Kasety

W tym miejscu będziemy opowiadać o kasetach magnetofonowych z naszej kolekcji. Temu nośnikowi poświęciliśmy już sporo miejsca na naszym blogu. Oczywiście można się przyczepić, że większość naszych kaset pochodzi z lat 90. Pamiętajmy jednak, że nośnik rozwinął się właśnie jeszcze w minionej epoce, poza tym PRL w nazwie bloga, jest przecież umowny. Chodzi o coś co minęło i wydaje się, że kasety właśnie do tego segmentu należą. Trudno wierzyć w to, że jeszcze powrócą na dobre…

kasetyok

O historii kaset pisaliśmy już TUTAJ

O polskich kasetach, m.in. tych z gorzowskiego Stilonu pisaliśmy z kolei TUTAJ

—-

Sabrina – to imię jest chyba najlepszą kwintesencją popu końca lat 80. Urodzona w 1968 roku w Genui wokalistka była, obok Samanthy Fox, bez wątpienia najczęściej goszczącą panią na plakatach w pokojach młodych chłopaków, nie tylko w Polsce. Kiedy przeglądając kasety znalazłem taki egzemplarz nie mogłem się powstrzymać od opisania go tutaj. Oto dawno już nie uzupełniany dział kasety i „The Best Of” Sabriny.

sabrina

Kaseta zbiera numery z dwóch pierwszych płyt Sabriny Salerno. Pierwszą wydała w 1987 roku. Miała już za sobą udaną karierę modelki, kilka ról filmowych, czy bardziej telewizyjnych i pierwszy singiel, „Sexy Girl”.

W teledysku ujawniła swoje największe atuty, trudno do nich zaliczy wokal. Disco według Sabriny było przeładowane erotyką i tak jest zresztą do dzisiaj. Ten numer nie zrobił jeszcze wielkiej kariery. Przepustką do niej okazała się inna piosenka z tej kasetowej składanki, „Boys (Summertime Love)”. Tu już Sabrina poszła na całość, także w klipie. Numer okazał się wielkim hitem, szczególnie we Francji. Na świecie sprzedał się w ponad półtorej miliona egzemplarzy.

sabrina2  sabrina3

Inne kawałki ze składanki mają równie jasne co do przekazu tytuły: „Hot Girl”, „Kiss Me” czy po prostu „Sex”. Jest tu też okropny cover hitu Roda Stewarta „Da Ya Think I’m Sexy?”. Ale przecież to czy Sabrina umie śpiewać nie miało kompletnie znaczenia. Chyba najbardziej słuchalną kompozycją jest tu „Like A Yo Yo„. Może dlatego, że jej kompozytorem jest gigant disco, sam Giorgio Moroder, autor największych hitów Donny Summer, którego numery śpiewał także m.in. David Bowie, To również twórca genialnej muzyki filmowej (napisał m.in. „Take My Breath Awayz filmu „Top Gun” – numer został nagrodzony Oscarem).

sabrina1

Kaseta nie powala swoją graficzną oprawą. Co  ciekawe, na okładce widnieją inne numery niż są rzeczywiście na kasecie i w wewnętrznej wkładce. Sam właściciel musiał opisać, która strona była A, bo producent, tajemnicza firma MC, nie dała rady.

Na deser występ Sabriny z roku 1988 w Sopocie. Na końcu dostała nawet kwiaty…

PS. W swojej kolekcji mam także taki piękny winyl.

sabrina2

O nim więcej na moim blogu o analogach: winylowetrzaski.wordpress.com

——————————

Charakterystyczne M z logo wytwórni Motown przez kilkadziesiąt lat, dokładnie od lat 60 do w zasadzie końca 80 było synonimem najwyższej jakości muzyki, przede wszystkim soulowej, afroamerykańskiej. Nie ma sensu przybliżać tu historii tej wytwórni. I tak nie zrobię tego lepiej niż znajdziecie na ich stronie: classic.motown.com/history

motown4

Wystarczy wymienić kilku artystów, którzy nagrywali dla labelu z Detroit: Stevie Wonder, The Supremes, The Temptations, Marvin Gaye, The Jackson 5, Diana Ross czy Michael Jackson.

Piszę o niej nieprzypadkowo. Dział kasetowy BufetPRL powiększył się bowiem o taki piękny zestaw.

motown5

W 1980 roku wytwórnia wypuściła wyjątkową składankę „The Golden Sound Of Motown” zbierającą najważniejsze dokonania swoich artystów. Na 8-płytowej składance znalazło się kilkadziesiąt kompozycji z różnych lat. Została też wypuszczona wersja na 8 kasetach. Taką właśnie ostatnio zdobyłem. Opakowanie wygląda tak naprawdę jakby w środku były winyle. A są kasety z szałowymi, dyskotekowymi okładkami.

motown1  motown

Do 7 kaset w stylu the best of dołożona została tu 8 „The New Sound Of Motown” z nowymi błyszczącymi gwiazdami, jak Dr. Strut czy Smokey Robinson. No dobra, ten ostatni nie do końca może spełniał te wymagania, bo od kilku dekad śpiewał i wydawał dla… Motown. Nie zmienia to faktu, że numery są genialne na każdej z kaset.

motown2

Jak widać na zdjęciu, do każdej z nich zostały dołączone opisy o artystach.

Zestaw zawiera też specjalną wkładkę informującą o najwyższych standardach nagrania.

motown3

To nie pozostaje nic innego jak odpalić naszego pięknego Grundiga i słuchać…

magneciak2male

———–

Ten kasetowy wpis jest troszkę wyjątkowy. Niekoniecznie dlatego, że dotyczy oryginalnej polskiej kasety z lat, kiedy ten nośnik u nas jeszcze raczkował. Równie ważne jest to, że pochodzi dokładnie z roku moich urodzin, 1978.

nieoslepiaj

To piękna, w zasadzie kompilacja, „Nie oślepiaj”, wydana przez firmę Wifon. Ten Zakład Usług Foniczno-Wizyjnych pierwszą kasetę wypuścił w 1972 roku, na licencji firmy Thomson. Znalazłem informację, że pierwsze zamówienie złożył w Wifonie słynny impresario zajmujący się ściąganiem polskich artystów za Ocean, pan o pięknym nazwisku Wojewódka Jan. Zamówił 8 numerów katalogowych w łącznej liczbie… 2 tysiące sztuk. No nie jest to imponująca ilość.

W 1972 roku Wifon zapowiadał, że będzie wydawał 1 pozycję 60 minutową… miesięcznie.

nieoslepiaj2

Nie były to ambitne plany, ale na pewno po latach wzrosły wielokrotnie.
Nie ma co ukrywać, że jakość nie równała  się z zachodnimi odpowiednikami. Także jeśli chodzi o szatę graficzną, co dobrze widać na zdjęciach.

Za cenę 120zł można było jednak mieć fajną wiązankę przebojów przygotowanych przez Poznańską Orkiestrę Rozrywkową PRiTV pod dyrekcją Zbigniewa Górnego. Wokalnie wspierani byli przez grupę FART Janusza Piątkowskiego.

nieoslepiaj1

Obok kompozycji chociażby Górnego znalazły się tu wiązanki przebojów, w których można usłyszeć „Satisfaction” albo „Strangers in the night”. Ja najbardziej polubiłem jednak kawałek o genialnej nazwie „Stereo Track”.

Brzmi on tak:

 

——————————–

Dobra, wystarczy kasetowych pierdół w stylu Kriss Kross albo ICE MC, czas na poważną twórczość. Oto dwie genialnego płyty, dwóch genialnych jazzmanów. Oryginał i taki oryginał nie do końca. Najpierw oryginał.

coltrane

Trudno o lepszy tytuł dla tej płyty geniusza Johna Coltrane’a jak nie „Giant Steps”. To co Trane wyczynia tu wraz ze swoją sekcją to jedno z najważniejszych nagrań w historii jazzu. Jak nie ma tej płyty w jakimś rankingu najważniejszych płyt w historii muzyki w ogóle to znaczy, że ranking robił Artur Szpilka albo Walentina Tierieszkowa.
Kolega z poniższej kasety, Miles Davis mówił o nim tak: „Trane was the loudest, fastest saxophonist I’ve ever heard. He could play real fast and real loud at the same time and that’s very difficult to do … it was like he was possessed when he put that horn in his mouth. He was so passionate- fierce – and yet so quiet and gentle when he wasn’t playing.”

coltrane1

Wydany po raz pierwszy w 1960 roku materiał został wznowiony na kasecie najprawdopodobniej w latach 80. Wydała to firma Atlantic/Warner. To jest oryginalne, zachodnie wydanie. Ma kod kreskowy, no i profesjonalne nadruki na samej kasecie. Różnicę słychać też w jakości. Nielegalny Miles brzmi dużo gorzej.

miles

„Doo-Bop” Miles Davis nagrał 30 lat po powstaniu „Giant Steps” Coltrane’a. Nie jest to jakieś największe osiągnięcie Davisa, no ale to wciąż Miles. Zresztą on sam nie zdążył jej w pełni skończyć. Krążek został jednak „dograny” i wydany niedługo po jego śmierci.
Wydała to firma F&R, która miała całą jazzową serię z tym strasznym kolorem w obramówce okładek płyt. Na samej kasecie mamy tu już nie tyle nadruk, co naklejkę z nazwą płyty. Oj F&R się nie postarali. Swoją drogą ciekawe co oznacza ten skrót, Franek i Rysiek, Franciszka i Romek…?

miles1

 

——————————–

Co ma wspólnego znakomity magazyn muzyczny „Noise” z naszym blogiem? Otóż sporo. To zdjęcie z najnowszego numeru gazety trochę wyjaśni.

noise2

Tak się zdarzyło, że nowy dział Analogowe Wychowanie Muzyczne prowadzę… ja🙂 W pierwszej części cyklu opowiadam o kasetach magnetofonowych, a tekst ilustrują m.in. przedmioty z naszych zbiorów.

noise1

Przeczytacie w nim m.in. o przegrywaniu kaset w miejskiej bibliotece w Słupsku na początku lat 90, pierwszych sklepach z kasetami w Warszawie, sprzęcie do ich odtwarzania i wielu innych ciekawostkach.

noise

Polecam serdecznie „Noise” (ten numer ma dwie wersje okładki) wszystkim fanom nieoczywistych dźwięków. Gazeta jest do kupienia m.in. w salonach Empik. A już w nowym roku i w nowym numerze kolejna opowieść.

 

———————————————————

Spotkanie z Jarre’em, winyl z autografem – tego doświadczyłem ostatnio i o tym więcej na moim winylowym blogu TUTAJ.

A wszystko zaczęło się wiele lat temu od takiej kasety…

kasetajarre

Koncertowe wydawnictwo „Live” ukazało się w 1989 roku i zawiera kawałki zarejestrowane podczas 2 koncertów Jean Michel Jarre’a w Londynie. W Polsce kasetę wydał jeden z wesołych piratów, Mercur.

kasetajarre2

Znajduje się na niej tyle piosenek co na oryginale, ale już poprawnością nazw grafik się nie przejmował. W jednym miejscu numer nazywa się „L’Emigrant”, ale już w drugim „N’Emigrant”. Możecie też dostrzec kilka innych błędów.

kasetajarre1

Nie zmienia to faktu, że to znakomita płyta/kaseta. Powstała rok po debiucie doskonałego „Revolutions”. Jarre był wtedy w znakomitej formie. Nie inaczej jest zresztą teraz, przy okazji wydania nowej płyty „Electronica 1 The Time Machine”. Polecam fragmenty wywiadu z JMJ na winylowetrzaski.wordpress.com

 

Bootlegi, czyli nieformalne wydawnictwa -€“ Depeche Mode doczekało się ich mnóstwo. Na przykład takiego.

dmlive

„A Matter Of Taste” to koncertowy bootleg zarejestrowany w kwietniu 1986 roku w Kopenhadze, w ramach trasy „Black Celebration Tour”. Depeche Mode (wtedy kwartet) zagrali w jej ramach kilkadziesiąt koncertów. Koncertowa setlista obejmowała takie numery jak „Black Celebration”, „People Are People”, „Photographic” czy „Boys Say Go!”. Na tej kasecie jednak nie wszystkie znalazły swoje miejsce. Materiał, wydany też zresztą na CD i winylu, to wyrywek, bez początku i końca koncertu. Ogółem 13 numerów.

Firma MG, nie wiedzieć czemu reklamuje tą kasetę napisem 1992, nigdzie nie pisząc, że koncert pochodzi z 1986 roku. Zdjęcie na kasecie to już nie ich wina, bo takie jest po prostu na tym bootlegu. A jest na nim tylko sam Dave Gahan i to rozpikselowany, że ho ho.

dmlive1

Ale to nie zmienia faktu, że ten koncert był genialny. Usłyszeć na żywo „Something To Do”, „Blasphemous Rumours”, a przede wszystkim „It’s Called A Heart”! Zazdroszczę tym, którzy mieli okazję.

Polski wydawca, tradycyjnie już, na swojej kasecie wypisał złote słowa: „All Rights Of The Record Producers And Of The Owner Of The Recorder Work Reserved”.

Koncertu możecie posłuchać tutaj:

 

—-

Kaseciakowy czas na dwie płyty A-ha, choć kasety są… trzy.

aha

Na początek kompilacja „Headlines and Deadlines: The Hits of A-ha” z 1991 roku. Kilkanaście największych przebojów norweskiej grupy plus jeden nowy kawałek, singiel€œ „Move to Memphis”. Są tu same hity, więc niespecjalnie jest się co rozpisywać. Kasetę wydała Gana Studio. Znalazłem taką działającą wytwórnię, ale to jakiś azjatycki producent więc nie sądzę, by miał coś wspólnego z tą kasetą.  Sama kaseta jest bardzo popularnej w latach 90. firmy Takt. Niestety ma również bardzo popularną wtedy wadę, na samej kasecie nie było napisane co jest na niej nagrane, trzeba było podpisać sobie samemu.

aha8   aha9

A teraz dwie kasety z pozoru z tym samym materiałem. To czwarty krążek A-ha „East of the Sun, West of the Moon” z 1990 roku. Na nim m.in. takie znakomite numery jak „Crying in the Rain” czy „Early Morning”. Troszkę jest tu mroczniej niż na poprzednich płytach. Pewnie niewielu wie, że ten pierwszy to cover przeboju The Everly Brothers z początku lat 60. A brzmi tak:

