Monthly Archives: Wrzesień 2018

Prace trwają

Pracę nad naszą makietą H0 trwają…

Efekty zobaczycie w poniedziałek, sam się cieszę jak dziecko przygotowując te małe scenki. A więcej o naszej makiecie w specjalnej zakładce.

Reklamy
Otagowane , ,

Ciężki dzień i strefa „mini”

Fotografie z egzotycznych (wtedy) krajów, fotoreportaże, sprawy Warmii i Mazur oraz krajowe, krzyżówki i inne zagadki, no i pełna ciekawostek ostatnia strona z panią „na dokładkę”. Oto pismo „Panorama Północy”, które dzięki przyjacielowi naszego bloga znalazło się w naszych zbiorach.

Przyznam, że nie znałem wcześniej tej gazety. A ukazywała się w Olsztynie od 1957 roku, aż do stanu wojennego. I to w nakładzie nawet ponad 100 tysięcy egzemplarzy. Była pomorskim odpowiednikiem śląskiej „Panoramy”.

Nasz egzemplarz pochodzi z marca 1981 roku, czyli ostatniego roku ukazywania się gazety. Kosztował 3 zł. Ukazał się przy okazji Dnia Kobiet. Stąd ta okładka. Choć jej jakość chyba pozostawia wiele do życzenia 🙂

Na początek nudne informacje partyjne i pojedynek związkowca oraz dyrektora. Ciekawiej jest dalej. Oto fotoreportaż ze ślubu czytelników, którzy poznali się dzięki „Panoramie Północy”. Najpierw pani Dana Kaczonowska (lat 18) zamieściła anons, że zbiera fotosy zespołów i solistów zagranicznych, widokówki i prospekty. Potem, na anons odpisał przebywający wówczas w Gdyni w Ochotniczym Hufcu Pracy Stefan. I tak się zaczęło. Gazeta informuje, że państwo młodzi dostali w posagu od mamy panny młodej dwie zmiany pościeli, kołdrę, sztućce, kryształ, dwie poduszki, dwanaście ręczników i ścierek.

Fantastyczny jest tu opis przygotowań do ślubu. Mama panny młodej kupiła świnię – 160 kilogramów – a 4 tysiące kosztowało wynajęcie sali w Domu Strażaka. Panowie przygotowywali wódkę, panie obierały ziemniaki. A do ślubu wszystko pojechało Żukiem. Wszystko widać zresztą na zdjęciach.

Dalej równie ciekawy fotoreportaż: Dzień jak co dzień, czyli 12 godzin z życia kobiety. Dobrze pokazuje, że kobiety miały naprawdę przerąbane.

Pani Teresa wstawała o 4.30. W kuchni zimno, bo nie ma pieca. Zresztą kuchnia służy za korytarz i umywalnię! O 5.30 pani Teresa zaczyna pracę w szwalni bartoszyckiej „Moreny”. O 13.30 kończy pracę po wyrobieniu akord na 178zł, czyli zszyła 600 sztuk dziecięcych majtek z anilany. Szybko sprawdza co jest na pobliskich straganach i czy warto stać w kolejkach. Jak obliczyła pani Teresa, stanie w kolejkach zajmuje jej średnio 3 godziny dziennie! Potem odbiera dzieci i ustawia się w kolejce za mięsem. W domu karmi dzieci. Na radości z mężem nie ma czasu ani pieniędzy. Dobrze pokazuje to wyliczenie na przedostatnim zdjęciu. I jeszcze ostatni cios. Wszyscy śpią w jednym pokoju: na jednej wersalce dwójka dzieci, na drugiej babcia, a na pani Teresa z mężem. Oglądają film (ona lubi o miłości) i idą spać. I niech ktoś powie, że dzisiaj jest komuś ciężko. Uff…

To jeszcze dwie, zawsze najciekawsze dla mnie strony. Najpierw zagadki i korespondencja. Przykładowe listy:

Krystana Kanczugowska lat 17 ze Świdnika: „interesuje ją poezja, dobra książka, muzyka rozrywkowa i sprawy młodzieży”.
Andrzej Trzeciak lat 18 z Nowej Soli: „interesuje się motoryzacją, dobrą książką oraz muzyką disko. Gra na gitarze”.

W ogóle często pojawia się muzyka, ale też sprawy młodzieży. Hmm…

No i wielki finał. Ostatnia kolorowa strona. Tu jest wszystko. Samochód przyszłości, najsilniejszy człowiek świata, filatelistyka i ona!

Taka to strefa „mini”…

Otagowane , ,

Powieść milicyjna

Podobno damami polskiego kryminału sensacyjnego, zwanego też milicyjnym, są Joanna Chmielewska, Hanna Sekuła i Barbara Gordon. Ja trochę o historiach milicyjnych już tu opowiadałem. Chodzi o kryminalny cykl „Ewa wzywa 07…”, o którym pisałem TUTAJ.

Teraz czas na kolejną serię kryminałów. Tym razem od Wydawnictwa Prawniczego i autorki Zofii Kaczorowskiej. Mam trzy jej kryminalnej opowieści. Dwa pochodzą z 1988 roku. Pierwszy to „Strzał na Mokotowskiej”. Genialny tytuł i genialna okładka.

Jej akcja dzieje się w latach 30., 60. i 80. Niestety lata 80. zajmują tylko kilka stron. Ale i tak pojawia się tu Sala Kongresowa w PKiN i nazwanie pewnej piosenkarki Madonną. Zobaczcie sami początek rozdziału…

Autorka przenosi nas też pod Hotelu Victoria, gdzie jeden ze słynnych polskich aktorów zajeżdża białą Toyotą! Jest też Bazyliszek na Rynku Starego Miasta. A żeby nie było niedomówień książka zaczyna się od standardowego: „Żadna z postaci w niej występujących nie jest autentyczna, a ewentualne zbieżności i podobieństwa mogą być przypadkowe”.

Można tu również dostrzec kto przygotował okładkę. To pojawiająca się we wszystkich wspomnianych tu książkach Zofii Kaczorowskiej Bożena Korulska. To także malarka i uznana scenografka. Więcej o niej przeczytacie TUTAJ.

I jeszcze fragment:

Druga książka, z tego samego 1988 roku, to „Szalona noc w Paryżu”. Okładka jak z żurnala…

Jednym z bohaterów jest tu paryski multimilioner. Nie trudno się domyślić co go spotka…

Książkę otwiera motto ze słowami z „Hamleta”, ale ciekawsze są nazwy rozdziałów: „Serenada Szatanów”, „Bogowie podziemia” albo „Toast morderców”.

Z kolei na tytułowej stronie widać ciekawe logo Wydawnictwa Prawniczego. Aha, jeszcze ważna rzecz. Zobaczcie u góry nakład. Niemal 140 tysięcy egzemplarzy!

I jeszcze tradycyjnie tylna okładka z fragmentem książki.

No i kolejna światowa historia, „Przesyłka do Lizbony” z 1989 roku.

Tutaj znalazłem dowód na to, że kiedyś w Hali Gwardii (ta obok Mirowskiej) odbywały się koncerty! Jest też restauracja „Pod Złotym Bażantem”, Fiat 125p, zespół Pelikany („nieomal polska Abba”), znowu Sala Kongresowa, no i duuuużo krwi. Polecam!

Otagowane , , , , , , , ,

Lot do 100 dolarów

Kilka razy wspominałem tu o Polskich Liniach Lotniczych. Na przykład za sprawą biletu wstępu na taras widokowy TUTAJ albo pięknej torby LOT-u TUTAJ.

Opowiadałem również o charakterystycznym logo LOT-u TUTAJ.

Teraz czas na kolejną pamiątkę związaną z LOT-em. Bardzo wyjątkową, bo z rodzinnych archiwów. Oto bilet lotniczy mojego dziadka. Został wydany w 1951 roku i dotyczył lotu z Gdańska (wtedy z lotniska we Wrzeszczu) do Łodzi.

Jak widać na zdjęciu, bilet wydało biuro Orbisu. Ważna jest również informacja z drugiej pieczątki: „Ostatni termin zgłaszania pasażerów na lotnisku 15 minut przed odlotem”.
Oznacza to, że w latach 50. nie trzeba było być na lotnisku tak wcześnie jak dziś…

Zwróćcie również uwagę na piękne liternictwo na tym bilecie, czy właściwie książeczce.

W środku był cały plik karteczek na bilety i kwity bagażowe. Jak widać bilet został wydany na akademię lekarską w Gdańsku. Bilet kosztował 72zł.

Na tylnej okładce można znaleźć kupony na autobusy. Bardzo ciekawa jest jednak część z „warunkami umowy”. Zawiera wiele interesujących informacji.

Jest, na przykład, informacja o tym, że „godziny odlotu i przylotu, uwidocznione w rozkładach lub gdzie indziej, podają jedynie czas przybliżony”.

Albo bardzo ciekawa wiadomość o tym, że bez dodatkowych opłat można było wywieźć gotówkę wartości do 100 dolarów amerykańskich. Dzisiaj to niewiele. Wtedy też nie było majątkiem.

I jeszcze kilka zdań o lotnisku Gdańsk-Wrzeszcz.

Powstało w 1910 roku w miejscu dawnego poligonu. Działało do 1974 roku. Po wojnie i modernizacji otwarto je w 1947 roku. Wówczas posiadało dwie drogi lądowania. Nie był to łatwy obiekt dla pilotów. Z jednej strony, wzgórze i stacja kolejki SKM, z drugiej Zatoka Gdańska. Ale do połowy lat 70. lotnisko działało obsługując m.in. połączenia krajowe do Łodzi czy Krakowa, ale też międzynarodowe (Kopenhaga, Berlin czy Sztokholm). Lądowało na nim wiele gwiazd goszczących na Pomorzu, m.in. Marlena Dietrich i Karel Gott.

Kiedy zamykano lotnisko we Wrzeszczu, które raziło „paździerzową” zabudową, rozwijał się już port w Rębiechowie. Ja jeszcze jeździłem na rowerze na byłym lotnisku, na terenach chyba już dzielnicy Zaspa, a w hangarze obok pamiętam dom handlowy. Teraz chyba jednak już nic nie przypomina tam o tym, że kiedyś lądowały Antonowy i inne podniebne potwory. Więcej o ciekawej historii tego lotniska przeczytacie TUTAJ.

Otagowane , , , , , ,

Seria sportowa 2

Zgodnie z obietnicą czas na drugą mini serię znaczków sportowych z mojego klasera sprzed lat, tym razem lata 70.

Na początek to, co interesuje mnie najbardziej, czyli żużel. A konkretnie Finał Indywidualnych Mistrzostw Świata na żużlu, który odbył się w Chorzowie w 1973 roku. A tytuł mistrza świata zdobył wtedy Polak, Jerzy Szczakiel (w biegu dodatkowym), a trzeci był Zenon Plech. A oto jak było:

W zestawie widzicie też znaczek z XXX Wyścigu Pokoju z 1977 roku. W pierwszej 10-tce było wtedy dwóch Polaków. Trzeci Tadeusz Mytnik, a dziewiąty Czesław Lang.

Widać też dwa znaczki hokejowe. To z Mistrzostw Świata i Europy w Hokeju Na Lodzie. Odbyły się w Katowicach 1976 roku. Polska nie zagrała wybitnie. Poza jednym meczem, historycznym. W grupie wygraliśmy z ZSRR 6:4.

Dwa piłkarskie dotyczą z kolei Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Argentynie w 1978 roku. Tam odpadliśmy po meczu z Brazylią…

Dużo lepiej było cztery lata wcześniej…

Tutaj Polska zajęła 3 miejsce, a Grzegorz Lato został królem strzelców.

I jeszcze lekkoatletyka na koniec. Cztery znaczki wydano z okazji VI Halowych Mistrzostw Europy, które odbyły się w Katowicach w 1975 roku. Zdobyliśmy tu 10 medali, w tym 2 złote (oba w biegach przez płotki).

Szczerze mówiąc, nie wiem, czy teraz też wychodzą znaczki z okazji takich sukcesów Polaków?

Otagowane ,

Sport na znaczku

A może trochę o znaczkach? W latach 80 i 90 zbierałem je baaardzo namiętnie. Z jednej strony, kolekcja powiększała się poprzez abonament na poczcie, który można było wykupić, a z drugiej, sam szukałem perełek. Dzisiaj mam jeszcze kilka starych albumów. Krótko wspominałem o kilku znaczkach „kosmicznych” TUTAJ. A teraz, przeglądając stare albumy wpadłem na kilka ciekawych sportowych okazów. Podzieliłem je na dekady. Najpierw lata 60, a jutro 70.

Najpierw seria olimpijska z Tokio z 1964 roku. Polska reprezentacja zdobyła na nich, aż 23 medale, w tym 7 złotych. Na pierwszych igrzyskach na kontynencie azjatyckim byliśmy znakomici w boksie i lekkoatletyce. Powyżej znaczki z czterema polskimi medalami: złotymi Waldemara Baszanowskiego w podnoszeniu ciężarów i Egona Franka w szermierce. Z kolei srebrne to: Teresa Ciepły w biegu przez płotki oraz sztafeta 4×100 mężczyzn.

Tu małe wspomnienie:

Tokio 1964 poświęcony jest też znaczek z zestawu niżej. Ale pierwszy z lewej jest znaczek z kolejnych igrzysk, z Meksyku 1968. Polska zdobyła tym razem 18 medali, w tym 5 złotych. Przedstawia sztafetę, ale akurat w sztafecie medali tam nie zdobyliśmy. Inaczej było na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy w Belgradzie w 1962 roku. Zdobyliśmy 13 medali, w tym 3 złote.

Jest też akcent zimowy. To znaczek z imprezy o ładnej nazwie, Spartakiada Armii Zaprzyjaźnionych. Znaczek pochodzi z pierwszej edycji, z 1961 roku. Gospodarzem była Polska. Zawody odbywały się w Zakopanem, Bydgoszczy i Toruniu.

Teraz seria zimowa + szermierka. Ten zielony upamiętnia Mistrzostwa Świata w Szermierce, które odbyły się w Gdańsku w 1963 roku. Polacy zajęli drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, wiadomo, za ZSRR.

Najstarszy z zimowych, pierwszy z lewej, pochodzi z Narciarskich Mistrzostw Świata z 1962 roku, które odbyły się w Zakopanem. Konkursy skoków narciarskich oglądało wtedy nawet sto tysięcy widzów!

Tutaj filmowe wspomnienie:

Pozostałe dwa pochodzą z igrzysk zimowych, kolejno z Innsbrucku 1964 i Grenoble 1968.

I jeszcze dwa. Pierwszy to ponownie Tokio 1964 i wspomnienie naszych genialnych pięściarzy: Kuleja, Grudnia, Kasprzyka, Olecha, Pietrzykowskiego, Grzesiaka i Walaska.

A na finał bardzo udana dla nas impreza, czyli Mistrzostwa Europy w Koszykówce Mężczyzn, które odbyły się w 1963 roku we wrocławskiej Hali Ludowej. Polacy zdobyli srebrny medal, przegrywając w finale z ZSRR.

Jutro kilka ciekawostek z lat 70.

Otagowane , ,
Reklamy