Category Archives: design

Towar importowany z NRD

Idealna w podróż samolotem, do pracy w biurze, do mleka i jabłka, drinka… przynajmniej tak wynika ze zdjęć na pięknym opakowaniu tego ładnego przedmiotu z kolekcji. Oto urządzenie EFBE LD64, prościej zwane suszarką do włosów.

Żółta, zgrabna, bardzo prosta w obsłudze. Były różne kolory i modele, każdy w ciekawym graficznie opakowaniu.

Można było ją stosować poprzez uchwyt w ręku albo stojak na biurku itp. Piękne fotografiki na opakowaniu pokazują jej zalety. Na przykład w podróży enerdowskimi liniami lotniczymi Interflug, które funkcjonowały w latach 1958-91.

Na opakowaniu widnieje skrót AKA Electric, którym oznaczano wiele produktów z różnych zakładów NRD: odkurzacze, opiekacze, żelazka, tostery, golarki itp. Produkty AKA Electric funkcjonowały na rynku do 1990 roku. Mam kilka skarbów z takim oznaczeniem, na przykład takie cudo:

Wracając do modelu LD64, warto jeszcze zwrócić uwagę na naklejkę na opakowaniu.

Niestety nie widać na nim ceny detalicznej. Tylko dlaczego są zdjęcia z tymi napojami?

Otagowane , , ,

Ze smakiem inter american

15 kilogramów fasoli, parę butelek octu trochę tytoniu luzem, ok. 10 kilogramów masła, parę paczek zapałek i herbaty oraz 5 kałamarzy atramentu — taki asortyment na otwarcie pierwszego sklepu Społem w Olsztynie, według jej wspomnień dostała pierwsza kierowniczna Stanisława Pupik-Pejchert. Historia Społem w tym mieście zaczęła się tuż po II wojnie. W 1945 roku powstała Spółdzielnia Spożywców „Mazur”, która siedem lat później zmieniła nazwę na Powszechna Spółdzielnia Spożywców w Olsztynie. Pod tym szyldem działały w okolicy sklepy, piekarnie, wytwórnia wód gazowych, ośrodki „Praktyczna Pani” i gastronomia. W niej przydawały się naczynia, oczywiście z odpowiednim logo. Na przykład takie.

Naczynie idealne na śledziki albo inne dobra dostałem do kolekcji od Pani, która mieszka w Olsztynie. Zgrabne, z logo Społem Olsztyn.

Naczynia musiały być trwałe i dobrej jakości. Dlatego zamawiano je z uznanych Zakładów Porcelany Stołowej Lubiana. Firma istnieje od 1969 i miała taką podmarkę.

Musiało z tego smakować, oj musiało.

Otagowane , , , ,

Gram, ale nie mam szczęścia

W Warszawie Syrenka, w Bydgoszczy Łuczniczka, Wrocławiu Liczyrzepka, Rzeszowie Koniczynka, Kielcach Przepióreczka, Lublinie Koziołek… gry liczbowe miały różne miłe nazwy, w różnych miastach, regionach. A grać i wygrać w PRL było co. Ostatnio wjechał do kolekcji zbiór kuponów gier liczbowych sprzed lat.

Historia gier liczbowych na ziemiach polskich sięga XVIII wieku. Do II wojny światowej grano w różne tego typu gry. Po jej zakończeniu, do powstania Totalizatora Sportowego w 1955 roku, odbywały się też różne loterie. Zysk z prowadzenia zakładów miał być przeznaczany na budowę i remonty obiektów oraz urządzeń sportowych. Zaczęły powstawać kolejne loterie. Chociażby wspomniany Koziołek. Można było w niego grać w Lublinie, ale też (i to wcześniej) w Poznaniu. Lubelska gra liczbowa polegała na skreślaniu 5 spośród 49 liczb. Wśród wygranych była specjalna premia za 5 trafnych skreśleń w kwocie 250 tyś. zł.

Najbardziej popularne były zakłady Toto-Lotka, który zaczął działać w 1957 r. Pod tą nazwą funkcjonowały do 1975, by wtedy zmienić się na Dużego Lotka.

Początkowo losowania odbywały się w niedzielę, potem w sobotę. Od 1973 roku Polacy mogli też grać w Małego Lotka. Od tego samego roku oglądać losowania w telewizji.

