Category Archives: Druk

Babki, Kryzys i Czarni

Zgodnie z zapowiedzią kontynuujemy historię pinów, przypinek, czy jak kto woli znaczków. Tym razem, kolejne muzyczne, poświęcone pojedynczym artystom.

Dwa legendarne zespoły. Co prawda wyrób mało profesjonalny, Alibabki jakoś niespecjalnie równo napisane, plastik jakiś taki nie pierwszej jakości, ale przecież nie o to chodziło! Ten żeński zespół powstał w latach 60, ale znaczek pochodzi najprawdopodobniej z późniejszej dekady. Wydaje mi się, że w latach 60, takie gadżety jeszcze nie powstawały.

W tej samej dekadzie co Alibabki powstał zespół Czerwono Czarni, uważany za pionierów naszego bigbitu. Na znaczku, obok nazwy, znalazło się też miejsce na gustowną gitarkę.

A to już chyba największy rarytas muzyczny z naszej kolekcji. Legenda naszego punkrocka uformowała się na początku lat 80 i na pewno z tej dekady pochodzi znaczek Brygady Kryzys. Charakterystyczna gwiazda pojawiła się na okładce ich debiutanckiego krążka z 1982 roku. Nie mogło jej też zabraknąć na tej przypince.

I to nie koniec przypinek w naszej kolekcji…

Otagowane , , , , , , ,

Czar wspomnień 11

Ciężkie i hałaśliwe będzie dzisiejsze wspomnienie z archiwum naszych skarbów. Z dumą prezentujemy wpis o maszynie Astra, która od niemal trzech lat zgina nasze półki z przedmiotami z minionej epoki.

Ta maszyna to dowód na współpracę polskiego rządu w PRLu ze wschodnią częścią Niemiec. Oto kolejny dar dla naszego bloga od przyjaciół Patryka i Iwony – piękna maszyna licząca Astra:

astra1
Fabryka Astry powstała w Chemnitz, które w latach 1953–1990 miało doniosłą komunistyczną nazwę Karl-Marx-Stadt. Tam w latach 20. założono specjalizującą się w maszynach do liczenia firmę Astra Werke. Później urządzenia dla niej wykonywali przebywający podczas II wojny światowej w obozach pracy w Chemnitz Polacy.
Z tego co udało nam się ustalić firma Astra zmieniła w 1959 roku swoje logo na Ascota. To dowód, że nasza maszyna pochodzi z lat 50. Zresztą przekonała nas o tym już tabliczka umieszczona wewnątrz niej. A wnętrze jest przepiękne. Widać w nim mechanizm z taśmą z tuszem, korby, wały i różne inne kosmiczne części. Widać też oryginalny, wiekowy załadowany papier.

astra2

Taśmę barwiącą do maszyny przygotowała firma Delfin, która produkowała w PRLu przeróżne przedmioty „papiernicze”.

Dźwięki jakie wydaje ta maszyna są kosmiczne, tak samo jak waga. Obudowę zrobiono z bakelitu, dodatkową wagę robi też oczywiście masa metalowych części w środku.

astra4
Tabliczka w środku informuje, że maszynę tą wykorzystywano w RUCHu. Firma powstała w 1918 roku jako Polskie Towarzystwo Księgarni Kolejowych RUCH. Od początku postawiono na kioski z prasą, tytoniem itp. W 1969 roku firma przekształciła się w Zjednoczenie Upowszechniania Prasy i Książki RUCH, a w  1971 w wyniku połączenia RUCHu i Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa”, powstała Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa-Książka-Ruch”.
Niestety nie wiemy czy nasza maszyna była wykorzystywana w kioskach RUCHu, czy może w centrali. Sama tabliczka zdradza, że była własnością Państwowego Przedsiębiorstwa Filatelistycznego RUCH. Ten oddział RUCHu zajmował się wydawaniem m.in. kopert, książek-katalogów o znaczkach.

astra3

Tu liczymy na Waszą pomoc. Może macie rodziców albo dziadków, którzy pracowali w kioskach albo w P.P.F. RUCH, może oni znają tą piękną Astrę?

A oto jakie piękne dźwięki wydaje nasza maszyna i jak błyska:

Bardzo ciekawe informacje o historii maszyn liczących można znaleźć tu:
http://www.mgrzegorz.user.icpnet.pl/D_mech_rech.html

Otagowane , , , ,

W dupkę pijany

Wiem, wiem, to nie do końca wpis tutaj pasujący. Nie opowiada o skarbach z naszej kolekcji. Ale to tak wyjątkowa książka, że nie mogłem się oprzeć. No i opowiada o jednej z najbardziej barwnych postaci PRLu, choć nie tylko. Oto krótka opowieść o doskonałej książce „Grzesiuk. Król życia” Bartosza Janiszewskiego.

7-grzesiuk-krol

„Były brunet, 176 cm wzrostu, 87 kilogramów wagi, żonaty, dwoje dzieci, literat przez nieporozumienie, z wyglądu złodziej” – tak przedstawił się podczas jednego ze spotkań z fanami Stanisław Grzesiuk. Aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz doczekał się pierwszej biografii. Gdyby żył, miałby dziś niemal 99 lat. Zmarł w wieku zaledwie 45, w 1963 roku.
Janiszewski w „Grzesiuk. Król życia” oopisuje jego losy m.in. poprzez losy Warszawy, w szczególności Czerniakowa. Obraz nie jest tak słodki, jak bywa w publikacjach o stolicy w międzywojniu. Warszawa lśni tylko w małej części, większość jest brudna, smutna i biedna, a Czerniaków na granicy z Sielcami, gdzie wychowuje się Grzesiuk, szczególnie to był warszawski dół. „To była dzielnica biedy, rynsztok ciągnął się wzdłuż ulicy, dzieci na bosaka, wydęte brzuszki”, a do tego oprychy w bramach. Sam Grzesiuk mówił w jednym z wywiadów: „na Czerniakowie przed wojną nie myślało się o zostaniu literatem. Ta cała moja przygoda z pisarstwem to wcale przyjemne nieporozumienie”.

A zaczęło się od sanatorium… ale o tym dowiemy się w książce dopiero po wielu pełnych humoru rozdziałach o przedwojennej Warszawie, ale też wstrząsającej części o pobycie Grzesiuka w obozach Dachau, Mauthausen i Gusen, w których spędził niemal całą wojnę. Opisał to w debiucie „Pięć lat kacetu”. W obozie przetrwał dzięki swojemu poczuciu humoru, umiejętności unikania pracy, no i muzyce. Zresztą bandżola, na której grał w obozie w Gusen (z narysowaną Myszką Miki, na pamiątkę wyzwolenia obozu przez wojska amerykańskie, żołnierze mieli bowiem ze sobą rysunki z Miki), przetrwała do dziś. Kilka lat temu grał na niej Muniek Staszczyk, a niedawno Janek Młynarski.

Do napisania debiutu skłoniła Grzesiuka ceniona wówczas krytyczka literacka Janina Preger. Poznali się w sanatorium, do którego po wojnie Grzesiuk trafiał z powodu gruźlicy, choroby, która w końcu go zabiła. W sanatorium bard spędził w sumie więcej życia niż w obozach. Jak w każdym miejscu, gdzie się pojawiał, wzbudzał w nich zachwyt. Był królem życia, bo jak sam mówił, nie chciał żyć na pół gwizdka. Szedł według motto złożonego ze słów wypowiedzianych przez ojca (po nim odziedziczył charakter): boso idź, ale w ostrogach. Do tej maksymy przydawała mu się często niezwykła umiejętność uderzenia przeciwnika ze łba. To było jego firmowe zagranie, przez miesiące ćwiczył je w domu na starych ubraniach, aż w końcu stał się jego mistrzem.
Jego dramatem było, że zaczął pisać tak późno, udało mu się napisać zaledwie trzy książki. Choć niemal nie rozstawał się ze swoją bandżolą, nie doczekał ani jednej płyty. Doczekał jednak sławy. Występował w radiu, telewizji (znakomita jest opowieść o jego udziale w programie „Tele-Echo” Ireny Dziedzic, w którym pojawił się „w dupkę pijany”) i podczas tras koncertowych. Kochał to i potrafił się tym bawić, robiąc masę psikusów po drodze.
Grzesiuk został niezwykle ważną postacią stolicy nie tylko poprzez książki, które pisał, śpiewanie warszawskich szlagierów, ale też ich archiwizację. Zbierał piosenki i dzielił się nimi z innymi. Dzięki temu tak wiele z nich przetrwało do dziś.

To nie jest absolutnie tekst sponsorowany przez wydawcę, nie robimy takich rzeczy na naszym blogu. To część recenzji, którą napisałem do „Kultury” DGP z 3.02. Jeszcze więcej o książce znajdziecie w gazecie.

Otagowane , , , , ,

Garnizonowa balanga

To jeszcze ostatnia część, póki co, serii ciekawych papierowych dokumentów z epoki. Czas na kolejne zaproszenie, tym razem na koncert.

zaprodomwojskapolskiego

Jak widać, to w zasadzie cztery zaproszenia, wejściówki na koncert w Stołecznym Klubie Garnizonowym. Pochodzą z września 1977 roku. Niestety zaproszenie nie do końca mogę odczytać, ale chodzi o koncert z okazji dnia węgierskiej… no i tu moje możliwości się urywają. Może ktoś pomoże?

A Stołeczny Klub Garnizonowy wciąż działa i organizuje koncerty, pokazy filmów, spektakli itp.

Otagowane , ,

Z podpisem kelnera

Kolejny ciekawy dokument epoki. Oto dowód na dobrą zabawę, czyli rachunek za spożycie z Hotelu Polonia.

rachunek-polonia

To jeden z najpiękniejszych hoteli w Warszawie, od lat synonim luksusu, w PRLu szczególnie. Hotel otwarto w 1913 roku. Budynek przetrwał wojnę i z powodzeniem działał już od 1945 roku. W połowie lat 70 przejęło go Warszawskie Przedsiębiorstwo Turystyczne Syrena. Mamy taki piękny gadżet reklamowy Syreny, o którym pisaliśmy TUTAJ

img_3373

Na rachunku widnieje podpis kelnera i kwota do zapłaty: 78 zł. Ale mam zagwozdkę. Otóż, ewidentnie widać, że ktoś zamawiał colę, ale co jest na dwóch wyższych pozycjach? Coś co przypomina słowo „radziecki”, może chodzi o jakiś alkohol radziecki? A to niżej to może zagrycha? Jakieś propozycje rozwiązania tej zagadki?

Otagowane , , ,

Zabawa, jakiej nie było

Dzisiaj zaproszenie. Ja, przyznam, studniówkę miałem już w nowej rzeczywistości, choć jeszcze przed szałem na organizowanie studniówek w jakichś ekskluzywnych restauracjach czy salach bankietowych. Jak się jednak okazuje, na bogato organizowano takie imprezy też wiele lat temu. Oto przykład. Czyli zaproszenie, które niedawno zasiliło nasze zbiory. To, jeszcze nie wypełniony, kwit zapraszający na „tradycyjną” (czyli niby jaką), studniówkę w klubie Stodoła. A to było wtedy przecież jeden z najbardziej modnych miejsc Warszawy.

studniowka

Stodoła działała już wtedy prawie 20 lat (ale nie w tym miejscu). Została otwarta niemal rok po oddaniu narodowi polskiemu Pałacu Kultury i Nauki. To wbrew pozorom ma związek. Najpierw Stodoła, jak była jeszcze barakiem, była bowiem stołówką, w  której jadali budowniczowie PKiN. Tam odbywały się wieczorki taneczne. Zresztą Stodoła kilka razy zmieniała swoje miejsce. Od ulicy Emilii Plater, przez kilka lokalizacji, na początku lat 70 przywędrowała na ulicę Batorego. Podczas studniówki 1975 roku była więcej jeszcze całkiem świeżym miejscem.

Na początku była to przede wszystkim mekka jazzu, tu odbywał się m.in. festiwal Jazz Jamboree. Później doszły działalności kabaretowe, koncertowe, teatralne i filmowe. No i oczywiście odbywały się tam studniówki.
Zespół Szkół Elektronicznych, który organizował studniówkę z zaproszenia też był jeszcze młody. Zaczęto tam uczyć w 1971 roku. Chyba dobrze potrafili się tam bawić, bo znalazłem informację, że w 1987 roku szkoła zajęła I miejsce w konkursie „Zabawa, jakiej nie było”. Hmm…

Otagowane ,

Broń vs Motor

Z jednej strony Liverpool, Chelsea, Arsenal i oba Manchestery. Z drugiej Broń Radom, Szombierki Bytom, RKS Ursus, Motor Lublin, Stal Stocznia Szczecin. Gdzie to było w ogóle możliwe? No przecież nie w Lidze Mistrzów, Europy, czy kiedyś Pucharze Zdobywców Pucharów. Ale na papierze było. I to jakim. Oto kolejny skarb, który dzięki przyjaciołom naszego bloga zasilił na zawsze nasze zbiory. To druk na zakłady piłkarskie Totalizatora Sportowego z 1980 roku.

totalizator

Jak widać są to zakłady na spotkania I i II ligi polskiej. Na rewersie angielskiej (patrz niżej). Dzisiaj wiele tych spotkań nie mogłoby się odbyć, bo zespoły walczą w różnych ligach. Bałtyk nie zagrałby przecież z Wisłą, na derby Szczecina też nie ma szans. W sezonie, z którego pochodzi kupon mistrzem został Widzew (nic dziwnego, grał wtedy w nim Zibi), tuż przed Wisłą. Z ligi spadły Odra i Zawisza.

Poniżej zakłady na I i II ligę angielską. W tamtym sezonie mistrzem została Aston Villa. Potem zespół zdobył Puchar Mistrzów i Superpuchar UEFA, także nie było żartów.

totalizator1

To chyba dobry pretekst, by w skrócie przedstawić krótką historię zakładów, czy też gier liczbowych w Polsce. Podobno pierwszą (udokumentowaną grę liczbową) przeprowadzono u nas jeszcze za czasów braku kanalizacji, czyli w połowie XVIII wieku. W 1768 roku Sejm Rzeczypospolitej oficjalnie zaakceptował loterię liczbową jako jedno ze źródeł dochodu państwa. Ale zorganizowali ją… Włosi. W ramach niespłaconej pożyczki przejęli kontrolę nad naszą loterią organizując Lotto di Genova. Potem były jeszcze specjalne instytucje: Dyrekcja Generalna Loterii, Urząd Loterii, Polska Państwowa Loteria Klasowa, Polski Monopol Loteryjny.

Po wojnie, w 1948 roku, przeprowadzono Wielką Loterię Fantową. Dopiero 25 stycznia 1956 roku na mocy Zarządzenia Przewodniczącego Głównego Komitetu Kultury Fizycznej powstał Totalizator Sportowy. Pierwsze losowanie Toto-Lotka odbyło się w styczniu 1957. Pierwsza kolektura powstała w Warszawie u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Wspólnej. I teraz pytanie. Czy od tego roku można było obstawiać wyniki piłkarskie?

Otagowane , , , ,

Gotuj specjalnie

Kilka razy opowiadałem na blogu o książkach kucharskich czy przepisach z PRL. Był czosnek i cocktaile TUTAJ

czosnekicoctaile

Były dania z ryb TUTAJ

jedzenie4

Czas na kolejny zestaw. Tym razem różne przekąski i małe dania, które idealnie dopchają nas po świętach albo uzupełnią sylwestrowe menu.

gotowanie7

Na początek „ABC gotowania” z przepisami na ciasta, sosy, sałatki i naleśniki. Autorką jest znawczyni kuchni i jej popularyzatorka w minionej erze, autorka wielu książek o tej tematyce, Anna Czerni. Broszurę wydała Młodzieżowa Agencja Wydawnicza w nakładzie 200 tysięcy egz. Koszt jednego to 25zł.

gotowanie6

Jak widać w spisie treści znalazły się tu przepisy „klasyczne”, jak sos śmietanowy z musztardą, biszkopt ze śliwkami czy naleśniki zwykłe. Ale są też skarby. Pewnie jestem laikiem, ale pierwszy raz widzę naleśniki z parówkami przysmażane, naleśniki z pasztetem, sałatka z endewii kędzierzawskiej albo sos fiński. Oto kilka ciekawych przykładów.

gotowanie9

Albo naleśniki zapalane, jak przekonuje autorka, bardzo efektownie danie. Szczególnie ciekawe jest ostatnie zdanie: „do jedzenia przystępuje się dopiero wtedy, kiedy alkohol się wypali”.

gotowanie8

Rysunki, które ubarwiły książeczkę przygotowała Julita Gadomska.
Druga książka to już wąska specjalizacja. Od razu widać, o jakie potrawy chodzi.

gotowanie

Książeczkę o pięknym tytule „Na nowo ab ovo, czyli 65 potraw z jaj” firmuje „Zwierciadło”, a autorką jest inżynier (!) Zofia Zawistowska, kolejna specjalistka od spraw żywienia. Tak jak poprzednia pochodzi z lat 80. Bardzo fajne rysunki przygotował uznany ilustrator, karykaturzysta, Jacek Gawłowski. 

gotowanie4

Są tutaj przepisy na jaja gotowane, sadzone, zapiekane, sałatki, a nawet jaja a la flaki. Oto przykładowe przepisy.

gotowanie5

Coś mi się wydaję, że jaja a la flaki na sylwestra jak znalazł…

gotowanie1

Otagowane , , , ,

Owoce, zabawki i… komiksy

Wiem, wiem, wiem, rok 1990 niespecjalnie można uznać za okres PRLu, to trochę naciągane. Ale przecież w tym roku wciąż jeszcze stacjonowały u nas radzieckie wojska, a nasza mentalność była przesycona minioną epoką. Poza tym, to o czym dzisiaj, jest takie koszmarne, że nie mogłem się powstrzymać.

siodlo-i-samotny

Oto przykłady komiksów wydawanych przez łódzką firmę GaWa. Tragiczny papier, pirackie przedruki… skądś to znamy? Pisałem już TUTAJ o Fistaszkach przerysowanych bezprawnie.

fist2a  fist okl  fist5

Czas na kolejny przykład „wesołej” twórczości w naszym kraju. Oto komiksy „Samotny bohater” i Siodło śmierci”, oba wydane w 1990.

siodlo-i-samotny6

„Samotny bohater”, czyli uwaga „walka w pojedynkę” ma do zaoferowania dużo więcej niż ten drugi. Mamy tu chociażby stronę tytułową, a do tego nawet reklamy. Wydająca go bowiem firma GaWa miała swoje oddziały. Do zajmującego się zabawkami i dziewiarstwem GaWa Tech, dołączyło GaWa Fruit oferujące w sprzedaży hurtowej owoce (banany po 10.000 za kg), a także wydająca komiksy, czy produkująca kartony GaWa Press.

siodlo-i-samotny4

Sam komiks, z tego co udało mi się ustalić, to piracki przedruk z brytyjskiej serii „Battle”. Akcja rozgrywa się podczas II wojny światowej, a bohaterem jest kapral Kurtis. Dość kuriozalna to historia, mocna, no i niespecjalnie narysowana. Poprzedni właściciel elegancko doprawił ją jednak kolorami. siodlo-i-samotny7

Ten komiks daje też pojęcie o tym, co jeszcze wydawała firma GaWa. Nie będę ukrywał, że szukam teraz komiksu sensacyjno-erotycznego.

siodlo-i-samotny5

W drugim komiksie GaWa nie ma już takich smaczków. Niestety nie ma ani stopki, strony tytułowej, ani reklam.

siodlo-i-samotny1

Jest za to historia… zabójczego siodła. Kto na nim usiadł, umierał. Jak widać, rysownik był chyba trochę pijany.

siodlo-i-samotny3

Co tu dużo mówić, nie da się tego ani oglądać, ani czytać…

siodlo-i-samotny2

… i dlatego jest takie piękne 🙂

Otagowane , , ,

Relax w obrazkach

40 lat – tyle czasu minęło od premiery chyba najważniejszego pisma dla fanów komiksu w Polsce. Chodzi oczywiście o „Relax”. Z tej okazji wydawnictwo Egmont wydało zbiorczy zestaw komiksów z ukazującej się w latach 1976-81 gazety.

relaxnowy

Zbiór został wydany genialnie. Plansze odnowione, twarda okładka, no i sama zawartość. Komiksy, z których pamiętam konkretne kadry, scenki. To dobry pretekst, żeby wspomnieć „Relax”, tym bardziej, że w naszej kolekcji znalazły się także dwa oryginały z lat 70.

relax5

Nie będę się tutaj rozpisywał na temat historii samego pisma, można o tym przeczytać wiele ciekawych historii chociażby TUTAJ.

Muszę jednak wspomnieć o kilku historyjkach, które pamiętam do dziś. Przede wszystkim Janusz Christa i jego „Bajki dla dorosłych” oraz „Dżdżownice”. Genialne opowieści!

relaxnowy5

Jego dziesięć opowieści opartych na ludowych baśniach i legendach powala rysunkami i humorem. Szkoda, że cykl zamknął się tylko na 20 planszach. Opowieści o dżdżownicach poprzez kącik melomana czy filmowy też są genialne.

relaxnowy4

Nowe wydanie poświęcone „Relaksowi” przypomniało też cykl sensacyjny „Czarna róża” Wróblewskiego i Weinfelda. Pamiętam z jakimi wypiekami twarzy czytałem o porwaniach i działaniach siatki terrorystycznej.

relaxnowy6

Jest tu także doskonały „Orient Men” Tadeusza Baranowskiego.

relaxnowy3

A propos konkretnych kadrów. Pamiętam, na przykład, ten z komiksu „Spotkanie”. Chyba pierwsza naga kobieta w moim życiu 🙂

relaxnowy2

We wznowieniu „Relaksu” znalazło się tyle opowieści:

relaxnowy1

Brakuje w nim jednej charakterystycznej rzeczy. Przerywników, czy też opowieści mało komiksowych, a prezentujących jakieś rodzaje broni, znaczki czy umundurowania polskich wojsk. W starych „Relaksach” pełno było takich wstawek. Oto przykłady:

relax6 relax2

relax3

Oczywiście wiele do życzenia pozostawiała wtedy jakość papieru czy sam druk. Zdarzały się takie opowieści, w których ledwo było coś widać.

relax7

Niektóre historie drukowano na żółtym papierze.

relax4

Ale to wszystko rekompensowały takie zestawy. Kończył się „Thorgal”, a zaczynał „Tajemniczy rejs” Christy.

relax

Fajnie, że „Relax” znowu pojawił się w sklepach. Poprawę jakości widać poniżej.

relax1

Oby ukazały się kolejne zbiorcze wydania pisma.

Otagowane , , , , ,