Category Archives: AGD

Wytrzeć plamę, dostać w twarz

Lata 80. to nie były łatwy czas w Polsce. Wydarzyło się jednak kilka ciekawych historii. Telewizja wyemitowała pierwszy odcinek „Kariery Nikodema Dyzmy” z genialnym Romanem Wilhelmim. W czerwcu odbył się pierwszy festiwal w Jarocinie, a w styczniu Stanisław Bobak wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem.

Wtedy też, Dolnośląskie Zakłady Przemysłu Lniarskiego „Orzeł” w Mysłakowicach wyprodukowały takie piękne ściereczki, które mamy w kolekcji.

Z kolorowymi paskami, kosztowały 37 zł. Ich wymiary to 45×90. Mamy kilka sztuk. Wszystkie nowe, z oryginalnymi etykietami.

Zakłady Lniarskie w Mysłakowicach powstały już w XIX wieku. Niestety kilka zabytkowych budynków kilka lat temu zostało zburzonych. „To jedna najstarszych manufaktur przędzalniczych w Europie. Podobne, właściwie siostrzane obiekty, powstawały później na jej wzór w Niemczech i w Polsce np. w Żyrardowie. Straciliśmy jeden z ważnych elementów tego kompleksu. Obiekt równie cenny jak domy tyrolskie czy rezydencje w Dolinie Pałaców i Ogrodów” – takie słowa można było przeczytać o zakładach.

Na szczęście zostały chociaż ścierki. A do czego służyły? Było wiele przeznaczeń. Wytrzeć plamę na stole, zakryć rosnące ciasto na pizzę, niestety również zdzielić niesforne dziecko. Wisiały w kuchniach, toaletach. Na pewno u wielu babć jeszcze są w użyciu…

Reklamy
Otagowane ,

Latający kufer

Projektor, rzutnik… a tak naprawdę nazywa się diaskop. A dokładnie to Diaskop Jacek B-7. Urządzenia do oglądania filmów, które mamy w kolekcji.

Było – i jest – wielu słynnych Jacków. Jacek od Jacka i Agatki, Jacek Wszoła, Jacek Odrowąż (dominikanin), Jacek Cygan i oczywiście Jacek Gmoch. Ale taki Jacek był i jest tylko jeden.

Diaskop Jacek produkowały Łódzkie Zakłady Kinotechniczne „PREXER” na przełomie lat 70 i 80. Polskie baśnie, najpopularniejsze legendy, zabytki, różne były filmy, które można było obejrzeć na Jacku. Filmy, choć de facto, były to zdjęcia na kliszach. Film wkładało się do dziury u góry diaskopu i przewijało czarnym pokrętłem z boku. Ostrość można ustawić obiektywem.

Filmów mamy kilkadziesiąt. Wyświetlane w ciemnej sali na ścianie wciąż robią wrażenie. Na przykład „Latający Kufer” według Andersena. Jak on jest pięknie narysowany!

Muszę jednak przyznać, że kolory Jacka nie były najładniejsze. Czy to był brązowy jak nasz, czy niebieski albo zielonkawy to wszystkie wyglądały jak pomalowane przeterminowanymi plakatówkami.

Ale filmy wciąż działają!

Mamy takich filmów kilkadziesiąt. Pewnie jeszcze będziemy je tu umieszczali…

Otagowane , , , , ,

Rok MC Hammera

Pojawiło się już na blogu kilka kalendarzy z mojej kolekcji, bardzo różnych kalendarzy…

Pisałem o nich TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Nawet pojawił się wpis z takim skarbem TUTAJ.

Ale połączenie kalendarza i totalizatora jeszcze nie… do dziś. Ostatnio dostałem bowiem taki prezent.

To wiszący, materiałowy kalendarz Totalizatora Sportowego z 1987 roku.

Był to wyjątkowy rok. MC Hammer wydał swoją pierwszą płytę, premierę miał film „Gliniarz z Beverly Hills II”, w katowickiej hali Spodek odbył się pierwszy koncert Metalliki w Polsce, po raz pierwszy wystąpił również zespół Modern Talking. Mało tego, w Polsce wprowadzono podwyżkę cen skupu produktów rolnych, a FC Porto z Józefem Młynarczykiem w składzie zdobyło Puchar Europy.

To właśnie do piłki nożnej nawiązuje ta wyjątkowa grafika na materiale. Napisy na piłce – 1 x 2 – jasno pokazują, że chodzi o obstawianie meczów. A przypomnę, że w 1987 roku mistrzem Polski został Górnik Zabrze. Ładna ta grafika prawda.

Warto przyjrzeć się datom na kalendarzu. Które dni fetowano? Oczywiście 22 lipca, 1 maja, ale też dni świąteczne.

Historia samych zakładów, czy raczej loterii jako monopolu państwowego sięga końca XVIII wieku. Sam Totalizator Sportowy powołano do życia w 1955 roku. Pierwsza kolektura powstała w Warszawie u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Wspólnej.

W 1956 roku totalizator wprowadził zakłady piłkarskie, a kupony były wysyłane za pośrednictwem poczty, opłatę stanowił specjalny trójkątny znaczek. Rok później wprowadzono grę liczbową Toto – Lotek. W 1959 roku do zakładów piłkarskich ligi polskiej dołączyły zakłady ligi angielskiej. I takie historia trwa do dziś…

Otagowane , ,

W domu – lata 70

Czas na kolejną część slajdów z rodzinnego archiwum z przełomu lat 70. i 80.

Tak, z grubsza, wyglądało dzieciństwo w PRL-u. Na ścianie jakaś wiklinowo-słomiana makatka. Zwróćcie uwagę na dziurę na kontakt 🙂 Dzidzia na łóżeczku leży w specjalnym stelażu – pozwalał na korekcję wady postawy. Jedną zabawkę ma w ręku, ale dwie laleczki czekają obok w kolejce. Do tego jakaś grzechotka. Piękne nakrycie łóżka w tureckie wzory, no i stylowa lampa…

Tutaj podobna sytuacja, z tym, że z mamą. Widać jedne z najpopularniejszych gadżetów tamtych lat, które często wisiały właśnie na takich a la makatkach. To proporczyki, o których pisałem więcej TUTAJ.

I jeszcze jeden slajd. Rodzinna impreza. Sporo dobra na stole. Widać przekąski, wódeczkę, nieodłączny syfon… A w tle, widzicie charakterystyczną dekorację ściany?

To były imprezy!

Otagowane ,

Nie tylko z Goplany

Pamiętam, że kakao, które w latach 80. królowało w domu było gorzkie i żeby je zjeść potrzebowało spooooro cukru. Dodawaliśmy je do kogla-mogla albo do czekolady własnej roboty. Najzwyklejsze było kakao w zwykłym pojemniku z kartonu. Rarytasem były te w puszkach, szczególnie zagraniczne. Ostatnio nasze zbiory powiększyły się o trzy puszkowe okazy.

Kakao w puszcze w paski pochodzi z poznańskiej Goplany. Zakładu z wielką cukierniczą tradycją. Powstał jeszcze przed I wojną światową, jako Poznańska Fabryka Czekolady Luna. W Goplanę zmienił się w 1913 roku.

Po zniszczeniach po II wojnie zakład szybko wrócił do produkcji słodyczy. W latach 70. Goplana produkowała aż 170 rodzajów słodyczy, w tym słynne „Goplanki”, „Koreanki”, „Maczki”, no i „Be-Be”.

Puszka poza masą 250g informuje nas, że kakao składa się m.in. ziarn kakao i tłuszczy. Okres gwarancji przydatności do spożycia wynosił 12 miesięcy od daty produkcji.

Kolejna puszka zawierała kakao jakby specjalnie przeznaczone do picia, co pokazuje zdjęcie zadowolonego dziecka. To Choco Expres ze Śląskich Zakładów Przemysłu Cukierniczego w Siemianowicach Śląskich o wdzięcznej nazwie Hanka.

Historia zakładu Hanka sięga 1923 roku. Najsłynniejszym produkowanym wówczas słodyczem były praliny grylażowe. Największy rozkwit firma przeżywała w latach 60., to między innymi za sprawą produkcji popularnych Michałków.

Jak informuje instrukcja na tej ładnej puszcze wystarczyło kilka łyżek kakao zalać zimnym albo gorącym mlekiem i napój był gotowy. Ale kakao nadawało się również do kremów deserowych, mas tortowych oraz jako dodatek do ciast.

I jeszcze jedna puszka po kakao, od razu widać, że zagraniczna. Pochodzi z holenderskiej firmy Bensdorp, której historia sięga XIX wieku.

Takie kakao musiało nie tylko wyjątkowo pachnieć, ale też smakować.

Instrukcja informowała, że przed zalaniem warto dodać trochę cukru.

Oczywiście jak kakao z danej puszki zostało wykorzystane to używało się ją do przechowywania innych rzeczy, nie tylko spożywczych. A wy co trzymaliście w takich puszkach?

Otagowane , , , , , , , ,

Zdradzamy więcej!

No to jeszcze jedno tajemnicze zaproszenie na 24 czerwca nad Wisłę 🙂

Wpadajcie! Darmowa impreza! Więcej szczegółów znajdziecie TUTAJ

Będziemy jeszcze informować was o atrakcjach. Do zobaczenia!

Pstryk!

Podobno były niezawodne, niezniszczalne, no i wszechobecne. Piszę podobno, bo sam takiego nie miałem. Ale teraz już mam w kolekcji.

Historia tych aparatów sięga lat 50. Bazowały na wcześniejszych aparatach Zorkij (a te na technologii z aparatu Leica). Te modele, czyli ET były produkowane w zakładach na Białorusi. Znalazłem informację, że w latach 1982-93 wyprodukowano ich 3 miliony sztuk!

Były modele w obudowach czarnej, srebrnej i takiej złotawej. Przyznam przy okazji, że nie znam się na fotografii, nie będę więc tu emanował danymi aparatu. Można je znaleźć chociażby TUTAJ.

Nasz model jest w pokrowcu i wszystko wygląda na sprawne, jeszcze zdjęć nim nie robiłem, nie mam więc pewności.

Nie ma co ukrywać, że to aparat, przynajmniej na dzisiejsze standardy, ciężki. Podobno jego wadą był też mały zakres czasów ekspozycji. Nasz model ma obiektyw Helios 44M-4.

A może ktoś z was robił kiedyś zdjęcia tym aparatem? Napiszcie o wrażeniach!

A my mamy również inny skarb firmy Zenit. Taką piękną kamerę, o której pisaliśmy TUTAJ.

Otagowane , , ,

Precision Made in Poland

Zawsze jak patrzyłem na różne ekierki, cyrkle, kątomierze i przyrządy kreślarskie mojego taty zazdrościłem mu. Jako architekt miał ich sporo. W tym, jak sam mi przekazywał wiele razy, kilka najlepszej firmy. I to z Polski. To Skala, przedsiębiorstwo, którego korzenie sięgają lat 20 XX wieku. Niedawno nasze zbiory powiększyły się o taki piękny zestaw firmy Skala.

Już w logo widać globalny zasięg działania firmy (globus), no i cyrkiel. Do tego dumne „Made In Poland”. Ale ciekawie jest z drugiej strony opakowania. Pełna nazwa, czyli Spółdzielnia Pracy Skala mieszcząca się w Warszawie przy ulicy Gizów. To w dzielnicy Wola.

I ciekawostka. Do kontaktu podany jest jeszcze numer urządzenia zwanego teleksem. To usługa telegraficzna już od ponad dekady w Polsce nie świadczona. Zdaje się, że do świadczenia usług teleksowych używano innego ciekawego urządzenia, dalekopisu. Ale wracając do naszego zestawu. Jest w takim ładnym niebieskim pudełku z plastiku.

Z przodu naciska się plastikowy guzik i ukazuje się skarb. W środku charakterystyczna szmatka do czyszczenia użytych końcówek. A trochę ich jest…

Są cyrkle, jakieś rysiki, nawet do końca nie wiem jak to się wszystko nazywa. Przy okazji, warto dodać, że Skala robiła nie tylko przyrządy kreślarskie, ale również na przykład lampy dla kreślarzy albo stoły.

 

Otagowane , ,

Światło z bąbelkami

I kolejny skarb majsterkowicza. Tym razem zrobiłem lampkę ze starego syfonu. Mamy ich sporo kolekcję.

Pisałem już o nich TUTAJ.

Syfon jako lampka wygląda natomiast tak:

 

Wersja żarówki dowolna. Może być z zieloną…

 

…albo z czerwoną.

 

Albo jaką kto sobie życzy 🙂

Otagowane ,

Dajemy nowe życie

Startujemy z nową podstroną! Na BUFET DIZAJN będę umieszczał przedmioty sprzed lat, którym sam nadałem nowe życie, niekoniecznie związane z ich pierwotnym przeznaczeniem 🙂 Mało tego, te przedmioty robię po to, by powędrowały do tych, którzy się w nich zakochają.
Któryś z nich przykuł Twoją uwagę? Napisz na przyj@wp.pl

Oto pierwsze skarb…

Lampka z zielono-czerwonymi żarówkami zainstalowana w odkurzaczy Gamma II z 1962 roku – to w skrócie. Dowodem ta oryginalna tabliczka na naszym odkurzaczu, którą oczywiście zostawiłem.

Cudo wyprodukowała Rzeszowska Fabryka Sprzętu Gospodarskiego. Był zgrabny, solidny, no i miał (wciąż ma!) świetny dizajn. Robi dużo lepsze wrażenie niż późniejsze plastikowe Zelmery. Jak informowała Polska Kronika Filmowa z 1960 roku:
„Gamma II jest lekki, elegancki i bardzo twarzowy”. Uwaga, pełnił też funkcję suszarki do włosów!

Mi wydał się na tyle piękny… że postanowiłem zrobić z niego niemal dyskotekową lampkę. Oryginalną konstrukcję pozbawiłem zużytego wnętrza, ciężkiego silniczka itp. Z zewnątrz wyczyściłem wszystkie elementy. W miejscu wlotu i wylotu dodałem dwie współczesne żarówki. Całość włącza się, a jakże, przyciskiem włączania odkurzacza. Oczywiście elektryka jest nowa, stare kable nie nadawały się do użycia.

Lampka-odkurzacz może stać na stole (ma specjalną ruchomą podpórkę) albo można sobie ją zawiesić na oryginalnym pasku! Do tańca idealna.

A Wy jak myślicie? Co o niej sądzicie? Może coś byście tu zmienili? Piszcie proszę w komentarzach i na przyj@wp.pl…


I jeszcze jeden mój własny „wyrób”. Ten oparty jest na monifonicznym gramofonie walizkowym z 1963 roku. Wcześniej wyglądał tak:

  

Nie działał i był, delikatnie mówiąc, w złym stanie. No to postanowiłem zrobić z niego coś takiego:

A prace nie były łatwe. Oto podgląd w trakcie działania:

Adapter zyskał nowy kolor, choć nie wszędzie. Bardzo chciałem zostawić choć trochę oryginalnego materiału, mimo że z zewnątrz był bardzo zniszczony. Udało się. Oryginalny fragment jest od spodu adapterowej lampki (na zdjęciu tego nie widać), no i tam, gdzie widać, czyli na osłonie, która teraz stanowi dekorację z tyłu lampki. Zachowałem też oryginalny talerz, ramię gramofonu, przełącznik i kilka innych elementów.

Musiałem oszlifować drewno, dodać jeden kawałek od siebie, wyczyścić metalowe części. Nowa jest oczywiście sama żarówka i elektryka.

Lampka może pełnić funkcję stolika, na talerzu i płycie można postawić winko, kawę, książkę. Choć uwaga, wszystkiego oryginalnie ruchome części pozostawiłem ruchome 🙂 Ramię, talerz i przełącznik do trzech różnych prędkości się ruszają.

Oczywiście żarówkę można wymienić, ja dołożyłem taką stylizowaną na retro.

Zostawiłem również oryginalną plakietkę z gramofonu z informacją o nim.

Nie ukrywam, wymagało to sporo pracy. Mam nadzieję, że komuś się spodoba i zechce moją adaptero-lampkę. Proszę pisać na: przyj@wp.pl.

Wkrótce kolejne okazy, które stworzyłem na bazie skarbów sprzed lat..

Otagowane , , , , ,
Reklamy