Bardzo ciekawe były nagrody, bo to nie tylko pieniądze. Były również nagrody rzeczowe. Tu perełki. W Małym Lotku były na przykład Fiaty 126p, telewizor kolorowy albo radioaparat.

Do zakładów z liczbami dochodziły różne zakłady sportowe. Na przykład tutaj (jeden kupon z 1962 r.) widać, że można było typować żużel, żeglarstwo, szachy, piłkę wodną, spadochroniarstwo, konkurencje lekkoatletyczne, bobsleje, a nawet bieg na przełaj.

Toto Lotek przygotowywał też specjalne zakłady na różne okazje. Na przykład sylwestrowe. Tu do wygrania Fiaty, Syrenki, a wszystko z pięknymi grafikami na sylwestra 1977 r.

Ja przyznam, że sam nigdy nic nie wygrałem. Być może dlatego, że nigdy nie zagrałem…

Otagowane , , , , ,

A w Kaliszu festyn

W 1974 roku dla Polski Ludowej wydarzyło się wiele ważnych historii. Ukończono budowę najwyższego na świecie (646,38 m) masztu radiowego w Konstantynowie koło Płocka. Na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej w Niemczech reprezentacja Polski pokonała w meczu o trzecie miejsce Brazylię 1:0. W stolicy otwarto Trasę Łazienkowską i Wisłostradę. Polscy siatkarze, pod wodzą Huberta Wagnera, zdobyli złoty medal na mistrzostwach świata rozgrywanych w Meksyku… a za to w Kaliszu odbyło się spotkanie Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej (FSZMP). Z tej uroczystości można było wrócić na przykład z taką pamiątką.

Utworzona rok wcześniej federacja zrzeszała różne organizacje młodzieżowe. Ich logotypu widać zresztą u góry pamiątkowej chusty. Takie zloty jak w Kaliszu odbyły się również w innych miastach. W Kaliszu odbył się festyn z udziałem popularnych sportowców, m.in.: Władysława Komara, Stanisława Szozdy, Tadeusza Piotrowskiego, Andrzeja Bachledy, Janusza Sidły, Wojciecha Fortuny, Janusza Kieszkowskiego, Krzysztofa Baranowskiego. Imprezę współorganizowała Młodzieżowa Agencja Wydawnicza i RSW Prasa Książka Ruch. Zapewne bawiono się przednie…
Tutaj dowód:

Świecący magnetofon

Czas na kontynuację opowieści o „Magazynie Muzycznym-Jazz”. O roczniku 1986 opowiadałem wcześniej, teraz rok 1987.

Z tego rocznika mam 5 numerów, zacznę od lipca 1987 i okładki z Eurythmics. Jest w nim trochę jazzu, Tom Waits, Slayer, Rolling Stones, no i Eurythmics z taką piękną grafiką.

To był też okres, w którym korespondenci gazety bywali na zagranicznych koncertach i pisali o nich na łamach czasopisma. Na przykład taki Wiesław Weiss pojechał sobie na Santanę do NRD.

Popularna stała się wtedy kultura video, no i wideoklipów, które często trafiały do nas na kasetach video nagrywanych na zachodzie. Tych opowieści nie zabrakło również w magazynie. Publikowano też jednak wykaz polskich klipów, na które głosowali czytelnicy. Co tu są za okazy!

Czas na sierpień 1987 i tu ciekawy artykuł o tym, co będzie popularne w wakacje. Opowiadają m.in. Marek Niedźwiecki, Bogdan Fabiański (który o swojej DJ-skiej karierze opowiada w mojej nowej książce) i Marek Sierocki (wtedy DJ w klubie Hybrydy). Czekają na nowe nagrania Whitney Houston, Perfectu, Dead or Alive i Madonny.

Dalej m.in. o U2, Beastie Boys, no i takie przewidywanie koncertu Casha w Polsce…

Przy okazji ciekawy artykuł o nowym sprzęcie, w którym może zmieścić się aż 5 płyt!
Kolejny numer i kolejne gwiazdy oraz relacje z festiwali, na przykład Jarocina 87.

Ale przenieśmy się do numeru listopadowego i tu radość, zachwyt i niedowierzanie. Johnny Cash faktycznie przyjechał na festiwal do Sopotu! Przyjechał ze swoją partnerką June, która – ponieważ zbiera kryształy – chciała kupić taki w Polsce, ale jak pisze autor tekstu, Korneliusz Pacuda: „w domu towarowym we Wrzeszczu nie było nic ciekawego”.

Koncert Casha był jednak wielkim wydarzeniem.
Z grudniowego magazynu pokazuję stopkę, żeby zwrócić uwagę na autorów gazety: Halber, Królikowski, Sito, Pacuda, Besiński i inni.

W środku m.in. ciekawy artykuł o polskich zespołach „nowej fali”, jak Fort BS i 1984. Przy okazji jest o fanzinach.

Ponieważ to numer grudniowy, to znalazły się propozycje prezentów pod choinkę. Co prawda u nas niedostępnych, ale podobno w Berlinie tak: grająca torba, świecący magnetofon, radio pływające, szpanerskie radio, telefon-fortepian.

Jest też dodatek specjalny: autograf C.C.Catch dla czytelników MM-Jazz!

A na deser to, co kochaliśmy najbardziej: plakaty!

Otagowane , , , ,

Prefabrykaty na start

Łódzki Widzew, gdańska Zaspa, poznańskie Osiedle Kopernika, Wrocławska Wielka Płyta, warszawski Ursynów (ten z „Alternatywy 4”) – „wielką płytę” w Polsce widać w wielu miejscach. Zasada szybkiego budowania domów z prefabrykatów to jednak nie nasz wymysł, a jak miała być wspaniała przekonywały m.in. takie wydawnictwa.

„Duży dom” wydane w 1981 roku, kiedy takich bloków stało w PRL wiele. Na okładce sielski obraz, nawet artyści znajdowali tam swoje miejsce. W Polsce takie budownictwo pojawiło się pod koniec lat 50. (warszawskie Jelonki), na świecie już w latach 30. XX wieku w Holandii.

Książka pokazuje idylliczny obraz budowy takich osiedli z prefabrykatów. Jak są one dostarczane, montowane i jak w gotowych blokach zamieszkują zachwyceni obywatele.

Sporo tu głupot, na przykład o montowaniu elementów przez helikoptery, ale autor sam przyznaje: na razie to fantazja.

W rzeczywistości nie było tak różowo, jak na tych obrazkach. Prefabrykaty były niskiej jakości, mieszkania niewysokie. Przez dekady jednak zmontowano sporo tych klocków.

W książce jest jeszcze jedna ciekawostka. Finalnie, niczym w „Alternatywach 4”, do wymarzonych mieszkań w tych blokach wprowadzają się rodziny. Tutaj też. Przeprowadzki dokonuje firma z rodowodem przedwojennym. Taka firma istniała naprawdę, a pan Węgiełek założył swoją firmę przeprowadzkową w 1912 r.

Wreszcie w książce jest ciekawy dodatek. Arkusze, z których można samemu uzyskać prefabrykaty i złożyć domy.

No to życzę dobrej zabawy!

Otagowane , , ,

Żurnal męski

To jeden z tych skarbów, który jest tzw. złotym strzałem. Przechodząc pod warszawską Halą Mirowską natrafiłem na stoisko starszej pani. Na jej kocyku sprzedażowym odnalazłem taki skarb za grosze.

„Moda męska, jak wiadomo, jest o wiele bardziej konserwatywna i mniej skłonna do rewolucyjnych przeobrażeń niż moda damska, lecz właśnie dlatego na pozór niewielkie zmiany maja zasadnicze znaczenie” – piszą we wstępie tego wydawnictwa autorzy. I pokazują w nim pomysły na udoskonalenie męskiej mody.

W 1957 roku wydał to zespół redakcji magazynu „Moda”. Opisano tu nowe trendy w modzie, pokazano fasony koszul, kamizelek, eleganckich garniturów. Są również porady.

Całość w postaci nie zdjęć, a cudownych rysunków, również kolorowych. I tutaj dodatek w postaci 8 cudownych plansz.

Fakt, że panowie wyglądają bardziej jak z amerykańskich filmów, albo komiksów, a nie z polskich ulic, ale cóż. Rysunki piękne.

Otagowane , ,

Guma na każdą okazję

Do kolekcji wpadł kolejny przedmiot, który mnie zaskoczył. OK, rękawice nie są same w sobie zaskakujące, ale takie higieniczne, które nadają się do tylu czynności? Dla mnie trochę tak.

Już sama ich nazwa wskazuje, że są uniwersalne. Rysunki na oryginalnym opakowaniu również. Farbowanie włosów, malowanie, prace chemiczne, czyszczenie maszyny do pisania, mycie okien, wymiana opony, pielęgnacja butów, przesadzanie kwiatków, naprawa drzwi, pielęgnacja psa, mycie podłóg, farbowanie ubrań... przyznacie, że sporo tego, co pojawia się na rysunkach jako przykłady ich użycia. Bardzo ładnych rysunkach.

Zestaw 20 par kosztował 26 zł, produkowane były w trzech rozmiarach, przy czym nr 7 był rozmiarem średnim. Taka jest na opakowaniu informacja.

Wyprodukowały je Krakowskie Zakłady Przemysłu Gumowego Kraków. Były słynne w PRL, produkowano w nich m.in. tak przydatne i poszukiwane przedmioty jak termofory czy prezerwatywy.

Oczywiście też mam je w kolekcji.

Otagowane ,

Najciekawsze to, co dzieje się na zapleczu

I jest. Moja nowa książka „Kelnerki, barmani, wodzireje. Jak obsługiwaliśmy klienta w PRL”. Kilkadziesiąt rozmów, wielu bohaterów, mity, tajemnice z zaplecza. Pierwsza pizza w Polsce, striptizy, wagony restauracyjne i przemyt cytryn, ciężka walka w barach mlecznych, najlepsze bary w hotelach, podrobiony Rolex w zamian za ulubioną piosenkę, u Maxima w Gdyni, tajemnice regionalnych karczm, polskie fastfoody PRL-u… i wiele innych opowieści w książce.
Wiele rozmów z cudownymi bohaterkami i bohaterami, kelnerkami, dyskdżokejami, kucharkami, barmanami, kalkulatorką, szefową… z kultowych lokali stolicy, Szczecina, Trójmiasta, Krakowa i innych miejsc.

Tutaj więcej o książce: https://muza.com.pl/pl/products/kelnerki-barmani-wodzireje-jak-obsugiwalismy-klienta-w-prl-10316.html

Rozpoczynam wizyty w bibliotekach i różnych instytucjach kultury w Polsce. Szukajcie info, chętnie spotkam się z Wami na szlaku i powspominamy ciekawe czasy…

Otagowane ,

Papier z logotypem

Czas na kolejny wernisaż. Tym razem papierowy, a dokładniej papierowo-torebkowy.

Bywa tak, że w jakichś walizkach, kartonach odnajduję skarby z kolekcji, o których zapomniałem. Tak było z siatką wypełnioną torebkami papierowymi i papierem pakowym sprzed lat. Sporo perełek. Jest na przykład papier pakowy Peweksu. Mam sporo siatek ortalionowych, a teraz dołączył do niej ten super papier w dwóch wersjach. Oczywiście ze słynnym logotypem.

Inny klasyk z cudownym logo. Moda Polska.

W takie opakowania z jaskółką można było zapakować skarpety, majtki albo jakiś żakiet. Zresztą o sklepach Mody Polskiej, a konkretniej o wystroju tych sklepów, piszę sporo w książce-reportażu „Zakupy w PRL. W kolejce po wszystko” (wyd. Muza). Opowiada mi o tym plastyczka odpowiedzialna za wystawy w sklepie Mody Polskiej w Gdańsku Wrzeszczu. Polecam.
Idźmy dalej. Wielki spożywczy moloch: Społem. Ci to narobili wiele torebek. Oto przykłady.

I kolejne firmówki. MHD, czyli sieć Miejski Handel Detaliczny. Ciekawe, kolorowe torebki w różnych rozmiarach.

I coś warszawskiego. Torebki Stołecznego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego.

Wiele sklepów, czy raczej pań i panów sprzedających w tych sklepach pakowali jednak towary w takie no name’y.

Na cukier, słodycze i nie tylko. Wkrótce więcej przykładów, bo jeszcze trochę tych torebek mam.

Otagowane , , , , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij