Category Archives: AGD

Dla Golarza Filipa

Fryzjer dla pań, panów i dzieci w każdym domu – takim hasłem producent reklamował ten wyjątkowy produkt. Oto Cyrulik – Przyrząd do cieniowania włosów.

 

Na zdjęciach na opakowaniu widać, że dla pań i panów. Składa się on z dwóch aparatów cieniujących i podgalających. Te były w różnych kolorach, czerwonym, niebieskim, żółtym, a nasz jest w jaskrawo zielonym.

Białe nakładki były zdejmowane, pewnie żeby było je łatwiej umyć. Na plastiku był nadruk logo producenta i nazwa „Cyrulik Polsilver”. Jak takie urządzenia działały, wyjaśniała szczegółowo instrukcja z ładnym panem.

Producentem tego przedmiotu były Łódzkie Zakłady Wyrobów Metalowych Wizamet. To w nich produkowano żyletki Polsilver, Karat, także maszynki do golenia Junior, Senior i Elegant.

Firma nazywała się Wizamet do 1992, kiedy to przejęło ją Gillette. Produkty Wizametu trafiały nie tylko do polskich obywateli, ale też do ZSRR i Iraku.

A we wkładce jeszcze kilka ładnych reklamowych haseł, przede wszystkim „zaoszczędza czas i pieniądze”.

A skąd nazwa cyrulik, tak po prostu nazywano kiedyś osoby, które zajmowały się m.in. goleniem.

To jeszcze na deser taki ładny wierszyk o tym urządzeniu znalazłem:

ani to przyrząd ani zabawka
i nie wiadomo czyja to sprawka
a kto wymyślił takie badziewie
chyba przeskoczył samego siebie

nie cieniowało to cudo włosów
w żaden możliwy podany sposób
raczej to przyrząd był byle jaki
najwyżej przyciąć mógł tylko baki

żyletka w środku ostra jak brzytwa
nazwa cyrulik też jakaś brzydka
lecz może była taka osoba
dla której przyrząd ten się podoba…

Otagowane , , , ,

Domgos i Kora

Pamiętacie, jak dotykało się językiem płaskiej baterii i sprawdzało czy kopie, znaczy działa? Albo jak bawiło się w podchody w nocy biegając z latarkami po lesie? A może jak wsadzało się latarki w usta i straszyło dziewczyny świecącą twarzą? Wystarczyła płaska bateria, latarka i była zabawa!

Mam kilka latarek i baterii sprzed lat w swojej kolekcji. Najbardziej pamiętam właśnie taką szarą. Miała z tyły metalowy zaczep. Wieszaliśmy ją podczas biwaków w naszym namiocie u góry, by móc jeszcze trochę pogadać przy świetle. Działała na baterię płaską, czyli 3R12, 4,5 V.

 

Latarkę produkowały w latach 80. Częstochowskie Zakłady Mechaniczne, które miały uroczy skrót CZM DOM-GOS. Założony na początku lat 60. zakład już nie istnieje. Produkował artykuły gospodarstwa domowego, ale też na przykład sprzęt dla milicji.

Latarka ma banalnie prostą konstrukcję. Łatwo się otwiera, by zmienić żarówkę czy baterię. Podobnie jak późniejsza latarka, czyli Kora.

Produkował ją zakład Elektron ze Starogardu Gdańskiego. Przed II wojną, te Zakłady Wytwórcze Ogniw i Baterii nazywały się Daimon i również produkowały podobne rzeczy.

 

Konstrukcja jest bardzo podobna do tej poprzedniej, tylko że wszystko mniej trwałe, bo z plastiku. Pochodzi najprawdopodobniej z przełomu lat 80. i 90. Z tego też okresu chyba pochodzi takie mistrzowskie dzieło.

Oto eko-latarka, produkt poznańskiego Wydawnictwa Towarzystwa Chrystusowego założonego w latach 30. XX wieku. To chyba najprostsza forma latarki w historii. W ten kartonowy pojemnik (autorstwa dyrektora Hlondianum, czyli Lecha Przybylaka) wsadza się płaską baterię, a od góry żarówkę i jest! Świeci się!

 

Prawda, że genialne w swojej prostocie.

Ale takie genialne wynalazki nie miałyby racji bytu, gdyby nie baterie 3R12. Mam kilka przykładów w kolekcji.

Produkcja polska i radziecka. Naszą wyprodukowały Poznańskie Zakłady Elektrotechniczne Centra. Ich historia sięga 1910 roku. Wtedy w Berlinie powstała firma produkująca baterie, która niemal dekadę później przeniosła się do Poznania. Po wojnie Centra także produkowała baterie, ale też na przykład akumulatory do samochód Syrena i Warszawa.

Kolejna bateria to już „baterija” z radzieckich zakładów Syrius. Wyprodukowano ją w 1969 roku.

 

A przy okazji, przypomnienie jeszcze jednej ekstra latarki, tym razem gadżetu reklamowego PEKAO.

Przeczytacie o niej więcej TUTAJ.

Otagowane , , , , , , , ,

Pora na bal

Pani Basia zawsze lubiła żywe kolory, dlatego tak spodobał się jej ten burgundowy kolor. Poszła do kosmetycznego. Niestety nie było jej ulubionego koloru. Ale przyszedł ratunek! Koleżanka Krystyna właśnie przypomniała sobie, że niedawno była za naszą wschodnią granicą. Tam dostała zaproszenie na randkę. Był dramat, bo okazało się, że nie ma lakieru do paznokci. Na szczęście znalazła jeden w miejscowym sklepie. Okazało się, że był to lakier naszej Polleny. Przywiozła go do Polski i teraz pożyczyła Barbarze. Dzięki niemu ta pięknie pomalowała paznokcie dla siebie i męża, pana Mietka.

Mam ten lakier w swoich zbiorach. Lakier z łódzkiej fabryki kosmetyków Pollena-Ewa. Jej początki sięgają 1919 roku. Produkowano tam m.in. mydła i wodę toaletową „Prastara”. Firma nazywała się wtedy PIXIN. Po wojnie otrzymała nazwę Ewa, w w latach 70. weszła w skład Zjednoczenia Przemysłu Chemicznego Pollena i uzyskała nazwę Pollena-Ewa. Dziś nie mieści się już w Łodzi i nie produkuje takich lakierów do paznokci.

Żeby każda pani dobrze wiedziała z czym ma do czynienia, etykieta jasno informuje, że to lakier (tu nazwany emalią) do paznokci. Niestety już wysechł, więc dzisiaj się nie sprawdzi. Ale z dużą radością powędrował do naszego działu ze starymi kosmetykami, o których pisałem już m.in. TUTAJ.

Otagowane , , , ,

Iskierka i cyk

98 zł – tyle trzeba było zapłacić za iskrę, która zapalała palnik gazowy. Po co zużywać zapałki, skoro jest Elektryczna zapalniczka do gazu Typ PJ-II.

Wygląda trochę jak średniowieczne narzędzie tortur, ale sprawdzała się świetnie. Mimo, że ma ponad 40 lat to wciąż działa jak nowa. Wyprodukowała ją Spółdzielnia Pracy z Bielska-Białej o pięknej nazwie ELEKTROGRZEJNIK. Firma produkowała też m.in. żelazka.

Aby zadziałała – jak informuje instrukcja – wystarczyło włożyć wtyczkę przewodu zasilającego zapalniczkę do gniazdka sieciowego, zbliżyć metalową kopułę zapalniczki do palnika, odkręcić zawór gazowy i równocześnie nacisnąć przycisk kontaktowy zapalniczki.

Ważne ostrzeżenie: utrzymanie zapalniczki typu PJ-II w stanie pracy ciągłej w czasie dłuższym niż 2 sekundy może spowodować przepalenie się uzwojeń zwojnicy. Czas działania zapalniczki, konieczny do zapalania gazu wynosi 0,2 – 1 sek.

 

Różne były kolory tej zapalniczki, czerwonawy, niebieskawy, ale oczywiście najładniejszy jest biały 🙂

Nasz zestaw zawiera oryginalną gwarancję, która została wystawiona w 1977 roku.

Oto dowód na to, że nasza zapalniczka elektryczna wciąż działa:

Otagowane , ,

Stosuje się do głowy

Mydła, mydełka… pisaliśmy już o nich parę razy TUTAJ i TUTAJ.

 

Na małym straganie starszego pana, na jednym z podwórek na warszawskim Muranowie, udało nam się kupić kolejne dwa okazy do kolekcji.

To mydła Junak i tataro-chmielowe, jak podaje producent, „specjalne”.

Jakież to genialne połączenie: tatar i chmiel 🙂 Jak zapewnia producent, „stosuje się do mycia głowy”.

Mydło z piękną leśną grafiką kosztowało 9 zł. Wyprodukował je zakład o ładnej nazwie „Barwa”. Firma powstała w 1949 r. jako Wytwórnia Artykułów Chemiczno-Gospodarczych Spółdzielnia Pracy BARWA. Od początku istnienia firmy w jej logo znajduje się papuga. Firma produkowała też m.in. ozdoby choinkowe, pasty do butów. W latach 70. firma zmienia nazwę na Przemysłowe Zakłady Chemii Gospodarczej Barwa – Spółdzielnia Pracy i taka widnieje na naszym mydle.

Jak można przeczytać na stronie firmy: „W 1977 roku do oferty weszły specjalistyczne mydła w kostce. Barwa produkuje wiele rodzajów mydeł, skierowanych do szerokiego kręgu odbiorców. Łącznie w ofercie znajduje się 11 gatunków tego produktu, w tym mydło siarkowe i undecylenowe (produkowane do dziś), salicylowe, ichtiolowe, tatarakowo – chmielowe i dziegciowe„. Z kolei w „W 1979 roku zostaje zakupiony automatyczny ciąg do produkcji mydła. Linia Mazzoni jest jedną z najnowocześniejszych w Polsce„. A oto skład naszego skarbu.

Drugie mydło to już wyrób poznańskiej Polleny Lechii. Podobno dobrze się pieni. Jeszcze nie próbowałem.

Nazwa Junak na pewno też kojarzy się wam z motocyklem, a samo słowo pochodzi od starosłowiańskiego określenia odważnego mężczyzny. A pamiętacie piosenkę o młodym junaku?

„Hej, młody junaku, smutek zwalcz i strach/ Przecież na tym piachu, już za kilka lat/ Przebiegnie, być może/ Jasna, długa, prosta/ Szeroka jak morze Trasa Łazienkowska/ I z brzegiem zepnie drugi brzeg/ Na którym Twój ojciec legł!/ La, la, la…”.

Otagowane , , , , , ,

Wakacje!

Wiem, wiem, już dawno się zaczęły wakacje… ale co tam, kolejny wakacyjny wpis nie zaszkodzi.

Tak to wyglądało w oryginale. Plaża w Ustce i relaks nad jeziorem. Kostiumy, gazeta, Grundig, było dobrze!

Jak widać, już wtedy było masę ludzi na plaży. Muszę przyznać, że rodzice mieli szałowe stroje: jednoczęściowy kostium w panterkę, gacie w amerykańską flagę. Nie było żartów.

Trochę odtwarzając tamten klimat zrobiliśmy takie zdjęcia z naszymi skarbami.

Jest tu kilka gadżetów. Jest gazetka (idealny na urlop „Express Wieczorny”), skórzana siatka babci Jaśki z lat 60., okulary chroniące oczy, syfon (pisaliśmy o tych sprzętach m.in. TUTAJ) i oczywiście MK 232 Automatic, czyli magnet Grundiga, o którym pisaliśmy TUTAJ.

Mamy też zestaw wczasowy w innej konfiguracji. Widzicie na pewno warcaby, oranżady z tym genialnym kapslem (pisaliśmy o nich TUTAJ), radio Biwak i wreszcie dmuchane zabawki.

Mamy kilka piłek i kółek dmuchanych. Ten schowany (czerwony) pochodzi z łódzkiej Spółdzielni Pracy Farmedia. Natomiast piłka pochodzi z innej łódzkiej Spółdzielni Pracy, Spójnia.

A wy, jaki mieliście zestaw na relaks na piasku?

Otagowane , , , , , ,

Wytrzeć plamę, dostać w twarz

Lata 80. to nie były łatwy czas w Polsce. Wydarzyło się jednak kilka ciekawych historii. Telewizja wyemitowała pierwszy odcinek „Kariery Nikodema Dyzmy” z genialnym Romanem Wilhelmim. W czerwcu odbył się pierwszy festiwal w Jarocinie, a w styczniu Stanisław Bobak wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem.

Wtedy też, Dolnośląskie Zakłady Przemysłu Lniarskiego „Orzeł” w Mysłakowicach wyprodukowały takie piękne ściereczki, które mamy w kolekcji.

Z kolorowymi paskami, kosztowały 37 zł. Ich wymiary to 45×90. Mamy kilka sztuk. Wszystkie nowe, z oryginalnymi etykietami.

Zakłady Lniarskie w Mysłakowicach powstały już w XIX wieku. Niestety kilka zabytkowych budynków kilka lat temu zostało zburzonych. „To jedna najstarszych manufaktur przędzalniczych w Europie. Podobne, właściwie siostrzane obiekty, powstawały później na jej wzór w Niemczech i w Polsce np. w Żyrardowie. Straciliśmy jeden z ważnych elementów tego kompleksu. Obiekt równie cenny jak domy tyrolskie czy rezydencje w Dolinie Pałaców i Ogrodów” – takie słowa można było przeczytać o zakładach.

Na szczęście zostały chociaż ścierki. A do czego służyły? Było wiele przeznaczeń. Wytrzeć plamę na stole, zakryć rosnące ciasto na pizzę, niestety również zdzielić niesforne dziecko. Wisiały w kuchniach, toaletach. Na pewno u wielu babć jeszcze są w użyciu…

Otagowane ,

Latający kufer

Projektor, rzutnik… a tak naprawdę nazywa się diaskop. A dokładnie to Diaskop Jacek B-7. Urządzenia do oglądania filmów, które mamy w kolekcji.

Było – i jest – wielu słynnych Jacków. Jacek od Jacka i Agatki, Jacek Wszoła, Jacek Odrowąż (dominikanin), Jacek Cygan i oczywiście Jacek Gmoch. Ale taki Jacek był i jest tylko jeden.

Diaskop Jacek produkowały Łódzkie Zakłady Kinotechniczne „PREXER” na przełomie lat 70 i 80. Polskie baśnie, najpopularniejsze legendy, zabytki, różne były filmy, które można było obejrzeć na Jacku. Filmy, choć de facto, były to zdjęcia na kliszach. Film wkładało się do dziury u góry diaskopu i przewijało czarnym pokrętłem z boku. Ostrość można ustawić obiektywem.

Filmów mamy kilkadziesiąt. Wyświetlane w ciemnej sali na ścianie wciąż robią wrażenie. Na przykład „Latający Kufer” według Andersena. Jak on jest pięknie narysowany!

Muszę jednak przyznać, że kolory Jacka nie były najładniejsze. Czy to był brązowy jak nasz, czy niebieski albo zielonkawy to wszystkie wyglądały jak pomalowane przeterminowanymi plakatówkami.

Ale filmy wciąż działają!

Mamy takich filmów kilkadziesiąt. Pewnie jeszcze będziemy je tu umieszczali…

Otagowane , , , , ,

Rok MC Hammera

Pojawiło się już na blogu kilka kalendarzy z mojej kolekcji, bardzo różnych kalendarzy…

Pisałem o nich TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Nawet pojawił się wpis z takim skarbem TUTAJ.

Ale połączenie kalendarza i totalizatora jeszcze nie… do dziś. Ostatnio dostałem bowiem taki prezent.

To wiszący, materiałowy kalendarz Totalizatora Sportowego z 1987 roku.

Był to wyjątkowy rok. MC Hammer wydał swoją pierwszą płytę, premierę miał film „Gliniarz z Beverly Hills II”, w katowickiej hali Spodek odbył się pierwszy koncert Metalliki w Polsce, po raz pierwszy wystąpił również zespół Modern Talking. Mało tego, w Polsce wprowadzono podwyżkę cen skupu produktów rolnych, a FC Porto z Józefem Młynarczykiem w składzie zdobyło Puchar Europy.

To właśnie do piłki nożnej nawiązuje ta wyjątkowa grafika na materiale. Napisy na piłce – 1 x 2 – jasno pokazują, że chodzi o obstawianie meczów. A przypomnę, że w 1987 roku mistrzem Polski został Górnik Zabrze. Ładna ta grafika prawda.

Warto przyjrzeć się datom na kalendarzu. Które dni fetowano? Oczywiście 22 lipca, 1 maja, ale też dni świąteczne.

Historia samych zakładów, czy raczej loterii jako monopolu państwowego sięga końca XVIII wieku. Sam Totalizator Sportowy powołano do życia w 1955 roku. Pierwsza kolektura powstała w Warszawie u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Wspólnej.

W 1956 roku totalizator wprowadził zakłady piłkarskie, a kupony były wysyłane za pośrednictwem poczty, opłatę stanowił specjalny trójkątny znaczek. Rok później wprowadzono grę liczbową Toto – Lotek. W 1959 roku do zakładów piłkarskich ligi polskiej dołączyły zakłady ligi angielskiej. I takie historia trwa do dziś…

Otagowane , ,

W domu – lata 70

Czas na kolejną część slajdów z rodzinnego archiwum z przełomu lat 70. i 80.

Tak, z grubsza, wyglądało dzieciństwo w PRL-u. Na ścianie jakaś wiklinowo-słomiana makatka. Zwróćcie uwagę na dziurę na kontakt 🙂 Dzidzia na łóżeczku leży w specjalnym stelażu – pozwalał na korekcję wady postawy. Jedną zabawkę ma w ręku, ale dwie laleczki czekają obok w kolejce. Do tego jakaś grzechotka. Piękne nakrycie łóżka w tureckie wzory, no i stylowa lampa…

Tutaj podobna sytuacja, z tym, że z mamą. Widać jedne z najpopularniejszych gadżetów tamtych lat, które często wisiały właśnie na takich a la makatkach. To proporczyki, o których pisałem więcej TUTAJ.

I jeszcze jeden slajd. Rodzinna impreza. Sporo dobra na stole. Widać przekąski, wódeczkę, nieodłączny syfon… A w tle, widzicie charakterystyczną dekorację ściany?

To były imprezy!

Otagowane ,