Category Archives: Galanteria

Ładnie piszący i malujący

Było tu już kilka opowieści o naszywkach z naszej kolekcji. Na przykład TUTAJ i TUTAJ.

Czas na kolejne wyjątkowe okazy. Trochę moje własne, a trochę zdobyczne. Na przykład takie piękne naszywki „Ładnie piszę” i „Ładnie maluje”.

Niestety ja nigdy na takie nie zasłużyłem. Nie wiem w zasadzie po co dawano je uczniom. Bo to było trochę nie fair wobec innych. Ładnie maluję, to przecież pojęcie względne.

Przypominały trochę odznaki-naszywki „Wzorowy uczeń”. Miały do tego odpowiednią grafikę. Malarze mieli pędzel i kredkę, a piszący pióro i ołówek. A propos „Wzorowy uczeń”. Też mam taką naszywkę.

I to swoją własną. Tak, tak, w podstawówce byłem wzorowy, potem było już trochę gorzej. A tą podstawówką była Szkoła Podstawowa nr 14 w Słupsku.

Tutaj dwie oryginalne tarcze. Jedna starsza, ta z numerem, i nowsza, z imieniem Janusza Korczaka. Jak widać miały gumowe tłoczenia. Przyczepialiśmy je na ramieniu lub w klapie fartuszka. A z tarczą wyglądałem tak modnie.

Otagowane , , , ,

Koral albo Uran

Cześć po przerwie. Wracam, wracam, bo zbiory się powiększają. Na przykład o takie wspaniałe binokle sprzed lat.

Dostaliśmy kilka par od naszych przyjaciół i postanowiliśmy poprosić zaprzyjaźnione modelki o przymierzenie. Okulary pochodzą od pewnej starszej pani. Sądzę, że mogą pochodzić nawet z lat 50. Osoba miała dużą wadę, dlatego noszenie ich dziś nie jest łatwe. Szkła są bardzo ciężkie. Ale nasze modelki dały radę!

A co to za okulary? Jedne z nich wyprodukowały Śląskie Zakłady Mechaniczno-Optyczne OPTA w Katowicach, które produkowały nawet niemal półtora miliona oprawek rocznie. Także okulary przeciwsłoneczne. Nasz model to Uran, kosztowały 120zł. Takie trochę a la Gomułka.

Mamy też oprawki Koral (niestety nie znam producenta), linii Soft Line model 027 oraz model nierozpoznany niestety. Wszystkie boskie.

I jak widać twarzowe.

Pozostało nosić, pozować itp. Możemy je wypożyczyć na sesję albo po prostu dla przyjemności 🙂

Otagowane , , , , ,

Groszkowy czy beżowy

Nie ma dobrej prywatki bez patefonu, wody brzozowej i dobrze podmalowanego oka. Na przykład cieniami do powiek Kamelia. Taki to ładny zestaw trafił ostatnio w nasze ręce.

Puder prasowany bezperłowy wyprodukowała Spółdzielnia Pracy Kamelia. Mieściła się w warszawskim Ursusie, na terenie przedwojennej cegielni.

Na opakowaniu producent napisał nawet instrukcję jak należy nakładać cienie. I daje też radę: „kolor dostosowuje się do ubioru i pory dnia”.

A zestaw kolorów wyjątkowo bogaty: ciemnozielony, zielony, groszkowy, brązowy, ciemnobrązowy, jasnobrązowy, beżowy, jasnoniebieski, granatowy, fioletowy, biały.

I jeszcze bardzo ważna informacja o produkcie, to jest „klasa przodująca”.

Trzeba przyznać, że to bardzo poręczny zestaw. Ma pędzelek, lusterko. Można podmalować oko w autobusie, na przystanku, w windzie albo na papierosku.

Jak to było, lustereczko powiedz przecie….

Otagowane , , , ,

Sayonara dziewczyny

Amerykański żołnierz zakochuje się w japońskiej aktorce teatralnej. Związek jest bardzo trudny. Jest tuż po II wojnie światowej, Amerykanie stacjonują w Japonii. Czy ich związek przetrwa?

Eh, cóż to za piękny film. Do tego Marlon Brando, Miiko Taka, Patricia Owens, James Garner. Chodzi o film „Sayonara” Joshuy Logana z 1957 r. Zresztą nagrodzony wieloma wyróżnieniami, m.in. Oscarami. Ciekawe czy choć jedna z bohaterek nosiła tam pończochy albo rajstopy Sayonara. Oto wyjątkowe, zagraniczne okazy, które ostatnio dostałem od znajomych.

Taki nylonowy okaz, ten na zdjęciu po lewej, pochodzi z Niemiec. Pewnie zdobyty w Peweksie albo przywieziony. Sayonara o dużym rozmiarze, nadawały się chyba na wyjątkowe okazje – przynajmniej tak wynika ze zdjęcia pani na opakowaniu.

Są jeszcze zapakowane, świeżutkie. Zupełnie jak drugi egzemplarz, pończochy, które mają pomocny ściągacz. Nylonowe, pierwszej jakości. Pewnie również nadają się na wyjątkowe wyjścia.

Czy były lepsze niż polskie pończochy Opolanka? Tego nie wiem, nie nosiłem. Na pewno przydawała się im repasacja. Pamiętacie punkty naprawy pończoch. Ja pamiętam panią siedzącą w rogu w sklepie Społem na moim osiedlu. Miała stanowisko, biurko, lampkę, no i podnosiła te oczka, podnosiła i podnosiła…

A wiecie co znaczyło „zarobić na pończochy”?

Odnieść sukces, przynajmniej według słownika Franka Kimono opracowanego przez Andrzeja Korzyńskiego oraz Marka Hauszylda. Pisałem o nim TUTAJ.

No to za zdrowie pań!

Otagowane , , , ,

Srebrne cekiny

Pokazywaliśmy już wam nasz mini magazyn, w którym trzymamy skarby. Czasami gościmy tam pasjonatów, przyjaciół. Ostatnio wpadli kolejni i zrobili super sesję.

Zajrzyjcie na stronę magazynu TUTAJ i zobaczcie efekty!

Otagowane

Wytrzeć plamę, dostać w twarz

Lata 80. to nie były łatwy czas w Polsce. Wydarzyło się jednak kilka ciekawych historii. Telewizja wyemitowała pierwszy odcinek „Kariery Nikodema Dyzmy” z genialnym Romanem Wilhelmim. W czerwcu odbył się pierwszy festiwal w Jarocinie, a w styczniu Stanisław Bobak wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem.

Wtedy też, Dolnośląskie Zakłady Przemysłu Lniarskiego „Orzeł” w Mysłakowicach wyprodukowały takie piękne ściereczki, które mamy w kolekcji.

Z kolorowymi paskami, kosztowały 37 zł. Ich wymiary to 45×90. Mamy kilka sztuk. Wszystkie nowe, z oryginalnymi etykietami.

Zakłady Lniarskie w Mysłakowicach powstały już w XIX wieku. Niestety kilka zabytkowych budynków kilka lat temu zostało zburzonych. „To jedna najstarszych manufaktur przędzalniczych w Europie. Podobne, właściwie siostrzane obiekty, powstawały później na jej wzór w Niemczech i w Polsce np. w Żyrardowie. Straciliśmy jeden z ważnych elementów tego kompleksu. Obiekt równie cenny jak domy tyrolskie czy rezydencje w Dolinie Pałaców i Ogrodów” – takie słowa można było przeczytać o zakładach.

Na szczęście zostały chociaż ścierki. A do czego służyły? Było wiele przeznaczeń. Wytrzeć plamę na stole, zakryć rosnące ciasto na pizzę, niestety również zdzielić niesforne dziecko. Wisiały w kuchniach, toaletach. Na pewno u wielu babć jeszcze są w użyciu…

Otagowane ,

ZMS, TPŻ, ZMW, LOK…

Wreszcie udało mi się je odkopać z kartonu i wyprasować. Chodzi o piękne chusty sprzed kilkudziesięciu lat.

To pamiątki wypuszczane na różne okazje. Jest nawet taka z 1968 roku. Związana jest z Rajdem Szlakiem Wału Pomorskiego, imprezą o której pisałem już TUTAJ.

To była bodajże pierwsza edycja rajdu po niemieckich umocnieniach, których historia sięga lat 30. XX wieku. Jak widać na tej kolorowej chuście rajd łączył przodowników ze Związku Młodzieży Socjalistycznej z wiernymi żołnierzami. Malowane chłopaki i dziewczyna, nie ma co…

Mam też w kolekcji chusty z innych edycji, z roku 1972 (z kompasem na chuście), z 1971 oraz 1973 – też z kompasem.

Ale w kolekcji mam również okolicznościowe chusty z innych imprez. Oto przykład chusty wydanej przez Związek Młodzieży Wiejskiej w 1970 roku. Pochodzi z wioski o ładnej nazwie Błękwit, leżącej w gminie Złotów.

Bardzo ciekawa jest też pamiątka po obchodach 250-lecia Suwałk. Pochodzi z 1971 roku.

Późniejsza o rok jest chusta z Łodzi, a konkretnie z imprezy o nazwie Zlot Przodowników Pracy i Nauki.

Jeszcze o rok późniejsza jest chusta z X Światowych Dni Młodzieży i Studentów. Wypuszczono ją z okazji imprezy, która odbyła się w Berlinie w 1973 roku.

Mam również pamiątkę po Lidze Obrony Kraju. Widać na niej również logo Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza (TPŻ), organizacji, która była protoplastą LOK.

I jeszcze zagadka. Z którego roku pochodzi pamiątka poniżej z tak ładnym hasłem oszczędzania?

 

Otagowane , , , , , , , , , , , , ,

W walce o samowar

Na scenie na przykład Zdzisława Sośnicka, w tle matrioszki i reklama Polleny, a wśród nagród Złote i Srebrne Samowary. Tak, w skrócie wyglądał Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Zawsze amfiteatr był pełen publiczności. A wśród niej szczęśliwcy z takimi czapkami.

Dostaliśmy ją od przyjaciółki naszego bloga i pochodzi z biblioteki, jakby inaczej, z Zielonej Góry. Jest wykonana w taki sposób, jakby robili ją więźniowie na warsztatach. Ale nie o jakość chodzi.

Napis wykonany jest chyba metodą „na prasowankę”. Na pewno nie jest wyszywany. Daszek ma w środku plastikowy element.

Festiwal odbywał się w latach 1965-89. Wcześniej, czyli w latach 1962-64 odbywał się jako konkurs. Organizowało go Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, a eliminacje odbywały się w całej Polsce. Brało w nich udział nawet 100 tysięcy uczestników.

Festiwalowi towarzyszyły imprezy dodatkowe: Ogólnopolskie Sympozjum Rusycystyczne, Plener Plastyczny w Łagowie Lubuskim, Dni Literatury Radzieckiej, wystawy książki i sztuki radzieckiej, spotkania z autorami i twórcami radzieckimi, itp.

Muzycy rywalizowali o Brązowe, Srebrne i Złote Samowary. Wśród artystów byli m.in. Anna German, Małgorzata Ostrowska, Urszula, Krzysztof Krawczyk, Maryla Rodowicz, Mieczysław Fogg, Michał Bajor, Czerwone Gitary,  Izabela Trojanowska, a nawet Kayah.

Był też mistrz:

Muszę jednak przyznać, że czapka nie wygląda zbyt dobrze 🙂

Otagowane , ,

Gumowy skarb

Pisałem już kilka razy o erotyce w tamtej epoce, m.in. TUTAJ.

Czas powrócić do tematu, bo od przyjaciela bloga dostałem wyjątkowy gadżet, prezerwatywę Eros Ex. Presy, „kondony”, gumy, „dolarówki” – różne były nazwy tego skarbu, bardzo pożądanego w PRL-u. Wyprodukowały ją nieistniejące już Krakowskie Zakłady Przemysłu Gumowego. Były częścią Zjednoczenia Przemysłu Gumowego Stomil.

Za Gomułki prezerwatywy sprowadzano z Anglii. W latach 60. pojawiły się u nas automaty do sprzedaży kondomów Luxi Gum.

Potem krakowskie zakłady wreszcie zaczęły produkować Erosy. W latach 70. zakład zamówił nowoczesną linię prezerwatywową w Stoczni Gdańskiej. Podobno stoczniowcy spisali się świetnie. Podobno produkowano je również na holenderskiej linii technologicznej. Wersje były dwie: klasyczna oraz lubryfikowana olejem silikonowym.

Były sprawdzane elektronicznie: nakładano kondomy na metalowe pręty, potem traktowano prądem. Guma izolowała. Dlatego, jak było przebicie znaczyło, że nadawała się do wyrzucenia.

Erosy miały „standardowy” rozmiar (17.5-18 cm długości, 52 mm szerokości). Czasami wychodziły prezerwatywy kolorowe albo z fantazyjnymi tłoczeniami. Ale takich jeszcze nie mam w kolekcji…

To jeszcze wstrząsający news z Dziennika Telewizyjnego z 1988 roku:

Otagowane , , , ,

Wakacje i maluchy

Pamiętacie jak kilka wpisów temu pokazywałem różne slajdy z domowego archiwum z przełomu lat 70 i 80. Doskonale pokazują ówczesne „zwyczajne” życie. Czas na ostatnią turę. W skrócie można o nich powiedzieć: wakacje i samochody.

Plaża… kto w PRL-u nie był na plaży na wakacjach, to nigdzie nie był. Parawany, cytroneta, lody Bambino, piwko i zabawa – dla każdego coś dobrego. Na zdjęciu widać kocyki, leżaczki, ówczesną modę. Zdaje się, że podobne zdjęcie można by zrobić też dzisiaj…

Tu mamy z kolei wakacje na działce, czy raczej „u dziadków”. Wujkowie z wąsami, oranżada, piwko, syfony, no i Nysa na posterunku. Oczywiście do tego boska moda. Poniżej to samo miejsce, domek na Dolnym Śląsku. Tylko marki samochodu nie rozpoznaję…

I jeszcze festiwal maluchów.

Na każdym zdjęciu również wózek, na bagażniku oczywiście.

A moda? Kurtki zamszowe, spodnie dzwony – spokojnie nadają się na ulicę także dziś. Szpan by był…

Mimochodem widać też szarość i syf na ówczesnych osiedlach. Dopiero powstawały, to jest na ich usprawiedliwienie 🙂

Otagowane , , , ,