Category Archives: design

Czas na bimber!

Wracam do makiety H0, którą przygotowuję od jakiegoś czasu. Niemal wszystkie domy, samochody, ludziki, wagony, nawet trawa i tory są sprzed lat, produkcji polskiej albo enerdowskiej. Zresztą więcej o niej przeczytacie w specjalnej zakładce MAKIETA H0. Ostatnio znowu nad nią trochę popracowałem.

Dopracowuję m.in. fabrykę umieszczoną tuż przy torach. Składowane tam są różne dziwne przedmioty, urządzenia, nawet nowe samochody. Ale jak to w takich fabrykach bywa, do końca nie wiadomo czym się tam zajmują. Jak widać na zdjęciu na pewno zajmują się bimbrem. Spójrzcie na beczkę z rurami itp za balami drewna. Bimberek dla panów pod wiatą się robi 🙂

Dojazd do zakładu odbywa się przez podwójne torowisko. Jak widać niektórzy dojeżdżają do pracy polonezem. Jest też kiosk, a obok boisko, które w końcu doczekało się siatki na bramkach.

W tle widać też czechosłowacki wagon do przewozu samochodów.

To wymaga jeszcze sporo pracy, ale bimberek na pewno w niej pomoże 🙂

Reklamy
Otagowane , ,

Gumowy skarb

Pisałem już kilka razy o erotyce w tamtej epoce, m.in. TUTAJ.

Czas powrócić do tematu, bo od przyjaciela bloga dostałem wyjątkowy gadżet, prezerwatywę Eros Ex. Presy, „kondony”, gumy, „dolarówki” – różne były nazwy tego skarbu, bardzo pożądanego w PRL-u. Wyprodukowały ją nieistniejące już Krakowskie Zakłady Przemysłu Gumowego. Były częścią Zjednoczenia Przemysłu Gumowego Stomil.

Za Gomułki prezerwatywy sprowadzano z Anglii. W latach 60. pojawiły się u nas automaty do sprzedaży kondomów Luxi Gum.

Potem krakowskie zakłady wreszcie zaczęły produkować Erosy. W latach 70. zakład zamówił nowoczesną linię prezerwatywową w Stoczni Gdańskiej. Podobno stoczniowcy spisali się świetnie. Podobno produkowano je również na holenderskiej linii technologicznej. Wersje były dwie: klasyczna oraz lubryfikowana olejem silikonowym.

Były sprawdzane elektronicznie: nakładano kondomy na metalowe pręty, potem traktowano prądem. Guma izolowała. Dlatego, jak było przebicie znaczyło, że nadawała się do wyrzucenia.

Erosy miały „standardowy” rozmiar (17.5-18 cm długości, 52 mm szerokości). Czasami wychodziły prezerwatywy kolorowe albo z fantazyjnymi tłoczeniami. Ale takich jeszcze nie mam w kolekcji…

To jeszcze wstrząsający news z Dziennika Telewizyjnego z 1988 roku:

Otagowane , , , ,

Szkolenie taktyczne

Czas między świętami, a Nowym Rokiem to idealny okres na krótką opowieść o… szkoleniu taktycznym wojska polskiego 🙂 Kilka razy pisałem tu o perełkach związanych z wojskowością, chociażby takich pięknych zapałkach TUTAJ, albo o „Piosenkach w stalowym mundurze” TUTAJ.

Dzisiaj opowieść o czterech wyjątkowych wydawnictwach podręcznikowych. Za ich wprowadzenie w życie odpowiada Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, które dzisiaj jest znane chyba jako Bellona.

Te cztery podręczniki pochodzą z Jednostki Wojskowej nr 3727. To prawdopodobnie jednostka na gdyńskim Grabówku. Kilka pieczątek pochodzi również z Biblioteki Wojskowej Jednostki nr 4961. A to, zdaje się, jednostka w podsłupskim Redzikowie.

To podręczniki dla dowódców, o tym, jak przeprowadzać różne zajęcia. Polecają ją ówczesne wojskowe szychy, m.in. generał, wiceminister obrony narodowej Tadeusz Tuczapski. Tutaj dochodzimy do brutalnej i przygnębiającej historii. Generał był bowiem współodpowiedzialny za przygotowanie stanu wojennego, był również współodpowiedzialny za tłumienie protestów robotniczych w latach 70.

Podręczniki poleca również inny wiceminister obrony narodowej, Jerzy Bordziłowski. To żołnierz Armii Czerwonej w latach 1919-44. Co ciekawe, był mocno związany z piłką nożną. W 1947 roku był prezesem klubu piłkarskiego WKS Legia Warszawa, który w 1948 zmienił nazwę na CWKS Warszawa. Ale wracając do podręczników.

To spisy treści z dwóch podręczników. Piękne są tu rozdziały: Służba czujki, Działanie szperaczy i służba patrolu, Wykonanie zapory pochyłej, Obsługa ręcznego granatnika przeciwpancernego w obronie

A w środku strasznie nudna nowomowa, ale też tabelki i rysunki.

Są również bardzo fajne szkice sprzętu wojskowego.

A ktoś z Was może był w wojsku w PRL-u, może właśnie w latach wydania tych podręczników 1966-71?

Otagowane , , , , , , , ,

Świąteczny jarmark

Już za chwileczkę, już za momencik. Nadchodzą święta. Jak obchodziliśmy je w minionej epoce, jak się przygotowywaliśmy? Oto krótki przewodnik po najciekawszych świątecznych wpisach z naszego bloga.

Najważniejsze to listy. Pisałem je do Mikołaja przez lata. Oto moje oryginalne próbki z lat 80.

Bardzo ważna była też choinka. Wiedzieli o tym producenci takich choinek, którzy reklamowali się w magazynie „Ty i Ja” w latach 80.

  

Stroje. Też ważna część. Oczywiście odświętne. Tak, jak w tej „Przyjaciółce” z 1949 roku.

Wcześniej trzeba było wysłać nie tylko list do Św. Mikołaja, ale też kartki z życzeniami.

Wracając do choinki. Trzeba ją było przecież jakoś ubrać. Można było skorzystać z rad „Vademecum Zrób Sam”. Też to zrobiłem. Oto efekt.

 

Jeszcze kilka cennych rad od „Przyjaciółki” i można zaczynać.

Wesołych Świąt!

Otagowane ,

Estetyka aut

Metalowe, z plastiku, metalowo-plastikowe. Różne były tworzywa, z których składano przed laty autka. Mam w kolekcji kilka przykładów na każdy z nich. Na przykład taki zestaw.

Oczywiście każdy z nich ma elementy i metalowe, i plastikowe. Weźmy pierwszy z prawej. Piękna wyścigówa, nieco sfatygowana. Brak kabiny. Ale jaki to trwały produkt. Ma kilka dekad, a koła wciąż elegancko jeżdżą. Widać też sportowe malowanie z numerem wyścigowym 5.

Niestety nie znam producenta tego autka. Podobnie jest z innym pięknym przykładem. Oto metalowe nadwozie i plastikowe podwozie. Stan znakomity, widoczne super malowanie.

Z tym niebieskim cudem jest już inaczej. To genialne autko ze Spółdzielni Pracy Estetyka, w której powstawały przeróżne super zabawki.

W ogóle sama historia samochodu BRE Samurai jest fascynująca, a jego początki sięgają lat 60 i wyścigów samochodowych. Wtedy pan Peter Brock w swojej firmie Brock Racing Enterpraises (stąd BRE) rozpoczął współpracę z firmą Hino. Dziś, ta firma jest związana z Toyotą, ale wtedy specjalizowała się w budowie samochodów wyścigowych. I Brok wymyślił dla nich taką niezwykłą maszynę, którą nazwał Samurai. W rzeczywistości auto wyglądało jeszcze bardziej zabójczo, a o jego historii możecie poczytać więcej TUTAJ.

Dość powiedzieć, że Peter Brock zaprojektował takie kultowe konstrukcje jak Shelby Daytona Cobra czy Chevrolet Corvette Sting Ray.

Nasz samochodzik wyprodukowała wspomniana Spółdzielnia Pracy Estetyka i był on częścią kolekcji „Samochody sportowe” w skali 1:43, w której znalazły się jeszcze m.in. Ferrari P4 oraz Dino Berlinetta.

Różne były kolory modeli. Ja mam taki mało sportowy niestety, ale wciąż piękny… Powinny być też naklejki, ale widocznie mój jest w trakcie zmiany stajni wyścigowej i dlatego zdjęto oryginalne oklejenie 🙂

Otagowane , , , , ,

Rurki i książki

Dziś, wyjątkowo, nie będzie o skarbach z mojej kolekcji. Będzie o miejscach, które przenoszą w czasie. Nie są to bary na szybką wódkę, które udają miejsca retro. Chodzi o słodki zakład z kilkudziesięcioletnią tradycją oraz wyjątkowe miejsce z książkami i dizajnem sprzed lat.

Od razu zaznaczam, nie mam z tymi miejscami nic wspólnego, poza tym, że je odwiedzam 🙂 Nie mam też z tych poleceń żadnych korzyści, po prostu pokazuję miejsca, które moim zdaniem warto odwiedzić.

Najpierw kawiarnio-księgarnia Radio Telewizja.

Mieści się przy ulicy Andersa 29 w Warszawie (obok jest bardzo fajny bar mleczny Gdański). To nie jest zwykła księgarnia. Oczywiście można w niej kupić książki 🙂 Wśród nich poświęcone dizajnowi sprzed lat, Warszawie lat 50, 60, no i całe piętro książek dla dzieci.

Jak widać, tutaj można też je poczytać. Kilka krzeseł, do tego wygodne fotele i stoliki z PRL-u. W ogóle sporo jest tu elementów wystroju z minionej epoki. Można też napić się kawy, kupić kubki (jak kiedyś do kakao czy kompotu), a nawet skarpetki 🙂

Jest nawet szpulowiec. Pamiętacie? Ja pisałem o swoim TUTAJ, bo oczywiście też mam go w kolekcji.

Organizowane są spotkania z autorami, no i widać zachowany fajny ślad odbudowy Muranowa. Więcej o tym miejscu przeczytacie TUTAJ.

Drugie miejsce, które chcę polecić, jest w zupełnie innej części stolicy. To Rurki z Wiatraka mieszczące się przy Rondzie Wiatraczna.

Niestety istniejący od 60 lat zakład może wkrótce zniknąć, mają wyburzać te pawilony. Dlatego polecam się śpieszyć.

To malutkie miejsce, dwa stoliki, gofrownica, ale przede wszystkim maszyna do robienia rurek, czy raczej napełniania ich bitą śmietaną. Maszynę skonstruował 50 lat temu założyciel „rurkowni” Konstanty Pietrzykowski. TUTAJ na stronie możecie przeczytać ciekawą historię Rurek z Wiatraka, m.in. o tym, jak na początku funkcjonowania dookoła zakładu były jeszcze pola i  pasły się zwierzęta.

W tle tego zdjęcia, widać wspomnianą maszynę.

Wpadajcie do takich miejsc, dzięki nam, wciąż funkcjonują.

A Wy, macie jakieś podobne miejsca godne polecenia?

Otagowane , ,

Przeźrocza z przeszłości

Kilka wpisów temu prezentowałem wspominkowe slajdy rodzinne z końca lat 70. Doskonały obraz epoki, źródło inspiracji. Teraz czas na pokazanie sprzętu do ich przeglądania.

Foton to cząstka elementarna z grupy bozonów, Wykazuje dualizm korpuskularno-falowy… no dobra, ale nie o tym, nie o teorii. Foton to Warszawskie Zakłady Fotochemiczne, z których pochodzą te slajdy.

Firmę, w 1936 roku na warszawskiej Woli, otworzyli bracia Jerzy i Kazimierz Franaszkowei. Z motto „u nas wszystko musi być najlepsze” tworzyli nie tylko w trakcie pokoju. Podczas wojny drukowali antyniemieckie ulotki. Niestety podczas Powstania Warszawskiego zostali zamordowani niemal wszyscy pracownicy i sama fabryka została spalona.

Po wojnie ją odbudowano i nazwano Warszawskimi Zakładami Fotochemicznymi Foton. Produkowano m.in. błony techniczne dla medycyny, ale też właśnie takie slajdy. A można je było oglądać m.in. dzięki takiemu urządzeniu.

Podświetlało slajdy od środka, a tą pomarańczową wajchą, się je przesuwało.

W zestawie znalazł się jeszcze jeden produkt, nie z Fotonu. To ramki do przeźroczy z Krakowskiego Zakładu Przemysłu Gumowego Stomil.

Ładna grafika, prawda…

Otagowane , , , ,

Lauda, Ickx, Prost…

Kubicowy szał – taka teraz panuje atmosfera w Formule 1. I bardzo dobrze, bo do jednego z najbardziej prestiżowych sportów świata wraca Polak. Zanim jednak Robert trafił do F1, a nawet za nim pojawił się na świecie świat już szalał na punkcie F1.

Ja też od baaardzo dawna interesuję się F1. Pisałem już TUTAJ o wyścigówkach, ale zabawkowych oczywiście.

Pamiętam takich mistrzów, jak Alain Prost, Ayrton Senna czy Jean Alesi. Pamiętam również wyjątkową rzecz, taki prospekt, katalog z lat 80 z gwiazdami motorsportu. Ostatnio to znalazłem w swoich zbiorach!

To zbiór kartek ze zdjęciami gwiazd, ich maszyn i opisem dokonań. Było też do tego specjalne opakowanie, którego już niestety nie mam.

  

Jak widzicie napisy są po niemiecku, czesku i rosyjsku. A gwiazdy są różne. Fitipaldi, Lauda, Ickx (najlepsze nazwisko świata), Prost, Villeneuve, Rosberg, Andretti, Piquet. Ten ostatni w eleganckim kapelutku…

W ogóle ich stylizacje są genialne, do tego te reklamy, no i same bolidy. Na przykład stylówa Grahama Hilla i bolid Jean-Pierre’a Jariera.

Albo wąsy Keke Rosberga

Albo ta wyjątkowa postać po lewej. To Colin Chapman, konstruktor, wizjoner, właściciel Lotusa.

Poniżej genialny Alain Prost, który toczył bajeczne pojedynki z Senną, a na samym dole sam Emerson Fitipaldi.

A pana ze zdjęcia z samej góry poznajecie? Tak, tak, to Niki Lauda ze swoją wybranką.

Tych kartek jest więcej… ale żeby uzupełnić wpis proponuję jeszcze tekst o Formule 1 z magazynu poradniczo-hobbystycznego „Pan” z 1987 roku, o którym pisałem więcej TUTAJ.

 

Otagowane , , , , , , ,

Wakacje i maluchy

Pamiętacie jak kilka wpisów temu pokazywałem różne slajdy z domowego archiwum z przełomu lat 70 i 80. Doskonale pokazują ówczesne „zwyczajne” życie. Czas na ostatnią turę. W skrócie można o nich powiedzieć: wakacje i samochody.

Plaża… kto w PRL-u nie był na plaży na wakacjach, to nigdzie nie był. Parawany, cytroneta, lody Bambino, piwko i zabawa – dla każdego coś dobrego. Na zdjęciu widać kocyki, leżaczki, ówczesną modę. Zdaje się, że podobne zdjęcie można by zrobić też dzisiaj…

Tu mamy z kolei wakacje na działce, czy raczej „u dziadków”. Wujkowie z wąsami, oranżada, piwko, syfony, no i Nysa na posterunku. Oczywiście do tego boska moda. Poniżej to samo miejsce, domek na Dolnym Śląsku. Tylko marki samochodu nie rozpoznaję…

I jeszcze festiwal maluchów.

Na każdym zdjęciu również wózek, na bagażniku oczywiście.

A moda? Kurtki zamszowe, spodnie dzwony – spokojnie nadają się na ulicę także dziś. Szpan by był…

Mimochodem widać też szarość i syf na ówczesnych osiedlach. Dopiero powstawały, to jest na ich usprawiedliwienie 🙂

Otagowane , , , ,
Reklamy