Dokument epoki

To jest jedno z tych znalezisk, które trudno nam skomentować. Po prostu się nim zachwycamy. Przy jednym ze śmietników leżało takie cudo.

Oto oryginalny scenopis filmu „Korczak” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Scenopis pochodzi z 1989 roku, a autorką scenariusza jest sama Agnieszka Holland. Film zrealizował nieistniejący już Zespół Filmowy Perspektywa, którego dyrektorem artystycznym był Janusz Morgenstern.

Scenopis składa się z dwóch tomów. Ale to nie wszystko. W środku dwa dodatkowe skarby.

 

Najpierw wycinek z „Gazety Wyborczej” z 1990 roku z recenzją filmu Tadeusza Sobolewskiego. To może świadczyć o tym, że na przykład ktoś pisał pracę o tym filmie i zbierał o nim materiały. Tylko dlaczego tak brutalnie się ich pozbył?

Drugi dodatkowy skarb to rozpiska jednego dnia planu zdjęciowego.

Plan pracy z dnia 26.10.1989 roku. Ma wszystkie pieczątki i podpisy. Ekipa, w tym grający główną rolę Wojciech Pszoniak, mają stawić się na ulicy Małej. Rozpiska zawiera harmonogram dla wszystkich aktorów/statystów, wykaz rekwizytów itp. Ma też wszystkie potrzebne pieczątki i podpisy.

Podpis złożył II kierownik Produkcji Robert Lipiński.

Nie wiem jak można było wyrzucić taki skarb. Na szczęście go uratowaliśmy.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

Polonez na papierze

Polecam, polecam! Nasz Polonez na kablu, o którym pisałem m.in. TUTAJ, trafił do gazety, ale nie tylko on.

Nie ma co ukrywać, do nowego numeru magazynu „Esquire” napisałem tekst o skarbach z minionej epoki. Kilka z nich mamy w swojej kolekcji.

Myślę, że tekst będzie dobrym przewodnikiem dla tych, którzy myślą o zbieraniu takich skarbów albo mają je od lat i po prostu nie wyrzucili. Polecam serdecznie!

Otagowane ,

Dawno temu na kasecie

Podczas ostatnich małych włoskich wakacji nie mogłem darować sobie wizyty w jednym z tamtejszych antykwariatów. Zupełnie przypadkowo znajdowała się w nim pokaźna kolekcja kaset VHS. Oczywiście kupiłbym je wszystkie… ale musiałem wybrać. Jak jedną, to mogłem tylko z tym genialnym filmem.

Pomyślałem, że film Sergio Leone z 1984 roku zakupiony na włoskiem ziemi to będzie wyjątkowa pamiątka. O samym obrazie napisano już tak wiele i ciekawie, że nie będę się tu wychylał. Skupię się na kasecie.

Na zdjęciu powyżej widać logo jednego z najważniejszych wydawców kaset VHS w latach 80 we Włoszech, De Laurentis Ricordi Video. To spółka, którą zawiązała się z połączenia firmy słynnego producenta Dino De Laurentiisa i włoskiego firmy Ricordi Video. Mieli taką ładną czołówkę.

Ta kaseta została wydana w 1987 roku. Było to któreś kolejne wydanie wideo z tym filmem. Na kasecie widnieje dużo bardzo miło brzmiących napisów, na przykład:

„Film per tutti”, czyli zdaje się: film dla wszystkich.
„Tutti i diritti reservati”, to chyba: wszystkie prawa zastrzeżona.

No i do tego ten włoski tytuł!

Dziwne musi być oglądanie tego filmu na włoskiej kopii. Przecież w kraju Roberta Badzia, jak mówił pan Szpakowski, dubbingują wszystko. Czyli Robert De Niro mówi po angielsku, ale po włosku, hmm.

Poprzedni właściciel kasety zapłaciłby jednak karę w mojej wypożyczali Paco w Słupsku w latach 90. Nie przewinął kasety do początku.

Eh ci Włosi…

Może nie miał takiego urządzenia. Oto przewijaki do kaset VHS, o których pisaliśmy TUTAJ.

 

Otagowane , , , ,

Pani skąpa malarka

Nasza makieta kolejki H0 zbliża się do finału, to znaczy do budowy. Kończymy etap zbierania materiałów. Więcej informacji o niej przeczytacie w zakładce „Makieta H0”.

Mamy już sporo domków, tory, dworce, lampy, przejazdy, samochody, drzewa i wiele innych potrzebnych przedmiotów. Teraz mamy też już wyjątkową postać, która zagości na makiecie.

Oto Osterhasin, czyli króliczek, trochę Playboya. Pani malarka została wyprodukowana przez niemiecką firmę specjalizującą się w takich modelach, Preiser.

Króliczek jest przyznam dość skąpo ubrany, ale to przecież pani malarka…

Myślę, że ten prezent od przyjaciela bloga sympatycznie ubarwi makietę, do której budowy zabieramy się już wkrótce!

Jeżeli ktoś z was ma jakieś elementy, które super wyglądałyby na naszej makiecie, prosimy o kontakt: przyj@wp.pl.

W następnym wpisie kolejne ludziki, trochę mniej kolorowe.

Otagowane , ,

Oddawaj wszystkie lajki!

Ponownie nasze skarby w klipie! I to ponownie, nie boimy się użyć tego słowa: znakomitym. Oto teledysk do singla „Lajki” z nowej płyty zespołu Coma. Piosenka i klip z gościnnym udziałem Darii Zawiałow. Reżyserką jest Dominika Podczaska, która ma na koncie m.in. wideoklipy dla Voo Voo, Julii Marcell i Reni Jusis.

Teledysk przenosi nas kilka dobrych lat wstecz. No i tu nie mogło zabraknąć skarbów z naszej kolekcji. Oglądając go szybko zobaczycie, i to nie raz, naszą sympatyczną oryginalną butelkę wódki Baltic Vodka, o której pisaliśmy TUTAJ.

 

A dalej w tym super klipie kolejne przedmioty z bufetowej kolekcji.

Jest szpulowiec Telefunken, którego historię przytaczaliśmy TUTAJ

 

I jeszcze na przykład jeden z egzemplarzy genialnego czasopisma z tamtych czasów „Ty i Ja”. O nim było TUTAJ.

Dziękujemy twórcom klipu za zaufanie i skorzystanie z naszych skarbów!

A wy, co jeszcze dostrzegliście „naszego” w klipie?

Otagowane , , , , ,

Zrelaksuj się po raz drugi

Niemal dokładnie rok temu pisałem o zbiorczym, nowym wydaniu komiksów z zeszytów „Relax” wydawanych na przełomie lat 70 i 80. Wtedy wpis zakończyłem zdaniem pełnym nadziei: „oby ukazały się kolejne zbiorcze wydania”. No i się udało!

Kolejne zbiorcze wydanie już na rynku. Nie będę tu opisywał historii samego magazynu „Relax”, bo wspominałem o tym już TUTAJ przy okazji pierwszej części. W drugiej… kolejne perełki.

Oto spis treści. Dla mnie jednym z ważniejszych komiksów była opowieść o pewnym blondynie, który zaczął ćwiczyć judo. Sam, kiedyś, w Słupsku, tak zaczynałem…

To opowieść „Konus” rysowana przez Marka Szyszko (m.in. „Pilot śmigłowca”) i napisana przez Krzysztofa Szweda. No umówmy się, banalna. Ale ile tam pięknych scen i obcych języków. Chociażby taki obrazek.

No i słynna odzywka a propos „dewizowców”…

A na deser, komiksowe disco! Tylko dens ma sens – jak mawiał klasyk.

Ale przyznam, że pierwszą historią jaką sobie przypomniałem była opowieść Janusza Christy (tak, to ten od Kajko i Kokosza) „Coś z ryb”, do tego „Palacze”, no i doskonałe „Bajki dla dorosłych”.

Tak jak z poprzedniego zbiorczego wydania, z tego pamiętam poszczególne obrazki, kadry, nawet nie same komiksy. Tak jest z futurystyczną historią „Tam gdzie słońce zachodzi seledynowo” z rysunkami Waldemara Andrzejewskiego i scenariuszem Stefana Weinfelda (w poprzedniej antologii była moja ulubiona „Czarna róża” jego autorstwa).

To smutna historia o tym, jak maszyna ratuje… człowieka.

Dobrze pamiętam również „Pięć kroków wstecz” o harcerzu, który za pomocą specjalnych butów przenosił się w różne epoki wstecz. Polski „Powrót do przyszłości”.

Są tu również trochę futurystyczna „Vahanara” z rysunkami Jerzego Wróblewskiego

…oraz „Opowieści nie z tej ziemi” Witolda Parzydło. Widać tu fajnie różnice między komiksami. Pierwszy bazujący na dużej ilości tekstów, drugi jednak bardziej obrazkowy.

Fajne są tu „rzeczy” Edwarda Lutczyna, chociażby „Lekcja tenisa”

i przede wszystkim „Mundial 78”. To historia tego, co śniło się panu trenerowi Jackowi Gmochowi przed mistrzostwami. Przypomnę, że podczas mistrzostw świata’78 Gmoch z reprezentacją zajął 5 miejsce.

Prawda, że podobny. A tego pana na dole to rozpoznajecie?

Tak, tak, to historia o porwaniu najlepszych piłkarzy świata.

A jeszcze na koniec taka patriotyczna, propagandowa historia wojenna o początkach II wojny światowej. Scenariusz, delikatnie mówiąc, naciągany, no i te rysunki. Ech…

Ale tu jaka niespodzianka! Rozpoznają państwo tego pana? 😉

Otagowane , , , , , , , , ,

Wars wita was

Od dłuższego czasu szukałem wagonów i lokomotywy na makietę kolejki. O postępach w jej budowie, przedmiotach, które się na niej znajdą piszę w specjalnej zakładce MAKIETA H0. Czas na jej uzupełnienie, bo wreszcie udało mi się znaleźć takie dwa piękne okazy.

Ci, którzy tu już zaglądali wiedzą, że makietę buduję z zabawek z epoki. Nie inne są te dwa wagoniki zakupione w antykwariacie w Warszawie. Wiem, wiem. Może nie idealnie pasuje do makiety „a la PRL”, ale same modele pochodzą z tamtych lat. Poza tym, jak mógłbym nie zamontować na makiecie WARS-u.

Speisewagen, czyli wagon restauracyjny z genialnymi stolikami i lampkami, które można dostrzec przez okienka, wyprodukowała firma Schicht. Firma enerdowska została przejęta na początku lat 80. przez giganta, PIKO. To znaczy, że nasz model pochodzi zapewne z lat 70, jeszcze sprzed przejęcia firmy.

A jakie były wtedy WARSy? Znaczy w PRL-u? Przede wszystkim można było w nich palić i to był hardcore, bo cały wagon był zadymiony. Oczywiście lało się w nim piwko. Można było również kupić oranżadę oraz wątpliwej jakości potrawy.

Odpowiednikiem WARS-u w DDR była Mitropa.

Nasz wagon restauracyjny ma plakietkę z trasą Drezno-Brambach. Brambach to uzdrowisko w Saksonii.

Do części restauracyjnej idealnie pasował taki sympatyczny wagon. Też wyraźnie widać wnętrze. Stoliki, siedzenia. Na szczęście toaleta znalazła się za matową szybą. Można się spokojnie załatwiać.

Ciekawe, że stacją dla tego wagonu było też Drezno. Jeździł w kierunku Plauen – miejscowości w Saksonii. I uwaga. W Plauen urodził się Andre Ochodlo, które zapewne znają mieszkańcy Trójmiasta interesujący się teatrem. Andre to aktor i reżyser teatralny pracujący w sopockim Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej.

A na deser jeszcze oryginalna naklejka PIKO na opakowaniu.

Wagoniki już mam na początek. Czas na lokomotywę…

Otagowane , , ,

Przeboje z myszką

Wiem, wiem. Daaawno nie pisałem o kasetach. Czas nadrobić ten błąd. I to podwójnie, a nawet potrójnie, bo będzie nie tylko o kasetach, ale też o tym, gdzie je kiedyś trzymaliśmy. Ja, na przykład, nigdy stojaków czy pojemników nie miałem. Kasety trzymałem w szufladach i na półce. Oczywiście podpisane (na maszynie).

Ale jak takie ładne skarby znalazłem na kocyku u jednego gościa pod halą Mirowską w Warszawie, to nie mogłem się oprzeć. Kupiłem u niego dwa stojaki na kasety i przy okazji 5 ładnych kaset. Ktoś lubił porządek, bo wszystkie miejsca są elegancko podpisane na gustownych plasterkach.

Jak widać poprzedni właściciel w podpisach bawił się różnymi kolorami. No i gustował w klasyce. Bardzo też lubił „przeboje”, a czasami nawet „przeboje z myszką”.

Widać również, że fan muzyki lubił dodawać przed zespołami „the”.

Przyznam, że wyciąganie kaset z tych obrotowych stojaków nie jest jakoś specjalnie wygodne. No, ale nie można mieć wszystkiego.

Wybrałem te kasety, bo pokazują, jak wtedy sami bawiliśmy się w dekorowanie kaset. Wycięte zdjęcie z gazety, spis piosenek na maszynie, no i numery kaset.

Zdaje się, że poprzedni właściciel spisywał również jednostki z licznika ze swojego magnetofonu. To ułatwiało przewijanie na konkretną piosenkę.

A ty, jaki miałeś sposób na ułożenie swojego katalogu kaset?

Więcej o kasetach przeczytacie w specjalnej zakładce KASETY.

Klampra Apaczów

Umówmy się, kto w PRLu nie bawił się w kowbojów i Indian? U mnie na podwórku nie było takiej osoby. Co prawda, kiedy ja biegałem z pistoletami po podwórku bum na Apaczów, Karola Maya i Olda Shatterhanda już nieco przygasł, ale wszyscy pamiętali niemieckie produkcje z Winnetou w roli głównej. Grał w nich aktor, który widnieje na tej pięknej klamrze – dostałem ją niedawno od kolegi.

Pan, którego widać na zdjęciu obok pięknego konia to francuski aktor Pierre Brice, a właściwie Pierre Louis Baron de Bris. Aktor, który w latach 60 zagrał samego… Krzetuskiego we włoskiej ekranizacji “Ogniem i mieczem” Sienkiewicza.

Do Winnetou podobno trafił przypadkiem, zaczepiony na jakimś bankiecie przez reżysera filmu opartego na powieści Karola Maya. Tym sposobem aktor z Francji gra przywódcę Apaczów w niemieckiej produkcji, w której amerykańskie stepy udawały zdaje się jugosłowiańskie krajobrazy. Pierre po raz pierwszy zagrał Winnetou w 1962 roku. W kinach oglądało go kilka milionów ludzi. Z kolejnymi produkcjami o indianach i kowbojach, w których Pierre zakładał piękną opaskę z piórkiem na głowę było podobnie. Jak kilkanaście lat temu Francuz wydał biografię to nazwał ją, tu zaskoczenie, “Winnetou i ja”. Dzięki tej roli z mało znanego modela i aktora drugoplanowego stał się gwiazdą. Żeby było śmiesznie, tak jak w książce, w jednym z pierwszych filmów Winnetou ginie, ale twórcy pod presją fanów, nie zakończyli tej sagi. Pokazywali po prostu wcześniejsze przygody bohaterów.

Efektem popularności Winnetou i indiańskich przygód było masę gadżetów związanych z dzikim zachodem, które również sami wykonywaliśmy. Jakieś obrazki i inne duperele albo takie klamry. Wystarczyło zdjęcie ze “Świata Młodych” czy “Zarzewia”, stara klamra i już miało się wyjątkowy okaz. Jak ten.

A oto próbka filmowego Winnetou

Otagowane , , , ,

A tymczasem w Kawowym

Niewiele pozostało knajp, tych naprawdę wartościowych, które mają swój rodowód w PRLu. Mówię tu o Warszawie, ale pewnie podobnie jest w innych miastach. Na portalu igimag.pl przyglądam się niektórym z nich. Polecam tekścik. W nim m.in. o moim ulubionym Barze Kawowym przy placu Bankowym.

Oto fragment o Kawowym:

„Oszklony budynek ujawnia swoje piękne wnętrze przez lekko rozchylowen firanki. W środku sporo drewna. Jest nim obłożona m.in. lodówka garmażeryjna. W niej ciastka w-z, pączowe, torciki i inne. Ceny sięgają kilku złotych i uwieżcie mi, ciastka dają radę. Do tego kawka albo herbatka w nieodłącznej szklance. Zawsze się zastanawiam, jak ją złapać, żeby nie poparzyć się wrzątkiem. Na taki zestaw popołudniami często przychodzą panie na plotki albo panowie pogadać o starych Polakach. Każdy, kto wchodzi ładnie wita się ze wszystkimi (nawet jak się nie zna), czego chyba trudno doświadczyć w barach udających klimat z PRLu. Nikt tu nie siedzi z nosem w telefonie, a jednocześnie nikogo nie dziwi widok samotnego pana, który po prostu spokojnie pije sobie piwko i rozwiązuje krzyżówki. Szybko też zawiązują się przyjaźnie, nikt nie ma problemu z pogadaniem sobie z osobą, siedzącą przy drugim stoliku. Zdarzyło mi się, że poznałem starszego (po 70-tce) pana, który przyniósł do baru Kawowego kuszę i opowiadał, jak to jest mistrzem naciągów i posługiwania się tą bronią. Raz pomagałem sympatycznemu smutnemu panu pisać list do ukochanej. Wieczorami do Kawowego trafiają również młodzi ludzie, żeby nadziwić się, że można w knajpie siedzieć bez telefonu, porobić zdjęcia i wrzucić je na fb, ale też spokojnie pogadać. Do piwka, wódeczki i innych trunków można zamówić najprostrze jedzenie, niestety odgrzewane w mikrofali. Ale za to, kiedyś pani specjalnie dla mnie zrobiła jajecznicę. Nie miała w karcie, ale powiedziała, że ma jajka i może mi zrobić. Co wy na to!” 

  

Więcej na wspomnianej stronie TUTAJ. Polecam!

Otagowane , ,