Category Archives: Film

Najważniejsza jest różnorodność

Takie stwierdzenie zapamiętałem z jednej z rozmów z mistrzem, taki był też tytuł wywiadu z nim. Smutne są okoliczności przypomnienia tej wyjątkowej postaci. Odszedł od nas Andrzej Korzyński, fenomenalny kompozytor muzyki filmowej oraz elektronicznej, przebojów popowych, a do tego fantastyczny facet.

Rozmawiałem z nim w kawiarni, przez telefon, ale najbardziej zapamiętam wizytę w jego warszawskim domu. Gadaliśmy o pierdołach, poczęstował mnie kawą, wreszcie opowiadał o muzyce. Zawsze z pasją, anegdotami, szacunkiem dla innych. Na koniec dał mi taką płytę.

„A takie tam moje kompozycje, posłucha sobie pan” – powiedział. Takie kompozycje?! „Akademia Pana Kleksa”, „Na Srebrnym Globie”, „Panna Nikt”, „Wierność”, „Człowiek z marmuru”, „Bestia” – przecież to kawał historii polskiej muzyki i kina.

Pisał muzykę do filmów Wajdy, Żuławskiego, doskonałych seriali (m.in. „Tulipan”), stworzył Franka Kimono, pisał przeboje dla Rodowicz, Niemena. Był pionierem elektroniki na naszym rynku, kiedy współtworzył projekt Arp-Life.

Do tego fantastyczna muzyka z filmowych przygód Pana Kleksa. Masa wspaniałych dźwięków.

Może jednak to sam Pan Korzyński najlepiej opowie o swojej muzyce, mi pozostaje smutek…

Poniżej fragment zapisu mojej rozmowy, całość tutaj: https://muzyka.dziennik.pl/news/artykuly/539071,andrzej-korzynski-pan-kleks-muzyka-do-filmu-wywiad.html

Podobno niewiele brakowało, a muzyka ilustracyjna z filmów o przygodach Pana Kleksa nigdy nie ukazałaby się na płycie, bo miała wylądować… w piecu?

Oryginalne partytury już dawno poszły na makulaturę, a taśmy z nagraniami tematów do filmów Krzysztofa Gradowskiego miały faktycznie trafić do pieca lub na guziki. Kiedy kilkanaście lat temu likwidowano łódzką wytwórnię filmową, a dokładniej jej archiwum dźwiękowe, niektóre taśmy przygotowano do likwidacji. Uratował je tak naprawdę pewien dźwiękowiec z wytwórni. Zadzwonił do mnie i zapytał, czy mnie te taśmy interesują. Oczywiście, że tak! Pojechałem po nie do Łodzi i dołączyły do mojego osobistego archiwum. W moim garażu zrobił się już spory magazyn. W podobny sposób udało mi się uratować też na przykład taśmy z muzyką do „Na srebrnym globie” Andrzeja Żuławskiego. One z kolei przez lata leżały na korytarzu wrocławskiej wytwórni, przez który przewijały się setki ludzi, i w zasadzie każdy mógł je zabrać. Z tym filmem wiąże się ciekawa anegdota. Żuławskiemu przez kilka lat na przełomie lat 70. i 80. w Polsce ten film wstrzymywano. Ale jakimś cudem udało mu się i tak wywieźć go na festiwal do Cannes. Film był niedokończony, bez dźwięku, ale muzykę już miał. I Żuławski puścił go. Sam wziął mikrofon i mówił, co jest na ekranie, żeby publiczność rozumiała, o co chodzi, nie słysząc dialogów. Ludzie myśleli, że to jest fantastyczna nowa forma projekcji filmowej. Momentalnie zwrócił uwagę na siebie i moją muzykę. Po tej prezentacji dostałem ofertę napisania muzyki do zachodnioniemieckiego filmu SF „Stworzony do latania”.

Sporo ma pan jeszcze niewydanej muzyki w swoim magazynie?

Napisałem muzykę do 120 filmów, trochę więc jej jeszcze zostało. GAD Records, które wydało „Akademię Pana Kleksa”, przymierza się do „Wielkiego Szu”. Z kolei brytyjskie wydawnictwo Finders Keepers Records, które wydało już moją muzykę do „Trzeciej części nocy” czy „Opętania” Żuławskiego, pyta o soundtrack do jego ostatniego filmu „Kosmos”. Jest nad czym pracować.

Uratował pan własne nagrania, ale też zajmował się archiwizacją oraz popularyzacją naszego bigbitu.

Od początku powstania Młodzieżowego Studia Rytm w Polskim Radiu w połowie lat 60. mieliśmy problemy. Byliśmy młodzi i proponowaliśmy inną muzykę. W naszym studiu nagrywali najważniejsi artyści w tamtym czasie, cały kwiat naszego bigbitu. Ale były osoby, które nienawidziły całej tej kultury, więc problemów nie brakowało. Nauczyłem się robić kopie piosenek, które na wszelki wypadek umieszczałem w fonotece Radia dla Zagranicy i w PR 3 .Tam przeleżały wiele lat, bo chętnie puszczali nagrania Studia Rytm. A warto pamiętać, że w latach 60. i 70. polska muzyka młodzieżowa to był absolutny top europejski. Kiedy posłuchamy na przykład francuskiego rock’n’rolla z tamtych czasów, to przekonamy się, jaką był imitacją. A polskie zespoły Polanie, Niebiesko-Czarni czy Niemen zarażali autentyzmem. Potem, podczas transformacji ustrojowej na początku lat 90., muzykę nagraną w Studio Rytm przypomnieliśmy naszej publiczności. Wraz z kolegą biznesmenem wykupiliśmy licencję na te nagrania, znalezione w Trójce, w Radiu dla Zagranicy i w innych miejscach PR, i wydaliśmy je na CD. Masteringi i nagrania realizowaliśmy w Holandii, bo u nas nie było jeszcze tłoczni płyt CD. Rozesłaliśmy je do kiełkujących wtedy prywatnych stacji radiowych. Przyjmowali je z otwartymi rękoma, bo pracowali na CD, a te nagrania były do tej pory wyłącznie na winylach. Potem te taśmy oddaliśmy do archiwum radiowego. Dzisiaj są już właściwie przechowywane.

W Polskim Radiu nagrywał pan muzykę do „Pana Kleksa”?

Tak, w studiu S1. Muzycy byli brani m.in. z orkiestry radiowej, ale też z „miasta”. Wśród nich byli doskonali muzycy sesyjni, jak gitarzysta Winicjusz Chróst, basista Arkadiusz Żak, bębniarz Wojciech Kowalewski, Paweł Perliński (el. Piano) czy Marek Stefankiewicz, który grał na syntezatorach. Z tymi muzykami i z orkiestrą symfoniczną udało się zarejestrować muzykę, która z założenia miała być trochę inna niż to, co można było u nas usłyszeć,  może bardziej hollywoodzka, w disneyowskim stylu. A używaliśmy wyjątkowych, jak na tamte czasy, sprzętów. Chociażby legendarnej yamahy DX7,  rolanda TB 303 czy samplera Akai, którego kupiłem w Niemczech. To na nich zagrane są m.in. dźwięki z ilustracji do filmowych scen z Filipem Golarzem. Mam je zresztą do dziś.

P.S. Dwa lata temu udało mi się zaprosić Pana Korzyńskiego do mojej audycji „Historia Polskiej Popkultury” o polskiej muzyce filmowej. Tutaj zapis: https://www.youtube.com/watch?v=SvSy6t1Tn3o&t=710s

Otagowane ,

Herzklopfen

Takie prezenty to ja lubię. Odwiedziłem kolegę jeszcze z podstawówki i podarował mi takie cudo. To więcej niż płyta, bo są i wyjątkowe dodatki.

Boski Don Johnson w wersji muzycznej. „Heartbeat” to pierwszy album Dona, z 1986 roku. Był już wtedy gwiazdą „Policjantów z Miami”. Sam Don mówił, że chciał by jego płyta była nowoczesna i rockowa. No trochę jest. A w nagraniu pomogli mu tacy mistrzowie jak Ron Wood, Willie Nelson i Stevie Ray Vaughn.

Jest tu dużo pięknych zdjęć, pięknego Dona, ale co chyba ciekawsze, płyta okazała się mieć wyjątkowe dodatki. Najpierw to.

Otóż jest to plakat filmowy, a na rewersie reklama telewizji ElGaz (pisałem o niej w swojej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”) oraz wykaz nagród Koła Piśmiennictwa Filmowego SFP za rok 1990. Czyli gazeta pochodzi z 1991. Kurczę same dobre filmy.

Do wkładki jest przyczepione jeszcze coś. To teksty piosenek z tłumaczeniami z niemieckiego „Bravo”. Ja wycinałem takie z naszej edycji oraz z „Popcornu”. Przy okazji tych tekstów widać singlowe przeboje w Niemczech w maju 1987 r. Są wśród nich m.in. John Farnham i Madonna, ale też artyści u nas wtedy mało znani. No chyba Pierre Cosso nie był u nas wielką gwiazdą co nie?

Baaardzo lubię takie niespodzianki. A płyta Dona dołączyła do mojej kolekcji obok tej, znaczy kolegi policjanta z Miami, Ricardo Tubbsa.

Otagowane , ,

Nigdy nie siedziałem

Małolat, Bimber, Szajba, Belus – bandziory jak z amerykańskich filmów kryminalnych z lat 70. Zresztą cały „Przepraszam, czy tu biją?” jest hołdem reżysera Marka Piwowskiego dla tego kina. Fantastyczny film, ale jaka muzyka!

Tu znowu pojawia się fantastyczne wydawnictwo GAD Records, które odkopuje perełki sprzed lat. Tym razem muzykę do tego filmu. Kompozytorem jest Piotr Figiel, wspaniały autor tematów m.in. do „Piłkarskiego Pokera”. Pierwotnie muzykę do „Przepraszam…” miał napisać Romuald Lipko, ale jednak zrezygnowano z jego usług. Wybrano Figiela, który wraz ze swoim Ensemble i Novi Singers zarejestrował te genialne tematy. Teraz znalazły się na tym winylu. A są tu utwory o tak genialnych tytułach jak „Judo” oraz „Dyskoteka” 🙂

Jakaż to fantastyczna muzyka. Taki polish funk, o czym zresztą na okładce płyty w super opowieści o filmie i muzyce pisze Michał Wilczyński z GAD Records.

Polecam muzykę, ale też sam film, w których zagrali m.in. Zdzisław Rychter, bokserzy Jerzy Kulej i Jan Szczepański (w roli milicjantów), a także Zbigniew Buczkowski i Jan Himilsbach – w roli niedźwiedzia.

A skąd tytuł filmu? Pierwotnie miał się nazywać „Traktat o mokrej robocie”. Ale w końcu tytuł zaczerpnięto z tego filmowego dialogu.

– Herbaty się pan napije?
– Dziękuję, tak. Bez cukru, jeśli można prosić.
– Można
– Przepraszam, czy tu biją?
– A co? Boi się pan?
– Nigdy nie siedziałem.

A propos GAD Records, to pisałem już kilka razy o płytach tego wydawnictwa tutaj: https://bufetprl.com/?s=gad+records

Otagowane , , , ,

Polskie Gwiezdne Wojny

No dobra, może tytuł jest nieco na wyrost, ale kurczę ten film naprawdę miał być wydarzeniem. Nie tylko w polskiej kinematografii.

Była połowa lat 70. George Lucas realizował pierwszą część „Gwiezdnych Wojen”. Z kolei Andrzej Żuławski powrócił do Polski. Był po sukcesie „Najważniejsze to kochać” z Romy Schneider. Nad Wisłą rok po roku realizowano wielkie i doceniane na zachodzie produkcje: „Noce i dnie”, „Potop”, „Ziemia obiecana”. Żuławski dostaje zielone światło na realizację książki swojego stryjecznego dziadka. Jesteśmy już po locie na Księżyc, Hermaszewski był w kosmosie, a temat podboju kosmosu jest omijany w polskiej kinematografii. Żuławski rozpoczyna więc realizację oczekiwane filmu „Na srebrnym globie”. Film jest przy okazji rodzajem psychoterapii dla reżysera po rozstaniu z Małgorzatą Braunek.

W superprodukcji grają m.in. Andrzej Seweryn, Jerzy Trela, Grażyna Dyląg. Kilkanaście miesięcy bardzo ciężkich zdjęć, m.in. na plaży, w kopalni w Wieliczce. Milionowy budżet, niesamowite scenografie, charakteryzacje. Zapowiada się arcydzieło. Ale w pewnym momencie szef kinematografii zatrzymuje projekt. To niespotykana decyzja. Uderza w samego Żuławskiego, który ponownie wyjeżdża z Polski, a film „Na srebrnym globie” ląduje w szafie. Na 10 lat. Potem do nakręconego materiału reżyser powraca i kończy go w nietypowy sposób. Na sukces jest już jednak za późno. Za to film żyje w legendach. I teraz powrócił do niego Kuba Mikurda w dokumencie „Ucieczka na srebrny glob”. To fantastyczna opowieść o kulisach powstawania, okolicznościach, ówczesnej rzeczywistości, samym Żuławskim.

Są w nim wypowiedzi twórców „Na Srebrnym globie”, syna reżysera Xawerego. No i są zdjęcia z planu tej wyjątkowej produkcji. Właśnie z Wieliczki albo z plaży, z niesamowitej sceny z postaciami wbitymi na pale. Trochę to wszystko wygląda jak połączenie „Gwiezdnych Wojen”, „Mad Max” i „Łowcy androidów”. Niesamowita rzecz. Polecam sam dokument oraz oryginalny film. Takie rzeczy w PRL trudno sobie wyobrazić, a jednak…

Otagowane ,

Wideorama: świat VHS w Polsce przełomu 80/90

No to wróciła. Moja autorska „Historia polskiej popkultury” powraca z nowym odcinkiem. 7 część poświęciłem kulturze video przełomu lat 80. i 90. w Polsce. Jest o wypożyczalniach kaset video, samych kasetach, seansach z VHS w kinach. Poza tym o wyborach miss wypożyczalni, pierwszej i ostatniej legalnej kasecie vhs wydanej w Polsce, wagonach bar-video, polskim magnetowidzie. A wszystko z callaneticsem w tle.

Oglądajcie tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=qXGOUD9slIo

Otagowane , , , ,

Hot Dog (Is Sexy)

Był emitowany raz w tygodniu. Eksperymentalny na polskim rynku był sposób realizacji serialu. Dziennie kręcono kilka scen w tym samym obiekcie, do kilku odcinków. Sceny realizowano przy użyciu paru kamer. Była to trochę praca jak na taśmie produkcyjnej. Na wzór bardzo popularnej także w Polsce „Dynastii” odcinki kończono zawieszeniem akcji w dramatycznym momencie. Paweł Karpiński w książce Piotra K. Piotrowskiego „Kultowe seriale” zdradził, że niektórzy wybrani już aktorzy rezygnowali tuż przed zdjęciami, bo byli niepewni, co z tego wyjdzie. A wyszło tak dobrze, że kilku aktorów zbudowało na serialu swoją popularność, na przykład Dariusz Kordek. Widzowie tak utożsamiali aktorów z granymi przez nich bohaterami, że Dorota Kamińska, która w filmie uwodzi żonatego Marka Kondrata, słyszała na ulicy obraźliwe słowa od fanek telenoweli. W szczycie oglądalności przed telewizorami zasiadało nawet 16 milionów widzów. A początek serialu zawsze zaczynał się charakterystyczną piosenką. O jakim serialu mowa?

Oczywiście chodzi o „W labiryncie”. Pretekstem do wspomnienia o tym serialu z przełomu lat 80. i 90. jest właśnie muzyka. A konkretnie nowe wydawnictwo doskonałej wytwórni, która przywraca do życia polską muzykę sprzed lat, czyli GAD Records. Teraz przyszedł czas na ten serial.

Jest tutaj łącznie aż 27 tematów, w tym jeden dostępny wyłącznie na kasecie. Najbardziej znane wokalizy śpiewa tu Grzegorz Markowski, a za muzykę odpowiada Krzysztof Marzec. Tak, to ten Krzysztof, kompozytor i słynny pan z Tik-Taka. Tu przygotował zestaw wspaniałych elektronicznych tematów. Pod doskonałymi tytułami! Mój ulubiony to „Hot Dog (Is Sexy)”, ale są też „Spoko”, „Bibi”, „Podejście Grażyny” (napisane z błędem-to biały kruk :), „Wesoły Bączek” i „Smutny Bączek”.

Materiał ukazał się na kasecie w wersji limitowanej (już niedostępny) oraz na CD. Przygotowywana jest wersja na winylu.

Doskonałą muzykę uzupełnia tu super grafika na okładce oraz tekst w książeczce autorstwa Olgi Drendy. Nic tylko czytać, słuchać, no i oglądać!

Otagowane , , , ,

Hej, hej, tu NBA!

Mówią wam coś nazwiska: Michael Jordan, Magic Johnson, Larry Bird, Hakeem Olajuwon, Patrick Ewing, Clyde Drexler, Isiah Thomas, Charles Barkley, Dominique Wilkins, Patrick Ewing, Scottie Pippen, John Stockton, Karl Malone? Tak, tak, chodzi o NBA. A w zasadzie powinienem napisać: „Hej, hej, tu NBA!” – bo najczęściej takimi słowami Włodzimierz
Szaranowicz witał fanów koszykówki przed transmisją meczu najlepszej koszykarskiej ligi świata. Szaranowiczowi towarzyszył Ryszard Łabędź, czasem Wojciech Michałowicz lub Marek Rudziński. Popularność koszykówki to jeden z fenomenów Polski lat 90. Dlatego piszę o tym w swojej książce, reportażu „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”.

A jednym z obrazów tamtej fascynacji są karty z graczami NBA. Mam jeszcze kilkanaście z lat 90.

Z przyjemnością w nowej książce piszę o tym fenomenie. A piszę między innymi tak:

„Zanim zdecydowano się na retransmisje meczów NBA, a potem transmisje i pokazywanie programu ze skrótami najciekawszych akcji NBA Action, migawki z NBA można było zobaczyć w wiadomościach sportowych, czasami w Teleranku. Posiadacze telewizji satelitarnej mecze mogli oglądać dzięki zagranicznym kanałom, chociażby niemieckiemu DSF. Nagrywało się je na kasety VHS i pokazywało kolegom. Aż wreszcie TVP zaczęła pokazywać rozgrywki koszykarskich mistrzów. Najpierw z dużym opóźnieniem, raz w tygodniu. Przesunięcie wynikało stąd, że mecz był nagrywany w Stanach i na kasecie przylatywał do Polski. Tutaj był przegrywany i montowany, i dopiero wówczas puszczany z komentarzem w telewizji.
Do fali basketmanii przyczyniły się igrzyska olimpijskie w Barcelonie w 1992 roku, gdzie złoty medal zdobyła drużyna gwiazd NBA, zwana Dream Teamem. To był też czas Michaela Jordana i jego Chicago Bulls, którzy wynieśli koszykówkę na inny poziom, także marketingowy. Dzieciaki na polskich podwórkach zaczęły grać w kosza. Dzięki koszykówce kolorowo zrobiło się na naszych ulicach. Każdy chciał mieć koszulkę albo inny gadżet swojego ulubionego zespołu. Chodziliśmy w kolorowych czapkach, koszulkach i kurtkach z barwami i logotypami drużyn. Pamiętam, że udało mi się kupić oficjalny proporczyk mojej ukochanej drużyny Phoenix Suns, w której grał Charles Barkley. Był w moim pokoju relikwią.

Na ulicach można było zobaczyć chłopaków w czapeczkach drużyn NBA, którzy wymieniali się kartami z zawodnikami. Trafiły do kiosków dzięki wydawcy komiksów superbohaterskich TM-Semic. Zbieraliśmy też naklejki NBA z gum do żucia – w warzywniaku przy szkole mieliśmy ulubioną panią Wiesię. Ona pozwalała nam podejrzeć, jaka naklejka jest w środku, zanim kupiliśmy gumę. Mimo forów nigdy nie udało mi się uzbierać wszystkich i wygrać wycieczki na mecz do USA. Marzyliśmy też o butach Nike Air „Jordanach”. Ale większość z nas zadowalała się plakatami z koszykarskich magazynów „Pro Basket”, „Magic Basketball” albo z „Bravo Sport” i „Mega sport”.

W książce wspominam też o wzroście popularności Formuły 1. Superwyścigi w Polsce zyskały popularność dzięki licznym tekstom w „Świecie Młodych” i emisjom ich fragmentów w telewizyjnych programach motoryzacyjnych Włodzimierza Zientarskiego w latach 80. Dekadę później Formułę 1 można już było oglądać w całości, na Canal+.

Zresztą o tym fenomenie trochę pisałem już na blogu. Mam „formułowe” skarby. Tutaj więcej: Lauda, Ickx, Prost… | Bufet PRL

Wracają do lat 90. i książki. Wspominam w niej też o telegazecie. Sam pamiętam jak sprawdzałem w niej wyniki sportowe itp.

W stadium prób była już w połowie lat 80., ale na dobre wystartowała w Polsce pod koniec tej dekady. Było tam wszystko. Informacje dnia, sport, program tv, repertuar kin i teatrów, informacje o koncertach i wydarzeniach kulturalnych, recenzje filmów, kursy walut, przepisy, ogłoszenia, w tym matrymonialne. Telegazeta, czyli teletekst pokazywany na ekranie telewizora. Początki tego systemu sięgają lat 70. i stacji BBC. Po pojawieniu się w Polsce szybko stała się popularna. Polska Kronika Filmowa ze stycznia 1994 roku podawała, że redakcja telegazety publikowała wówczas około tysiąca stron artykułów dziennie. Do jej odbioru było przystosowanych ponad sześć milionów telewizorów. Zresztą telegazeta działa do dziś. I to z powodzeniem. Kilka lat temu poprzez ogłoszenia towarzyskie poznali się na niej moi sąsiedzi. Dziś małżeństwo z dwójką dzieci, chomikiem, dwoma psami i rybkami…

Historia telegazety trwa, do książki i lat 90. jeszcze wrócę. Więcej o niej tutaj: Sex, disco i kasety video. Polska lat 90. – Księgarnia Internetowa MUZA SA

Otagowane , , , ,

Hity z widea

Pewnie już wiecie. Od miesiąca w księgarniach (w formie ebooka) również, dostępna jest moja nowa książka. Po „Czasie wolnym w PRL” napisałem reportaż o popkulturze w Polsce przełomu 80/90 i lat 90. „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” to m.in opowieść o kulturze video, kasetach, filmach, wypożyczalniach kaset. I od tego chciałem zacząć krótkie przedstawianie historii z książki i zachęcić do zajrzenia do niej.

Tak to się zaczyna. Wspomnieniem o dramacie i radościach młodych chłopaków 🙂

„Odbywało się losowanie, bo każdy z nas bał się pójść. Choć może nie do końca bał, a wstydził. Chodziło przecież o erotyk. Nieważne jaki, ważne, żeby był. Z kolegami z klasy siedzieliśmy na murku przed wypożyczalnią Paco, która mieściła się na parterze Młodzieżowego Centrum Kultury. Chodziłem tam wielokrotnie, miałem swoją kartę. Na weekendy brałem wojenne klasyki, żeby oglądać z tatą, niektóre po kilka razy: Bitwa o Anzio, Działa Navarony, O jeden
most za daleko
. W tygodniu – sensacyjne i „obyczaje”. Ale wreszcie nadszedł czas na erotyka. Fakt, widziałem już kilka razy takie filmy. Byłem u sąsiada, jak puszczał jakieś erotyki z Niemiec. No i z kuzynką oglądałem Lody na patyku.
Ale to nie to samo. Ucieszyłem się, bo zapałkę wylosował kolega Tomek. To znaczy on miał pójść do wypożyczalni. Całe szczęście, bo wyglądał na najstarszego. Musiał przejść do magicznego regału z napisem „Dla dorosłych” i wybrać dla nas film. Dział był schowany w rogu wypożyczalni, za czarną kotarą. Samo wybieranie na podstawie okładek mogło doprowadzić nastolatka do zawału serca. Zupełnie nie wiem, dlaczego kolega pożyczył akurat bawarskie kino erotyczne. Chociaż wiem, na okładce była pani z baaardzo bujnym biustem. Wyszedł z wypożyczalni cały
czerwony, ale się udało! Pobiegliśmy do mnie do domu.

Mama miała wrócić z pracy dopiero za dwie godziny. Drżącymi rękami odpaliłem nasz odtwarzacz
video z możliwością nagrywania – w ciszy i napięciu oglądaliśmy zabawy dorosłych z jodłowaniem w tle. Palec cały czas trzymałem na pilocie, na guziku „stop”, żeby zdążyć wyłączyć, gdyby mama wróciła wcześniej. Udało się obejrzeć do końca, a potem szybko oddaliśmy kasetę z powrotem do Paco, żeby pozbyć się dowodów. Trzeba było ją przewinąć do początku, bo za oddanie nieprzewiniętej płaciło się karę. Takie były wtedy, na początku lat 90., doświadczenia seksualne pewnie setek tysięcy chłopaków, przynajmniej tych, którzy mieli w domu video albo kolegę dysponującego takim magicznym sprzętem”.

Fot. Dwa hity video lat 90.: „Terminator” był u nas przetłumaczony na „Elektronicznego mordercę”. „Callanetics” z Mariolą Bojarską sprzedał się w 3 milionach egzemplarzy. Mowa tylko o oryginalnych kopiach.

W książce opowiadam o wypożyczalniach kaset video. To tam całe dnie spędzali fani kina. Nie wiem czy wiecie, jest kilka wciąż działających. W Warszawie na pewno dwie. I tu powróćmy do książki.

„TAO, wbrew nazwie, nie jest azjatyckim barem. To wypożyczalnia filmów, dziś głównie na DVD, ale gdy rozpoczynała działalność, wypełniały ją kasety VHS. Od lat 90. mieści się na parterze bloku na warszawskich Bielanach. To
jedno z ostatnich takich miejsc, nie tylko w stolicy. Niełatwo tam trafić, z ulicy jej nie widać. Wchodzi się od podwórka. Na szybie szyld z napisem „Wypożyczalnia filmów”. Właściciel przesiaduje tutaj kilka godzin dziennie. Otwarte od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych.
Oglądam kasety VHS, które zajmują górną półkę. Są przeboje lat 90.: Życie Carlita, Speed, Kasyno. Właściciel ma też katalog z okładkami filmów schowanych na zapleczu. Rozmawiamy oczywiście o filmach, o wypożyczalni.
Czuję, że trzyma ten interes dla kontaktu z ludźmi, z sąsiadami, którzy przychodzą do niego od lat. Kiedy pytam o zarobki, śmieje się. Zapisuję się, mam numer 1490. Wypożyczam film. Można go zobaczyć w serwisach streamingowych, niedawno był w kinach, ale przecież nie o to chodzi. W latach 90. byłby dostępny tylko w takiej wypożyczalni.
Właśnie wtedy w świat filmów video wkroczyli Anna i Zenon. (…) Po wielu u nieprzespanych nocach w czerwcu 1991 roku otworzyli swoją wypożyczalnię kaset. Nad wejściem wisiał szyld z nazwą: „Magic”.

Fot. To jest wejście do wciąż działającej wypożyczalni filmów w Warszawie TAO.

W książce piszę też o pokazach filmów z kaset video (w kinach, a nawet na komendzie policji), piractwie, pierwszych polskich kasetach video, polskich magnetowidach, Polskiej Partii Posiadaczy Magnetowidów, pokazach filmów video w pociągach oraz gazetach poświęconych kulturze vhs.

A tu przykłady perełek, czyli opisów filmów z katalogu „The Best of Video” z 1990 roku:

„Pokaz najnowocześniejszych technik filmowo-elektronicznych. Błyskotliwa reżyseria, głośni aktorzy. Szlagier finansowy sezonu 1988/89 – to opis Batmana z 1988 roku”.
„Dużo przemocy, gwałtu i obsceniczności nie było zapewne tym, na co czekali miłośnicy ekranowego straszenia – tak opisany jest horror Powrót do miasteczka Salem”.
„Grupa uczniów college’u postanawia spędzić noc w niezwykłym miejscu. Nie jest to szczęśliwy wybór – to o horrorze pod interesująco przetłumaczonym tytułem Schronienie przeznaczenia (oryg. Doom Asylium)”.
„Zrealizowane na fali sukcesów „Conana” nudziarstwo z mnóstwem bójek, dymu i nagich torsów, ale niewnoszące niczego nowego – tak „zachwalano” Żelaznego wojownika z 1987”.

A jakie są Wasze wspomnienia związane z kulturą video?

Więcej o video, ale nie tylko przeczytacie w mojej książce. W następnym wpisie o telewizji tamtego okresu, m.in. o kultowej Sky Orunia.

Otagowane ,

Czyści jak Jacek i Agatka

Takie to skarby trafiły do mojej kolekcji od fantastycznej klubokawiarni Kicia Kocia na warszawskim Grochowie.

Mydła, pisałem już o nich trochę, m.in. tutaj: Sprawa mydła | Bufet PRL

Mamy ich sporo w kolekcji…

…no ale nie takie piękne i świecące jak te nowe. For You pochodzi z Polleny w Stargardzie. Jest klasy II, kosztowało 5 zł.

Z kolei Jacek i Agatka to mydło Klasy I, przetłuszczone, łagodne, perfumowane, z Polleny z Raciborza.

Różne były opakowania mydeł Jacek i Agatka, ale to chyba jest najbardziej efektowne. A postaci to oczywiście bohaterowie słynnej bajki emitowanej w TVP1 na przełomie lat 60. i 70. Bohaterów wymyśliła Wanda Chotomska.

Jacek i Agatka – odc. 01 – Gąsior – YouTube

Głosu obu postaciom, a także pojawiającej się gościnnie w serii Pani Zosi użyczyła Zofia Raciborska, która dubbingowała wiele animowanych postaci w tamtym czasie. Laleczki zaprojektował Adam Kilian, laureat Orderu Uśmiechu z 1974 roku. A pomysł na ten order zrodził się właśnie pośrednio z serii „Jacek i Agatka”.

Po tej bajce nazwano nie tylko mydła, olejki, ale także kilka szkół dostało imię Jacka i Agatki.

To co, myjmy się!

Otagowane , , ,

Już jest!

„I tak to jest” – jak mówiła ciocia Lucylla po kilku minutach milczenia przy rosole. Dzisiaj oficjalna premiera mojej drugiej książki „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”. W formie papierowej oraz ebook.
Masa osób mi pomogła przy pracy nad nią. Dziękuję Im wszystkim, odezwę się do Was jeszcze osobiście. Dziękuję, że podzieliliście się swoimi historiami. Wy, których znam od lat i osoby, których na oczy do tej pory nie widziałem. Oby to się zmieniło! Dziękuję za zdjęcia, za pomoc w promocji (jak jeszcze ktoś ma jakieś możliwości, to ja chętnie 🙂, za dzielenie się materiałami.
To opowieść o czasach, które sam przeżyłem, łażąc do wypożyczalni kaset video, salonów gier, sklepów z kasetami, pierwszych fastfoodów itp. O tamtym czasie opowiadają pracownicy barów (nie tylko pierwszego McDonald’sa w Polsce), pracownica warszawskiego sklepu muzycznego Digital (ma zdjęcie z Michaelem Jacksonem!), prowadzący salon gier, wydawca komiksów TM-Semic, twórcy gier z LK Avalon i California Dreams, przedstawiciel branży erotycznej (tak, oglądałem pierwsze polskie porno), prowadzący wypożyczalnie kaset video, handlarz na Jarmarku Europa, znakomity fotograf z tamtych lat (nie tylko aktów), twórcy kultowych czasopism, reporterki pierwszej telewizji satelitarnej Sky Orunia, sprzedawcy kaset, muzyk, architekt, modelka… kilkadziesiąt osób. Troszkę to przefiltrowałem przez swoje doświadczenia, no i jest.
Wkrótce wymyślę spotkanie autorskie i Was wszystkich zaproszę. Zamówię wiadro wina i będziemy się nim polewać.
Nie mam własnych książek na sprzedaż (pewnie będę miał jak ogarnę spotkanie autorskie), ale chętnie podpiszę Wam, jak zakupicie w swojej małej, osiedlowej księgarni.
Dziękuję wszystkim, z którymi spotkałem się po drodze i dawali mi inspiracje. Czytajcie i dajcie znać jak jest.
A tak wygląda okładka: 

A z kolei tak wygląda moja poprzednia książka, którą też nieskromnie polecam: