Category Archives: Spożywcze

A i paprykarz pan otworzy

Nigdy nie będzie już tak pysznego paprykarza, tak pysznej mielonki i pasztetu… nigdy nie otworzy się tak dobrze puszki, tak pięknie nie zje grochówki, nie przekroi kiełbasy z ogniska…

Nigdy…. chyba że użyje się niezbędnika firmy Lefana.

To była podstawa każdej wyprawy do lasu, na biwak, pod namiot, na wczasy, piknik.

3 w 1, czyli nóż, widelec i łyżka… a nawet cztery! Przecież tu jest jeszcze otwieracz do butelek. A nawet pięć! Jest otwieracz do konserw!

Na tej grawerce widać producenta. To legnicka Fabryka Nakryć Stołowych LEFANA, która powstała tuż po II wojnie. I tu zagwozdka. WP to oczywiście Wojsko Polskie, ale czy 80, 85 i 88 oznaczają daty produkcji?

Jak widać nasz zestaw był wielokrotnie ostrzony. Ale przecież to świadczy o jego sile. Ten zestaw był niezniszczalny. Potrafił poranić ręce, ale John Rambo by się go nie nachwalił.

Fabryka Nakryć Stołowych LEFANA powstała w miejscu, gdzie już w XIX wieku działała fabryka wyrobów srebrnych Paula Sandiga. TUTAJ przeczytacie o niej  więcej ciekawostek. Stąd jest też ta piękna reklama fabryki.

Jak się domyślacie, dziś już Lefany nie ma 😦

Reklamy
Otagowane , , , , ,

Stosuje się do głowy

Mydła, mydełka… pisaliśmy już o nich parę razy TUTAJ i TUTAJ.

 

Na małym straganie starszego pana, na jednym z podwórek na warszawskim Muranowie, udało nam się kupić kolejne dwa okazy do kolekcji.

To mydła Junak i tataro-chmielowe, jak podaje producent, „specjalne”.

Jakież to genialne połączenie: tatar i chmiel 🙂 Jak zapewnia producent, „stosuje się do mycia głowy”.

Mydło z piękną leśną grafiką kosztowało 9 zł. Wyprodukował je zakład o ładnej nazwie „Barwa”. Firma powstała w 1949 r. jako Wytwórnia Artykułów Chemiczno-Gospodarczych Spółdzielnia Pracy BARWA. Od początku istnienia firmy w jej logo znajduje się papuga. Firma produkowała też m.in. ozdoby choinkowe, pasty do butów. W latach 70. firma zmienia nazwę na Przemysłowe Zakłady Chemii Gospodarczej Barwa – Spółdzielnia Pracy i taka widnieje na naszym mydle.

Jak można przeczytać na stronie firmy: „W 1977 roku do oferty weszły specjalistyczne mydła w kostce. Barwa produkuje wiele rodzajów mydeł, skierowanych do szerokiego kręgu odbiorców. Łącznie w ofercie znajduje się 11 gatunków tego produktu, w tym mydło siarkowe i undecylenowe (produkowane do dziś), salicylowe, ichtiolowe, tatarakowo – chmielowe i dziegciowe„. Z kolei w „W 1979 roku zostaje zakupiony automatyczny ciąg do produkcji mydła. Linia Mazzoni jest jedną z najnowocześniejszych w Polsce„. A oto skład naszego skarbu.

Drugie mydło to już wyrób poznańskiej Polleny Lechii. Podobno dobrze się pieni. Jeszcze nie próbowałem.

Nazwa Junak na pewno też kojarzy się wam z motocyklem, a samo słowo pochodzi od starosłowiańskiego określenia odważnego mężczyzny. A pamiętacie piosenkę o młodym junaku?

„Hej, młody junaku, smutek zwalcz i strach/ Przecież na tym piachu, już za kilka lat/ Przebiegnie, być może/ Jasna, długa, prosta/ Szeroka jak morze Trasa Łazienkowska/ I z brzegiem zepnie drugi brzeg/ Na którym Twój ojciec legł!/ La, la, la…”.

Otagowane , , , , , ,

Wytrzeć plamę, dostać w twarz

Lata 80. to nie były łatwy czas w Polsce. Wydarzyło się jednak kilka ciekawych historii. Telewizja wyemitowała pierwszy odcinek „Kariery Nikodema Dyzmy” z genialnym Romanem Wilhelmim. W czerwcu odbył się pierwszy festiwal w Jarocinie, a w styczniu Stanisław Bobak wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem.

Wtedy też, Dolnośląskie Zakłady Przemysłu Lniarskiego „Orzeł” w Mysłakowicach wyprodukowały takie piękne ściereczki, które mamy w kolekcji.

Z kolorowymi paskami, kosztowały 37 zł. Ich wymiary to 45×90. Mamy kilka sztuk. Wszystkie nowe, z oryginalnymi etykietami.

Zakłady Lniarskie w Mysłakowicach powstały już w XIX wieku. Niestety kilka zabytkowych budynków kilka lat temu zostało zburzonych. „To jedna najstarszych manufaktur przędzalniczych w Europie. Podobne, właściwie siostrzane obiekty, powstawały później na jej wzór w Niemczech i w Polsce np. w Żyrardowie. Straciliśmy jeden z ważnych elementów tego kompleksu. Obiekt równie cenny jak domy tyrolskie czy rezydencje w Dolinie Pałaców i Ogrodów” – takie słowa można było przeczytać o zakładach.

Na szczęście zostały chociaż ścierki. A do czego służyły? Było wiele przeznaczeń. Wytrzeć plamę na stole, zakryć rosnące ciasto na pizzę, niestety również zdzielić niesforne dziecko. Wisiały w kuchniach, toaletach. Na pewno u wielu babć jeszcze są w użyciu…

Otagowane ,

Piwiarnie i autostop

To skarb, skarb wiedzy. Takie informatory są najlepszym źródłem informacji.

Informator „Wszystko o Warszawie” to spis najważniejszych instytucji, gastronomii, komunikacji, ulic i czego tylko sobie nie wymyślicie.

W 1975 roku wydało go wydawnictwo Sport i Turystyka. Do składu oddano w 1973, więc coś tam się mogło zmienić. Zresztą o tym autorzy informują we wstępie. 16 rozdziałów tematycznych. Zobaczcie sami co w nim jest.

A raczej czego nie ma. Sklepy, placówki naukowe, stadiony i inne obiekty, antykwariaty, wykaz imprez stałych, szpitale, kina, bary mleczne, kasy lotnicze, dworce…

Ale też, na przykład, takie genialnie miejsca, jak punkty sprzedaży książeczek „Autostop”.

Oczywiście ja skupiłem się na gastronomii. Nie powiem, ilość knajp i przeróżnych barów była spora. W restauracjach był podział na kategorie.

Są tutaj adresy, do tego informacje czy są dansingi, jakie są specjalności (np pieczarki faszerowane), a nawet knajpy dietetyczne i jarskie.

Ilość wyspecjalizowanych, wyjątkowych miejsc zaskakuje. Specjalność miód pitny, kuchnia węgierska, dania staropolskie, kuchnia żydowska, chińska, rosyjska, kubańska, wietnamska, mazowiecka, a nawet mini kabaret „Paradis”.

Oj ogromnej większości restauracji już nie ma, ale może ktoś z was był w którejś z tych wymienionych? Ja kojarzę, znaczy byłem tam, Pod Samsonem, Lotos (obie istnieją!). Do tego bary mleczne: Bambino, Złotą kurkę, Uniwersytecki, Prasowy, Familijny. Wreszcie kilka kawiarni. Byłem m.in. w Alhambrze, Pod Gwiazdami i Paranie. TUTAJ pisałem o niektórych knajpach sprzed lat.

Martwi mnie, że nie byłem i już nie będę w wymienionych piwiarniach…. chyba jednak coś mało się ich tutaj znalazło?

W następnym wpisie o kolejnych skarbach z tego informatora.

Otagowane , , , , , ,

Świąteczny jarmark

Już za chwileczkę, już za momencik. Nadchodzą święta. Jak obchodziliśmy je w minionej epoce, jak się przygotowywaliśmy? Oto krótki przewodnik po najciekawszych świątecznych wpisach z naszego bloga.

Najważniejsze to listy. Pisałem je do Mikołaja przez lata. Oto moje oryginalne próbki z lat 80.

Bardzo ważna była też choinka. Wiedzieli o tym producenci takich choinek, którzy reklamowali się w magazynie „Ty i Ja” w latach 80.

  

Stroje. Też ważna część. Oczywiście odświętne. Tak, jak w tej „Przyjaciółce” z 1949 roku.

Wcześniej trzeba było wysłać nie tylko list do Św. Mikołaja, ale też kartki z życzeniami.

Wracając do choinki. Trzeba ją było przecież jakoś ubrać. Można było skorzystać z rad „Vademecum Zrób Sam”. Też to zrobiłem. Oto efekt.

 

Jeszcze kilka cennych rad od „Przyjaciółki” i można zaczynać.

Wesołych Świąt!

Otagowane ,

Rurki i książki

Dziś, wyjątkowo, nie będzie o skarbach z mojej kolekcji. Będzie o miejscach, które przenoszą w czasie. Nie są to bary na szybką wódkę, które udają miejsca retro. Chodzi o słodki zakład z kilkudziesięcioletnią tradycją oraz wyjątkowe miejsce z książkami i dizajnem sprzed lat.

Od razu zaznaczam, nie mam z tymi miejscami nic wspólnego, poza tym, że je odwiedzam 🙂 Nie mam też z tych poleceń żadnych korzyści, po prostu pokazuję miejsca, które moim zdaniem warto odwiedzić.

Najpierw kawiarnio-księgarnia Radio Telewizja.

Mieści się przy ulicy Andersa 29 w Warszawie (obok jest bardzo fajny bar mleczny Gdański). To nie jest zwykła księgarnia. Oczywiście można w niej kupić książki 🙂 Wśród nich poświęcone dizajnowi sprzed lat, Warszawie lat 50, 60, no i całe piętro książek dla dzieci.

Jak widać, tutaj można też je poczytać. Kilka krzeseł, do tego wygodne fotele i stoliki z PRL-u. W ogóle sporo jest tu elementów wystroju z minionej epoki. Można też napić się kawy, kupić kubki (jak kiedyś do kakao czy kompotu), a nawet skarpetki 🙂

Jest nawet szpulowiec. Pamiętacie? Ja pisałem o swoim TUTAJ, bo oczywiście też mam go w kolekcji.

Organizowane są spotkania z autorami, no i widać zachowany fajny ślad odbudowy Muranowa. Więcej o tym miejscu przeczytacie TUTAJ.

Drugie miejsce, które chcę polecić, jest w zupełnie innej części stolicy. To Rurki z Wiatraka mieszczące się przy Rondzie Wiatraczna.

Niestety istniejący od 60 lat zakład może wkrótce zniknąć, mają wyburzać te pawilony. Dlatego polecam się śpieszyć.

To malutkie miejsce, dwa stoliki, gofrownica, ale przede wszystkim maszyna do robienia rurek, czy raczej napełniania ich bitą śmietaną. Maszynę skonstruował 50 lat temu założyciel „rurkowni” Konstanty Pietrzykowski. TUTAJ na stronie możecie przeczytać ciekawą historię Rurek z Wiatraka, m.in. o tym, jak na początku funkcjonowania dookoła zakładu były jeszcze pola i  pasły się zwierzęta.

W tle tego zdjęcia, widać wspomnianą maszynę.

Wpadajcie do takich miejsc, dzięki nam, wciąż funkcjonują.

A Wy, macie jakieś podobne miejsca godne polecenia?

Otagowane , ,

Nie tylko z Goplany

Pamiętam, że kakao, które w latach 80. królowało w domu było gorzkie i żeby je zjeść potrzebowało spooooro cukru. Dodawaliśmy je do kogla-mogla albo do czekolady własnej roboty. Najzwyklejsze było kakao w zwykłym pojemniku z kartonu. Rarytasem były te w puszkach, szczególnie zagraniczne. Ostatnio nasze zbiory powiększyły się o trzy puszkowe okazy.

Kakao w puszcze w paski pochodzi z poznańskiej Goplany. Zakładu z wielką cukierniczą tradycją. Powstał jeszcze przed I wojną światową, jako Poznańska Fabryka Czekolady Luna. W Goplanę zmienił się w 1913 roku.

Po zniszczeniach po II wojnie zakład szybko wrócił do produkcji słodyczy. W latach 70. Goplana produkowała aż 170 rodzajów słodyczy, w tym słynne „Goplanki”, „Koreanki”, „Maczki”, no i „Be-Be”.

Puszka poza masą 250g informuje nas, że kakao składa się m.in. ziarn kakao i tłuszczy. Okres gwarancji przydatności do spożycia wynosił 12 miesięcy od daty produkcji.

Kolejna puszka zawierała kakao jakby specjalnie przeznaczone do picia, co pokazuje zdjęcie zadowolonego dziecka. To Choco Expres ze Śląskich Zakładów Przemysłu Cukierniczego w Siemianowicach Śląskich o wdzięcznej nazwie Hanka.

Historia zakładu Hanka sięga 1923 roku. Najsłynniejszym produkowanym wówczas słodyczem były praliny grylażowe. Największy rozkwit firma przeżywała w latach 60., to między innymi za sprawą produkcji popularnych Michałków.

Jak informuje instrukcja na tej ładnej puszcze wystarczyło kilka łyżek kakao zalać zimnym albo gorącym mlekiem i napój był gotowy. Ale kakao nadawało się również do kremów deserowych, mas tortowych oraz jako dodatek do ciast.

I jeszcze jedna puszka po kakao, od razu widać, że zagraniczna. Pochodzi z holenderskiej firmy Bensdorp, której historia sięga XIX wieku.

Takie kakao musiało nie tylko wyjątkowo pachnieć, ale też smakować.

Instrukcja informowała, że przed zalaniem warto dodać trochę cukru.

Oczywiście jak kakao z danej puszki zostało wykorzystane to używało się ją do przechowywania innych rzeczy, nie tylko spożywczych. A wy co trzymaliście w takich puszkach?

Otagowane , , , , , , , ,

65 życzeń!

Już najedzeni?! Dobrych jaj nigdy za wiele. Proponujemy więc małe wspomnienie…

A więcej szczegółów o potrawach jaj TUTAJ.

Otagowane ,

Zakąski/przekąski

Zapewne goście nie znajdą w nim kawy w szklance i torcika uniwersyteckiego jak w warszawskim Barze Kawowym, o którym pisałem TUTAJ.

Obsługa, choć wspaniała, zapewne nie dorówna również barmanowi Józiowi (Walenty Kędziorek) ze słynnych, otwartych już w 1945 roku, warszawskich Zakąsek. Był to nowoczesny bar szybkiej obsługi, w którym pan Józio nie mówił do klientów „proszę poczekać”, tylko „już podaję”. A wystrój zapewne nie przebije luksusowej restauracji Paradis na Nowym Świecie (po wojnie mieściła się tu Melodia). Jednak Cafe, które pojawiło się na naszej makiecie H0, o której piszemy w specjalnej zakładce u góry też, mam nadzieję, przyciągnie swoich klientów.

Tak naprawdę to miał być dworzec. Pisałem zresztą o nim kilka wpisów wcześniej. Kilka dekad temu wyprodukowała go niemiecka firma OWO.

 

Ponieważ jednak mam już wystarczającą liczbę dworców na makiecie to zdecydowałem się zrobić z tego dom towarowy z kawiarnią. I teraz wygląda tak:

Budynek główny ma piętro. W oknach są różne firanki. Najciekawsze jest to, że  z każdej strony ma inne wejście. Na górnym zdjęciu bardziej skromne, na spokojniejszą część ulicy.

A z drugiej strony są już duże drzwi z przedsionkiem. Do tego ławeczki, różne płotki itp. No i najważniejsze, cafe z boku.

Wejście też jest przestronne, obok reklamy produktów.

Jest też plakat reklamy. Wkrótce będzie więcej. Pracuję nad specjalnymi.

Jak widać, przy takiej skromnej kafejce również przyjemnie jest pogadać w oczekiwaniu na kawkę, ewentualnie piwko. No właśnie, piwko… ale o nim następnym razem…

Otagowane , , ,

Prawie jak w Poranku

Społem, talerze, jedzenie – pierwsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy z dzieciństwa, kiedy słyszę te słowa to bar mleczny Poranek w Słupsku, a przede wszystkim jego jedna część. W barze za parę groszy można było zjeść pomidorówkę, kotlety ziemniaczane albo inne frykasy. Natomiast w małym pomieszczeniu obok… pizzę. Pizzerię otwarto tam już w 1974 roku! Inicjatorem i ojcem założycielem pizzerii był dyrektor ówczesnego Zakładu Nowoczesnych Wdrożeń PSS „Społem” – Tadeusz Szołdra. Pomysł podobno przywiózł – tu nie będzie zaskoczenia – z Włoch.

Tak wejście wygląda dziś (zdjęcie nie jest mojego autorstwa):

W środku malutkiej pizzerii obłożonej drewnem, tak, tak, cały czas otwartej, znajduje się piec, a w nim pieką się pizze z farszem z kiełbasą albo z farszem z pieczarkami. Zdaje się, że jedna kosztowa 4.60 zł a druga 5.20 zł. Być może, wciąż tyle kosztuje, nie wiem, dawno nie byłem. Oczywiście dodatkowo trzeba zapłacić za keczup. Pamiętam, że były tam bardzo małe krzesełka drewniane. Ale pizza jest warta każdej niewygody!

Dlaczego o tym piszę? Bo jak patrzę na nasz nowy nabytek, talerzyki Społem, to myślę sobie, że idealnie pasowałyby do baru Poranek albo do tej małej pizzerijki.

O samej sieci Społem nie ma chyba specjalnie co pisać. Historię firmy powstałej w połowie XIX wieku można poznać TUTAJ. Zdradzę tylko, że za nazwę Społem odpowiada Stefan Żeromski. Tak w 1906 nazwano dwutygodnik propagujący idee przedsiębiorczości. Do Społem należały nie tylko sklepy, ale też restauracje i kawiarnie. To m.in. w nich można było spotkać takie talerze.

Te talerze wyprodukowano na Kaszubach w zakładach porcelany Lubiana w Łubianie koło Kościerzyny. Firma rozpoczęła swoją działalność w 1969 roku i działa do dziś.

Talerze najprawdopodobniej pochodzą z lat 70.

Powiększyły nasze talerzowe zasoby, o których pisaliśmy TUTAJ

Albo TUTAJ

Można podawać!

Otagowane , , , , , ,
Reklamy