Category Archives: design

Miły element dekoracyjny

Co można robić w podróży pociągiem albo pekaesem? Czytać książkę, spać, pisać list miłosny albo…

Wyjąć układankę KAW 50 części. No i spróbować ułożyć. Na przykład takie boćki, które mam w kolekcji. Mi się udało.

Takie mini cudo wydała Krajowa Agencja Wydawnicza, część konglomeratu RSW Prasa-Książka-Ruch. KAW zajmowało się wydawaniem książek, pocztówek muzycznych, ale też właśnie takich perełek. Układanka 50 elementów łatwo zmieści się na małym stoliku, książce itp. Jest z dość twardego kartonu. Idealna na podróż.

Jak pokazuje pudełko kosztowała 40 zł i jest częścią serii „Przyroda ziemi ojczystej”. Pozostałe to Polskie Krajobrazy, Mapy i Galeria Malarstwa. Tutaj mamy bociany. Jest o nich też krótki tekst, do tego o samej serii i układankach. Taka Mini-Układanka wyrabia spostrzegawczość i refleks, uczy wytrwałości i cierpliwości. Można też się nią bawić w grupie, wtedy układamy na czas. A dodatkowo: „złożona i podklejona mini-układanka może stanowić ponadto miły element dekoracyjny”. Może zawisnąć na przykład w toalecie, lub na klatce schodowej.

Opakowanie też epatuje chwytliwymi hasłami: Zabawa dla cierpliwych, Radość dla wytrwałych. i Zachęca: kolekcjonuj układanki KAW!

Mnie przekonało.

Otagowane , , ,

Z panterką do szkoły

I zaczął się nowy rok szkolny. Pamiętam, że było to zawsze takie pomieszanie ekscytacji nowym rokiem i interakcjami w szkole z przerażeniem szkołą. No ale wiadomo, że liczyła się stylówa. Nie wiem czy pamiętacie, ale każda klasa miała inny wzór na kołnierzyku fartuszka? Tak, były fartuszki! My w SP 14 w Słupsku mieliśmy takie:

Obok, to mój ziomek z Finlandii. Z wymiany ze szkołą fińską. Od niego miałem te Nike. A tarcze szkolne, to mieliśmy takie:

No i tak, już wtedy modne były nerki. Widzicie jaką mam panterkę, na zdjęciu powyżej?!
Wiem, trochę jak Cugowski wyglądam…

Otagowane , , ,

Golić na eksport

Zgrabne, ładne i elegancko zapakowane… ale jak goli, tego nie wiem, trochę się boję. W każdym razie mam takie cudo dla golarzy. Urządzenie Charków 41 z 1987 roku.

Na kabel, z osłonką, pędzelkiem do czyszczenia i w oryginalnym opakowaniu.

Golarkę wyprodukowały Zagorskie Zakłady Optyczne i Mechaniczne (ZOMZ) znajdujące się w miejscowości Siergijew Posad oddalonej od Moskwy o kilkadziesiąt km. Słynęły z produkcji lornetek, ale takie cuda do golenia też tam produkowano.

Historia zakładu sięga jeszcze czasów sprzed II wojny. Na opakowaniach i samej golarce widać jednak logo Tento. To skrót od zajmującej się handel zagranicznym, czyli eksportem produktów poza ZSRR biurem Tech­noin­torg.

Na opakowaniu jest ciekawa rzecz. Naklejka z pomnikiem i napisem Charków. Udało mi się dojść do tego, że jest to pomnik ukraińskiego malarza i pisarza Tarasa Szewczenki. Zresztą jego pomnik został na początku XXI wieku postawiony też w Warszawie. Ten w Charkowie – wielki na kilkanaście metrów – powstał w latach 30. XX wieku. Taras tu góruje, ale są też postaci robotnicy czy górnika. Podobno do stworzenia rysów tych postaci pozowali aktorzy miejscowego Teatru Berezil. Dziś narodowego teatru dramatycznego Ukrainy. Czy dziś aktorzy golą się czymś takim? No pewnie nie. Też bym się bał.

Otagowane , , ,

Herbatka, z cytrynką

Kto u babci nie pił herbatki ze szklanki w koszyczku, ten nie zna życia. Na przykład w takim koszyczku.

Czerwony, w różnych wzorach, z tworzywa sztucznego, idealny do herbatki.

Takie koszyczki mogły być plastikowe, albo z jakiegoś metalu. Do tego pasowały klasyczne szklanki.

Żeby koszyczki się nie pogubiły, trzeba znaleźć dla nich dobre miejsce. Najlepiej w większym koszyczku. Na przykład takim ze Spółdzielni Inwalidów Kozienice. Spółdzielnia działa od lat 50. XX wieku i oprócz takich cudów produkuje też na przykład sztuczne choinki.

No to nie pozostało nic innego, jak nalać herbatki, z cytrynką…

Otagowane , ,

Skarby od spółdzielni

Kolekcję zasiliła wyjątkowa paczka od znajomej. W niej dużo różności sprzed lat. Czas zacząć o nich opowiadać.

Na początek ładny termometr i higrometr (do mierzenia wilgotności). Urządzenie do postawienia lub powieszenia w domu. Plastikowe, może lekko toporne, ale sprawne i spełniające swoją funkcję.

Wyprodukowała to Spółdzielnia Pracy Zootechnika z Krakowa. Istniała od 1950 roku i specjalizowała się w produkcji urządzeń pomiarowych. Widać też logo ze skrótem pełnej nazwy, czyli Wytwórni Sprzętu Zootechnicznego. Sprzęt dołączy do innych termometrów w kolekcji, na przykład takiego cuda.

Inna spółdzielnia i inny skarb.

Mydło z piękną panią, toaletowe, wyborowe, wyprodukowane przez Spółdzielnię Inwalidów Jedność w niewielkim Staszowie w Świętokszyskiem.

Spółdzielnia działała od 1962 roku. Produkowano tam wiele różnych rzeczy, od ozdób choinkowych, po części samochodowe. No i takie piękne mydła. Ciekawe tylko, kto jest na tym zdjęciu na opakowaniu?

Otagowane , , , , ,

Czapkowizja

W Piasecznie, w drugiej połowie lat 70. rusza produkcja kolorowych kineskopów. Na wielkie Zakłady Kineskopów Kolorowych składały się huty szkła, wydziały produkcyjne, zaplecze energetyczne, wodne, magazyny, laboratoria, biurowce. Całość zamknięta na powierzchni kilkunastu hektarów.
Piaseczyńskie zakłady wraz z Warszawskimi Zakładami Telewizyjnymi, Gdańskimi Zakładami Telewizyjnymi i zakładami Diora w Dzierżoniowie odpowiadały za przemysł telewizji w Polsce. Rozwijający się, czego wynikiem było wiele różnych modeli odbiorników. A dokładniej, te w Piasecznie nazywały się Unitra-Polkolor.

Wspominam o tym, bo jak widać na zdjęciu, udało mi się zdobyć (od starszej pani przy Hali Mirowskiej), taką uroczą czapkę. Kolorowa, z logo zakładów Polkolor.

Co prawda historia polskiej telewizji zaczyna się jeszcze przed II wojną światową (w 1935 r. w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym w Warszawie pod okiem dyrektora, geniusza szykowanego do Nobla, prof. Janusza Groszkowskiego zainicjowano prace badawcze nad telewizją), to czapeczka pochodzi z czasów końca PRL, zapewne lat 80., bądź końca 70. Wtedy to już w naszych domach zaczęły pojawiać się kolorowe telewizory, na czele z tym nieszczęsnym, cholernie ciężkim, radzieckim Rubinem.

Na szczęście takiego telewizora już nie mam, ale za to czapkę tak i pasuje idealnie…

Otagowane , , , ,

Magnety od Marcina

Żłobek, szkoła, lecznica,  Zakładowy Dom Kultury, w którym odbywały się zajęcia edukacyjne, grano w brydża, szachy, warcaby. Uczono gry na instrumentach, języków obcych, odbywały się zajęcia baletowe, teatralne, fotograficzne, spotkania Koła Łowieckiego Łoś, zakładowego koła filatelistów. Do tego biblioteka, jadalnia, sklep, bar, zakładowe radio, kino, no i wiele sekcji sportowych. To tylko część tego, co działo się w Zakładach Radiowych im. M. Kasprzaka na warszawskiej Woli. Utworzono je pod nazwą Warszawskie Zakłady Wytwórcze Urządzeń Radiowych. Uroczyście otwarto 22 lipca 1951 roku akademią w zakładowej stołówce… A dlaczego o nich w ogóle piszę?

A dlatego, że taki cudowny zestaw dostałem od byłego pracownika zakładu. Rozmawiałem z nim do powstającej nowej książki i usłyszałem masę cudownych opowieści o samym zakładzie, który był ogromny! Do tego o kultowych sprzętach, magnetofonach w nim produkowanych. Również tych na licencji Grundiga. Zresztą to tam produkowano pierwszego polskiego walkmana Kajtka.

Jak widać zakład miał nie tylko swój radiowęzeł i swoją gazetę („Radiowiec”), ale też wiele gadżetów reklamowych. Na przykład koperty i teczki z logo i adresem zakładu.

ZRK należały do zjednoczenia Unitra, dla którego wspaniałe logo powstało w Ośrodku Wzornictwa Przemysłowego PTH UNITECH w 1969 r., a projektantami byli Janusz Ferenc i Wiesław Wencel.

Mam jeszcze czapeczkowy skarb, czyli taką materiałową czapkę z daszkiem rozdawaną na przykład na pochody pierwszomajowe.

Prawda, że piękna?

A o samych zakładach będzie już niedługo duuużo więcej, w tym o trudach i zaletach pracy tam, skąd wzięła się nazwa walkmana Kajtek i jak Polscy inżynierowie byli lepsi od tych zachodnich. Ale nie zawsze 🙂

Otagowane , , , ,

Polo dla każdego!

Frutella, Ania, Mandarynka, Fructo-Lemon, Cytrynówka, Cytrus, Citro, Cytrovit, Florida, Tropik Coctail Egzotyczny, Fructo Cassis Porzeczkowy, Frukton Jabłko-Wiśnia, Truskaweczka, Jagódka, Jantar… napojów owocowych w PRL produkowano baaaardzo wiele. Nawadnialiśmy się nie tylko klasycznymi oranżadami, ale właśnie takimi wynalazkami. Butelki po kolejnych trafiły do mojej kolekcji.

Po lewej to przykład wariacji na temat coli. Zanim do Polski w latach 70. weszły Coca-Cola i Pepsi, a nawet potem, mieliśmy swoje odpowiedniki. Najbardziej popularna z nich była Polo-Cockta (z recepturą bazującą na jugosłowiańskim napoju Cockta), która reklamowała się jako „napój gazowany słodzony z dodatkiem naturalnych substancji smakowo-aromatycznych, barwiony, zawierający kofeinę”. Rozpoznawalna przede wszystkim po premierze filmu Juliusza Machulskiego „Kingsajz” w 1987 roku. Produkowano też jednak inne ciekawostki, jak Club Cola, Quick Cola czy Polo Cola. Produkowana przez Łódzkie Zakłady Spożywcze Przemysłu Terenowego nie miała klasycznej papierowej etykiety, tylko nadruk na samej butelce. Ta była wyższa, pękata i trzymało się ją lepiej niż te od klasycznych oranżad. Trwałość szacowano na 30 dni i kosztowała 2.80 zł.

Miała też klasyczne kapslowe zamknięcie. Za to drugi napój, jeszcze ze starszym, ale ciekawe, że nie ceramicznym, ale korkiem ze szkła.

Ta Mandarynka produkowana przez zakład zrzeszony w PSS kosztowała 2.30, ale kaucja wynosiła aż 3 zł.

Musiała mieć jakiś dziwny, albo bardzo naturalny skład, bo trwałość obliczono zaledwie na 6 dni.

Na etykiecie jest jakaś pieczątka, pewnie z jakiegoś zakładu, ale nie mogę rozszyfrować, może Wy…

Otagowane , , , ,

Morski klimat i zwierzaki

Czas powrócić do kolekcji wyjątkowych graficznych perełek. Etykiety zapałczane. Pisałem o nich kilka razy, prezentując fantastyczne etykiety z reklamami, kulturalno-społeczne, sportowe, firmowe itp. Dziś graficzne perełki z różnych wytwórni zapałek. Na początek klimat morski.

Fabryka zapałek w Gdańsku (z historią jeszcze z końca XIX wieku) w PRL była jedną z największych. Różnice w cenach tych zapałek świadczą o różnych latach produkcji. Różna też była ich ilość w pudełku, od 48, do 64. No i klimat morski. Statki, żaglówka, foka, no i wesoły kapitan.

Tutaj fragment Polskiej Kroniki Filmowej z 1947 r. o gdańskiej fabryce zapałek: Gdańsk. Fabryka zapałek | Repozytorium Cyfrowe Filmoteki Narodowej

Kolejny zestaw, to różne wersje dwóch wzorów etykiet z zakładów w Bystrzycy i Czechowicach. Tą drugą uruchomiono w 1919 roku. Wytwarzała zapałki zwykłe, ale też świecowe, grillowe, kominkowe, długie, dymne, sztormowe i inne produkty, chociażby do kominków. Z tej wielkiej fabryki zapałki szły na eksport m.in. do Afryki.

Powyżej zestaw z ptakami, z różnych fabryk, w tym w Częstochowie i Sianowie. Historia tej pierwszej sięga końca XIX wieku.

Poniżej kolejne „zwierzęce” etykiety. Także z Sianowa, kolejnego wielkiego producenta zapałek z historią z XIX wieku.

Teraz przykłady zapałek, które mogły iść na eksport, albo do Peweksów i najlepszym hoteli.

Jeszcze taki fajny projekt o dynamicznej nazwie „Jet”.

Na koniec super graficzne przykłady.

Wreszcie na finał mój ulubiony projekt. Zadowolony palacz na etykiecie wytwórni z Częstochowy.

Otagowane , , , , , ,

Z Wysp do Polski

Kultura, sport, moda, dizajn, życie codzienne… różne były tematy poruszane w wyjątkowym czasopiśmie lat 70. i 80. Chodzi o magazyn „Brytania” wydawany przez ambasadę Wielkiej Brytanii w Warszawie. Oczywiście miesięcznik rozprowadzany przez RSW Prasa, Książa, Ruch, czy dokładniej jego treść była konsultowana ze stroną Polską, nie zmienia to faktu, że było to wyjątkowe wydawnictwo. Mam dwa numery.

Oba pochodzą z 1974 roku. Stosunki polsko-brytyjskie były wtedy na niezłym poziomie. Jak zresztą z innymi zachodnimi krajami podczas epoki Gierka. Co prawda wymiana handlowa nie była tak duża jak z RFN czy Francją, ale zbliżyliśmy się. Kupowaliśmy od nich licencje (na przykład na ciągniki rolnicze, miała być też na autobusy Leyland, ale wygrał francuski Berliet), w Londynie z wizytą pojawił się premier Jaroszewicz. Ociepleniu stosunków towarzyszył druk tego magazynu.

Jego bohaterami były rozpoznawalne na Wyspach i nie tylko postaci ze sportu, muzyki, opisywano ich biografie, przedstawiano jakieś zjawiska. Myślę, że na tamte czasy mało było takich informacji w innych magazynach.

Są tu super reportaże o Formule 1, o mistrzach olimpijskich, rzeźbiarzach, historii rugby, rodzinie królewskiej, architekturze, motoryzacji itp.

Są teksty po polsku, ale też po angielsku, do tego specjalne dodatki, na przykład plakat Led Zeppelin. Wśród autorów chyba sami Brytyjczycy.

Co chyba najważniejsze, super zdjęcia i teksty.

Otagowane ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij