Monthly Archives: Wrzesień 2017

Przeboje z myszką

Wiem, wiem. Daaawno nie pisałem o kasetach. Czas nadrobić ten błąd. I to podwójnie, a nawet potrójnie, bo będzie nie tylko o kasetach, ale też o tym, gdzie je kiedyś trzymaliśmy. Ja, na przykład, nigdy stojaków czy pojemników nie miałem. Kasety trzymałem w szufladach i na półce. Oczywiście podpisane (na maszynie).

Ale jak takie ładne skarby znalazłem na kocyku u jednego gościa pod halą Mirowską w Warszawie, to nie mogłem się oprzeć. Kupiłem u niego dwa stojaki na kasety i przy okazji 5 ładnych kaset. Ktoś lubił porządek, bo wszystkie miejsca są elegancko podpisane na gustownych plasterkach.

Jak widać poprzedni właściciel w podpisach bawił się różnymi kolorami. No i gustował w klasyce. Bardzo też lubił „przeboje”, a czasami nawet „przeboje z myszką”.

Widać również, że fan muzyki lubił dodawać przed zespołami „the”.

Przyznam, że wyciąganie kaset z tych obrotowych stojaków nie jest jakoś specjalnie wygodne. No, ale nie można mieć wszystkiego.

Wybrałem te kasety, bo pokazują, jak wtedy sami bawiliśmy się w dekorowanie kaset. Wycięte zdjęcie z gazety, spis piosenek na maszynie, no i numery kaset.

Zdaje się, że poprzedni właściciel spisywał również jednostki z licznika ze swojego magnetofonu. To ułatwiało przewijanie na konkretną piosenkę.

A ty, jaki miałeś sposób na ułożenie swojego katalogu kaset?

Więcej o kasetach przeczytacie w specjalnej zakładce KASETY.

Reklamy

Klampra Apaczów

Umówmy się, kto w PRLu nie bawił się w kowbojów i Indian? U mnie na podwórku nie było takiej osoby. Co prawda, kiedy ja biegałem z pistoletami po podwórku bum na Apaczów, Karola Maya i Olda Shatterhanda już nieco przygasł, ale wszyscy pamiętali niemieckie produkcje z Winnetou w roli głównej. Grał w nich aktor, który widnieje na tej pięknej klamrze – dostałem ją niedawno od kolegi.

Pan, którego widać na zdjęciu obok pięknego konia to francuski aktor Pierre Brice, a właściwie Pierre Louis Baron de Bris. Aktor, który w latach 60 zagrał samego… Krzetuskiego we włoskiej ekranizacji “Ogniem i mieczem” Sienkiewicza.

Do Winnetou podobno trafił przypadkiem, zaczepiony na jakimś bankiecie przez reżysera filmu opartego na powieści Karola Maya. Tym sposobem aktor z Francji gra przywódcę Apaczów w niemieckiej produkcji, w której amerykańskie stepy udawały zdaje się jugosłowiańskie krajobrazy. Pierre po raz pierwszy zagrał Winnetou w 1962 roku. W kinach oglądało go kilka milionów ludzi. Z kolejnymi produkcjami o indianach i kowbojach, w których Pierre zakładał piękną opaskę z piórkiem na głowę było podobnie. Jak kilkanaście lat temu Francuz wydał biografię to nazwał ją, tu zaskoczenie, “Winnetou i ja”. Dzięki tej roli z mało znanego modela i aktora drugoplanowego stał się gwiazdą. Żeby było śmiesznie, tak jak w książce, w jednym z pierwszych filmów Winnetou ginie, ale twórcy pod presją fanów, nie zakończyli tej sagi. Pokazywali po prostu wcześniejsze przygody bohaterów.

Efektem popularności Winnetou i indiańskich przygód było masę gadżetów związanych z dzikim zachodem, które również sami wykonywaliśmy. Jakieś obrazki i inne duperele albo takie klamry. Wystarczyło zdjęcie ze “Świata Młodych” czy “Zarzewia”, stara klamra i już miało się wyjątkowy okaz. Jak ten.

A oto próbka filmowego Winnetou

Otagowane , , , ,

A tymczasem w Kawowym

Niewiele pozostało knajp, tych naprawdę wartościowych, które mają swój rodowód w PRLu. Mówię tu o Warszawie, ale pewnie podobnie jest w innych miastach. Na portalu igimag.pl przyglądam się niektórym z nich. Polecam tekścik. W nim m.in. o moim ulubionym Barze Kawowym przy placu Bankowym.

Oto fragment o Kawowym:

„Oszklony budynek ujawnia swoje piękne wnętrze przez lekko rozchylowen firanki. W środku sporo drewna. Jest nim obłożona m.in. lodówka garmażeryjna. W niej ciastka w-z, pączowe, torciki i inne. Ceny sięgają kilku złotych i uwieżcie mi, ciastka dają radę. Do tego kawka albo herbatka w nieodłącznej szklance. Zawsze się zastanawiam, jak ją złapać, żeby nie poparzyć się wrzątkiem. Na taki zestaw popołudniami często przychodzą panie na plotki albo panowie pogadać o starych Polakach. Każdy, kto wchodzi ładnie wita się ze wszystkimi (nawet jak się nie zna), czego chyba trudno doświadczyć w barach udających klimat z PRLu. Nikt tu nie siedzi z nosem w telefonie, a jednocześnie nikogo nie dziwi widok samotnego pana, który po prostu spokojnie pije sobie piwko i rozwiązuje krzyżówki. Szybko też zawiązują się przyjaźnie, nikt nie ma problemu z pogadaniem sobie z osobą, siedzącą przy drugim stoliku. Zdarzyło mi się, że poznałem starszego (po 70-tce) pana, który przyniósł do baru Kawowego kuszę i opowiadał, jak to jest mistrzem naciągów i posługiwania się tą bronią. Raz pomagałem sympatycznemu smutnemu panu pisać list do ukochanej. Wieczorami do Kawowego trafiają również młodzi ludzie, żeby nadziwić się, że można w knajpie siedzieć bez telefonu, porobić zdjęcia i wrzucić je na fb, ale też spokojnie pogadać. Do piwka, wódeczki i innych trunków można zamówić najprostrze jedzenie, niestety odgrzewane w mikrofali. Ale za to, kiedyś pani specjalnie dla mnie zrobiła jajecznicę. Nie miała w karcie, ale powiedziała, że ma jajka i może mi zrobić. Co wy na to!” 

  

Więcej na wspomnianej stronie TUTAJ. Polecam!

Otagowane , ,

UFO-logia

Było już kosmicznie na blogu. I to kilka razy.

Za sprawą takiego pięknego pojazdu księżycowego, o którym pisałem TUTAJ.

 

Chwaliliśmy się też gwiezdnymi pinami z naszej kolekcji TUTAJ

Wreszcie pokazywaliśmy wyjątkowe kosmiczne zabawki, znaczki, książki, modę itp TUTAJ

 

Za sprawą pewnej bardzo ciekawej książki powracamy do tematu, ściślej do sprawy UFO. Oto 18 część Bilblioteczki Skrzydlatej Polski, czyli „UFO i prawdziwe latające talerze”. Pasjonująca lektura.

Książeczka z 1982 roku, przygotowana przez Wydawnictwo Komunikacji i Łączności, to opowieść samolotach bezskrzydłowych, ufopodobnych, o załogach UFO, mechanice lotu i wreszcie o przypadkach „spotkań” z ufoludkami i latającymi talerzami. Wiele wyjaśnia spis treści i notka na stronie z boku.

Wiele jest przypadków „spotkań” z UFO z Polski, m.in. z 1979 roku, kiedy to kontroler na lotnisku w Rębiechowie pod Gdańskiem dostrzega błyszczące UFO.
A to przykład raportu z innego kraju:
W Wenezueli, w 1954 roku, trzej wieśniacy widzieli małego człowieka, który ich obserwował z zarośli, a następnie uciekł do świecącego UFO. Od niego dowiedzieli się, że na Ziemi przebywa pod ludzką postacią ponad dwa miliony kosmitów z planety Orion.

Genialne są w książce grafiki. Na przykład „latający ludzie” albo „ufonauci i kosmici”.

Do tego projekty dziwnych statków powietrznych oraz opis czegoś, co nazywało się Magnetolot. Brzmi jak pojazd z przygód Tytusa.

Dalej takie fascynujące rozkładówki.

Są również zdjęcia, ale te są wątpliwej jakości.

Szkoda, że przynajmniej niektóre projekty pokazane w tej książce nie doczekały się realizacji. Działo by się na naszym niebie, oj działo.

Otagowane , ,