Category Archives: design

Mat-Donald i Mak-Kwak

Trudno porównać jego otwarcie z czymkolwiek innym. To było wydarzenie przez duże „W”, a duże żółte „M” urastało wręcz do rangi symbolu – początku nowego rozdziału w naszej historii. Środki masowego przekazu potraktowały przywiezienie hamburgerów do Polski na równi z przywiezieniem prochów Paderewskiego, zaś Big Mac witany był według tego samego protokołu co prezydent Bush – tekst Michała Ogórka czytał w Polskiej Kronice Filmowej z 1 lipca 1992 Tomasz Knapik.

Pierwszy polski McDonald’s otwarto w stolicy 17 czerwca, wstęgę przecinał sam Jacek Kuroń, który był wtedy ministrem pracy i polityki socjalnej w rządzie Hanny Suchockiej. Wśród baloników, flag, maskotek, spowici zapachem smażonych hamburgerów oraz frytek stali żądni nowego warszawiacy – tysiące ludzi, tłum, komitet powitalny króla fast foodu. Z dachu spoglądał na nich wielki dmuchany klaun, wokół parkowały fiaty, polonezy, wartburgi i zachodnie auta sprowadzone z Niemiec. Nie zabrakło znanych osobistości, jak Agnieszka Osiecka, Zygmunt Broniarek, trener Kazimierz Górski.

Tak w swojej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (wyd. Muza) zaczynam opowieść o pierwszych polskich McDonald’sach. Zaczynając od tego warszawskiego przytaczam historię jego pracownicy oraz jednego z dyrektorów.

Fascynujące są to opowieści o tym jak ćwiczyli podawanie dań przed otwarciem (używając m.in. zakrętek od słoików zamiast kotletów), jak bili światowe rekordy itp. Ja pamiętam, że MD w Warszawie był miejscem, do którego przyjeżdżało się z wycieczką. Każdy gadżet typu rurka, serwetka, flaga, był niemal relikwią. Zanim otwarto pierwszego polskiego MD robiło się przecież zdjęcia pod zagranicznymi Macami (patrz zdj. wyżej).

Pierwszego dnia funkcjonowania McDonalda w „Sezamie” padł światowy rekord zamówień. Ponad 13 tysięcy. Zresztą został on pobity kilka miesięcy później, podczas otwarcia restauracji w Katowicach i poprawiany jeszcze kilkakrotnie, m.in. w małym lokalu na dworcu kolejowym w Gdańsku.
Ten pierwszy McDonald’s w Warszawie był czynny od 8.00 do 23.00. Przed wejściem do niego hostessy częstowały ciastkami, w środku opiekowały się maluchami. Big Mac kosztował wtedy 25 tysięcy złotych, frytki 7 tysięcy, coca -cola 11 tysięcy, sok jabłkowy 9 tysięcy, shake (waniliowy, truskawkowy lub czekoladowy) 12 tysięcy, a lody – 10 tysięcy złotych. W kolejnych latach w menu pojawiały się nowe produkty, m.in. Fish Mac i McChicken.
W restauracji jest 250 miejsc siedzących, ale po dostawieniu stolików na wolnym powietrzu ich liczba zwiększy się do 400. Od nowego roku wszystkie potrawy mają być robione z polskich produktów. Na razie mleko pochodzi z warszawskiej „Woli”, napoje z gdyńskiej rozlewni Coca -Coli, soki z „Hortexu”, sałata z Jeleniej Góry, mięso z Niemiec, a frytki z moskiewskiej restauracji McDonalda. (…) Jasne, sterylne wnętrze z dużą ilością zieleni (niestety sztucznej) oraz niezła klimatyzacja to pierwsze przyjemne wrażenia wchodzącego do środka klienta. „Wyposażenie warszawskiego McDonalda kosztowało ponad milion dolarów” – powiedział wczoraj dziennikarzom Tim Fenton, szef McDonald’s Polska – pisała w dniu otwarcia stołecznego Maca „Gazeta Wyborcza”

Oczywiście Polacy szybko zobaczyli, że fastfoodowy rynek się szybko rozwija i otwierali własne bary szybkiej obsługi. Żeby nadać barowym budom bardziej światowy charakter, nazywano je „po zachodniemu”. „Max”, „Bonjour”, „Kobra”, „Mak -Kwak” i mój ulubiony – „Mat Donald”. Tak nazywała się czerwona budka w centrum Warszawy. Oklejona napisami „hamburgery” i „sandwiches”, na daszku miała zamontowane czerwone logo z uśmiechniętą bułką trzymającą w ustach kiełbasę i sałatę. To, co w tych barkach podawano, i jak podawano, z luksusem nie miało wiele wspólnego. Same budki też nie były luksusowe. Hamburgery podawano wtedy chociażby w takich budach. Ostały się jeszcze na warszawskim Muranowie.

A Wy, pamiętacie swojego pierwszego hamburgera w życiu?

Więcej podobnych historii znajdziecie w mojej książce. Polecam

Otagowane , , , ,

Karty kolekcjonerskie

Takie strzały zdarzają się rzadko, ale się zdarzają. Oto w jednym z warszawskich lumpeksów trafiłem na zestaw kart kolekcjonerskich i gadżetów związanych ze sportami motorowymi. Jakiś angielski zbieracz pozostawił je po sobie i teraz mi udało się to przejąć. Czas na pierwszy wpis o tym nowym skarbie z mojej kolekcji.

Na początek wyjątkowe gadżety, czyli wafle/podstawki od Marlboro. Widać, że używane, ale jakie piękne. Ta marka papierosów jest obecna w Formule 1 już od lat 70. Bolidami z logo Marlboro jeździli najwybitniejsi kierowcy wyścigowi Emerson Fitipaldi, Ayrton Senna, Alan Prost, Michael Schumacher, ale też ci z pokazanych wafli, czyli James Hunt oraz Niki Lauda. Pierwszy mistrzostwo F1 zdobył w 1976 roku. Drugi trzykrotnie.

Tutaj wymienione są dwa zwycięstwa Laudy, stąd wynika, że wafle pochodzą z początku lat 80., bo trzeci tytuł Lauda zdobył w 1984 roku. Z boku widać dużą podstawkę, tam z kolei wykaz innych zawodów sponsorowanych przez markę.

Kolejne karty to seria Grandee Famous M.G. Marques. Też wypuszczone przez markę papierosów. Karty z kolekcji mają z tyłu opisy, numery, zbierało się je do specjalnych albumów. Mam tutaj cały zestaw 28 kart wypuszczonych na rynek w 1981 roku. Za obrazki odpowiada specjalizujący się w malunkach transportu James Dugdale.

Kolejna seria poświęcona jest rodzinie Hillów, czyli Grahamowi oraz jego synowi Damonowi. Graham był dwukrotnie mistrzem F1, wygrywał też w innych prestiżowych seriach. Damon mistrzem F1 był raz. Te karty pochodzą z lat 90. i to cały komplet.

Wreszcie kolejnych 6 na koniec tego wpisu. Cztery z nich pochodzą z serii Pro Set Racing. Są na nich znakomici kierowcy, ale też reporter oraz miss sponsora.

Te karty pochodzą z 1992 roku. Piąta z nich, z kierowcą Nascar Richardem Pettym jest z serii Fax Pax z 1993 roku. Ostatnia z serii Pepsi 400 i też pochodzi z początku lat 90.

Ja przyznam, że takich kart nigdy nie zbierałem. Zbierałem za to karty z graczami NBA. Mam je do dzisiaj i pisałem o nich tutaj: Hej, hej, tu NBA! | Bufet PRL

A Wy zbieraliście takie rzeczy?

Otagowane , , , , , , , ,

Zakres przenośnych fal

„Lato z radiem” i „Chałupy welcome to” – to moje dwa dźwiękowe wspomnienia z wczasów. Zawsze gdzieś w tle leciało. Albo w aucie, albo w świetlicy z ping pongiem, albo z przenośnego radia ustawionego pod namiotem. No właśnie. Mam ich już parę. Teraz dołączyło kolejne. Piękna Ania R-613 produkcji Zakładów Radiowych Eltra.

Zgrabne, z rączką, na kabelek i baterie. Radio było produkowane w latach 80. Ma cztery zakresy fal, wyjście słuchawkowe. Odbiera w mono. Co ciekawe, w latach 70. produkowano już radio Ania, to jednak inny model.

Był jeszcze model 612 Ani, tylko z pionową skalą, a nie jak tu z poziomą. Radyjko waży niewiele ponad pół kilo, idealnie nadawało się na wypady za miasto. Zresztą wciąż się nadaje, bo działa.

Otagowane , , , ,

Zapraszam na spotkania

Jutro (poniedziałek) w Warszawie, a we wtorek w Helu. Zapraszam na spotkania wokół moich książek „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” oraz „Czas wolny w PRL”.

W poniedziałek o godz. 19 spotkajmy się w super klubokawiarni Kicia Kocia na warszawskim Grochowie. Pogadamy o popkulturze lat 90., napijemy się kakao. Będę miał swoje książki w super cenie (do każdej wyjątkowy prezent!), a oprócz tego oryginalne gadżety sprzed lat.

A już we wtorek zapraszam wszystkich, którzy będą w Helu. Tam kolejna odsłona festiwalu „Lato z foką”. W programie spotkania autorskie, wystawa, gra terenowa itp. Wśród spotkań także ze mną 🙂

Spotkanie rozpocznie się o godz. 18.15, a więcej informacji znajdziecie tutaj: Lato z foką – kulturalne plażowanie vol. 2 | Facebook

Na spotkanie w Helu również wezmę swoje książki i kilka gadżetów. Wstęp wolny, do zobaczenia!

Otagowane ,

Biegowe marzenie z Szaflar

„Całość naszej tegorocznej produkcji to 275 tysięcy par nart. Z tego 130 tysięcy na krajowy rynek. Reszta na eksport” – powiedział w rozmowie z „Echem Krakowa” dyrektor zakładu w Szaflarach, największego producenta nart na polski rynek w PRL. Produkowano je dla rodzimego Polsportu. W tym samym wywiadzie z 13 grudnia 1979 roku dyrektor wspomniał o nowości, były nią biegowe narty Gorce E-561. Tak się składa, że niedawno przyjaciel podarował mi takie narty. Stały przy śmietniku. Teraz mają zaszczytne miejsce w mojej kolekcji.

Pisałem już wcześniej o innych nartach, też z Polsportu, tutaj: Polsporty na śniegu | Bufet PRL

Gorce E-561 są jednak zdecydowanie bardziej profesjonalne. Choć dziś, szczególnie mocowania wyglądają staroświecko.

Mają jednak fantastyczne malowanie. Na ówczesny czas nowoczesne. Były też na tyle dobrze wykonane, że konkurowały z zagranicznymi. Wspomniany dyrektor mówił o tym tak: „Narty znanych firm, te z seryjnej produkcji, nie takie robione z ogromnym pietyzmem dla narciarskich asów, są podobne do naszych. Przecież te, które sprowadzono do polskich sklepów też się rozklejały, też były reklamowane”. Chyba dość szczery pan dyrektor 🙂

W każdym razie piękne są te narty, niestety bez jednej części, gąbeczki przy mocowaniach, ale i tak są extra.

To co, zaczynamy sezon?

Otagowane , , , ,

Hity z widea

Pewnie już wiecie. Od miesiąca w księgarniach (w formie ebooka) również, dostępna jest moja nowa książka. Po „Czasie wolnym w PRL” napisałem reportaż o popkulturze w Polsce przełomu 80/90 i lat 90. „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” to m.in opowieść o kulturze video, kasetach, filmach, wypożyczalniach kaset. I od tego chciałem zacząć krótkie przedstawianie historii z książki i zachęcić do zajrzenia do niej.

Tak to się zaczyna. Wspomnieniem o dramacie i radościach młodych chłopaków 🙂

„Odbywało się losowanie, bo każdy z nas bał się pójść. Choć może nie do końca bał, a wstydził. Chodziło przecież o erotyk. Nieważne jaki, ważne, żeby był. Z kolegami z klasy siedzieliśmy na murku przed wypożyczalnią Paco, która mieściła się na parterze Młodzieżowego Centrum Kultury. Chodziłem tam wielokrotnie, miałem swoją kartę. Na weekendy brałem wojenne klasyki, żeby oglądać z tatą, niektóre po kilka razy: Bitwa o Anzio, Działa Navarony, O jeden
most za daleko
. W tygodniu – sensacyjne i „obyczaje”. Ale wreszcie nadszedł czas na erotyka. Fakt, widziałem już kilka razy takie filmy. Byłem u sąsiada, jak puszczał jakieś erotyki z Niemiec. No i z kuzynką oglądałem Lody na patyku.
Ale to nie to samo. Ucieszyłem się, bo zapałkę wylosował kolega Tomek. To znaczy on miał pójść do wypożyczalni. Całe szczęście, bo wyglądał na najstarszego. Musiał przejść do magicznego regału z napisem „Dla dorosłych” i wybrać dla nas film. Dział był schowany w rogu wypożyczalni, za czarną kotarą. Samo wybieranie na podstawie okładek mogło doprowadzić nastolatka do zawału serca. Zupełnie nie wiem, dlaczego kolega pożyczył akurat bawarskie kino erotyczne. Chociaż wiem, na okładce była pani z baaardzo bujnym biustem. Wyszedł z wypożyczalni cały
czerwony, ale się udało! Pobiegliśmy do mnie do domu.

Mama miała wrócić z pracy dopiero za dwie godziny. Drżącymi rękami odpaliłem nasz odtwarzacz
video z możliwością nagrywania – w ciszy i napięciu oglądaliśmy zabawy dorosłych z jodłowaniem w tle. Palec cały czas trzymałem na pilocie, na guziku „stop”, żeby zdążyć wyłączyć, gdyby mama wróciła wcześniej. Udało się obejrzeć do końca, a potem szybko oddaliśmy kasetę z powrotem do Paco, żeby pozbyć się dowodów. Trzeba było ją przewinąć do początku, bo za oddanie nieprzewiniętej płaciło się karę. Takie były wtedy, na początku lat 90., doświadczenia seksualne pewnie setek tysięcy chłopaków, przynajmniej tych, którzy mieli w domu video albo kolegę dysponującego takim magicznym sprzętem”.

Fot. Dwa hity video lat 90.: „Terminator” był u nas przetłumaczony na „Elektronicznego mordercę”. „Callanetics” z Mariolą Bojarską sprzedał się w 3 milionach egzemplarzy. Mowa tylko o oryginalnych kopiach.

W książce opowiadam o wypożyczalniach kaset video. To tam całe dnie spędzali fani kina. Nie wiem czy wiecie, jest kilka wciąż działających. W Warszawie na pewno dwie. I tu powróćmy do książki.

„TAO, wbrew nazwie, nie jest azjatyckim barem. To wypożyczalnia filmów, dziś głównie na DVD, ale gdy rozpoczynała działalność, wypełniały ją kasety VHS. Od lat 90. mieści się na parterze bloku na warszawskich Bielanach. To
jedno z ostatnich takich miejsc, nie tylko w stolicy. Niełatwo tam trafić, z ulicy jej nie widać. Wchodzi się od podwórka. Na szybie szyld z napisem „Wypożyczalnia filmów”. Właściciel przesiaduje tutaj kilka godzin dziennie. Otwarte od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych.
Oglądam kasety VHS, które zajmują górną półkę. Są przeboje lat 90.: Życie Carlita, Speed, Kasyno. Właściciel ma też katalog z okładkami filmów schowanych na zapleczu. Rozmawiamy oczywiście o filmach, o wypożyczalni.
Czuję, że trzyma ten interes dla kontaktu z ludźmi, z sąsiadami, którzy przychodzą do niego od lat. Kiedy pytam o zarobki, śmieje się. Zapisuję się, mam numer 1490. Wypożyczam film. Można go zobaczyć w serwisach streamingowych, niedawno był w kinach, ale przecież nie o to chodzi. W latach 90. byłby dostępny tylko w takiej wypożyczalni.
Właśnie wtedy w świat filmów video wkroczyli Anna i Zenon. (…) Po wielu u nieprzespanych nocach w czerwcu 1991 roku otworzyli swoją wypożyczalnię kaset. Nad wejściem wisiał szyld z nazwą: „Magic”.

Fot. To jest wejście do wciąż działającej wypożyczalni filmów w Warszawie TAO.

W książce piszę też o pokazach filmów z kaset video (w kinach, a nawet na komendzie policji), piractwie, pierwszych polskich kasetach video, polskich magnetowidach, Polskiej Partii Posiadaczy Magnetowidów, pokazach filmów video w pociągach oraz gazetach poświęconych kulturze vhs.

A tu przykłady perełek, czyli opisów filmów z katalogu „The Best of Video” z 1990 roku:

„Pokaz najnowocześniejszych technik filmowo-elektronicznych. Błyskotliwa reżyseria, głośni aktorzy. Szlagier finansowy sezonu 1988/89 – to opis Batmana z 1988 roku”.
„Dużo przemocy, gwałtu i obsceniczności nie było zapewne tym, na co czekali miłośnicy ekranowego straszenia – tak opisany jest horror Powrót do miasteczka Salem”.
„Grupa uczniów college’u postanawia spędzić noc w niezwykłym miejscu. Nie jest to szczęśliwy wybór – to o horrorze pod interesująco przetłumaczonym tytułem Schronienie przeznaczenia (oryg. Doom Asylium)”.
„Zrealizowane na fali sukcesów „Conana” nudziarstwo z mnóstwem bójek, dymu i nagich torsów, ale niewnoszące niczego nowego – tak „zachwalano” Żelaznego wojownika z 1987”.

A jakie są Wasze wspomnienia związane z kulturą video?

Więcej o video, ale nie tylko przeczytacie w mojej książce. W następnym wpisie o telewizji tamtego okresu, m.in. o kultowej Sky Orunia.

Otagowane ,

Na straganie w dzień targowy…

Powracam do mojej makiety w skali H0 w starym stylu. A to za sprawą takiej nowej lokalizacji.

Ten rynek powstał z bardzo różnych części. Pisałem już niżej więcej o sklepie GS, który do niego przylega. Zresztą mój GS wzorowany jest na prawdziwym sklepie, czy raczej pozostałościach po nim. Wyczaiłem go na Dolnym Śląsku. Nawet jeszcze widać skrzynki, plakaty i inne fragmenty wystroju wnętrza.

Sklep stoi na makiecie, to model z kartonu. Trochę przeze mnie udoskonalony, podobnie jak budki na rynku, tak zwane szczęki.

Jak widać zrobiłem towar na straganach, różne płotki, śmietnik, ławeczkę itp. A zaczęło się od pustego miejsca.

Trochę się napracowałem, szczególnie z dodatkami na stragany. Wszystko zrobione z różnych odpadów po modelach. No i są ludzie. W tym pan sprzedawca z przerwą na napój (ten w głębi).

Przerwę ma też pracownik GS-u, na papieroska i oranżadę.

Jest jeszcze trochę rzeczy do poprawki, ale też nie chcę przesadzić. Ma być surowo, tak jakbym budował to w latach 80. i nie miał dostępu do nowoczesnych modeli itp.

Co myślicie? A więcej o mojej makiecie znajdziecie w specjalnej zakładce „Makieta H0”. A to jeszcze nie koniec budowy!

Otagowane , , , , , ,

Palcem po mapie

Mieliście też tak, że losowo dotykaliście jakiegoś miejsca na mapie albo na globusie i myśleliście sobie, że kiedyś tam pojedziecie? Ja tak miałem. Lubiłem też oglądać zdjęcia z różnych stron świata i wyobrażać, że tam jestem. Tak było chociażby z czasopismem „Dookoła świata”, które pokazywało kolorowy świat, często nam odległy. Jakiś czas temu od przyjaciela dostałem zestaw tych magazynów z przełomu lat 50. i 60. Co za perełka!

Całość zaczyna okładka z kwietnia 1955 roku. No i właśnie, okładki. Jakież one są wspaniałe! Tutaj kadr (pomalowany, bo film jest czarno-biały) z komedii sensacyjnej „Wróg publiczny nr. 1” z 1953 roku z wybitnym francuskim aktorem Fernandelem w roli głównej. Niżej z kolei fantastyczne zdjęcie ze Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, który odbył się w Warszawie w 1955 roku.

Wreszcie inny przykład fantastycznego projektu, zdjęcia.

Trudno się dziwić tak fenomenalnej szacie graficznej tego powstałego w 1954 roku czasopisma. Pracowali w nim fantastyczni graficy, rysownicy, jak Janusz Stanny, Szymon Kobyliński czy Zbigniew Lengren. Oto próbki ich możliwości.

Magazyn wypełniały fantastyczne reportaże, teksty popularnonaukowe, dużo było sportu, chociażby popularnego wtedy kolarstwa. Nie brakowało też ciekawostek. Na przykład takie sportu jak Moto-Ball nie znałem.

Kurczę, to naprawdę ciekawa gazeta.

A do tego jeszcze publikowała teksty takich mistrzów jak chociażby Stanisław Lem.

Oczywiście nie brakowało w niej kącika dla szachistów, filatelistów, maniaków krzyżówek i zagadek.

Do tego fantastyczne ciekawostki…

…oraz piękne reklamy.

Pisałem już kiedyś o tym genialnym czasopiśmie. A dokładnie rok temu, przy okazji wydania mojej pierwszej książki „Czas wolny w PRL”. Opisuję w niej m.in. akcję autostopową gazety, którą wymyślono w 1958 roku. Więcej o tym przeczytacie TUTAJ: Czas wolny w PRL cz.4: Tour de Pologne 1957 | Bufet PRL

Do tej gazety jeszcze wrócę w kolejnym wpisie. Tymczasem zostawiam Was ze znakomitymi pytaniami i odpowiedziami…

Otagowane , , , ,

Ostrzej widzieć

Dla miłośników fotoreportaży, PRL, dobrych zdjęć i niesamowitych historii, to chyba wystawa nie do odpuszczenia. Mowa o „Ostrzej widzieć. Fotoreportaże „itd” 1960-1990″. Można ją oglądać do końca wakacji w warszawskim super miejscu, czyli Domu Spotkań z Historią. Polecam!

Fantastyczna to wystawa. Sto kilkadziesiąt zdjęć znakomitych fotografów, wśród nich są: Krzysztof Barański, Andrzej Baturo, Sławek Biegański, Dorota Bilska, Stanisław Ciok, Adam Hayder, Andrzej Kiełbowicz, Witold Kuliński, Jan Michlewski, Maciej Musiał, Anna Musiałówna, Sławomir Olzacki, Maciej Osiecki, Krzysztof Pawela, Włodzimierz Pniewski, Andrzej Polec, Janusz Sobolewski, Jacek Wcisło, Krzysztof Wojciewski i Krzysztof Wójcik.

Do tego są opisy, a także dodatkowe opowieści wspaniałych znawców tematu, na przykład Aleksandry Boćkowskiej i Filipa Springera.

Sam magazyn „itd” to było pismo studenckie czasów PRL. Oprócz fantastycznych zdjęć, fotoreportaży, których część widać na wystawie, drukowano tam na przykład rysunki takich mistrzów jak Andrzej Mleczko i Henryk Sawka.

Zdjęcia przywołują wspomnienia. No na przykład taka karuzela łańcuchowa, która była częścią wesołego miasteczka w moim rodzinnym Słupsku.

Albo takie sceny, fani z magnetofonami nagrywającymi koncert w Jarocinie, no i ten mistrz, który trzyma magnet (chyba Kasprzaka) z extra bateriami.

Albo wystroje mieszkań i akademików, no popatrzcie na plakaty!

Są też na przykład takie extra plakaty z hasłem „Zabijamy się sami”.

Wypatrzyłem też charakterystyczne lampy wiszące, mam je w swojej kolekcji. Pisałem o nich tutaj: I stała się światłość | Bufet PRL

Na wystawie są też takie elementy jak stolik fotoreportera, okładki „itd” i różne dodatki.

Wśród nich fantastyczne reklamy!

Fantastyczna wystawa, polecam!

Tutaj więcej info: DSH – Ostrzej widzieć. Fotoreportaże „itd” 1960–1990

Otagowane , , , ,

3 x K: Kasety, Kajtek, Kasprzak

Był Polonez na kablu, był gramofon Bambino, były kasety vhs… czas na kolejny wyjątkowy przedmiot sprzed lat.

Tym razem na naszej wystawie „Przedmiot tygodnia” bohaterem jest kaseta magnetofonowa.

Kaseta – nośnik opatentowany przez koncern Philipsa w 1963 roku. W Polsce rządził na przełomie lat 80. i 90. Oj u mnie też rządził. Robiłem na kasetach własne składanki, nagrywałem własne audycje, sam projektowałem okładki, numerowałem je. Też tak robiliście?

Mam ich setki. Oryginały, podróbki, składanki, tak, to był dziki czas. Pamiętam, że w moim rodzinnym Słupsku można je było nawet przegrać w bibliotece miejskiej. Znaczy przegrać u nich płytę z CD na kasetę.

Na wystawie w oknie Stacji Muranów przy ulicy Andersa 13 w Warszawie (dostępna 24/7) przez tydzień zobaczycie nie tylko ciekawe kasety z mojej kolekcji, ale też kilka przedmiotów.

Są tu kasety z muzyką, grami komputerowymi, stojak, gazety muzyczne, oryginalny Kasprzak i pierwszy polski walkman Kajtek.

O kulturze muzycznej związanej z kasetami opowiadam też w swojej nowej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (Wydawnictwo Muza), którą oczywiście polecam 🙂

Ale zapraszam też na mini wystawę, może mieliście/macie podobne kasety?

Otagowane , , ,