Category Archives: Uncategorized

Czar wspomnień 8

Czas na kolejną porcję wspomnień wyjątkowych przedmiotów z naszej kolekcji, o których pisaliśmy wiele miesięcy temu. Oto Projektor Ruś.

Klara Rumyanowa i Anatolij Papanow – czy wiecie, że to właśnie ich głos towarzyszył wielu dzieciom w bloku wschodnim w latach 70. i 80.? To oni bowiem użyczali głosów Zającowi i Wilkowi, bohaterom wyjątkowej bajki realizowanej od 1969 roku przez Sojuzmultfilm. Oczywiście przygody Wilka ganiającego Zająca były odpowiedzią ZSRR na bajki „Tom i Jerry” oraz Myszkę Miki.

IMG_3047

Bajki z cyklu „Wilk i Zając” powstawały jeszcze w 2005 roku. My mamy dwa odcinki: 4 „Na stadionie” oraz 13 „Olimpiada 1980 w Moskwie”. Posiadamy je na taśmach 8mm, a cena każdej z nich to 6 rubli i 70 kopiejek. Trudno o lepszy sprzęt do ich wyświetlania niż radziecki projektor Ruś.

IMG_3050

IMG_3052

Nasz sprzęt pochodzi z 1988 roku. W pełni sprawny, z instrukcją i pięknym pokrowcem. Podczas emisji wydaje niezapomniany dźwięk. Taśmy można przewijając w obie strony, obsługiwane są 8mm i Super 8mm. Projektor został wyprodukowany w Leningradzie w zakładzie OMO, naturalnie imienia Lenina.

IMG_3054

Całość pakuje się w takie cudeńko:

IMG_3055

Wciąż jeszcze można kupić wiele taśm 8mm z różnymi filmami. Bez większego problemu można też kupić takie projektory. Zapewniam, że seans na takim sprzęcie to niezapomniane przeżycie.

IMG_3045  IMG_3044

Spójrzcie zresztą sami:

Otagowane , , , ,

Czar wspomnień 4

Jeszcze przez kilka dni Europa będzie żyła futbolem. My też. Z tej okazji kolejną część wspomnień z naszego bloga o skrywanej przez nas w domu kolekcji, poświęcamy… piłkarzykom. Mamy ich różne rodzaje. A pisaliśmy o nich tak:

fussball6

Ulf Kirsten, Jurgen Pommerenke, Hans-Jurgen Dorner – czy ci wielcy piłkarze DDR grywali w domu w takie cudo, o jakim dzisiaj piszemy? Na pewno.

fussball2

Oto kolejne piłkarzyki z naszej kolekcji, tym razem wyprodukowane we wschodniej części Niemiec.

Fussball Spiel charakteryzuje się tym, że można tą zabawkę złożyć w podręczny kartonik. Boisko jest bowiem zwijane. Na końcach przytrzymują boisko kawałki drewienka. W niej wkłada się bramki.

Każda z drużyn ma dwóch zawodników: bramkarza i piłkarza w polu. Bramkarz jest sterowany przez kawałek plastiku z tyłu. Bardzo ciekawie strzela się piłkarzem w polu. Naciska się bowiem głowę piłkarza w dół i wtedy rusza się jego noga i piłkarz strzela.

fussball4

Swoją drogą bramkarze wyglądają jakby robili przysiady, a na głowach mieli czapki. Ciekawa jest piłka, która nie jest okrągła. Dzięki temu jednak zatrzymuje się na boisku. Okrągła cały czas by wypadała za pole. Mamy do tych piłkarzyków oryginalne pudełko.

fussball1

W środku wszystko pięknie ułożone.

fussball5

Piłkarzyki wyprodukowano najprawdopodobniej w latach 70. Odpowiada za nie zakład w niewielkim mieście we wschodniej części Niemiec – Aschersleben.

Największe sukcesy piłka nożna w DDR odnosiła właśnie w latach 70. Co ciekawe, pierwszy mecz reprezentacja DDR rozegrała z Polską, w Warszawie w 1952 roku. Wygraliśmy 3-0.

fussball3

————–

pilka1

Jak widać po kartonie, te piłkarzyki wiele przeszły. Prawdopodobnie były używane jako strzelnica. Nie są w idealnym stanie, ale wszystko jest na miejscu i działa. Znaleźliśmy je przed domem na śmietniku. Nie żebyśmy specjalnie tam czegoś szukali, po prostu leżały na wierzchu i czekały na nas.

pilka2

Plastikowe boisko, żółte i czerwone piłkarzyki i zabawa na całego.

Piłkarzyki wyprodukowała firma o ciekawej nazwie: Przetwórstwo Tworzyw Sztucznych i Zabawkarstwo Ewa i Stanisław Dróżdż z Częstochowy. Na kartonie interweniuje bramkarz w czapce. To nie powinno dziwić, bo przed laty wielu w nich grało. Chociażby legendarny radziecki bramkarz Lew Jaszyn. Nie zdziwiłbym się jakby to nim inspirowali się twórcy tej grafiki. Ciekawe, że w przeciwieństwie do poprzednich opisywanych przez nas piłkarzyków te nie mają napisu „Piłka nożna”, ale zachodnie słowo „Football„.

pilka3

————–

Piłkarzyki na sprężynach – gole przy nietypowych dźwiękach

Specyficzny brzdęk przy odbijaniu i kulki wyciągane z łożysk – to pierwsze wspomnienia jakie pojawiają się, gdy patrzę na piłkarzyki na sprężynach. 22 zawodników, drewniane boisko z zagłębieniami przy piłkarzach, metalowe brameczki i gra całymi nocami.

Nasz egzemplarz wyprodukowały Krakowskie Zakłady Przemysłu Maszynowego Leśnictwa Krakpol. Co ciekawe, firma Krakpol nadal działa i produkuje zabawki. Oczywiście piłkarzyki pojawiały się w różnych wersjach. Jak nasze – z napisem Piłka Nożna na kartonie – albo z napisem Football. Sami piłkarze też się zmieniali. W naszej wersji to pomalowane tyczki, ale były też takie z sylwetkami bardzo przypominającymi prawdziwych piłkarzy.

Oczywiście bardzo szybko gubiło się piłki do gry, ale wyjście z tego było banalnie proste. Używaliśmy bowiem kuleczek z łożysk rowerowych. Czasami piłki wylatywały za boisko, ale jak się strzela jak Tarasiewicz to nie dziwne. Nasz egzemplarz jest trochę zużyty, ale nie znaczy to, że nie da się grać. Co widać zresztą na filmie. Co prawda, piłka jest większa niż przystało, ale za to komentarz jaki:

Mistrz estrady, czyli Pan Ludwik

Na naszym blogu o płytach analogowych http://winylowetrzaski.wordpress.com/ piszemy o kolejnym ciekawym krążku z naszej kolekcji, który został wydany w PRLu. To płyta mistrza estrady Ludwika Sempolińskiego. Polecamy!

sempolinski

Otagowane , ,

Blog roku, a może i więcej…

Postanowiliśmy wystartować w konkursie na Blog Roku 2013.

Za głosowanie serdecznie dziękujemy, odwiedzającym i jurorom podziękowania również gwarantujemy.

nak1

Więcej o konkursie na stronie:

http://blogroku.pl/2013/kategorie/bufetprl-nieoczywisty-l-wiat-minionej-epoki,7bl,blog.html

BlogRoku2013-Ten_blog_bierze_udzi

Niewykorzystane bilety do „raju”

Kilka dni temu wzbogaciliśmy się o absolutnie unikatowe pamiątki (dar od naszego przyjaciela Kuby). Pisaliśmy na naszym blogu o igrzyskach w Moskwie 1980 https://bufetprl.com/tag/moskwa-80/, ale wtedy nie mieliśmy jeszcze oryginalnych biletów na ceremonię otwarcia i zamknięcia. I to niewykorzystanych! Oto one:

bilet1

Otwarcie miało miejsce na stadionie Lenina w Moskwie. Bilety są na miejsce w pierwszym rzędzie, bardzo więc możliwe, że ich posiadacz był wtedy wyjątkową szychą, albo miał po prostu szczęście. Fakt jest jednak taki, że z tych biletów nie skorzystał. Czy kiedykolwiek dowiemy się dlaczego?

A to rewers z piękną mapką:

bilet1a

Zwróćcie uwagę na to, że na bilecie na otwarcie znicz jest zapalony, a na poniższym, na zamknięcie, już zgaszony.

bilet2

Otagowane , , , , , , , ,

Romans wszech czasów w Przyjaciółce

Pierwszy rocznik Przyjaciółki, numer z 11 lipca 1948 roku:

przyj1

To jedno z mocniejszych otwarć Przyjaciółki. W Filmowej Opowieści czas na romans wszech czasów, czyli „Casablankę”. Ciekawe, że w tej historii zaczerpniętej z filmu Michaela Curtiza z 1942 roku, ani razu nie pojawiają się nazwiska aktorów, czyli Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman. Oczywiście sama opowieść na tym nie traci…

przyj2

Dalej zwracamy uwagę na tekst z dołączonym pięknym rysunkiem. Oto jak się zachować w kinie, kawiarni, poczekalni…

przyj3

Wreszcie wyjątkowe porady jak przerobić stare meble. Obok porady odnośnie suszenia owoców. A na deser czy wiecie, że„korkować butelki wilgotnymi”.

Polecamy też piękną reklamę, na dole w rogu.

przyj4

A już w następnym numerze na okładce sam prezydent Bolesław Bierut!

 

Otagowane , , , , , ,

Moskwa 80 – Miszka kontra Kozakiewicz

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków lat 80.: radziecka gwiazda ustawiona nad kółkami olimpijskimi. Znaczek pojawił się na wielu przedmiotach. Mamy takie w kolekcji, a do tego wyjątkowy album o igrzyskach olimpijskich w Moskwie 1980.

moskwa1

Na siedem miesięcy przed rozpoczęciem zmagań sportowych wojska radzieckie wkroczyły do Afganistanu. W efekcie igrzyska zbojkotowało kilkadziesiąt krajów, a wiele tych, których przedstawiciele przyjechali nie wystąpiło pod flagą państwową, ale jako przedstawiciele narodowych komitetów olimpijskich. Zabrakło m.in. USA, Izraela i RFN. Polacy, jako sojusznik ZSRR musieli oczywiście przyjechać. Zanim jednak o tym opowiemy przyjrzyjmy się przedmiotom z naszej kolekcji, które mają nadrukowany symbol igrzysk.

Pierwszy z nich to nieduży, brązowy pojemnik. Niestety nie wiemy na co. Może na lornetkę, przybory do golenia? Z tyłu ma mocowanie do paska, zapinane jest na zamek błyskawiczny. Inny wyjątkowy przedmiot to przenośna lodówka. Styropianowy pojemnik ma w środku specjalne wkłady na lód. Wszystko opatulone zielonkawym, mocnym materiałem.

moskwa3   moskwa2

Mamy również w kolekcji radziecki album poświęcony igrzyskom. Wydany w 1980 roku, pełen jest zdjęć i opisuje wszystkich medalistów działań sportowych. Oczywiście najwięcej medali zdobyli zawodnicy ZSRR, bo aż 195. Wśród Polaków na podium stawali m.in. Jacek Wszoła, Andrzej Supron, Czesław Lang, Paweł Skrzecz, Bronisław Malinowski i sprawca największej sensacji Władysław Kozakiewicz. Ten ostatni nie tylko pobił rekord świata w skoku o tyczce, ale przede wszystkim pokazał „wała” – i to dwukrotnie. To gest wobec niechętnie nastawionej wobec niego publiczności złożonej w części z działaczy partyjnych i żołnierzy. Ambasador ZSRR zażądał po tym geście odebrania mu medalu, ale prasę na całym świecie zdążyły już obiec zdjęcia gestu Kozakiewicza. Oczywiście prasa w Polsce i ZSRR go nie pokazała. W albumie Kozakiewiczowi poświęcono wyjątkowo mało miejsca, a przecież został rekordzistą świata!

album5

W albumie są duże zdjęcia postaci, która po igrzyskach – i w ich trakcie – zrobiła dużą karierę. To miś Miszka, maskotka. Twarz Miszki pojawiła się na wielu produktach, w filmie animowanym, co było pierwszym na tak dużą skalę wykorzystaniem marketingowym maskotki olimpijskiej.

album1     album2

Ciekawe są również zdjęcia wioski olimpijskiej, przypominającej osiedla mieszkalne wielu z nas. Widać też techniki używane przez ówczesnych operatorów. Wyjątkowy album, przepełniony bijącą po oczach radziecką propagandą.

album3      album4

Dopisek z 11 lipca 2013:

Kilka dni temu wzbogaciliśmy się o absolutnie rewelacyjną pamiątkę dotyczącą igrzysk w Moskwie 1980 roku. Oto oryginalne bilety na ceremonię otwarcia i zamknięcia! Do tego niewykorzystane, a są przecież na miejsca w pierwszym rzędzie. Ktoś kto był ich posiadaczem musiał być prawdopodobnie niezłą szychą. Tylko dlaczego nie pojechał do Moskwy…

bilet1

A oto rewers:

bilet1a

I bilet na ceremonię zamknięcia:

bilet2

Otagowane , , , , , ,

A co to SKO?

Puszka PKO – sposób na oszczędzanie

Każdy oszczędza w PKO, Dziś oszczędzam w SKO – jutro w PKO, wreszcie Oszczędzaj i ucz oszczędzać. Te hasła znają wszyscy, którzy „liznęli” minionej epoki. Jedyny słuszny bank ostro zachęcał do oszczędzania i to od małego.

Najpierw, jako dziecko, powinno się oszczędzać w SKO – zresztą niedawno na rynku znowu pojawiły zrewitalizowane Szkolne Kasy Oszczędności. Nie był to jednak wcale pomysł prlowskich bankierów. Szkolne kasy powstawały już w XIX wieku m.in. w Anglii, Niemczech i Francji. W Polsce pierwsze takie kasy pojawiły się w 1927 roku. Po II wojnie SKO przeżyło bum. Powodem były m.in. Olimpiady Oszczędnych dla tych, którzy korzystali z SKO. Można było w nich wygrać tak pożądane wtedy produkty jak rowery, zegarki czy sprzęt fotograficzny. Grupowo można było za to wygrać wycieczki.

Pod koniec lat 60. PKO zorganizowało konkurs, którego hasłem było słynne „Dziś oszczędzam w SKO – jutro w PKO”. Z SKO wiążą się „Wiadomości SKO”, czyli biuletyn zachęcający do oszczędzania oraz książeczka SKO.

Do oszczędzania idealnie nadawały się nie tylko SKO i skarbonki „świnki”, ale też takie cudeńka jak nasza skarbonka. Udało nam się ją zdobyć na gdańskim Jarmarku Dominikańskim. Grawerowana, z orzełkiem (oczywiście bez korony), z dodatkową dziurką na łańcuszek na przykład. W takiej puszce oszczędzanie jest git!

Otagowane , , , ,

Gasnące światła magicznych knajp

Pięć lat temu z grupą przyjaciół odbyłem rajd po warszawskich knajpach pamiętających minioną epokę. Cafe Grażynka, Amatorska, Alhambra, Bar Kawowy Piotruś… kilka z nich już nie ma. Dołączyły do czarujących miejsc z lat 60., 70. i 80., które znikły z mapy Warszawy – Rybitwy, Karczmy Warszawskiej czy Ambasadora. Postanowiłem przypomnieć zapis tamtej wycieczki. Ilustracją do niego uczyniłem pozornie niezwiązane z tematem zdjęcia ze zbioru moich rodziców. Z czasów, kiedy działali w wyjątkowym miejscu w Gdańsku – w Piwnicy Artystycznej Witkacy. Siedzibę miała przy ulicy Długiej i otwarta była na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Założycielami Piwnicy Artystycznej Witkacy – filii klubu Rudy Kot – byli Bogdan Przylipiak, Robert Tracz, Jerzy Stanisławski, Tadeusz Karmazyn, Edmund Wiśniewski i Maciej Bielak. Miejsce to – powstałe w piwnicy zwykłej kamienicy – odwiedzili m.in. Skaldowie i Peter Brook.  Oto zapis mojej wycieczki po Warszawskich knajpach pięć lat temu i wspomniane zdjęcia:

Z grupą przyjaciół naszą wycieczkę po knajpach pamiętających minioną epokę zaczęliśmy od Cafe Grażynka przy ul. Moniuszki 10, tuż za sklepem Sezam. Ta, czynna od 10 do 22 (nie licząc świąt i niedziel) skarbnica wspomnień, to mój absolutny faworyt tamtego czasu. Już z zewnątrz biła wyjątkowość tego miejsca. Pociągający napis: „Parówki, kiełbasa, flaki” rzuca się w oczy z daleka. I faktycznie warto tam wpaść na flaczki (3.5zł), czy kiełbasę z rożna (3zł). Po wejściu uderzy w nas dym, muzyka chodnikowa i ponurość. Co zauważymy od razu i jest dawnym najważniejszym miejscem w każdej knajpie – stolik kelnerski. Oj tak, to miejsce było w PRL-u ważniejsze od baru. Siadamy przy jednym z siedmiu stolików. Przy innych sami mężczyźni. To właśnie charakterystyczne dla takich miejsc, bywają w nich niemal sami faceci. Dwie miłe panie z obsługi, w żakietach czekają na zamówienie. Pewnie kiedyś jadało się tu ciastka, ale teraz pani poleca wódeczkę (luksusowa 5zł); co ważne – 50ml, a nie jak jest teraz w zwyczaju 40ml, lub piwo Śląski, nie pasteryzowany (4.5zł), do tego bigos domowy (4.5zł), a na koniec herbata w szklance lub filiżance (2zł). Bez problemu można tu zarezerwować stolik i nawet zamówić szampana (25zł butelka). Wystrój oczywiście wyjątkowy: na ścianie pożółkła fototapeta z palmą i równie pożółkłe od dymu firanki. Malutkie stoliki ze sztucznymi kwiatkami, darmowa toaleta i – co najważniejsze – widać kawałek Pałacu Kultury i Nauki. Może ktoś nie uzna tych wartości za rekomendację, ale takie miejsca są nieskażone i prawdziwe. Wystarczy tam po prostu wejść, by poczuć kolosalną przemianę kulturową po wyjściu na zewnątrz, kiedy to uderzy w nas pobliski McDonald’s.

Podobnie jest z kolejną knajpką na naszym szlaku. Bar Kawowy Piotruś przy Nowym Świecie 20, czynny (jak poinformowała nas barmanka, spojrzawszy uprzednio na zegarek), do około 23.30. To kolejne przyciemnione miejsce (światło tylko nad barem), bez sali dla niepalących. Jest też nie włączony telewizor i – UWAGA –  stoisko z prasą. Trochę duszno, wentylacja przez uchylone drzwi, ale z dobrą muzyką (C.C. Catch). Charakterystyczne sztuczne kwiatki, ale też prawdziwe tulipany! Zaczynamy od dobrej zupy pomidorowej (4zł), na zacierkową nie wystarczyło mi odwagi. Następnie jeden z zestawów obiadowych: kotlet schabowy z frytkami i surówkami (12zł). Zjadliwy. Barmanka, pani Irena, poleca też bigos, flaki albo śledzika w oleju (5zł). Wybieramy pieczarki w śmietanie (6zł) i piwo Okocim z kija (6zł). Z herbatą jest problem, za duży wybór: energetyzująca, odchudzająca, malinowa, owoce leśne… Kończąc Ginem Lubuskim obserwujemy Nowy Świat, przechadzającego się po nim smakosza Piotra Nowaka (ciekawe czy był już w Piotrusiu?) i nasz kolejny cel, Amatorską. Aha, uwaga na toaletę w Piotrusiu; wydaje interesujące dźwięki.

Amatorska to już legenda. Pierwsze co nas uderza, to tłumy bywalców. No i nieśmiertelne lustra na ścianach. Sami stali klienci (jak zresztą w każdym z takich lokali) i nowość: sala dla niepalących ze znanym już nam kącikiem prasy dla konsumentów. 6zł za piwo Żywiec to niezbyt wygórowana, jak na Nowy Świat, cena. Do tego piwo grzane (8zł) i spory wybór wódeczek (5zł). Przemiła barmanka Kasia poleca eklery, napoleonki (4zł) i słynną W-Z (5zł). Po pysznej gorącej czekoladzie (5zł) czas na wizytę w toalecie (darmowa). Tam kolejna niespodzianka, znowu motyw palmy, tym razem na pojemniku na papier. Wracam i dostrzegam na ścianie reprodukcję obrazu Van Gogha (bodajże Gwiaździsta noc). Czas na coś większego. Naprawdę dobrze doprawiona fasolka po bretońsku (7zł), no i oczywiście niezłe flaczki (7zł). Następnym razem spróbuję śledzika w oleju z cebulką. Żal opuszczać to miejsce, ale czekają następne.

Nie mniej słynna Alhambra. Czynna codziennie do 23. przy Al. Jerozolimskich 32 jest miejscem kultu od pokoleń. Jedną z rys jest niespecjalna obsługa, ale po kolei. Niestety płatna szatnia (swoją drogą, chyba nigdzie na świecie nie płaci się za szatnie) i to aż 1.5zł od osoby. Niskie krzesełka, ból kręgosłupa po pół godziny gwarantowany. Dobra wiadomość to piwo za 5zł. Udana czekolada na gorąco i kawa parzona w tygielku (10zł). Kusi deser produkcji własnej (9zł). Ale czeka nas kolejna niemiła niespodzianka  podczas przeglądania menu. Ketchup 2zł! I dziwna pozycja: dżem 2szt. za 5zł. Jedzenie jest może niezbyt tanie, ale dobre. Polecam parówki po kanadyjsku (13zł) i tradycyjnie flaczki (9zł). Zestawy obiadowe w przystępnej cenie (20zł), np. nieśmiertelny schabowy, frytki i surówki. Oczywiście brak tu miejsca dla niepalących i muzyki, ale jest w tej knajpie coś magicznego. Też był tu jeszcze niedawno stolik kelnerski. Pozostały wspomnienia i małe smaczki jak sztuczne kwiaty, czerwone sukno na ścianach i paląca w szatni szatniarka, która wydaje się być szarą eminencją lokalu.

Kolejne magiczne miejsce to Bar Kawowy przy Kaśce na Muranowie, przy metrze Ratusz Arsenał. Czynny od 9-22 jest legendą na miarę wspomnianej już Grażynki. Mimo wydzielonego miejsca dla niepalących, cały lokal jest zadymiony. Oczywiście witają nas sztuczne kwiatki, boazeria, piękne abażury nad barem i zasłonki w panterkę, ale są też prawdziwe goździki na każdym stoliku. Mimo że przeważają pijący herbatę taksówkarze, atmosfera jest naprawdę przyjemna. Wódeczka i piwo w cenie 5zł zachęcają do pozostania na dłużej. Do tego pyszne ciastka – W-Z, bajadera, no i pączowe (4zł). Polecam dobre śniadanka, jajecznicę z 3 jaj lub parówki na gorąco (6zł). Na deser lody z zielonej budki lub czekolada na gorąco (5zł). A na koniec toaleta. Konieczność przejścia przez bar i prześwitujące drzwi gwarantują niezapomniane przeżycia. Bardzo sympatyczna obsługa i niezapomniany wystrój skuszą mnie na pewno nieraz.

Na koniec jeszcze jeden ewenement. Postanowiliśmy ugasić pragnienie w dziwnym sklepo-barze przy ul. Świętokrzyskiej. To miejsce, gdzie wszystko zakupione na miejscu można skonsumować przy jednym z barowych, pokrytych kratkowaną ceratą stolików. Pierwszym, najważniejszym atutem są ceny. Pyszne, nie pasteryzowane piwo Ciechan kosztuje jedyne 3.5zł., zupa dnia 4.5zł, pierogi ruskie 2zł/100g, golonka 23/kg. Wszystko świeże i w odpowiedniej temperaturze. Spory wybór piwa, surówek, zup i dań głównych w przystępnych cenach. Ważna jest też przemiła obsługa, czystość i zakaz palenia. Czynny od 7 rano barek gastronomiczny jest idealnym miejscem na śniadanko lub lunch.

Na tym dziwnym, ale miłym miejscu kończymy naszą wycieczkę. To oczywiście nie wszystkie knajpy w niezapomnianym klimacie, polecam jeszcze restaurację Lotos czy Mozaikę na Puławskiej. Trochę tych miejsc jeszcze pozostało, niestety coraz mniej..

 

Otagowane , , , , , , , ,