Category Archives: Druk

Głupi ci Rzymianie

Co jak co, ale humor w zeszłej epoce był na wysokim poziomie. Pisałem TUTAJ już o zeszytach, które moja ciocia wyklejała rysunkowymi żartami z różnych gazet.

 

Ostatnio znalazłem u rodziców kolejny zeszyt z tej kolekcji. Wyjątkowy.

Wyjątkowy, bo nie zawiera tylko „klasycznych” historii obrazkowych, jak „Dzienniczek” Jujki czy rysunki z ostatniej strony „Przekroju”.

Ten zeszyt „Humor” ma też komiks, a w zasadzie tekst o komiksie. To tekst Tomasza Matkowskiego „Waleczni Gallowie z komiksu”.

Autor pisze o historii komiksu, o czym jest i nadziei. Nadziei związanej z polskim tłumaczeniem przygód Asteriksa, Obeliksa i innych Gallów oraz „głupich Rzymian” jak mawiał dostawca menhirów. Autor wyraża ją słowami: „od lat moim cichym marzeniem jest przełożenie któregoś z tych komiksów na polski”. Faktycznie, na oryginalne tłumaczenie musiał zeszytów musiał czekać do lat 90.

W gazecie opublikowano jednak pierwsze rysunki z pierwszego zeszytu Goscinnego i Uderzo” Asterix Gall”. Warto zwrócić uwagę, że na przykład Obelix i Asterix są tu jeszcze pisani przez „x”, nie „ks”, jak w późniejszych wydaniach Egmontu. Obelix zbiera głazy, a nie menhiry. Mało tego, Panoramiks nazywa się Miraculix, a wódz Majestix, a nie Asparanoiks. Niestety mam tutaj problem z datowaniem tego tekstu. Wygląda mi to na lata 70 i gazetę „Przekrój”, ale może się mylę?

Dopisek z 19.04.18:

Już wiem z jakiej gazety i z którego roku jest tekst o Asteriksie. Tekst znalazł się w gazecie „Przekrój” z 15 marca 1981 roku. Dziękuję za informację naszemu czytelnikowi Rafałowi!

W zeszycie znalazły się również ciekawe inne wkładki. „Głos Młodych” wydany z okazji Dnia Dziecka czy „Wielki konkurs Dziennika Bałtyckiego i Straży Pożarnej”.

Ciekawe rzeczy dzieją się z tyły tej strony. Oto mamy reklamy, m.in. gdańskiego Peweksu, ogłoszenia oraz fragment programu telewizyjnego.

W programie takie ciekawe pozycje, jak: Teleturniej o jajo, Kino Teleferii, Rolnicze rozmowy, ale też na przykład koncerty z festiwalu Jazz Jamboree.

W ogłoszeniach też perełki. Kilka przykładów: Pogotowie telewizyjne, oferta zatrudnienia w słynnej gdańskiej restauracji Rudy Kot, oferta sprzedaży Fiata 132 czy chęć zakupu encyklopedii powszechnej.

I jeszcze jedna super rzecz. Komiks od „Wieczoru Wybrzeża” na Dzień Dziecka. To dzieło autorstwa Sławomira Jezierskiego. Moim zdaniem, rysunkowo bardzo fajny.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

Dwa żetony proszę

-Dzień dobry, jest może karuzela?
-Jest…
-To dwa żetony poproszę…

Ha, ha, ha… pamiętacie taki żart sprzed lat, który „realizowało się” w kiosku ruchu? To taka zabawa słowem. Pytanie zadawało się w jakimś kiosku blisko wesołego miasteczka, gdzie królowała karuzela „łańcuchowa” i inne atrakcje. A chodziło o „Karuzelę”, ale taką gazetę satyryczną.

Jeśli chodzi o czasopismo satyryczne w PRL-u to pewnie wielu od razu przychodzą do głowy „Szpilki”. I dobrze, bo ta była graficznie i tekstowo znakomita. „Karuzela” była niższego poziomu, ale i tak warto jej się przyjrzeć.

„Karuzela” była wydawana w latach 1957-92 w Łodzi. Zresztą nawiązywała do przedwojennego czasopisma o tej samej nazwie. Była dwutygodnikiem i skupiała przede wszystkim rysowników, satyryków i autorów łódzkich.

Ale nie tylko. Wśród autorów takie nazwiska jak Jerzy Wróblewski (ten od „Kapitana Żbika”), Szymon Kobyliński, Stefania Grodzieńska, Eryk Lipiński. Sporo było karykatur Ibisa-Gratkowskiego. Na przykład ta okładka jest jego autorstwa.

Jak widać, nie jest to karykatura największego lotu. Mi raczej przypomina karykatury rysowane przez niespecjalnie uzdolnionych panów na deptakach dużych miast za 20zł, no, ale to kwestia gustu oczywiście. Zresztą te w środku też nie powalały.

Jak wiele gazet z tamtych lat, tak też „Karuzela” posiłkowała się przedrukami z różnych zachodnich gazet.

Do tego było sporo żartów, również przesyłanych przez czytelników, wieści ze świata i różnych satyrycznych tekstów. Zdarzały się też krótkie komiksy. Niektóre nawet nieźle rysowane. Tu przykład autorstwa Wacława Potoczka.

„Karuzela” starała się przy okazji być na bieżąco z popkulturą. Oto przykład:

Jak wiele innych, gazeta upadła na przełomie lat 80 i 90 zeszłego wieku. Szczerze, jakoś bardzo żałował nie będę…

Otagowane , , ,

65 życzeń!

Już najedzeni?! Dobrych jaj nigdy za wiele. Proponujemy więc małe wspomnienie…

A więcej szczegółów o potrawach jaj TUTAJ.

Otagowane ,

Grafik płakał jak projektował?

Fanom kaset – OK zgoda, to nie do końca PRL, bo w tekście skupiam się na okładkach kaset z lat 90. – ale jednak polecam moją opowieść o wyjątkowych projektach okładek kaset magnetofonowych na ciekawym portalu igimag.pl. Tam między innymi o takich perełkach…

Polecam serdecznie!

Otagowane

Alfabet dydaktyczny

Pisaliśmy już o różnych puzzlach z naszej kolekcji.

 

TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Teraz czas na kolejny skarb. Oto nasz nowy nabytek.

Ok, fakt, może to nie do końca puzzle, bardziej układanka, gra albo jak informuje producent ruchomy alfabet obrazkowo-literowy. Jak widać, zabawkę przygotowała Spółdzielnia Pracy Poligraficzno-Wydawnicza „Udziałowa” w Częstochowie. I tutaj mała niespodzianka. Mamy już jedną wyjątkową zabawkę tej spółdzielni. To „Mała Poczta”, o której pisaliśmy TUTAJ.

Ale wracając do ruchomego alfabetu. Zabawka pochodzi z przełomu lat 70 i 80 i kosztowała 32 zł. Była zatwierdzona przez same Ministerstwo Oświaty i Wychowania. Zatwierdzona przez ministerstwo, bo jest pomocą dydaktyczną „do stosowania przez dzieci 6-cio letnie”. Składa się z 22 kolorowych obrazków, z których układa się pary z literką alfabetu i przedmiotem na daną literę.

  

Trochę nam zajęło układanie, ale się udało 🙂

Najciekawsza wydaje się propozycja do literki yyy…

Otagowane , , , ,

Dworc…owo

Czas ponownie powrócić do naszej makiety kolejki. O jej budowie możecie przeczytać w specjalnej zakładce MAKIETA H0 u góry.

 

Do naszej kolekcji dołączył kolejny piękny dworzec, który na niej stanie. Wyprodukowała go firma Olbernhauer Wachsblumenfabrik Olbernhau, czyli OWO Spielwaren. Jeden budynek OWO już mamy, o nim więcej TUTAJ.

Niestety nasz nowy model to tylko dworzec z tego obrazka. Ale miasteczko budujemy podobne. Z boku opakowania jest pieczątka, która dokładnie mówi z czym mamy do czynienia. To „budownictwo kolejowe/plastik” w cenie 45zł. Jest też pieczątka, na której rozszyfrowałem skrót Gminnej Spółdzielni Handlowej oddział w Warszawie i ważne słowo: import.

Ale zajrzyjmy do środka. Jak na taki model jest w nim bardzo dużo elementów, no i okazała instrukcja.

Przyznacie, że to śmiałe podejście. Wszystko na jednym rysunku. Ale trzeba powiedzieć, że wyjaśnione jest dobrze. To znaczy, okaże się, jak będę składał 🙂 Finalnie efekt ma być taki:

Do składania są elementy kartonowe, plastikowe, okienka, ławki i przeróżne dodatki. Także drzewa i trawa.

 

Są też różne dodatki, z których można zrobić firanki, jakąś posadzkę albo reklamy dworcowe.

Powiem szczerze, że już nie mogę się doczekać jak zacznę go składać. Na pewno pokaże jak wkrótce stanie na makiecie. Póki co, pojęcie o tym, jak dworzec może wyglądać daje zdjęcie na kartonie.

Otagowane , , ,

Z historii 4 kółek

Sporo było już u nas o samochodach z naszej kolekcji. Zarówno tych zabawkowych, jak TUTAJ czy TUTAJ, albo TUTAJ.

  

Ale też samochodowych opowieściach z PRL-u na kartach ciekawych książek lub gazet, jak TUTAJ albo TUTAJ.

   

Czas na kolejną bardzo ciekawą książkę. Tym razem „Dzieje samochodu” Witolda Rychtera. Na początek słowo o samym autorze, bo to wyjątkowa postać. Był jednym z pionierów polskiego sportu motorowego i samochodowego, dwukrotnym zwycięzcą Rajdu Polski, w tym raz jeszcze przed II wojną. W 1926 roku ustanowił rekord polski w jeździe motocyklem wynikiem 134 km/h. Był również autorem kilku publikacji o tematyce samochodowej, m.in. takiej.

 

Wiem, na samej okładce niewiele widać, ale strona tytułowa już mówi bardzo wiele. To drugie wydanie z 1979 roku. Wydanie pierwsze pochodzi z 1962 roku.

To naprawdę arcyciekawy przekrój przez historię samochodów. Ciekawa jest już sama przedmowa Rychtera, który szczerze pisze:
„Niestety nie miałem możności napisania tej książki z pamięci, albowiem pamięć, aczkolwiek rozległa, nie obejmowała jednak wszystkich koniecznych wiadomości. Musiałem więc oprzeć się również na istniejących już w świecie publikacjach, które, niestety, różnią się bardzo między sobą nie tylko w faktach, lecz i w nazwiskach, datach i okolicznościach”.

Po takim wstępie dostajemy opowieść o pierwszych samochodach oraz wyścigach. Całość okraszona zdjęciami, ale też fajnymi grafikami, jak ta powyżej.

Bardzo fajnie, że autor skupił się jednak nie tylko na wizerunku samochodów, ale też na kilku rzeczach z nimi związanych, czyli na przykład ogłoszeniach. Jest tu na przykład przedwojenne ogłoszenie Warszawskiej Fabryki Citroen albo informacja o konkursie na zużycie paliwa, który wygrał… Witold Rychter.

Interesujące są działy poświęcone wyścigom, w nim takie postaci jak Stirling Moss czy fenomenalny argentyński kierowca Juan Manuel Fangio.

Jest też rozdział poświęcony rekordom prędkości.

Wiedzieliście, że już w 1906 przekroczono prędkość 200 km/h, a w 1927 300 km/h. Poniżej zestawienie.

Są też bardzo ciekawe opowieści o samochodach przyszłości, które chyba nie do końca się sprawdziły…

No i o polskiej motoryzacji. Tylko nie wiem dlaczego na tym zdjęciu jakiś przerażony pan z obsługi Fiata 125p (za kierownicą Sobiesław Zasada).

Polecam wszystkim fanom automobilizmu. Książkę można znaleźć czasami na portalach aukcyjnych.

Otagowane , , , ,

Jeżdżę samochodem

Książka, która ostatnio trafiła w moje zbiory wiąże się trochę z osobistym wspomnieniem. Pamiętam mieszkając jeszcze w Słupsku rodzice mieli taką Skodę. I pamiętam, że niemal na każdym skrzyżowaniu się psuła, ależ to było złe auto, do tego zdaje się pomarańczowe. Może gdyby tata miał taki poradnik samego Adama Słodowego naszą Skodę wspominałbym lepiej…

Adam Słodowy to jeden z moich mistrzów. Uwielbiałem jego programy, w których „robił coś z niczego”. Teraz mam kilka jego książek. Chociażby takie cudo z przepisami na różne wyjątkowe konstrukcje.

Przyznam, że do niedawna nie wiedziałem, że Adam Słodowy pisał również poradniki dla posiadaczy aut. Ten przewodnik „Jeżdżę samochodem” jest tego dowodem. Pan Adam skupił się tu na modelach S-100 i 1000 MB. Starszy był ten drugi, produkowano go w latach 60. Skrót MB pochodził od miasta produkcji, Mlada Boleslaw. Skodę S-100 produkowano z kolei na przełomie lat 60 i 70. Model wyciągał zawrotną prędkość 125 km/h, a setkę osiągał w zaledwie 25 sekund 🙂

Ciekawe jest, że w tym poradniku wydanym przez Wydawnictwa Komunikacji i Łączności w 1973 Adam Słodowy zajmuje się nie tylko obsługą samochodu, naprawami, ale też proponuje wiele ulepszeń. Pokazuje to fragment spisu treści. Pan Adam pokazuje jak zamontować dodatkowe oświetlenie, zbudować zaczep do przyczepy campingowej albo przystosować samochód do spania.

Tak, tak, w takich samochodach też się spało podczas wypadów nad jezioro albo do lasu.

Środek wypełniają porady pana Słodowego, ale także zdjęcia i rysunki jak sobie poradzić z udoskonaleniami. Ciekawe, że wydawca zamiast zdjęć często wykorzystywał „realistyczne” rysunki fragmentów auta.

A poniżej dobrze widać, do czego służyły takie Skody i dodatki pana Słodowego. Góry, relaks, cisza, spokój… i piękny pokrowiec, żeby nasza Skoda się nie psuła przez deszcz albo słońce.

Jak kosmiczne to było auto, pokazuje rysunek deski rozdzielczej. No prawie jak z programu „Przybysze z Matplanety”.

Poprzedni właściciel tej książki musiał być naprawdę pasjonatem swojej Skody, albo po prostu mu się często psuła, bo w książce znalazłem wycinki z gazet dotyczące auta. Na nich opisane są m.in. schematy smarowania i jak antykorozyjnie zabezpieczyć nadwozie.

Chcecie więcej poczytać o Adamie Słodowym oraz innych poradnikach „w jego stylu” to zapraszam TUTAJ.

A poniżej próbka tego, jak prezentowały się te zabójcze Skody:

Otagowane , , , , , ,

Indiańska składanka

Pamiętacie jak pisałem o niemieckiej serii „Winnetou”, w którego wcielił się  francuski aktor Pierre Brice, a właściwie Pierre Louis Baron de Bris. Aktor, który w latach 60 zagrał samego… Krzetuskiego we włoskiej ekranizacji “Ogniem i mieczem” Sienkiewicza. Mam już klamrę do paska z tym idolem lat 60 i 70, szczególnie u naszych zachodnich sąsiadów. Pisałem o niej TUTAJ.

Niedawno w jednym ze sklepów ze starociami w Gdańsku nabyłem kolejny gadżet związany z tą niemiecką produkcją, w której amerykańskie stepy udawały zdaje się jugosłowiańskie krajobrazy. To wyjątkowe puzzle.

Wyjątkowe, bo składają się z trzech różnych układanek z różnymi scenkami z serii, nie tylko z samym Winnetou.

 

Wyprodukowała je specjalizująca się w różnych grach i puzzlach właśnie firma FX Schmid, której początki sięgają połowy XIX wieku.

Takich puzzli wyprodukowano kilka kompletów. FX Schmid wyrabiała również m.in. karty do gry. Fani „Winnetou” mogli także pograć w planszówki związane z serią. TUTAJ znajdziecie przykłady różnych gier.

Puzzle z tej serii bywają na aukcjach internetowych, ich ceny są jednak dziwnie wysokie. Lepiej więc poszperać po sklepikach ze starociami.

A póki co, wracam do składania…

Otagowane , , ,

Do redakcji…

Na zaprzyjaźnionym portalu igimag.pl wspominam młodzieżowe gazety sprzed lat. Sporo miejsca poświęcam m.in. moim ulubionym listom czytelników do redakcji. Trudno ich nie lubić skoro zdarzają się takie perełki, jak te z „Na przełaj”:

„Małgosiu J… pytaj codziennie o list dla Ciebie na głównej poczcie. Nie zapomnij! – Monika z Leszna”.

albo:

„Wszyscy chłopcy od 15-18 lat, jesteście nam potrzebni na najbliższą prywatkę u Zuzy. Musi być was przynajmniej czterech. Czekamy – Jojo, Fundzia, Zuza i Wacka”.

    

  

Więcej przeczytacie TUTAJ

Otagowane , ,
Reklamy