Category Archives: RTV

Hity z widea

Pewnie już wiecie. Od miesiąca w księgarniach (w formie ebooka) również, dostępna jest moja nowa książka. Po „Czasie wolnym w PRL” napisałem reportaż o popkulturze w Polsce przełomu 80/90 i lat 90. „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” to m.in opowieść o kulturze video, kasetach, filmach, wypożyczalniach kaset. I od tego chciałem zacząć krótkie przedstawianie historii z książki i zachęcić do zajrzenia do niej.

Tak to się zaczyna. Wspomnieniem o dramacie i radościach młodych chłopaków 🙂

„Odbywało się losowanie, bo każdy z nas bał się pójść. Choć może nie do końca bał, a wstydził. Chodziło przecież o erotyk. Nieważne jaki, ważne, żeby był. Z kolegami z klasy siedzieliśmy na murku przed wypożyczalnią Paco, która mieściła się na parterze Młodzieżowego Centrum Kultury. Chodziłem tam wielokrotnie, miałem swoją kartę. Na weekendy brałem wojenne klasyki, żeby oglądać z tatą, niektóre po kilka razy: Bitwa o Anzio, Działa Navarony, O jeden
most za daleko
. W tygodniu – sensacyjne i „obyczaje”. Ale wreszcie nadszedł czas na erotyka. Fakt, widziałem już kilka razy takie filmy. Byłem u sąsiada, jak puszczał jakieś erotyki z Niemiec. No i z kuzynką oglądałem Lody na patyku.
Ale to nie to samo. Ucieszyłem się, bo zapałkę wylosował kolega Tomek. To znaczy on miał pójść do wypożyczalni. Całe szczęście, bo wyglądał na najstarszego. Musiał przejść do magicznego regału z napisem „Dla dorosłych” i wybrać dla nas film. Dział był schowany w rogu wypożyczalni, za czarną kotarą. Samo wybieranie na podstawie okładek mogło doprowadzić nastolatka do zawału serca. Zupełnie nie wiem, dlaczego kolega pożyczył akurat bawarskie kino erotyczne. Chociaż wiem, na okładce była pani z baaardzo bujnym biustem. Wyszedł z wypożyczalni cały
czerwony, ale się udało! Pobiegliśmy do mnie do domu.

Mama miała wrócić z pracy dopiero za dwie godziny. Drżącymi rękami odpaliłem nasz odtwarzacz
video z możliwością nagrywania – w ciszy i napięciu oglądaliśmy zabawy dorosłych z jodłowaniem w tle. Palec cały czas trzymałem na pilocie, na guziku „stop”, żeby zdążyć wyłączyć, gdyby mama wróciła wcześniej. Udało się obejrzeć do końca, a potem szybko oddaliśmy kasetę z powrotem do Paco, żeby pozbyć się dowodów. Trzeba było ją przewinąć do początku, bo za oddanie nieprzewiniętej płaciło się karę. Takie były wtedy, na początku lat 90., doświadczenia seksualne pewnie setek tysięcy chłopaków, przynajmniej tych, którzy mieli w domu video albo kolegę dysponującego takim magicznym sprzętem”.

Fot. Dwa hity video lat 90.: „Terminator” był u nas przetłumaczony na „Elektronicznego mordercę”. „Callanetics” z Mariolą Bojarską sprzedał się w 3 milionach egzemplarzy. Mowa tylko o oryginalnych kopiach.

W książce opowiadam o wypożyczalniach kaset video. To tam całe dnie spędzali fani kina. Nie wiem czy wiecie, jest kilka wciąż działających. W Warszawie na pewno dwie. I tu powróćmy do książki.

„TAO, wbrew nazwie, nie jest azjatyckim barem. To wypożyczalnia filmów, dziś głównie na DVD, ale gdy rozpoczynała działalność, wypełniały ją kasety VHS. Od lat 90. mieści się na parterze bloku na warszawskich Bielanach. To
jedno z ostatnich takich miejsc, nie tylko w stolicy. Niełatwo tam trafić, z ulicy jej nie widać. Wchodzi się od podwórka. Na szybie szyld z napisem „Wypożyczalnia filmów”. Właściciel przesiaduje tutaj kilka godzin dziennie. Otwarte od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych.
Oglądam kasety VHS, które zajmują górną półkę. Są przeboje lat 90.: Życie Carlita, Speed, Kasyno. Właściciel ma też katalog z okładkami filmów schowanych na zapleczu. Rozmawiamy oczywiście o filmach, o wypożyczalni.
Czuję, że trzyma ten interes dla kontaktu z ludźmi, z sąsiadami, którzy przychodzą do niego od lat. Kiedy pytam o zarobki, śmieje się. Zapisuję się, mam numer 1490. Wypożyczam film. Można go zobaczyć w serwisach streamingowych, niedawno był w kinach, ale przecież nie o to chodzi. W latach 90. byłby dostępny tylko w takiej wypożyczalni.
Właśnie wtedy w świat filmów video wkroczyli Anna i Zenon. (…) Po wielu u nieprzespanych nocach w czerwcu 1991 roku otworzyli swoją wypożyczalnię kaset. Nad wejściem wisiał szyld z nazwą: „Magic”.

Fot. To jest wejście do wciąż działającej wypożyczalni filmów w Warszawie TAO.

W książce piszę też o pokazach filmów z kaset video (w kinach, a nawet na komendzie policji), piractwie, pierwszych polskich kasetach video, polskich magnetowidach, Polskiej Partii Posiadaczy Magnetowidów, pokazach filmów video w pociągach oraz gazetach poświęconych kulturze vhs.

A tu przykłady perełek, czyli opisów filmów z katalogu „The Best of Video” z 1990 roku:

„Pokaz najnowocześniejszych technik filmowo-elektronicznych. Błyskotliwa reżyseria, głośni aktorzy. Szlagier finansowy sezonu 1988/89 – to opis Batmana z 1988 roku”.
„Dużo przemocy, gwałtu i obsceniczności nie było zapewne tym, na co czekali miłośnicy ekranowego straszenia – tak opisany jest horror Powrót do miasteczka Salem”.
„Grupa uczniów college’u postanawia spędzić noc w niezwykłym miejscu. Nie jest to szczęśliwy wybór – to o horrorze pod interesująco przetłumaczonym tytułem Schronienie przeznaczenia (oryg. Doom Asylium)”.
„Zrealizowane na fali sukcesów „Conana” nudziarstwo z mnóstwem bójek, dymu i nagich torsów, ale niewnoszące niczego nowego – tak „zachwalano” Żelaznego wojownika z 1987”.

A jakie są Wasze wspomnienia związane z kulturą video?

Więcej o video, ale nie tylko przeczytacie w mojej książce. W następnym wpisie o telewizji tamtego okresu, m.in. o kultowej Sky Orunia.

Otagowane ,

3 x K: Kasety, Kajtek, Kasprzak

Był Polonez na kablu, był gramofon Bambino, były kasety vhs… czas na kolejny wyjątkowy przedmiot sprzed lat.

Tym razem na naszej wystawie „Przedmiot tygodnia” bohaterem jest kaseta magnetofonowa.

Kaseta – nośnik opatentowany przez koncern Philipsa w 1963 roku. W Polsce rządził na przełomie lat 80. i 90. Oj u mnie też rządził. Robiłem na kasetach własne składanki, nagrywałem własne audycje, sam projektowałem okładki, numerowałem je. Też tak robiliście?

Mam ich setki. Oryginały, podróbki, składanki, tak, to był dziki czas. Pamiętam, że w moim rodzinnym Słupsku można je było nawet przegrać w bibliotece miejskiej. Znaczy przegrać u nich płytę z CD na kasetę.

Na wystawie w oknie Stacji Muranów przy ulicy Andersa 13 w Warszawie (dostępna 24/7) przez tydzień zobaczycie nie tylko ciekawe kasety z mojej kolekcji, ale też kilka przedmiotów.

Są tu kasety z muzyką, grami komputerowymi, stojak, gazety muzyczne, oryginalny Kasprzak i pierwszy polski walkman Kajtek.

O kulturze muzycznej związanej z kasetami opowiadam też w swojej nowej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (Wydawnictwo Muza), którą oczywiście polecam 🙂

Ale zapraszam też na mini wystawę, może mieliście/macie podobne kasety?

Otagowane , , ,

Morderca i Callanetics na kasecie

I jest, trzecia odsłona naszej (wraz ze Stacją Muranów) wystawy „Przedmiot Tygodnia”. Tym razem jest nim:

No dobra, nie Terminator, to znaczy Elektroniczny Morderca, ale kasety vhs.

Na warszawskim Muranowie, w oknie Stacji Muranów w pięknej kamienicy przy Andersa 13 możecie zobaczyć (24/7) spoooro gadżetów dotyczących vhsów.

Magnetowid, przewijak do kaset, czasopisma, no i same kasety. Jest kilka kultowych tytułów.

Wpadajcie obejrzeć, powspominać, poczytać trochę o historii kaset vhs.

A kto wyłapie wszystkie tytuły z wystawy?

Otagowane , , ,

Wystawa w oknie

Tak, tak, trwa nasza wyjątkowa, okienna wystawa w Stacji Muranów w Warszawie. W oknie tego wyjątkowego miejsca na pięknym warszawskim Muranowie pokazujemy klasyczne przedmioty z naszej kolekcji. Po Polonezie na kablu, przyszedł czas na gramofon Bambino.

Bambino produkowały Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica. W latach 1963-1972 powstały cztery wersje. Nasz, model numer 3 odsługiwał trzy prędkości 33, 45 i archaiczną 78 (takie siedmiocalowe płyty powstawały w latach 20., 30. i 40.). Model 4 już tej prędkości nie miał. Bambino 3 waży jakieś 8 kilo i jest wyposażone w głośnik Tonsil Unitra. To oczywiście sprzęt mono, lampowy, z korekcją tonów. Przy pomocy kabla ekranowanego (DIN) można go podłączyć do magnetofonu, by zgrać piosenki na taśmę. Jego typową cechą jest kratka wentylacyjna przy nagrzewającej się lampie. Całość zamykała się w charakterystycznej skrzyneczce.

Rocznie produkowano jakieś 160 tysięcy sztuk. W sklepach bywały też walizkowe gramofony Rytm albo Mister Hit. W latach 70. zaczął pojawiać się już sprzęt stereofoniczny: Adam Artur, Bernard. Bambino doczekał się nawet swojego pomnika. Od dwóch lat stoi on w Olsztynie. Ważącą sto kilo replikę autorstwa rzeźbiarza Jacka Adamasa można oglądać w Amfiteatrze Czesława Niemena.

My pokazujemy go wraz z płytami oraz opisem. Polecamy zajrzeć. Okienko otwarte 24/7, oczywiście bezpłatnie. Wpadajcie, róbcie zdjęcia, a już za tydzień kolejny kultowy przedmiot sprzed lat.

Otagowane , ,

Megatony

Przyznaję, mam słabość do pirackich okładek kaset. Dlatego podczas niedawnej wyprzedaży w warszawskim Antykwariacie Grochowskim zakupiłem spooooro kaset. Niektóre tylko dla okładek, inne połowicznie.

Na przykład taka Martika, uwielbiam ją!

Wchodzą na polską stronę Martika.pl traficie na wytwórnię wędlin, ale mi oczywiście chodzi o Martę Marrero, wokalistkę. Amerykanka kubańskiego pochodzenia w 1988 roku wydała debiutancki album „Martika”. I na kasecie znalazł się materiał właśnie z niego. Jest tu największy hit Martiki „Toy Soldiers”. Doskonały to album. Ale wydawca, czyli firma o ładnej nazwie Megaton jednak się do wydania tej kasety nie przyłożyła.

Pomijam samą okładkę. To zresztą był częsty pomysł wydawców kaset przełomu lat 80. i 90. Na okładce umieszczali oryginalną okładkę danego albumu, a do niej dokładali jakąś grafikę. Tutaj ten przedziwny prostokąt z napisem „Martika”.

W środku jest jeszcze ciekawiej. Piosenka „See If I Care” zmieniła się w „IEE If I Care”, a „I Feel The Earth Move” w „I Fall The Earth Move”. No cóż, niby nie dużo, ale jednak kurde brak znajomości języka wyszedł.

W przypadku drugiej kasety takich błędów nie ma.

Błędów nie ma, bo to porządny wydawca. Bułgarska firma wydawnicza Balkanton, której początki sięgają roku 1952. Kaseta z 1987 roku z przebojami Lionela Richie, tytułowym, ale też „Ballerina Girl” i „Say You, Say Me”.

Tutaj nie ma co się przyczepić do okładki, w końcu oryginał. Za to w przypadku trzeciego dziś przykładu żartów nie ma.

To wydawnictwo widmo z przebojami w wersjach weselnego zespołu Szarotka. Nie ma ani wydawcy, ani nic. Jest za to naga pani, częsty sposób na zwrócenie uwagi klienta. Po prostu wrzucenie na okładkę takiego zdjęcia, nawet nie ważne co było na kasecie, okładka przyciągała.

Przyznaję się, mnie też przyciągnęła…

Otagowane , , , ,

Automatic kaseta

Kto nie nagrywał na nim całych płyt z radia albo programów? Kto nie przygotowywał własnych składanek typu „the best of”? Wreszcie kto nie wkładał baterii i nie zabierał na biwak albo nie nagrywał koncertów trzymając to ciężkie cholerstwo w ręku? Tak, tak, to on, Radiomagnetofon Kasprzak.

O dziwo dopiero teraz dołączył do naszej kolekcji sprzętu grającego sprzed lat. Został znaleziony przy śmietniku. Stan wyjątkowo dobry.

Radiomagnetofon RM-222 Automatic był produkowany przez warszawskie Zakłady Radiowe im Marcina Kasprzaka na licencji firmy Grundig. W przeciwieństwie do modelu RM 221 z potencjometrami suwakowymi, ten ma potencjometry obrotowe. Do tego czterozakresowe radio, funkcję auto stop, wejście na gramofon, wyjście na słuchawki. Wreszcie charakterystyczną pomarańczową kropkę na przycisku „zapis”.

Miał różne kolory, na przykład czerwony, ale ten nasz był chyba najpopularniejszy. Nie jest lekki, waży ponad trzy kilo, trzymanie go przez cały koncert było więc niezłym wysiłkiem. Ciekawe, że ma wytłoczoną nazwę producenta, ale też dodany skrót „PRL”, czyli „wykonane przez Unitra ZRK PRL”.

Kasprzak ma swój urok, choć umówmy się, był ciężki i niespecjalnie nowoczesny.

I ciekawostka: wiecie, że wokalistka Urszula ma na nazwisko Kasprzak? 🙂

Otagowane , ,

Idealna na prezent

Szukacie dobrego prezentu? Nieskromnie polecam swoją książkę 🙂

„Czas wolny w PRL” (wydawnictwo Muza) to opowieść o różnych formach wypoczynku. Jak odpoczywaliśmy po pracy, po szkole, na podwórku, jak wyglądały wakacje, wycieczki pod namiot, z przyczepą kempingową, autostopem, zajęcia w Domach Kultury, w czym pomagały kluby Praktycznej Pani, czym były Empiki, jak kultura docierała na wsie, czym były czyny społeczne, pierwsze komputery, telewizje satelitarne, kultura wideo… dużo tematów i dużo zdjęć.

Chcecie książkę z autografem i z limitowaną pocztówką? A przede wszystkim w dobrej cenie? Zapraszam do kontaktu. Mam kilka ostatnich sztuk i chętnie oddam w dobre ręce 🙂

Więcej o książce, wraz z fragmentami, przeczytacie w zakładce: Czas wolny w PRL.

Otagowane , ,

Węgier z NRD

Miał się nazywać Dodó, Ferenc, Ottó albo Princ, ale w końcu stanęło na Gusztavie. I to właśnie zwykły, szary człowiek o tym imieniu został bohaterem chyba najsłynniejszej węgierskiej animacji. U nas znanej jako „Gustaw”.

A piszę o nim za sprawą takiej pięknej taśmy z enerdowskiej wytwórni DEFA, która trafiła do mojej kolekcji. Jej oddział DEFA – Heimfilm specjalizował się w wypuszczaniu filmowych taśm 8 mm i na takiej (z zakładu ORWO) mam kilka bajek o przygodach Gustawa.

Taśma jest w znakomitym stanie, do tego jest opis odcinków, no i puszka na film. Heimfilm wypuściła na rynek masę ciekawych bajek, animacji, krótkich metraży. Od prac francuskiego rysownika, ilustratora bajek La Fontaine’a Jeana Effela, przez opowieść o Nosferatu i „Wilka i Zająca” (też mam na 8mm, pisałem o tym tutaj: https://bufetprl.com/2013/03/07/nu-pogodi/), po właśnie „Gustawa”.

Gustaw był takim szarym człowieczkiem, ale miał całkiem poważne problemy. Nie był dla dzieci (co widać na pierwszym screenie). Odwoływał się do słynnych popkulturowych historii (drugi screen), no i był na bieżąco ze światem (trzeci screen).

Jego historie powstawały od połowy lat 60. do końca lat 70. Co ciekawe, jeden z głównych twórców Marcell Jankovics nie był jej specjalnym fanem.

W latach 70. powstała kontynuacja tej serii. Zaproponowano mi napisanie scenariusza do 13 odcinków. Mój Gustav wdział uniform policjanta, szefa spółdzielni, dyrektora itd. W ten oto sposób Gustav – przyczyna problemów – reprezentował władzę. Ten pomysł został jednak odrzucony. Film powstał, ale nie z moim scenariuszem. Socjalizm nie lubił krytyki” – opowiadał w wywiadzie „Dziennikowi Polskiemu”.

Twórcą muzyki do serii był węgierski kompozytor Tamas Deak, autor słynnego motywu do bajki „Wilk i Zając”.

Serial był też puszczany w TVP, w latach 80. Można było zobaczyć na przykład jak Gustaw szuka żony:

Pamiętacie?

Otagowane , , , , ,

Elvis z ejtis

To będzie taki wpis combo, bo pojawia się tutaj, ale też na moim winylowym blogu: https://winylowetrzaski.wordpress.com/

Jakoś na dniach ukazuje się taki boski zestaw Elvisa Presleya lat 80., czyli 19 płyty Shakin’ Stevensa.

Ale tu przecież nie o tym… otóż jakiś czas temu, w jednym z warszawskich lumpeksów (w dziale tzw. gadżetów), natrafiłem na winylowy singiel Stevensa. A potem znalazłem kolejny, jeszcze jeden, i kolejny, a w końcu uzbierałem ich 10! No i są.

Jak wskazują podpisy, wszystkie należały do pani Lorraine. Teraz cieszę się nimi ja.

Wszystkie pochodzą z lat 80., a najstarsze są te dwa z 1981 roku.

Pochodzą z albumu „Shaky”, który przyniósł Michaelowi Barrattowi (tak naprawdę się pan nazywa) międzynarodowy sukces. Ale to nie była pierwsza płyta Shakin’a, wydawał je już dekadę wcześniej. Większym przebojem był ten drugi singiel, „You Drive Me Crazy”. Ale z kolei ciekawszą okładkę ma „It’s Raining”. Tym bardziej, że okładkowe zdjęcie na ten singiel wykonał słynny Allan Ballard. Nieżyjący już fotograf, który robił zdjęcia m.in. Blondie, Eltonowi Johnowi, Frankowi Sinatrze, The Clash i innym.

Robił też zresztą zdjęcie do kolejnych singli Stevensa. Chociażby „Lipstick, Powder and Paint”, numeru, który jest coverem utworu Joe Turnera z połowy lat 50.

Na singlu poniżej też jest zdjęcie autorstwa Ballarda. I też jest to standard z lat 50., tutaj nagrany wraz z Bonnie Tyler.

Natomiast moim ulubionym utworem Stevensa jest „Cry Just A little Bit”. Kawałek wyprodukował Chris Neil, Irlandczyk, który pracował też m.in z A-ha i – uwaga – Edytą Górniak (w połowie lat 90).

Ale najbardziej znanym numerem jest na pewno świąteczny przebój „Merry Christmas Everyone”. No ja nie przepadam za tym kawałkiem, ale tylko w samej Wielkiej Brytanii sprzedał się w ponad półmilionowym nakładzie, więc szacuneczek.

Jeszcze nie koniec. Poniżej jeszcze 3 singielki. Właśnie takiego Stevensa pamiętam i takiego tańczyłem…

Otagowane , , ,

Nowa jakość!

„Romantic Hits – Classic” albo „Classic Romantic Hits” – studio J & J wiedziało jak wprowadzić Polaków w romantyczny nastrój. Chociażby przez taką piękną kolekcję kaset.

Wspaniałe są tu okładki, muzyka. Zdaje się, że Studio J & J zaczęło jako nielegalny wydawca, głównie składanek, ale też płyt discopolowych. Ciekawe, że na jednej z nich piszą „Licencja: Discomagic”, ale umówmy się, o żadnych licencjach tam nie było mowy.

Ale jakie tu są utwory! Jednak jak się bliżej przyjrzeć wydawcy niezłą ściemę przygotowali. Albo faktycznie byli głupkami 🙂 To po prostu zestaw strasznych coverów. No i takie perełki, jak Kris Isak śpiewający Chrisa Isaaka 🙂

Trzeba przyznać, że jednak fantastyczne przygotowali zestawy. Nie mam wszystkich części, ale i tak już te pokazują dobre ucho J & J.

Ciekawe, że na niektórych jest napisane „Nowa Jakość”, a na niektórych nie, hmm.

Za to każda okładka ma wspaniałe zdjęcie. Chyba wydawcy przeglądali magazyny modowe. Na przykład tutaj mamy Helenę Christensen i Karen Mulder z „Vogue’a” z 1991 roku.

A czy tutaj chodziło o nawiązanie do zabawy ślubnej?

No dobra, wracam do słuchania…

Otagowane , , ,