były przewożone do salonów w miejscowościach nadmorskich, tam zarabiały więcej. Złoty okres salonów gier skończył się wraz ze wzrostem popularności konsol i spadkiem cen komputerów osobistych. Ich miejsca zastąpiły kafejki internetowe.

W swojej książce rozmawiam z właścicielami salonów gier, bywalcami. To właśnie w takich miejscach najczęściej padało zdanie „Daj młody, pokażę ci jak to przejść”. A Wy, pamiętacie swoje ulubione salony gier?

Otagowane , ,

3 x K: Kasety, Kajtek, Kasprzak

Był Polonez na kablu, był gramofon Bambino, były kasety vhs… czas na kolejny wyjątkowy przedmiot sprzed lat.

Tym razem na naszej wystawie „Przedmiot tygodnia” bohaterem jest kaseta magnetofonowa.

Kaseta – nośnik opatentowany przez koncern Philipsa w 1963 roku. W Polsce rządził na przełomie lat 80. i 90. Oj u mnie też rządził. Robiłem na kasetach własne składanki, nagrywałem własne audycje, sam projektowałem okładki, numerowałem je. Też tak robiliście?

Mam ich setki. Oryginały, podróbki, składanki, tak, to był dziki czas. Pamiętam, że w moim rodzinnym Słupsku można je było nawet przegrać w bibliotece miejskiej. Znaczy przegrać u nich płytę z CD na kasetę.

Na wystawie w oknie Stacji Muranów przy ulicy Andersa 13 w Warszawie (dostępna 24/7) przez tydzień zobaczycie nie tylko ciekawe kasety z mojej kolekcji, ale też kilka przedmiotów.

Są tu kasety z muzyką, grami komputerowymi, stojak, gazety muzyczne, oryginalny Kasprzak i pierwszy polski walkman Kajtek.

O kulturze muzycznej związanej z kasetami opowiadam też w swojej nowej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (Wydawnictwo Muza), którą oczywiście polecam 🙂

Ale zapraszam też na mini wystawę, może mieliście/macie podobne kasety?

Otagowane , , ,

Idealna na prezent

Szukacie dobrego prezentu? Nieskromnie polecam swoją książkę 🙂

„Czas wolny w PRL” (wydawnictwo Muza) to opowieść o różnych formach wypoczynku. Jak odpoczywaliśmy po pracy, po szkole, na podwórku, jak wyglądały wakacje, wycieczki pod namiot, z przyczepą kempingową, autostopem, zajęcia w Domach Kultury, w czym pomagały kluby Praktycznej Pani, czym były Empiki, jak kultura docierała na wsie, czym były czyny społeczne, pierwsze komputery, telewizje satelitarne, kultura wideo… dużo tematów i dużo zdjęć.

Chcecie książkę z autografem i z limitowaną pocztówką? A przede wszystkim w dobrej cenie? Zapraszam do kontaktu. Mam kilka ostatnich sztuk i chętnie oddam w dobre ręce 🙂

Więcej o książce, wraz z fragmentami, przeczytacie w zakładce: Czas wolny w PRL.

Otagowane , ,

Zapraszam do zabawy naszymi skarbami

Już w ten weekend w Warszawie dwie imprezy, na których pokażemy skarby z naszej kolekcji!

Nie tylko pokażemy, ale też we wszystko będziecie mogli zagrać, pobawić się, poczytać, przejrzeć. Za darmo!

 

Pierwsza impreza już jutro (sobota 18 lipca) w warszawskim klubie Lunapark nad Wisłą. W godzinach 13-18 wystawimy kilkadziesiąt naszych gier zręcznościowych, umysłowych, komputery.

Powalcz ze znajomymi w „River Raid”, zagraj z rodziną w „Leśne Skoczki”, pokaż dzieciom w co bawiłeś się na podwórku w ich wieku. Przenieśmy się w czasie wraz z grami i zabawkami sprzed lat.

Na miejscu czekać na Was będą m.in. konsole Atari 2600 oraz kultowy komputer Commodore 64. Specjalnym wydarzeniem będą zawody w kultową grę „River Raid” na oryginalnej konsoli Atari 2600! Do wygrania cenne nagrody!

Zupełnie za darmo będzie można zagrać w oryginalne analogowe skarby sprzed lat: piłkarzyki na sprężynach, hokeja, Mastermind, grę roku 1987 wg „Świata Młodych” Fokus, stołowego ping ponga.

Więcej informacji TUTAJ.

A dzień później, w niedzielę 19 lipca, w klubie Komisariat 17 w godz. 14-18, zapraszamy do wspólnego świętowania 46. urodzin Trasy Łazienkowskiej – jednej z najważniejszych arterii Warszawy. Też przyniesiemy kilkadziesiąt naszych skarbów, tym razem te związane z samochodami, autobusami i szeroko pojętą komunikacją. Wszystko dostępne za darmo!

Więcej szczegółów o imprezie TUTAJ.

Wpadajcie!

Otagowane , ,

Czas wolny w PRL cz.8: I co tu robić?

Czas na ostatnią opowieść związaną z moją książką „Czas wolny w PRL”. Finałowy rozdział poświęcam w niej problemom z czasem wolnym. Opowiadam o ludziach, którzy nie umieli albo nie wiedzieli jak wypoczywać. Poniżej fragmenty.

Budzik jak zwykle dzwoni o 4.30. Pani Teresa szybko tłumi przejmujący dźwięk. Nie chce budzić dzieci, męża, matki. Mąż Adam przewraca się na drugi bok. Teresa ubiera się i pomiędzy rozłożonymi wersalkami idzie do kuchni. W pomieszczeniu, które jest jednocześnie korytarzem i umywalnią, nie ma pieca. Gotowa do wyjścia, już w palcie i berecie – bo jest bardzo zimno – kobieta wypija kawę, gryzie kanapkę i rusza do pracy. Musi zdążyć na 5.30. Jej mąż wstaje o 7.00, odprowadza dzieci do żłobka i przedszkola, potem idzie do pracy. Przed wyjściem daje dzieciom gorące mleko. Żeby nie zapomniał, Teresa wcześniej wyjęła je z lodówki. O godz. 13.30 kobieta kończy swoją pracę w bartoszyckiej szwalni. Pracuje tam od 13 lat. Tego dnia zszyła 600 sztuk dziecięcych majtek z anilany.

Po umyciu stanowiska pracy przechodzi przez wartownię, tu jest kontrola – sprawdzają, czy nie wynosi czegoś z zakładu. Wreszcie wychodzi. Potem odbywa codzienną mozolną wędrówkę po sklepach i odstaje swoje w kolejkach. Musi kupić mięso, masło, mleko, chleb, a jak jej się poszczęści, to kupi też dżem, może cukierki dla dzieci. Teresa oblicza, że stanie w kolejkach zajmuje jej średnio 3 godziny dziennie. Po drodze do domu odbiera też dziecko ze żłobka. Synka z przedszkola odbierze mąż. Ona tylko na chwilę wstępuje do domu, bo zajęła kolejkę w mięsnym i musi do niej wrócić. Na szczęście obiadem zajmie się jej mama. Kiedy wróci do domu, nakarmi dzieci, potem napali w piecu. Dalej kolejne obowiązki: pranie, prasowanie, szycie, odkurzanie.

Mąż narzeka, że ma 28 lat i nie znajduje czasu, by spotkać się z kolegami albo pójść z żoną do lokalu czy kina. Na filmy chodzą bardzo rzadko, do lokalu – nie ma mowy, bo i za co. Wreszcie wszyscy układają się na wersalkach. Na jednej dwoje dzieci, na drugiej babcia, na trzeciej Teresa z mężem. Zasypiają, oglądając film w telewizji. Teresa lubi filmy o miłości, Adam wojenne, to z nich, które trafi na swój film i nie zaśnie, gasi telewizor. Jutro będzie dzień taki jak dzisiaj, pojutrze, taki jak jutro1. Tak wyglądała zwykła codzienność – życie młodej kobiety Teresy, opisane w reportażu Dzień jak co dzień, czyli 12 godzin z życia kobiety w tygodniku „Panorama Północy”. Był rok 1981.

To tylko jeden z przykładów tego, że dla kobiet czas wolny był wtedy luksusem. Tylko nieco ponad 30 procent mężczyzn aktywnie uczestniczyło w wychowaniu dzieci. Ich czas pracy kończył się wraz z wyjściem z zakładu. Kobiet nie, one miały drugi etat. W domu.

Ale obywatele nie tylko nie mieli czasu wypoczywać, ale też nie wiedzieli jak. To pewnie niektórych zszokuje, ale jeszcze na początku lat 70. niemal 80 procent osób przyznawało się, że nie umie wypoczywać. Dni powszednie wypełnione były obowiązkami zawodowymi i domowymi. W sobotę po pracy najczęściej spędzano czas przed telewizorem, a w niedzielę odsypiano całotygodniowy trud. Po południu znowu była telewizja, czasami prasa, spacer, rzadziej przyjmowanie gości czy wizyta u znajomych. Dzień wolny, wakacje nie kojarzyły się z wypoczynkiem. Szczególnie w początkach Polski Ludowej wiele osób nie umiało i nie wiedziało, jak wypoczywać.

Apogeum wyjazdów na dłuższy wypoczynek osiągnięto w latach największej prosperity PRL. W 1977 roku był on udziałem 45 procent społeczeństwa. Sprzyjało temu wydłużenie średniej długości urlopu dla robotników do niemal czterech tygodni oraz wprowadzanie wolnych sobót. W 1974 roku wprowadzono sześć sobót w roku wolnych od pracy, w rok później już dwanaście. Rozwój turystyki i sposobów spędzania wolnego czasu zatrzymał krach gospodarczy na początku lat 80.

Ale wtedy ludzie też marzyli o wypoczynku. Pokazuje to ankieta z czasopisma młodzieżowego „Razem” przeprowadzona w 1989 roku, już po pierwszych częściowo wolnych wyborach parlamentarnych, a na kilka miesięcy przed upadkiem muru berlińskiego. Tygodnik zapytał młodych ludzi z Brwinowa, jak chcieliby spędzić wolny czas, a jak rzeczywiście go spędzą.

Wakacje chciałabym spędzić w jakimś odległym kulturowo kraju. Mogłaby to być Japonia albo Nepal czy Etiopia – to marzenie Wioli, lat 16.

Wyjechać w nieznane miejsce z namiotem, śpiworem i fajnymi ludźmi, którzy nigdy się nie smucą i nie nudzą. Wyjechać nad czyste morze, spać na plaży, pić świeże mleko – to już pragnienie Róży, lat 18.

Chciałbym, żeby rodzice kupili mi Simsona Enduro 51S i komputer Atari 520. Chciałbym mieć bardzo dużo kaset z różnymi filmami, najlepiej z komediami. Wtedy na pewno nie nudziłbym się w wakacje. Byłoby jeszcze fajniej, gdybym mógł pojechać na całe dwa miesiące do Stanów Zjednoczonych. Tam zarobiłbym sobie na dobry samochód Adam, lat 15.

Moim marzeniem jest wyjechać na wakacje do wuja do Las Vegas, dlatego że jest tam zawsze wesoło i czysto. Są różne place zabaw, których nie można spotkać w naszej szarej i ponurej Polsce – Marcin, lat 14.

A o tym, jak naprawdę będzie wyglądał ich wypoczynek, pisały inne dzieci.

Sylwia: Tydzień nad brudnym polskim morzem, siedem dni w tygodniu.
Edyta: Na wakacje przeprowadzam się do domu mojej babci mieszkającej trzy ulice dalej w tym samym mieście. To i tak przyjemne urozmaicenie wakacyjnej, domowej nudy.
Staś: W lipcu siedzę w domu, w sierpniu jadę z rodzicami na Mazury, tam, gdzie mieszka Zbigniew Nienacki. Spróbuję go odwiedzić.

Niektórzy opowiadali o wyjeździe z rodzicami na Węgry, do Czechosłowacji, do Zakopanego, pod namiot, najczęściej jednak w planach było spędzenie wakacji w domu albo u babci. I trudno się dziwić, bo koszt wyjazdów był wysoki. Za tydzień na Hawajach trzeba było zapłacić 2 tys. dolarów + 360 tys. zł (Orbis Bis). Komputer Atari kosztował wtedy między 127 a 879 dolarów, a 8 dni na campingu w Grecji 25 tys. zł + 28 dol. (Uniwertour). Tygodnik „Razem”, chyba chcąc dobić czytelników, zaproponował im inne możliwości: wyjście do zoo za 120 zł, odwiedzenie tarasu widokowego na lotnisku na Okęciu za 20 zł lub książkę Arkadego Fiedlera „Kanada pachnąca żywicą” za 800 zł w antykwariacie.

Wiele osób się po prostu nudziło. Nuda szczególnie doskwierała młodym na wsi.

Postoją młodzi pod sklepem do 18.00 racząc się piwem, jeśli budżet pozwoli, potem podpierają kiosk, przystanek odwiedzą i koniec rozrywki – opisywała w swoim dzienniku w 1973 roku uczestniczka konkursu Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz „Tygodnika Kulturalnego”, „Jeden miesiąc mojego życia”.

W wielu miastach nie było lepiej. Snującą się po podwórkach bez celu młodzież pokazał w serialu „Stawiam na Tolka Banana” Stanisław Jędryka. Chłopaki szukają rozróby w parku Skaryszewskim w Warszawie. Zaczepiają starsze osoby, rozbijają latarnie, wrzucają ławkę do wody. Drobne przestępstwa, lenistwo, szwendanie się, pijaństwo – tak wygląda też rzeczywistość młodych bumelantów w dokumencie Wojciecha Wiszniewskiego „Jutro. 31 kwietnia – 1 maja 1970”. Bumelanctwo łódzkiej młodzieży z proletariackimi korzeniami reżyser zestawia z komentarzem o amerykańskiej młodzieży (który słychać w tle z telewizora): Dzieci kwiaty nie wierzą w nic. Nie mają żadnego programu. Ich dewizą jest negacja wszystkiego, wszelkich norm społecznych, moralnych, politycznych. Tam zepsucie moralne, a u nas? U nas młodzież takich problemów nie ma – jeden z bohaterów filmu, snując refleksje nad kuflem piwa, mówi, że jest dumny z tego, że pochodzi z robotniczej rodziny. Twórca z gorzką ironią pokazuje ten kontrast – w wersji codziennej i odświętnej (propagandowej).

Swój pomysł na nudę miała grupa przyjaciół, studentów gdańskich uczelni pod koniec lat 60. W piwnicy kamienicy, w której mieszkał jeden z nich, w samym centrum Gdańska przy ulicy Długiej, powołali do życia Piwnicę Artystyczną Witkacy. Urządzili wnętrze, zrobili minibar, na ścianach powiesili obrazy. Przez pięć lat (1968–1973) miejsce było oazą wolności dla wielu młodych ludzi. Co prawda czasami odwiedzał ich dzielnicowy – st. sierż. Iwanek – ale głównie po to, by się z nimi napić wódeczki. To było wyjątkowe miejsce na mapie Gdańska.

W tym nieformalnym klubie odbywały się wernisaże, minikoncerty, wieczorki poetyckie. (A żeby nikt się nie czepiał, jego założyciele uzyskali zgodę dyrektora Klubu Drukarza Rudy Kot – który wtedy regularnie odwiedzali i w którym prowadzili kabaret – na nazywanie swojej Piwnicy filią klubu). „Witkacego” odwiedzili m.in. brytyjski reżyser filmowy i teatralny Peter Brook, Czesław Niemen, członkowie zespołów Skaldowie i No To Co, reżyser Krzysztof Kieślowski oraz wielu trójmiejskich artystów, m.in. jazzman, współpracownik Niemena i współautor muzyki do „Dziewczyn do wzięcia” Janusza Kondratiuka, Helmut Nadolski.

Ilustracjami do tekstu są właśnie zdjęcia z owej piwnicy.

A o książce „Czas wolny w PRL” więcej przeczytacie TUTAJ.

Otagowane , , , , , , , , ,

Dzień zabaw w klimacie PRL

Oj będzie się działo! Zapraszamy na kolejne wydarzenie z naszymi skarbami w roli głównej!

Już 13 czerwca (sobota) w Domu Zabawy i Kultury DZiK w Warszawie na ulicy Belwederskiej będzie można zobaczyć wiele przedmiotów z naszej kolekcji, ale przede wszystkim pobawić się nimi! Wszystko za darmo!

Będą komputery Atari i Commodore (będzie można zagrać m.in. w kultowe „River Raid”), gry planszowe, zręcznościowe. Wszystko do Waszej dyspozycji od godz. 14.

 

A o godz. 15.00 zapraszam na spotkanie autorskie a propos książki „Czas wolny w PRL”. Będzie dostępna w super cenie!

Szczegóły wydarzenia TUTAJ.

Zachowamy specjalne środki ostrożności. Dla gości będzie ogródek, taras i specjalne menu! Zapraszam, wpadajcie!

Otagowane , , ,