Gasnące światła magicznych knajp

Pięć lat temu z grupą przyjaciół odbyłem rajd po warszawskich knajpach pamiętających minioną epokę. Cafe Grażynka, Amatorska, Alhambra, Bar Kawowy Piotruś… kilka z nich już nie ma. Dołączyły do czarujących miejsc z lat 60., 70. i 80., które znikły z mapy Warszawy – Rybitwy, Karczmy Warszawskiej czy Ambasadora. Postanowiłem przypomnieć zapis tamtej wycieczki. Ilustracją do niego uczyniłem pozornie niezwiązane z tematem zdjęcia ze zbioru moich rodziców. Z czasów, kiedy działali w wyjątkowym miejscu w Gdańsku – w Piwnicy Artystycznej Witkacy. Siedzibę miała przy ulicy Długiej i otwarta była na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Założycielami Piwnicy Artystycznej Witkacy – filii klubu Rudy Kot – byli Bogdan Przylipiak, Robert Tracz, Jerzy Stanisławski, Tadeusz Karmazyn, Edmund Wiśniewski i Maciej Bielak. Miejsce to – powstałe w piwnicy zwykłej kamienicy – odwiedzili m.in. Skaldowie i Peter Brook.  Oto zapis mojej wycieczki po Warszawskich knajpach pięć lat temu i wspomniane zdjęcia:

Z grupą przyjaciół naszą wycieczkę po knajpach pamiętających minioną epokę zaczęliśmy od Cafe Grażynka przy ul. Moniuszki 10, tuż za sklepem Sezam. Ta, czynna od 10 do 22 (nie licząc świąt i niedziel) skarbnica wspomnień, to mój absolutny faworyt tamtego czasu. Już z zewnątrz biła wyjątkowość tego miejsca. Pociągający napis: „Parówki, kiełbasa, flaki” rzuca się w oczy z daleka. I faktycznie warto tam wpaść na flaczki (3.5zł), czy kiełbasę z rożna (3zł). Po wejściu uderzy w nas dym, muzyka chodnikowa i ponurość. Co zauważymy od razu i jest dawnym najważniejszym miejscem w każdej knajpie – stolik kelnerski. Oj tak, to miejsce było w PRL-u ważniejsze od baru. Siadamy przy jednym z siedmiu stolików. Przy innych sami mężczyźni. To właśnie charakterystyczne dla takich miejsc, bywają w nich niemal sami faceci. Dwie miłe panie z obsługi, w żakietach czekają na zamówienie. Pewnie kiedyś jadało się tu ciastka, ale teraz pani poleca wódeczkę (luksusowa 5zł); co ważne – 50ml, a nie jak jest teraz w zwyczaju 40ml, lub piwo Śląski, nie pasteryzowany (4.5zł), do tego bigos domowy (4.5zł), a na koniec herbata w szklance lub filiżance (2zł). Bez problemu można tu zarezerwować stolik i nawet zamówić szampana (25zł butelka). Wystrój oczywiście wyjątkowy: na ścianie pożółkła fototapeta z palmą i równie pożółkłe od dymu firanki. Malutkie stoliki ze sztucznymi kwiatkami, darmowa toaleta i – co najważniejsze – widać kawałek Pałacu Kultury i Nauki. Może ktoś nie uzna tych wartości za rekomendację, ale takie miejsca są nieskażone i prawdziwe. Wystarczy tam po prostu wejść, by poczuć kolosalną przemianę kulturową po wyjściu na zewnątrz, kiedy to uderzy w nas pobliski McDonald’s.

Podobnie jest z kolejną knajpką na naszym szlaku. Bar Kawowy Piotruś przy Nowym Świecie 20, czynny (jak poinformowała nas barmanka, spojrzawszy uprzednio na zegarek), do około 23.30. To kolejne przyciemnione miejsce (światło tylko nad barem), bez sali dla niepalących. Jest też nie włączony telewizor i – UWAGA –  stoisko z prasą. Trochę duszno, wentylacja przez uchylone drzwi, ale z dobrą muzyką (C.C. Catch). Charakterystyczne sztuczne kwiatki, ale też prawdziwe tulipany! Zaczynamy od dobrej zupy pomidorowej (4zł), na zacierkową nie wystarczyło mi odwagi. Następnie jeden z zestawów obiadowych: kotlet schabowy z frytkami i surówkami (12zł). Zjadliwy. Barmanka, pani Irena, poleca też bigos, flaki albo śledzika w oleju (5zł). Wybieramy pieczarki w śmietanie (6zł) i piwo Okocim z kija (6zł). Z herbatą jest problem, za duży wybór: energetyzująca, odchudzająca, malinowa, owoce leśne… Kończąc Ginem Lubuskim obserwujemy Nowy Świat, przechadzającego się po nim smakosza Piotra Nowaka (ciekawe czy był już w Piotrusiu?) i nasz kolejny cel, Amatorską. Aha, uwaga na toaletę w Piotrusiu; wydaje interesujące dźwięki.

Amatorska to już legenda. Pierwsze co nas uderza, to tłumy bywalców. No i nieśmiertelne lustra na ścianach. Sami stali klienci (jak zresztą w każdym z takich lokali) i nowość: sala dla niepalących ze znanym już nam kącikiem prasy dla konsumentów. 6zł za piwo Żywiec to niezbyt wygórowana, jak na Nowy Świat, cena. Do tego piwo grzane (8zł) i spory wybór wódeczek (5zł). Przemiła barmanka Kasia poleca eklery, napoleonki (4zł) i słynną W-Z (5zł). Po pysznej gorącej czekoladzie (5zł) czas na wizytę w toalecie (darmowa). Tam kolejna niespodzianka, znowu motyw palmy, tym razem na pojemniku na papier. Wracam i dostrzegam na ścianie reprodukcję obrazu Van Gogha (bodajże Gwiaździsta noc). Czas na coś większego. Naprawdę dobrze doprawiona fasolka po bretońsku (7zł), no i oczywiście niezłe flaczki (7zł). Następnym razem spróbuję śledzika w oleju z cebulką. Żal opuszczać to miejsce, ale czekają następne.

Nie mniej słynna Alhambra. Czynna codziennie do 23. przy Al. Jerozolimskich 32 jest miejscem kultu od pokoleń. Jedną z rys jest niespecjalna obsługa, ale po kolei. Niestety płatna szatnia (swoją drogą, chyba nigdzie na świecie nie płaci się za szatnie) i to aż 1.5zł od osoby. Niskie krzesełka, ból kręgosłupa po pół godziny gwarantowany. Dobra wiadomość to piwo za 5zł. Udana czekolada na gorąco i kawa parzona w tygielku (10zł). Kusi deser produkcji własnej (9zł). Ale czeka nas kolejna niemiła niespodzianka  podczas przeglądania menu. Ketchup 2zł! I dziwna pozycja: dżem 2szt. za 5zł. Jedzenie jest może niezbyt tanie, ale dobre. Polecam parówki po kanadyjsku (13zł) i tradycyjnie flaczki (9zł). Zestawy obiadowe w przystępnej cenie (20zł), np. nieśmiertelny schabowy, frytki i surówki. Oczywiście brak tu miejsca dla niepalących i muzyki, ale jest w tej knajpie coś magicznego. Też był tu jeszcze niedawno stolik kelnerski. Pozostały wspomnienia i małe smaczki jak sztuczne kwiaty, czerwone sukno na ścianach i paląca w szatni szatniarka, która wydaje się być szarą eminencją lokalu.

Kolejne magiczne miejsce to Bar Kawowy przy Kaśce na Muranowie, przy metrze Ratusz Arsenał. Czynny od 9-22 jest legendą na miarę wspomnianej już Grażynki. Mimo wydzielonego miejsca dla niepalących, cały lokal jest zadymiony. Oczywiście witają nas sztuczne kwiatki, boazeria, piękne abażury nad barem i zasłonki w panterkę, ale są też prawdziwe goździki na każdym stoliku. Mimo że przeważają pijący herbatę taksówkarze, atmosfera jest naprawdę przyjemna. Wódeczka i piwo w cenie 5zł zachęcają do pozostania na dłużej. Do tego pyszne ciastka – W-Z, bajadera, no i pączowe (4zł). Polecam dobre śniadanka, jajecznicę z 3 jaj lub parówki na gorąco (6zł). Na deser lody z zielonej budki lub czekolada na gorąco (5zł). A na koniec toaleta. Konieczność przejścia przez bar i prześwitujące drzwi gwarantują niezapomniane przeżycia. Bardzo sympatyczna obsługa i niezapomniany wystrój skuszą mnie na pewno nieraz.

Na koniec jeszcze jeden ewenement. Postanowiliśmy ugasić pragnienie w dziwnym sklepo-barze przy ul. Świętokrzyskiej. To miejsce, gdzie wszystko zakupione na miejscu można skonsumować przy jednym z barowych, pokrytych kratkowaną ceratą stolików. Pierwszym, najważniejszym atutem są ceny. Pyszne, nie pasteryzowane piwo Ciechan kosztuje jedyne 3.5zł., zupa dnia 4.5zł, pierogi ruskie 2zł/100g, golonka 23/kg. Wszystko świeże i w odpowiedniej temperaturze. Spory wybór piwa, surówek, zup i dań głównych w przystępnych cenach. Ważna jest też przemiła obsługa, czystość i zakaz palenia. Czynny od 7 rano barek gastronomiczny jest idealnym miejscem na śniadanko lub lunch.

Na tym dziwnym, ale miłym miejscu kończymy naszą wycieczkę. To oczywiście nie wszystkie knajpy w niezapomnianym klimacie, polecam jeszcze restaurację Lotos czy Mozaikę na Puławskiej. Trochę tych miejsc jeszcze pozostało, niestety coraz mniej..

 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: