Category Archives: design

Z miasta skrzypiec

Nie wiem czy taką rakietą w młodości grała zwyciężczyni French Open 1978 roku, Rumunka Virginia Ruzici. Powiedzmy sobie szczerze, pewnie nie. Ale jednak to ładny rumuński produkt i na pewno tysiące tamtejszych tenisistek i tenisistów właśnie od takiego Neptuna zaczynało swoją karierę.

Rakieta z serii Neptun firmy Reghin. Drewniana, już niestety bez naciągu. Ta rumuńska firma wypuszczała też inne planetarne serie, na przykład Pluto (czyli pluton).

Miasto produkcji, czyli rumuńskie Reghin, to mała mieścina, ale słynna. Nazywane jest miastem skrzypiec, bo tam produkowanych jest wiele instrumentów skrzypcowych. Jak widać rakiety również. Pewnie jak się robi struny, to łatwo zrobić naciąg do rakiety ;p.

Ja takiej nie miałem. Naukę gry pod koniec lat 80. rozpoczynałem naszym Stomilem. Potem był taki piękny Adidas, który wciąż mam w kolekcji i pisałem o nim tutaj: https://bufetprl.com/2020/10/25/styl-w-drewnie/

Oj tak, grało się. Zresztą w ogóle tenis był popularny. Grali w niego nawet w komiksach:

Otagowane , , ,

Tak, uczyłem się języka angielskiego z kaset magnetofonowych. To było na początku lat 90. Z tego okresu pochodzi taki piękny zestaw, który ostatnio wpadł mi do kolekcji dzięki przyjacielowi Krzysztofowi.

Osiem kaset, niesamowity zestaw do nauki języka na dłuuugi czas. Przygotowała go amerykańska firma Hooked on Phonics, która zresztą istnieje do dziś. Pełen pakiet zawiera kasety, specjalne karty i książeczki z ćwiczeniami.

Różne są tu rodzaje ćwiczeń, zależne od poziomu trudności danej lekcji. Jak widać, chyba jeszcze nikt tego używał, nówka sztuka w zasadzie.

W latach 90. te programy były bardzo popularne, pomagały w tym liczne reklamy telewizyjne. Na przykład taka, konkretnie naszego zestawu: https://www.youtube.com/watch?v=gcITeGy-U6w

Otagowane ,

Jest w normie

Umówmy się, są urządzenia przydatne, ale są też po prostu piękne. Ten nowiutki ciśnieniomierz taki właśnie jest. Opakowanie czy raczej torebka jest niepozorna.

Ale jak pięknie jest dalej! Nowiutka sztuka, z całym wyposażeniem, instrukcją, no nic, tylko mierzyć!

Zestaw otrzymany od przyjaciela jest nowiutki. Ma wszystkie elementy i jak dla mnie mógłby po prostu stać na półce jako piękny gadżet. No popatrzcie.

Elektronika IAD-1 to mistrzostwo prostego, ale też funkcjonalnego dizajnu. No i do tego jest instrukcja!

Dowiaduję się z niej, że prawdopodobnie pochodzi z 1989 roku, przynajmniej najpóźniej z tego roku. Jest w niej też kilka innych przydatnych informacji i rysunków…

Otagowane , ,

Tele… tele… telefony

Dziś skarb telefoniczny i nie do końca z PRL. Od przyjaciela ze Słupska dostałem bowiem takie cudo.

Ten wyjątkowy telefon służył w słupskim zakładzie fryzjerskim, na głównym deptaku Wojska Polskiego. Znalazł się tam w latach 90., jeszcze zanim komórki stały się częścią naszej rzeczywistości.

Telefon służył pracownikom zakładu, wtedy dzwoniło się po przekręceniu kluczyka. Mógł też służyć klientom, wtedy trzeba było wrzucić taki żeton.

Zdarzało się również, że po prostu ktoś z zewnątrz wchodził by skorzystać z automatu.

Jak widać telefon był już na guziki, z boku miał pojemnik, do którego wpadały niezaakceptowane żetony, a z dołu wysuwaną szufladkę na żetony.

Ja w tamtym czasie korzystałem z automatów ulicznych. Pamiętam jeden wyjątkowy. Był zepsuty i można było z niego dzwonić bez żetonów. Co tam się działo…

Otagowane , , ,

Tuż, tuż…

No dobra, to ostatnie dni do świąt. Kilka porad sprzed lat. Na pewno warto już ubrać choinkę.

A ubrać można takimi skarbami a la Słodowy na przykład:

To też ostatni czas, żeby wysłać kartkę świąteczną.

I wreszcie listy do Mikołaja! Ja co roku piszę te same.

Otagowane , , ,

Muzyka zamiast granatów

Są przedmioty sprzed lat, które są kuriozalne, są skarby brzydkie, ale są też te przepiękne. Jakoś ta harmonijka ustna – dla mnie – należy do tych ostatnich.

Podobno szybko się psuły i rozstrajały, ale harmonijki z Częstochowskiej Fabryki Artykułów Muzycznych Melodia ładne są. Zresztą te zakłady produkowały też na przykład instrumenty dla dzieci (małe, plastikowe saksofony, flety). Ale to miała być przykrywka, bo w tych zakładach produkowano również granaty.

W każdym razie ja też się bawiłem taką harmonijką jak byłem dzieciakiem. Nigdy jednak nie nauczyłem się grać.

Ten egzemplarz, nazwany „Ballada”, nie był chyba używany, bo nie ma nadgryzień na plastikowym elemencie. Instrument ma osiem kanałów, no i jest w oryginalnym opakowaniu. No i ta grawerka w westernowym stylu. Jak dla mnie bomba!

A Wy, graliście na tym cudzie?

Otagowane , , ,

Polskie Gwiezdne Wojny

No dobra, może tytuł jest nieco na wyrost, ale kurczę ten film naprawdę miał być wydarzeniem. Nie tylko w polskiej kinematografii.

Była połowa lat 70. George Lucas realizował pierwszą część „Gwiezdnych Wojen”. Z kolei Andrzej Żuławski powrócił do Polski. Był po sukcesie „Najważniejsze to kochać” z Romy Schneider. Nad Wisłą rok po roku realizowano wielkie i doceniane na zachodzie produkcje: „Noce i dnie”, „Potop”, „Ziemia obiecana”. Żuławski dostaje zielone światło na realizację książki swojego stryjecznego dziadka. Jesteśmy już po locie na Księżyc, Hermaszewski był w kosmosie, a temat podboju kosmosu jest omijany w polskiej kinematografii. Żuławski rozpoczyna więc realizację oczekiwane filmu „Na srebrnym globie”. Film jest przy okazji rodzajem psychoterapii dla reżysera po rozstaniu z Małgorzatą Braunek.

W superprodukcji grają m.in. Andrzej Seweryn, Jerzy Trela, Grażyna Dyląg. Kilkanaście miesięcy bardzo ciężkich zdjęć, m.in. na plaży, w kopalni w Wieliczce. Milionowy budżet, niesamowite scenografie, charakteryzacje. Zapowiada się arcydzieło. Ale w pewnym momencie szef kinematografii zatrzymuje projekt. To niespotykana decyzja. Uderza w samego Żuławskiego, który ponownie wyjeżdża z Polski, a film „Na srebrnym globie” ląduje w szafie. Na 10 lat. Potem do nakręconego materiału reżyser powraca i kończy go w nietypowy sposób. Na sukces jest już jednak za późno. Za to film żyje w legendach. I teraz powrócił do niego Kuba Mikurda w dokumencie „Ucieczka na srebrny glob”. To fantastyczna opowieść o kulisach powstawania, okolicznościach, ówczesnej rzeczywistości, samym Żuławskim.

Są w nim wypowiedzi twórców „Na Srebrnym globie”, syna reżysera Xawerego. No i są zdjęcia z planu tej wyjątkowej produkcji. Właśnie z Wieliczki albo z plaży, z niesamowitej sceny z postaciami wbitymi na pale. Trochę to wszystko wygląda jak połączenie „Gwiezdnych Wojen”, „Mad Max” i „Łowcy androidów”. Niesamowita rzecz. Polecam sam dokument oraz oryginalny film. Takie rzeczy w PRL trudno sobie wyobrazić, a jednak…

Otagowane ,

Bileciki do kontroli!

Różne mam bilety w kolekcji. Lotnicze, kolejowe, na igrzyska olimpijskie, bilet wejścia na taras widokowy na lotnisku…

Tak, biletów trochę mam. Ale do tej pory nie miałem kasownika! Aż przyjaciel podarował mi taką starą sztukę. Piękny!

Nie będę ukrywał, że ja takimi to nie kasowałem. Znaczy nie pamiętam. W moich wspomnieniach są taki metalowy, wąski, w który wsuwało się bilet. Oraz taka plastikowa puszka, wyglądająca jak twarz. Oba były produkowane w Mielcu. Natomiast ten, zwany „jednorękim bandytą”, to metalowy potwór. Używany w komunikacji miejskiej, autobusach i tramwajach, w latach 70.

Wsadzało się bilet od góry i wajchą kasowało. Taka mechaniczna konstrukcja. W cholerę ciężki, ale fakt. Nie za bardzo było się co tu zepsuć.

Otagowane , , ,

Jajka do winyli

Były wygodne szerokie fotele z oparciami, stoliczek. Przyciemnione światło. Na uszach słuchawki, a w nich muzyka z katalogu CD, dostępnego na miejscu. Miejska biblioteka działała w moim rodzinnym Słupsku w zabytkowym kościele, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z XIII wieku. Zresztą do dziś tam jest, w centrum miasta, tuż obok kina Millenium. Oprócz tysięcy książek miała ten cenny katalog. A płyt CD można było posłuchać na miejscu, właśnie na tych wygodnych fotelach, wypożyczyć do domu na jeden dzień albo poprosić o przegranie na miejscu. Tak jest – przegranie. Wystarczyło przynieść czystą kasetę, a na drugi dzień odbierało się nagraną wybraną płytę. Tak moją kasetotekę zasiliły płyty U2, H-Blockx i Michaela Jacksona – takie krótkie wspomnienie wyjątkowego kulturalnego miejsca przywołuję w swojej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”.

Ostatnio wspomnienie wróciło do mnie, po tym jak odwiedziłem nowe miejsce na kulturalnej mapie warszawskiego Muranowa. Otóż w Mazowieckim Instytucie Kultury otworzyła się Czytelnia Słów i Dźwięków Elektra.

Elektra przywołuje wspomnienia, bo znajduje się w nim miejsce do odsłuchu płyt. Póki co winylowych, ale wkrótce ma być możliwość odsłuchu kaset.

Miejsce ma super klimat. A kolekcja winyli, to nie jedyna rzecz, z której można korzystać. Masa komiksów do czytania (sporo nowości), książek, albumów, do tego trochę kaset magnetofonowych i vhs. Kolekcja, która na pewno będzie się rozrastać.

W tym super miejscu odbywają się też różne spotkania, pokazy. Ostatnio na takim byłem. Była to warszawska premiera filmu dokumentalnego „Tłocznia Pronit 1957-1991”. To legendarne miejsce, w którym produkowano masę winyli. Choć fabryka powstała przed wojną jako producent prochu. Po wojnie produkowano tam wiele innych rzeczy, na przykład kleje, ale to właśnie z płyt zasłynęła firma. Niestety na przełomie dekad 80. i 90. upadła.

W Pronicie tłoczono płyty też dla innych wydawców, chociażby Tonpress, PolJazz, Wifon, Polskich Nagrań. Dokument ciekawie przedstawia historię zakładu, choć myślę, że za dużo w nim czysto historycznych informacji, a za mało dynamiki, a przede wszystkim wypowiedzi pracowników firmy. Ale i tak warto go obrzejrzeć. Można dowiedzieć się kilku zaskakujących ciekawostek. Jak choćby ta, że żeby uniknąć szumów i trzasków w negatywach płyt, w procesie galwanizacji dodawano… białka z jajek.

Wracając do samej Elektry. Na pewno będę tam zaglądał i zachwycał się chociażby takimi plakatami. A może coś sam tam zorganizuję… zobaczymy.

A tutaj więcej info o Elektrze: https://www.mik.waw.pl/projekty/czytelnia-elektoralna/

Otagowane , , ,

Fajtłapa!

Ja najbardziej pamiętam ją z wycieczek autobusowych z podstawówki. Graliśmy godzinami próbując poderwać dziewczyny z klasy. No nie wychodziło to za dobrze, ale „Flirt” to była podstawa takich wyjazdów. Po jednym ze spotkań autorskich trafił do mnie taki piękny okaz tej gry karcianej sprzed lat.

Początkowo myślałem, że to okaz z pierwszych lat PRL. Znalazłem jednak informację, że ten „Flirt” pochodzi z przełomu lat 30. i 40. XX wieku. Fakt, że grafika może na to wskazywać. Grę wyprodukowano w jednej z łódzkich drukarni.

Jak podaje informacja na opakowaniu, są tu wplecione wątki literackie. I tak na pierwszej karcie (z 30) jest fragment wiersza Marii Konopnickiej „Do kobiety”. Są też ciekawe określenia powiedzmy „retro”, na przykład: „Fajtłapa!”, „Kukułeczko, panieneczko, ile lat do mego wesela?”, „Dostaniesz po łapach”.

Ale pomijając retro teksty, to spójrzcie na sam projekt. Jakie to jest piękne graficznie!

To co, zagramy?

Otagowane , , ,