Pierwsza kaseta „East of the Sun, West of the Moon” została wydana przez „€œpodróbkę” firmy Takt -€“ Tact. Zresztą więcej firm robiło takie myki, był też wydawca „Tak!” i po tym „Takt” dodawał nawet specjalne informacje do swoich kaset, że „Tak!” to nie „Takt”. W każdym razie firma Tact też nie przejmowała się opisaniem zawartości na kasecie. Dodała za to zabawny dopisek do okładki: „Stereo. Also Playable Mono”.

aha4   aha2

Druga kaseta różni się, bo zawiera… jeden numer mniej. Tutaj nie zmieścił się kawałek „The Way We Talk”. Może wydawca, firma Brawo, miała za krótkie taśmy. Dodatkowo firma Brawo zmieniła okładkę płyty, ale to w tamtym czasie nie było wcale takie dziwne. Brawo reklamuje się też dobrym sloganem na kasecie: „Tylko kasety firmy Brawo uprzyjemnią twój czas: -gwarantowaną jakością odbioru zapisu; -doborem repertuaru muzycznego”

aha5  aha1

aha6

Miałem okazję usłyszeć A-ha kilka lat temu na żywo w Łodzi i był to niesamowity koncert, pokazujący ogromne możliwości wokalne Mortena Harketa. Oby panowie jeszcze do nas powrócili. Jest szansa, bo po wakacjach ma ukazać się ich nowy album!

aha3

A teraz trochę muzyki filmowej. Tym razem trzy soundtracki z kultowych produkcji z lat 80., dwóch filmów i jednego serialu.

filmowe3

Zacznijmy od „9 i 1/2 tygodnia”. Film Adriana Lyne’a z 1986 roku z Mickeyem Rourke i Kim Basinger. Gościnnie widać też tu przez moment, w scenie na przyjęciu, Rona Wooda z The Rolling Stones. Oryginalną ścieżkę dźwiękową skomponował nieżyjący już, bardzo doświadczony kompozytor John Nitzsche. Numer promujący ten film napisał jednak gitarzysta Duran Duran, John Taylor. Przesympatyczny gość, z którym miałem okazję kiedyś robić wywiad do dodatku „Kultura” Dziennika Gazety Prawnej. Piosenka „I Do What I Do” była jego pierwszą solową produkcją poza Duran Duran.

filmowe

Na soundtracku, kasecie, znalazły się też numery innych gwiazd lat 80.: Coreya Harta, Joe Cockera, Bryana Ferryego, Dalbello, Devo i fenomenalny numer  Eurythmics „This City Never Sleeps”. Kaseta wypuściła firma Exton.

filmowe5

Druga kaseta to już inny wydawca i nieco inna muzyka. Chodzi o soundtrack do obrazu „Coctail” z Tomem Cruisem i Bryanem Brownem. Tutaj słyszymy takie gwiazdy jak Bobby McFerrin, Ry Cooder, Little Richard czy The Beach Boys.

filmowe2

Wykorzystana w filmie piosenka tych ostatnich, „Kokomo”, była nawet nominowana do Grammy, ale przegrała z „Two Hearts” Phila Collinsa. Wydawcą kasety jest firma Top Music, która zadbała o złote elementy na nadruku na samej kasecie. Niestety zabrakło napisów pokazujących określone strony kasety, więc trzeba je było zrobić samemu.

filmowe4

Na koniec kultowy serial i chyba jeszcze bardziej kultowa muzyka. Miałem okazje jakiś czas temu usłyszeć ją na żywo podczas koncertu Clannad w Warszawie i wciąż robi wrażenie. Oto „Robin z Sherwood”, nazywany też po prostu „Robin Hoodem”.

filmowe1

W dwóch sezonach grał go Michael Praed, a w trzeciej syn Seana Conneryego, Jason. Soundtrack Clannad słusznie dostał nagrodę BAFTA za najlepszą telewizyjną ilustrację muzyczną. Najbardziej znany jest oczywiście motyw przewodni, ale na mnie zawsze największe wrażenie robił ten:

 

 

Czas na przełom lat 80. i 90. Historia muzyki hiphopowej, rapu miała też takie oto odcienie.

rap

Drugi album Stanley’a Kirka Burrella, czyli M.C. Hammera ukazał się w 1988 roku, na dwa lata przed tym jak świat usłyszał jego „U Can’t Touch This”. Ale „Let’s Get It Started” też odniósł sukces, dwukrotnie pokrył się platyną. Szczerze mówiąc, nie byłem jednak w stanie przesłuchać go w całości. Sposób rapowania Hammera i jego głos są mówiąc delikatnie denerwujące.

rap6  rap5

Podobnie zresztą jak wokal Roberta Matthew Van Winkle, czyli Vanilla Ice. Jego debiut „To the Extreme” ukazał się w 1989 roku i odniósł ogromny sukces, którego na szczęście Vanilla już nigdy nie powtórzył. W największym hicie z tej płyty, „Ice Ice Baby”, Vanilla Ice użył sampli z „Under Pressure” Queen i Davida Bowiego. Na początku się tego wypierał, no ale w końcu przyznał rację i przestał zgrywać głupka. Podobno napisał ten numer w 15 minut, jak miał 16 lat. Dzięki sukcesowi tej piosenki Vanilla został pierwszym białym raperem, którego materiał pokrył się platyną. Nie wiem jakim cudem został przy okazji przez magazyn „People” uznany jednym z 50 najładniejszych ludzi na świecie. Co ciekawe, Vanilla Ice wcześniej otwierał koncerty M.C. Hammera. Myślę, że przy okazji warto wspomnieć, że podczas jednego z koncertów w 1998 roku rzucił w publikę dwa egzemplarze swojej płytki… publiczność odrzuciła mu je z powrotem.

rap1  rap2

Myślę, że przy tych płytach trzeba się zatrzymać na chwilę przy okładkach. Wydawca Brawo (wcześniej opisywałem już jego kasety, spójrzcie poniżej) sam je bowiem wymyślił! Dołożył bowiem zdjęcia z gazet „Bravo”, całość okraszając napisami w stylu: „High precision mechanism produced in accordance with world standards”. Nie mniej stylowo wydawca nazwał swoje studio w miejscowości Mrozy: Professional Duplication Studio L. Dziugieł.

rap4  rap3

Przy płycie Kris Kross już tak nie wariował. Oszczędności widać w środku, wkładka ma czarno-biały nadruk. Sama płyta gości z majtkami założonymi tył naprzód ukazała się w 1992 roku. Na „Totally Krossed Out” największym hitem okazał się „Jump”, który sprzedało się w ponad 2 milionach egzemplarzy. Członkowie kapeli mieli wtedy  niecałe 15 lat…

 

W miesięczniku muzycznym Non Stop ze stycznia 1988 roku, o którym pisaliśmy TUTAJ można znaleźć taką recenzję pewnej płyty:

„Inteligentny pop – to chyba najlepsze określenie tej muzyki i tej płyty (…) ledwo uchwytny romantyzm z przebojową dynamicznością i niezbyt może nadętą pompatycznością dają w efekcie płytę, której słucha się w spokojnie i miłe wieczory z prawdziwą przyjemnością” – to fragment tekstu autorstwa Tomasza Słonia.

nonstop1

Mowa o płycie „Music For The Masses” z 1987 roku. To 6 krążek w karierze Depeche Mode. Został wydany w czasach, kiedy płyty ukazywały się jeszcze na kasetach (chociaż teraz też to się zdarza) na co mam trzy dowody.

dm1

Najpierw oryginał z mojej kolekcji. To kaseta wypuszczona w Polsce (ma hologram potwierdzający oryginalność), ale wyprodukowana w Holandii. W książeczce teksty i zdjęcia.

dm6

dm7

Z kolejną kasetą jest już nieco gorzej. Wydała ją toruńska firma Europa i choć widnieją tu napisy „Proffesional Recording”, trudna nazwać to wydawnictwa profesjonalnym. Nie ma nadruku na samej kasecie. Okładka jest opatrzona dziwnym zestaw barw oraz znaczkiem z podniesionym kciukiem, a z boku jest napisane „Compact Disc”, czym raczej profesjonalnie nie nazywano wtedy kaset.

dm2

Wkładka najwięcej niespodzianek dostarcza w środku. Pomijając literówki w nazwach piosenek, autorzy tego wydawnictwa stworzyli w ogóle nowe numery Depeche Mode. Powstały kawałki „Sacred Little 15”, a z „Pleasure Little Treasure” zrobiły się piosenki „Pleasure” oraz „Little Treasure”.

dm3

Jeszcze inną strategię obrał wydawca „As”. Otóż tutaj jest w ogóle zmieniona ilość numerów, ich liczba i kolejność.

dm4

Mało tego, zmienił się też autor piosenek. Martin Gore został Martinem Goorem.

dm5

Jak widać polscy wydawcy sami tworzyli płyty i ustalali jakie mają być numery.

 

22 czerwca tego roku, na warszawskim Torwarze wystąpi jedna z najważniejszych grup popowych ostatnich kilku dekad, Roxette. Per Gessle i Marie Fredriksson obchodzą w tym roku 30-lecie wspólnego muzykowania, stąd jubileuszowa trasa. Wyszła nawet z tej okazji płyta. Ale przecież to nie miejsce na zajmowanie się nośnikami CD. My tu o kasetach rozmawiamy. A więc, proszę bardzo!

roxette1

Oto zestaw kaset Roxette z mojej prywatnej kolekcji. Pięć różnych płyt, od debiutu „Pearls Of Passion” z 1986 roku, przez przebojowe „Look Sharp!”, po piąty krążek „Crash! Boom! Bang!” z 1994. Każda wydana w innym stylu i inaczej „zaprojektowana”.

roxette

Projekty polegają głównie na wariacji polegającej na zabawie z prawdziwą okładką, choć na przykład buzia świnki na „Joyride” nieco zaskakuje. Największe wrażenie robi „Crash! Boom! Bang!”, bo to autorski projekt. Wykonała go, niestety tajemnicza dla nas, firma Times Records.

roxette3

Inny przykład to kaseta firmy Prokom International, czyli Professional Communication z Warszawy. Jak widać twórczość ówczesnych grafików nie miała granic…

roxette2

Co do samej muzyki. No cóż, albo się Roxette uwielbia albo nienawidzi. Ja tam od dziecka uwielbiam. Miałem okazję rozmawiać z Perem Gessle, jednym z najbogatszych Szwedów, który na przykład pracuje czasami z genialnym Antonem Corbijnem. Okazał się przesympatycznym i bardzo komunikatywnym gościem. Wtedy pokochałem Roxette jeszcze mocniej…

 

O fantazji tych, którzy projektowali polskie wersje okładek kaset pisaliśmy wielokrotnie niżej. Czas na przyjrzenie się temu, co posiadasz kaset mógł zrobić w domu sam. Twórczość była może mniej porywająca, ale za to wymagała czasu.

kasetywlasne

Jak widać na zdjęciu projektowanie to zdaje się za duże słowo. Chodziło o czytelne pokazanie tego, co znajduje się na kasecie. Maszyna do pisania, a później komputer. To były narzędzia.

Obok wpisania artystów oraz piosenek trzeba było też oczywiście dołożyć coś od siebie. Na przykład takie rzeczy jak na poniższych zdjęciach.

kasetywlasne3   kasetywlasne4

Od razu wiadomo kto nagrywał, kiedy i gdzie. Jak widać czasami dochodziło do błędów. Trzeba było zapomnianą piosenkę dopisać długopisem.

Kolejne zdjęcie pokazuje, że trzeba było również podpisać samą kasetę. „Way” to wymyślna ksywa autora przegrywanej kasety.

kasetywlasne5

Kolejne dwie sztuki to przykłady komputerowej sztuki. Tutaj można się było popisać na przykład dorysowaniem linii.

kasetywlasne9   kasetywlasne6

Na deser twórczość najbardziej zaawansowana. Własny projekt wykorzystujący zdjęcie artysty, do tego liternictwo i specjalne dodatki.

kasetywlasne1

kasetywlasne2

Oczywiście wszystkie kasety miały także opisy z boku, żeby łatwo można je było znaleźć w szufladzie w biurku.

kasetywlasne0

Na powyższym zdjęciu widać też jeden opis – „Way Colection part: 6” – do własnej kompilacji. One też były nieodłączną częścią dyskografii szanującego się zbieracza kaset.

 

—-

W mojej podstawówce w Słupsku były dwie grupy. Jedna to fani zespołu Guns’n’Roses, druga fani Queen. Ja należałem do tej drugiej i nie muszę mówić, że byłem w mniejszości. Gorzej wyglądałem, bo nie nosiłem spodni z dziurami. Siłą rzeczy Kaśka, w której się wtedy kochałem, patrzyła na mnie raczej mało przychylnie. Nie znaczy to, że nie miałem kaset z Gunsami, ale dużo więcej uzbierałem tych z Queenami. Co jest pewnie też wynikiem tego, że do końca mojej podstawówki i później liceum Gunsi wydali 5 płyt, a Queen kilkanaście (nie licząc solówek Freddiego).
Kilka kaset Gunsów mam do dzisiaj. Najczęściej wracam do dwóch części „Use Your Illusion”.

guns1
Obie ukazały się w 1991 roku. Pierwsza w samych Stanach sprzedała się w ponad 7 milionach egzemplarzy. Gościnnie pojawił się na niej sam Alice Cooper. To tutaj znalazły się takie hity jak „Don’t Cry” i „November Rain”. Na „Use Your Illusion II” znalazły się inna wersja „€œDon’t Cry” oraz m.in. „€œCivil War” i „€œKnockin’ on Heaven’s Door”.

guns

Praca nad tym krążkiem nie była łatwa, bo zespół przechodził trudny czas. Jak wspominał sam Slash wraz z Duffem McKaganem wypijali dziennie półtora litra wódki. Podobno w tym czasie Axl Rose kontaktował się z resztą członków za pomocą managmentu. Slash niespecjalnie lubi powracać do tego krążka. Nie podoba mu się w nim wykorzystanie klawiszy. Ale jak sam powiedział w bardzo ciekawej opowieści o tej płycie na stronie musicradar: „There’s a lot of good crap on those Illusion records”. 

guns2

Na tych polskich wydaniach ponownie widać inwencje grafików. U góry okładki kasety wystaje jakby fragment płyty CD. Jest też nazwa firmy: Stereo Style. Ciekawe, że firma o tej nazwie wciąż istnieje i zajmuje się wciąż tłoczeniem kaset.

guns3

 

—-

Dyskoteki na przełomie lat 80. i 90. w Polsce wyglądały momentami dziwnie. Organizowano je na przykład w salkach katechetycznych przy kościołach. Poza tym oczywiście w szkołach. Jaka królowała wtedy muzyka? Na przykład taka jaką można znaleźć na tej kasecie z naszej kolekcji.

disco89c

Składanka „Disco 89&90” została wydana w cyklu Brawo. Seria przyciągała okładkami, na których królowały panie w dość beztroskich strojach. Obok coś w rodzaju obrazka płyty winylowej. Konsultantem tej składanki był K. Zieliński. Niestety nie udało się nam rozszyfrować kim jest ten pan specjalista.

Za to w środku znalazła się informacja, że kasetę wyprodukowała firma z miejscowości Mrozy – Audio Cassette Produkcja odpowiadająca za dziwne rzeczy: C-O, konfekcjonowanie oraz fonografię.

Na jednym z forów udało nam się znaleźć bardzo ciekawą informację dotyczącą kultowego programu telewizyjnego „Sonda”. Otóż jak pisze internauta: „Sluchajcie wszystkie odcinki sondy wydala na kasetach firma BRAVO na pocztaku lat 90tych. Byly to czasy kiedy mozna bylo wszystko na prawo i lewo kopiowac. Kasety byly ponumerowane od 1- 32 na kazdej chyba 4 odcinki. Ja mam 3 kasety o numerach 32, 2 i 23. Kupilem je w Gdansku wrzesczu w Domu książki”.

No dobrze, przejdźmy jednak do naszej składanki „Disco 89&90”. Co na niej?

disco89

Wbrew nazwie znalazły się tu nie tylko numery z wymienionych lat. Jest bowiem chociażby „Buffalo Stance” znakomity singiel Neneh Cherry z 1988 roku z jej debiutanckiej płyty wydanej rok później. No dobrze, czyli w sumie ten numer można podciągnąć od 89. Ale już „Wild Thing” rapera Tone Lōca zostało ewidentnie wydane w 1988. Ballada „I Live for Your Love” Natalie Cole ukazała się jeszcze wcześniej, bo w 1987. Tak samo napisane pierwotnie do reklamy Coca-Coli „First Time” w wykonaniu Robin Beck.

Ale nie skupiajmy się na datach, tylko na hitach. Są tu przecież chociażby „Straight Up” Pauli Abdul, „All She Wants is” Duran Duran i Samantha Fox z kowerem piosenki Dusty Springfield „I Only Want to Be with You”.

disco89b

Oczywiście jak w przypadku większości tego typu piratów (chyba nie wierzycie, że to oryginał) najfajniejsze było poszukiwanie błędów w angielskich słowach i na szczęście tutaj też są. Piosenka brytyjskiego duetu Climie Fisher nie nazywa się tu „Love Like A River”, ale „Love Like A Rever”. Najfajniejszy jest jednak błąd w nazwie zespołu. Otóż numer „Tracie” śpiewa Lovel 42, nie Level 42. Jest tez dziwny wykonawca, Michale Ball.

Ale nie czepiajmy się, przecież sam tutaj na pewno popełniam wiele błędów. Ważne, że każda ze stron zaczyna się dance’owym wstępem o dumnej nazwie „Mix A Lot”. Na pewno odpowiada za nie tajemniczy K.Zieliński…

 

—-

Urodził się w Anglii, pochodzi z Jamajki, jest malarzem i uprawia coś co nazywa się eurodance. Trudno o bardziej absurdalne zestawienie, ale w przypadku Iana Campbella, czyli Ice MC się sprawdziło.

icemc

Jego kariera zaczęła się pod koniec lat 80., kiedy spotkał na swojej drodze Roberto Zanettiego, czyli Savage’a. Ten pomógł mu przy pisaniu numerów, w tym wielkiego hitu Ice MC „Easy”.

Swój debiutancki krążek „Cinema” wydał w 1990 roku. A jako nastolatek uczył się na cieślę… Potem złapał bakcyla breakdance’u. Następnie jako DJ próbował swoich sił we Włoszech. Ice MC lubi koty, piwo…, no dobrze przejdźmy do muzyki.

icemc1

Kaseta ma ciekawe dodatkowe napisy na opakowaniu. Na okładce widzimy nazwę wydawcy, Holiday Music. Jest nawet numer telefonu w Warszawie. Wątpliwości budzi duży napis „This Is Original Trade Mark”. Nie sądzę, żeby Ice MC miał od Holiday Music jakiekolwiek tantiemy.  Na samej kasecie kolejny oryginalny napis: „Proof of Purchase Polaroid”. Nie podejmujemy się jego rozszyfrowania…

Wracając do Ice MC. W 1996 roku jego kawałek „Think About The Way” wykorzystano w filmie „Trainspotting” -€“ oto dowód: https://www.youtube.com/watch?v=Ag1khUXhQwk

Najciekawsze jest to, że Ice MC wciąż koncertuje

—-

Czas na osobną kasetową sekcję, którą rozpoczyna wyjątkowy materiał dzisiaj uznanego aktora Marka Wahlberga. Oto Marky Mark And The Funky Bunch.

marky mark1

Płyta „Music For The People” to ich debiut z 1991 roku. Materiał wyprodukował m.in. brat Marka Donnie, który śpiewał w New Kids On The Block. Na tej płycie znalazł się ich wielki hit „Good Vibrations”. Zespół już po dwóch latach przeszedł do historii, ale tego hiphopowo-funkowo-dance’owego materiału słucha się dzisiaj zaskakująco dobrze.

Kasetę wypuścił u nas kasetowy gigant tamtego czas, firma TAKT. Klasycznie wykorzystano oryginalną okładkę i dodano do niej straszne napisy. Sama kaseta nie miała już żadnych nadruków.

marky mark2

18 thoughts on “Kasety

  1. szarfen pisze:

    A technotronic masz?

  2. nie masz przypadkiem Princea ?, a szkoda🙂

  3. Septic pisze:

    Pamietam wszystko z zamieszczonych tu materiałów. Ech, to były czasy… Ja wówczas byłem fanem formacji?, kompozytorów? wydających albumy pod nazwą Laser Dance. Uwielbialem, zreszta nadal jestem fanem szeroko pojedtej muzyki elektronicznej. Słuchalem również Koto, Kitaro i oczywiście J.M. Jarre’a, na ktorego koncercie byłem w Gdańsku. Niezapomniane przeżycie. Pozdrawiam cały Bufet i czekam na więcej wspominek…🙂

    • przyj pisze:

      Dzięki za miłe słowa! Laser Dance też uwielbiam, tylko cholera gdzieś zgubiłem kasety😦 Jak byś chciał się jakiś pozbyć to daj proszę znać🙂

  4. Kasetomaniak pisze:

    To co prezentujesz na blog, poza oczywistych faktem, że nie ma to nic wspólnego z PRL-em, jest zestawem bardzo kiepskich wydawnictw, wydawanych przez półlegalnych, nie legalnych, pirackich, wydawców. Wszystko jest tutaj do dupy. Poligrafia, jakość nagrań, itp.
    Oczywiście w PRlu wydawano legalne wydawnictw, w bardzo dużych nakładach, bardzo ciekawe, poźniej z resztą też…..

    • przyj pisze:

      Częściowo masz rację. Kasety te są oczywiście już z lat 90., ale przecież wiele materiałów z nich powstało wcześniej jak PRL istniał i dobrze o nich wiedzieliśmy. Zresztą kasety też już były w PRLu. Oczywiście, że jakość jest beznadziejna i okładki też, ale właśnie o to tu chodzi. Jak dziki był wtedy i durnie kreatywny rynek, na który tutaj patrzę z przymrużeniem oka😉

  5. […] wpis łączący ten blog z moim drugim, opowiadającym o kolekcji przedmiotów z poprzedniej epoki BufetPRL.com. Oba blogi łączy postać twórcy, który przed laty wprowadził elektronikę na nowe tory, Jean […]

  6. artur pisze:

    A ja tęsknię za czasami lat 90 tych . Obowiązkowo kilka razy w tygodniu po szkole do jedynego sklepu w moim mieście – po zakup TAKT-u lub MG Records. Ja to kupowałem sam metal trochę punka . Trochę się tego nazbierało . Minęło 20 lat a ja znowu się zakochuję w kasetach i grzebię po aukcjach . I najlepszy klimat mają nie te z hologramem ale własnie te niby pirackie. I nie zgodzę się z tym że jakość dzwięku była zła. A TAKT-y to już w ogóle było Mistrzostwo Świata🙂 . Posłuchać czysto z Cd – co w tym przyjemnego ? Posłuchać z winyla czy starego analogu – to jest COŚ . Kto zna klimat tamtych lat – wie o czym mówię:-) . Strona bardzo fajna . Pozdrawiam kaseciaków

  7. iskal1 pisze:

    Miałem kiedyś kolekcję kaset „Euro Hi-Fi Disco”, wydawca firma Exton. Seria (jeśli się nie mylę) zawierała od 25 do 30 kaset. Z całe serii zabrakło mi numeru 22 na którym był utwór „Sedaya noch”.

  8. diony pisze:

    ja zbieram głównie metal na piratach,,,okładki deck,naszywki,plakaty,,,magazyny muzyczne,,,oczywiście obowiązkowo z tamtej epoki,,,w razie jak by co zapraszam do znajomych na fejku,,,,dionizy diony sikora albo,,,,brodernasikora@gmail.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: