Category Archives: Druk

Ciężki dzień i strefa „mini”

Fotografie z egzotycznych (wtedy) krajów, fotoreportaże, sprawy Warmii i Mazur oraz krajowe, krzyżówki i inne zagadki, no i pełna ciekawostek ostatnia strona z panią „na dokładkę”. Oto pismo „Panorama Północy”, które dzięki przyjacielowi naszego bloga znalazło się w naszych zbiorach.

Przyznam, że nie znałem wcześniej tej gazety. A ukazywała się w Olsztynie od 1957 roku, aż do stanu wojennego. I to w nakładzie nawet ponad 100 tysięcy egzemplarzy. Była pomorskim odpowiednikiem śląskiej „Panoramy”.

Nasz egzemplarz pochodzi z marca 1981 roku, czyli ostatniego roku ukazywania się gazety. Kosztował 3 zł. Ukazał się przy okazji Dnia Kobiet. Stąd ta okładka. Choć jej jakość chyba pozostawia wiele do życzenia 🙂

Na początek nudne informacje partyjne i pojedynek związkowca oraz dyrektora. Ciekawiej jest dalej. Oto fotoreportaż ze ślubu czytelników, którzy poznali się dzięki „Panoramie Północy”. Najpierw pani Dana Kaczonowska (lat 18) zamieściła anons, że zbiera fotosy zespołów i solistów zagranicznych, widokówki i prospekty. Potem, na anons odpisał przebywający wówczas w Gdyni w Ochotniczym Hufcu Pracy Stefan. I tak się zaczęło. Gazeta informuje, że państwo młodzi dostali w posagu od mamy panny młodej dwie zmiany pościeli, kołdrę, sztućce, kryształ, dwie poduszki, dwanaście ręczników i ścierek.

Fantastyczny jest tu opis przygotowań do ślubu. Mama panny młodej kupiła świnię – 160 kilogramów – a 4 tysiące kosztowało wynajęcie sali w Domu Strażaka. Panowie przygotowywali wódkę, panie obierały ziemniaki. A do ślubu wszystko pojechało Żukiem. Wszystko widać zresztą na zdjęciach.

Dalej równie ciekawy fotoreportaż: Dzień jak co dzień, czyli 12 godzin z życia kobiety. Dobrze pokazuje, że kobiety miały naprawdę przerąbane.

Pani Teresa wstawała o 4.30. W kuchni zimno, bo nie ma pieca. Zresztą kuchnia służy za korytarz i umywalnię! O 5.30 pani Teresa zaczyna pracę w szwalni bartoszyckiej „Moreny”. O 13.30 kończy pracę po wyrobieniu akord na 178zł, czyli zszyła 600 sztuk dziecięcych majtek z anilany. Szybko sprawdza co jest na pobliskich straganach i czy warto stać w kolejkach. Jak obliczyła pani Teresa, stanie w kolejkach zajmuje jej średnio 3 godziny dziennie! Potem odbiera dzieci i ustawia się w kolejce za mięsem. W domu karmi dzieci. Na radości z mężem nie ma czasu ani pieniędzy. Dobrze pokazuje to wyliczenie na przedostatnim zdjęciu. I jeszcze ostatni cios. Wszyscy śpią w jednym pokoju: na jednej wersalce dwójka dzieci, na drugiej babcia, a na pani Teresa z mężem. Oglądają film (ona lubi o miłości) i idą spać. I niech ktoś powie, że dzisiaj jest komuś ciężko. Uff…

To jeszcze dwie, zawsze najciekawsze dla mnie strony. Najpierw zagadki i korespondencja. Przykładowe listy:

Krystana Kanczugowska lat 17 ze Świdnika: „interesuje ją poezja, dobra książka, muzyka rozrywkowa i sprawy młodzieży”.
Andrzej Trzeciak lat 18 z Nowej Soli: „interesuje się motoryzacją, dobrą książką oraz muzyką disko. Gra na gitarze”.

W ogóle często pojawia się muzyka, ale też sprawy młodzieży. Hmm…

No i wielki finał. Ostatnia kolorowa strona. Tu jest wszystko. Samochód przyszłości, najsilniejszy człowiek świata, filatelistyka i ona!

Taka to strefa „mini”…

Reklamy
Otagowane , ,

Powieść milicyjna

Podobno damami polskiego kryminału sensacyjnego, zwanego też milicyjnym, są Joanna Chmielewska, Hanna Sekuła i Barbara Gordon. Ja trochę o historiach milicyjnych już tu opowiadałem. Chodzi o kryminalny cykl „Ewa wzywa 07…”, o którym pisałem TUTAJ.

Teraz czas na kolejną serię kryminałów. Tym razem od Wydawnictwa Prawniczego i autorki Zofii Kaczorowskiej. Mam trzy jej kryminalnej opowieści. Dwa pochodzą z 1988 roku. Pierwszy to „Strzał na Mokotowskiej”. Genialny tytuł i genialna okładka.

Jej akcja dzieje się w latach 30., 60. i 80. Niestety lata 80. zajmują tylko kilka stron. Ale i tak pojawia się tu Sala Kongresowa w PKiN i nazwanie pewnej piosenkarki Madonną. Zobaczcie sami początek rozdziału…

Autorka przenosi nas też pod Hotelu Victoria, gdzie jeden ze słynnych polskich aktorów zajeżdża białą Toyotą! Jest też Bazyliszek na Rynku Starego Miasta. A żeby nie było niedomówień książka zaczyna się od standardowego: „Żadna z postaci w niej występujących nie jest autentyczna, a ewentualne zbieżności i podobieństwa mogą być przypadkowe”.

Można tu również dostrzec kto przygotował okładkę. To pojawiająca się we wszystkich wspomnianych tu książkach Zofii Kaczorowskiej Bożena Korulska. To także malarka i uznana scenografka. Więcej o niej przeczytacie TUTAJ.

I jeszcze fragment:

Druga książka, z tego samego 1988 roku, to „Szalona noc w Paryżu”. Okładka jak z żurnala…

Jednym z bohaterów jest tu paryski multimilioner. Nie trudno się domyślić co go spotka…

Książkę otwiera motto ze słowami z „Hamleta”, ale ciekawsze są nazwy rozdziałów: „Serenada Szatanów”, „Bogowie podziemia” albo „Toast morderców”.

Z kolei na tytułowej stronie widać ciekawe logo Wydawnictwa Prawniczego. Aha, jeszcze ważna rzecz. Zobaczcie u góry nakład. Niemal 140 tysięcy egzemplarzy!

I jeszcze tradycyjnie tylna okładka z fragmentem książki.

No i kolejna światowa historia, „Przesyłka do Lizbony” z 1989 roku.

Tutaj znalazłem dowód na to, że kiedyś w Hali Gwardii (ta obok Mirowskiej) odbywały się koncerty! Jest też restauracja „Pod Złotym Bażantem”, Fiat 125p, zespół Pelikany („nieomal polska Abba”), znowu Sala Kongresowa, no i duuuużo krwi. Polecam!

Otagowane , , , , , , , ,

Lot do 100 dolarów

Kilka razy wspominałem tu o Polskich Liniach Lotniczych. Na przykład za sprawą biletu wstępu na taras widokowy TUTAJ albo pięknej torby LOT-u TUTAJ.

Opowiadałem również o charakterystycznym logo LOT-u TUTAJ.

Teraz czas na kolejną pamiątkę związaną z LOT-em. Bardzo wyjątkową, bo z rodzinnych archiwów. Oto bilet lotniczy mojego dziadka. Został wydany w 1951 roku i dotyczył lotu z Gdańska (wtedy z lotniska we Wrzeszczu) do Łodzi.

Jak widać na zdjęciu, bilet wydało biuro Orbisu. Ważna jest również informacja z drugiej pieczątki: „Ostatni termin zgłaszania pasażerów na lotnisku 15 minut przed odlotem”.
Oznacza to, że w latach 50. nie trzeba było być na lotnisku tak wcześnie jak dziś…

Zwróćcie również uwagę na piękne liternictwo na tym bilecie, czy właściwie książeczce.

W środku był cały plik karteczek na bilety i kwity bagażowe. Jak widać bilet został wydany na akademię lekarską w Gdańsku. Bilet kosztował 72zł.

Na tylnej okładce można znaleźć kupony na autobusy. Bardzo ciekawa jest jednak część z „warunkami umowy”. Zawiera wiele interesujących informacji.

Jest, na przykład, informacja o tym, że „godziny odlotu i przylotu, uwidocznione w rozkładach lub gdzie indziej, podają jedynie czas przybliżony”.

Albo bardzo ciekawa wiadomość o tym, że bez dodatkowych opłat można było wywieźć gotówkę wartości do 100 dolarów amerykańskich. Dzisiaj to niewiele. Wtedy też nie było majątkiem.

I jeszcze kilka zdań o lotnisku Gdańsk-Wrzeszcz.

Powstało w 1910 roku w miejscu dawnego poligonu. Działało do 1974 roku. Po wojnie i modernizacji otwarto je w 1947 roku. Wówczas posiadało dwie drogi lądowania. Nie był to łatwy obiekt dla pilotów. Z jednej strony, wzgórze i stacja kolejki SKM, z drugiej Zatoka Gdańska. Ale do połowy lat 70. lotnisko działało obsługując m.in. połączenia krajowe do Łodzi czy Krakowa, ale też międzynarodowe (Kopenhaga, Berlin czy Sztokholm). Lądowało na nim wiele gwiazd goszczących na Pomorzu, m.in. Marlena Dietrich i Karel Gott.

Kiedy zamykano lotnisko we Wrzeszczu, które raziło „paździerzową” zabudową, rozwijał się już port w Rębiechowie. Ja jeszcze jeździłem na rowerze na byłym lotnisku, na terenach chyba już dzielnicy Zaspa, a w hangarze obok pamiętam dom handlowy. Teraz chyba jednak już nic nie przypomina tam o tym, że kiedyś lądowały Antonowy i inne podniebne potwory. Więcej o ciekawej historii tego lotniska przeczytacie TUTAJ.

Otagowane , , , , , ,

Seria sportowa 2

Zgodnie z obietnicą czas na drugą mini serię znaczków sportowych z mojego klasera sprzed lat, tym razem lata 70.

Na początek to, co interesuje mnie najbardziej, czyli żużel. A konkretnie Finał Indywidualnych Mistrzostw Świata na żużlu, który odbył się w Chorzowie w 1973 roku. A tytuł mistrza świata zdobył wtedy Polak, Jerzy Szczakiel (w biegu dodatkowym), a trzeci był Zenon Plech. A oto jak było:

W zestawie widzicie też znaczek z XXX Wyścigu Pokoju z 1977 roku. W pierwszej 10-tce było wtedy dwóch Polaków. Trzeci Tadeusz Mytnik, a dziewiąty Czesław Lang.

Widać też dwa znaczki hokejowe. To z Mistrzostw Świata i Europy w Hokeju Na Lodzie. Odbyły się w Katowicach 1976 roku. Polska nie zagrała wybitnie. Poza jednym meczem, historycznym. W grupie wygraliśmy z ZSRR 6:4.

Dwa piłkarskie dotyczą z kolei Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Argentynie w 1978 roku. Tam odpadliśmy po meczu z Brazylią…

Dużo lepiej było cztery lata wcześniej…

Tutaj Polska zajęła 3 miejsce, a Grzegorz Lato został królem strzelców.

I jeszcze lekkoatletyka na koniec. Cztery znaczki wydano z okazji VI Halowych Mistrzostw Europy, które odbyły się w Katowicach w 1975 roku. Zdobyliśmy tu 10 medali, w tym 2 złote (oba w biegach przez płotki).

Szczerze mówiąc, nie wiem, czy teraz też wychodzą znaczki z okazji takich sukcesów Polaków?

Otagowane ,

Sport na znaczku

A może trochę o znaczkach? W latach 80 i 90 zbierałem je baaardzo namiętnie. Z jednej strony, kolekcja powiększała się poprzez abonament na poczcie, który można było wykupić, a z drugiej, sam szukałem perełek. Dzisiaj mam jeszcze kilka starych albumów. Krótko wspominałem o kilku znaczkach „kosmicznych” TUTAJ. A teraz, przeglądając stare albumy wpadłem na kilka ciekawych sportowych okazów. Podzieliłem je na dekady. Najpierw lata 60, a jutro 70.

Najpierw seria olimpijska z Tokio z 1964 roku. Polska reprezentacja zdobyła na nich, aż 23 medale, w tym 7 złotych. Na pierwszych igrzyskach na kontynencie azjatyckim byliśmy znakomici w boksie i lekkoatletyce. Powyżej znaczki z czterema polskimi medalami: złotymi Waldemara Baszanowskiego w podnoszeniu ciężarów i Egona Franka w szermierce. Z kolei srebrne to: Teresa Ciepły w biegu przez płotki oraz sztafeta 4×100 mężczyzn.

Tu małe wspomnienie:

Tokio 1964 poświęcony jest też znaczek z zestawu niżej. Ale pierwszy z lewej jest znaczek z kolejnych igrzysk, z Meksyku 1968. Polska zdobyła tym razem 18 medali, w tym 5 złotych. Przedstawia sztafetę, ale akurat w sztafecie medali tam nie zdobyliśmy. Inaczej było na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy w Belgradzie w 1962 roku. Zdobyliśmy 13 medali, w tym 3 złote.

Jest też akcent zimowy. To znaczek z imprezy o ładnej nazwie, Spartakiada Armii Zaprzyjaźnionych. Znaczek pochodzi z pierwszej edycji, z 1961 roku. Gospodarzem była Polska. Zawody odbywały się w Zakopanem, Bydgoszczy i Toruniu.

Teraz seria zimowa + szermierka. Ten zielony upamiętnia Mistrzostwa Świata w Szermierce, które odbyły się w Gdańsku w 1963 roku. Polacy zajęli drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, wiadomo, za ZSRR.

Najstarszy z zimowych, pierwszy z lewej, pochodzi z Narciarskich Mistrzostw Świata z 1962 roku, które odbyły się w Zakopanem. Konkursy skoków narciarskich oglądało wtedy nawet sto tysięcy widzów!

Tutaj filmowe wspomnienie:

Pozostałe dwa pochodzą z igrzysk zimowych, kolejno z Innsbrucku 1964 i Grenoble 1968.

I jeszcze dwa. Pierwszy to ponownie Tokio 1964 i wspomnienie naszych genialnych pięściarzy: Kuleja, Grudnia, Kasprzyka, Olecha, Pietrzykowskiego, Grzesiaka i Walaska.

A na finał bardzo udana dla nas impreza, czyli Mistrzostwa Europy w Koszykówce Mężczyzn, które odbyły się w 1963 roku we wrocławskiej Hali Ludowej. Polacy zdobyli srebrny medal, przegrywając w finale z ZSRR.

Jutro kilka ciekawostek z lat 70.

Otagowane , ,

Erotyka w PRL

„Ważną rolę społeczną, jaką spełnia kiosk z piwem na Krakowskim Przedmieściu w tej ślamazarnej, przeintelektualizowanej dzielnicy, można streścić na kilku przykładach. Tak więc dzięki niemu to zostało uświadomionych seksualnie kilka tysięcy dzieci, przechodzących tędy do szkoły (…) referaty wygłaszane przez klientów lokalu odznaczają się błyskotliwością i niezrównaną plastyką opisu” – oto skąd czerpaliśmy wiedzę o seksie kilka dekad temu według bardzo ciekawego przewodnika „Beadeker warszawski” z 1961 roku. 

Katarzyna Figura (szczególnie z serialu „Pierścień i Róża”), Jana Nagyová z czechosłowackiego serialu „Arabela”, Sabrina Salerno i Samantha Fox, bohaterki rozkładówek w magazynie „Penthouse” czy bohaterka komiksu „Spotkanie” wydanego w magazynie „Relax”, a rysowanego przez Bogusława Polcha – to były moje młodzieńcze erotyczne namiętności.

Postanowiłem się nimi podzielić na bardzo ciekawym portalu igimag.pl.

Tam m.in. o takich gazetkach i kartach z mojej kolekcji.

Polecam lekturę TUTAJ.

Otagowane ,

Akcja proporczyk

Wspominaliśmy już na naszej stronie o kilku proporczykach z naszej kolekcji.

Nadszedł czas na kolejny wpis poświęcony tym charakterystycznym przedmiotom z minionej epoki, bo nasza kolekcja powiększyła się o kilkadziesiąt wyjątkowych egzemplarzy. Oto kilka z nich.

 

Jak jasno widać wybraliśmy kolekcję proporczyków związanych z jakimiś zawodami, turniejami, zlotami itp. Niektóre przyciągają bardzo ciekawą grafiką. Na przykład Akcja Zima z 1977 roku. Inne tym, co reklamowały czy czego był proporczyk gadżetem. Chociażby Młodzieżowy Turniej Złota Kielnia, który odbywał się w Koszalinie w 1973 roku.
Niektórym proporczykom przyjrzyjmy się z obu stron. Wśród nich wyróżniliśmy takie.

Ten zachwycił graficznie. Od razu widać czym zajmował się Zakład Usług Socjalnych Budownictwa w Koszalinie: teatr, muzyka, wypoczynek nad wodą, no i kopanie rowów. Przecież ten jacht składa się z łopaty 🙂

A ten zachwyca praktycznie wszystkim. Rajd samochodowy Monte-Karlino – tak, tak, nie Monte Carlo 🙂 A z drugiej strony sponsorzy, m.in. Stomil, PZU i TTT, czyli Towarzystwo Trzeźwości Transportowców. To rajd, którego idea pojawiła się w latach 70 i uwaga rajdy odbywają się do dziś!

Następny poniekąd związany z Igrzyskami Olimpijskimi w Moskwie w 1980. Dotyczy Biegu Zwycięstwa Czestochowa’77.

Kolejny sportowy proporczyk nawiązujący do tych samych igrzysk. Oto Ogólnopolskie Zawody Narciarskie o puchar zarządu głównego ZSMP. Bardzo ładny narciarz, trzeba przyznać. Nie wiem tylko kto je wygrał niestety.

Następny z ciekawym hasłem: Ojczyźnie, Wsi, Sobie. Sobie na końcu oczywiście. No i bardzo ważna informacja: Każdy kłos na wagę złota. Tak się zachęcało do zbiorów w 1971 roku. Zapewne nie tylko w tym.

Aha, obraz tego proporczyka jest lekko zamazany, bo jest w specjalnej zabezpieczającej folii. Było to dość częste w proporczykach. W ostatnim też taka była, ale już cała się podarła.

Już grafika przypominająca taśmę filmową zdradza czemu może być poświęcony. I tu pytanie. Czy to nie były czasami początki koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film? Choć na proporczyku jest informacja, że chodzi  o „Z filmem na ty”. Zdaje się, że była to wspólna inicjatywa ZMS-ów i DKF-ów propagująca kino wśród młodzieży. A może się mylę? W każdym razie proporczyk ładny. I to nie ostatni w naszej kolekcji. Jeszcze do nich wrócimy!

Otagowane , , , , , ,

Głupi ci Rzymianie

Co jak co, ale humor w zeszłej epoce był na wysokim poziomie. Pisałem TUTAJ już o zeszytach, które moja ciocia wyklejała rysunkowymi żartami z różnych gazet.

 

Ostatnio znalazłem u rodziców kolejny zeszyt z tej kolekcji. Wyjątkowy.

Wyjątkowy, bo nie zawiera tylko „klasycznych” historii obrazkowych, jak „Dzienniczek” Jujki czy rysunki z ostatniej strony „Przekroju”.

Ten zeszyt „Humor” ma też komiks, a w zasadzie tekst o komiksie. To tekst Tomasza Matkowskiego „Waleczni Gallowie z komiksu”.

Autor pisze o historii komiksu, o czym jest i nadziei. Nadziei związanej z polskim tłumaczeniem przygód Asteriksa, Obeliksa i innych Gallów oraz „głupich Rzymian” jak mawiał dostawca menhirów. Autor wyraża ją słowami: „od lat moim cichym marzeniem jest przełożenie któregoś z tych komiksów na polski”. Faktycznie, na oryginalne tłumaczenie musiał zeszytów musiał czekać do lat 90.

W gazecie opublikowano jednak pierwsze rysunki z pierwszego zeszytu Goscinnego i Uderzo” Asterix Gall”. Warto zwrócić uwagę, że na przykład Obelix i Asterix są tu jeszcze pisani przez „x”, nie „ks”, jak w późniejszych wydaniach Egmontu. Obelix zbiera głazy, a nie menhiry. Mało tego, Panoramiks nazywa się Miraculix, a wódz Majestix, a nie Asparanoiks. Niestety mam tutaj problem z datowaniem tego tekstu. Wygląda mi to na lata 70 i gazetę „Przekrój”, ale może się mylę?

Dopisek z 19.04.18:

Już wiem z jakiej gazety i z którego roku jest tekst o Asteriksie. Tekst znalazł się w gazecie „Przekrój” z 15 marca 1981 roku. Dziękuję za informację naszemu czytelnikowi Rafałowi!

W zeszycie znalazły się również ciekawe inne wkładki. „Głos Młodych” wydany z okazji Dnia Dziecka czy „Wielki konkurs Dziennika Bałtyckiego i Straży Pożarnej”.

Ciekawe rzeczy dzieją się z tyły tej strony. Oto mamy reklamy, m.in. gdańskiego Peweksu, ogłoszenia oraz fragment programu telewizyjnego.

W programie takie ciekawe pozycje, jak: Teleturniej o jajo, Kino Teleferii, Rolnicze rozmowy, ale też na przykład koncerty z festiwalu Jazz Jamboree.

W ogłoszeniach też perełki. Kilka przykładów: Pogotowie telewizyjne, oferta zatrudnienia w słynnej gdańskiej restauracji Rudy Kot, oferta sprzedaży Fiata 132 czy chęć zakupu encyklopedii powszechnej.

I jeszcze jedna super rzecz. Komiks od „Wieczoru Wybrzeża” na Dzień Dziecka. To dzieło autorstwa Sławomira Jezierskiego. Moim zdaniem, rysunkowo bardzo fajny.

Otagowane , , , , , , ,

Dwa żetony proszę

-Dzień dobry, jest może karuzela?
-Jest…
-To dwa żetony poproszę…

Ha, ha, ha… pamiętacie taki żart sprzed lat, który „realizowało się” w kiosku ruchu? To taka zabawa słowem. Pytanie zadawało się w jakimś kiosku blisko wesołego miasteczka, gdzie królowała karuzela „łańcuchowa” i inne atrakcje. A chodziło o „Karuzelę”, ale taką gazetę satyryczną.

Jeśli chodzi o czasopismo satyryczne w PRL-u to pewnie wielu od razu przychodzą do głowy „Szpilki”. I dobrze, bo ta była graficznie i tekstowo znakomita. „Karuzela” była niższego poziomu, ale i tak warto jej się przyjrzeć.

„Karuzela” była wydawana w latach 1957-92 w Łodzi. Zresztą nawiązywała do przedwojennego czasopisma o tej samej nazwie. Była dwutygodnikiem i skupiała przede wszystkim rysowników, satyryków i autorów łódzkich.

Ale nie tylko. Wśród autorów takie nazwiska jak Jerzy Wróblewski (ten od „Kapitana Żbika”), Szymon Kobyliński, Stefania Grodzieńska, Eryk Lipiński. Sporo było karykatur Ibisa-Gratkowskiego. Na przykład ta okładka jest jego autorstwa.

Jak widać, nie jest to karykatura największego lotu. Mi raczej przypomina karykatury rysowane przez niespecjalnie uzdolnionych panów na deptakach dużych miast za 20zł, no, ale to kwestia gustu oczywiście. Zresztą te w środku też nie powalały.

Jak wiele gazet z tamtych lat, tak też „Karuzela” posiłkowała się przedrukami z różnych zachodnich gazet.

Do tego było sporo żartów, również przesyłanych przez czytelników, wieści ze świata i różnych satyrycznych tekstów. Zdarzały się też krótkie komiksy. Niektóre nawet nieźle rysowane. Tu przykład autorstwa Wacława Potoczka.

„Karuzela” starała się przy okazji być na bieżąco z popkulturą. Oto przykład:

Jak wiele innych, gazeta upadła na przełomie lat 80 i 90 zeszłego wieku. Szczerze, jakoś bardzo żałował nie będę…

Otagowane , , ,

65 życzeń!

Już najedzeni?! Dobrych jaj nigdy za wiele. Proponujemy więc małe wspomnienie…

A więcej szczegółów o potrawach jaj TUTAJ.

Otagowane ,
Reklamy