Author Archives: przyj

Stosuje się do głowy

Mydła, mydełka… pisaliśmy już o nich parę razy TUTAJ i TUTAJ.

 

Na małym straganie starszego pana, na jednym z podwórek na warszawskim Muranowie, udało nam się kupić kolejne dwa okazy do kolekcji.

To mydła Junak i tataro-chmielowe, jak podaje producent, „specjalne”.

Jakież to genialne połączenie: tatar i chmiel 🙂 Jak zapewnia producent, „stosuje się do mycia głowy”.

Mydło z piękną leśną grafiką kosztowało 9 zł. Wyprodukował je zakład o ładnej nazwie „Barwa”. Firma powstała w 1949 r. jako Wytwórnia Artykułów Chemiczno-Gospodarczych Spółdzielnia Pracy BARWA. Od początku istnienia firmy w jej logo znajduje się papuga. Firma produkowała też m.in. ozdoby choinkowe, pasty do butów. W latach 70. firma zmienia nazwę na Przemysłowe Zakłady Chemii Gospodarczej Barwa – Spółdzielnia Pracy i taka widnieje na naszym mydle.

Jak można przeczytać na stronie firmy: „W 1977 roku do oferty weszły specjalistyczne mydła w kostce. Barwa produkuje wiele rodzajów mydeł, skierowanych do szerokiego kręgu odbiorców. Łącznie w ofercie znajduje się 11 gatunków tego produktu, w tym mydło siarkowe i undecylenowe (produkowane do dziś), salicylowe, ichtiolowe, tatarakowo – chmielowe i dziegciowe„. Z kolei w „W 1979 roku zostaje zakupiony automatyczny ciąg do produkcji mydła. Linia Mazzoni jest jedną z najnowocześniejszych w Polsce„. A oto skład naszego skarbu.

Drugie mydło to już wyrób poznańskiej Polleny Lechii. Podobno dobrze się pieni. Jeszcze nie próbowałem.

Nazwa Junak na pewno też kojarzy się wam z motocyklem, a samo słowo pochodzi od starosłowiańskiego określenia odważnego mężczyzny. A pamiętacie piosenkę o młodym junaku?

„Hej, młody junaku, smutek zwalcz i strach/ Przecież na tym piachu, już za kilka lat/ Przebiegnie, być może/ Jasna, długa, prosta/ Szeroka jak morze Trasa Łazienkowska/ I z brzegiem zepnie drugi brzeg/ Na którym Twój ojciec legł!/ La, la, la…”.

Reklamy
Otagowane , , , , , ,

Pan Henryk wylądował

Wreszcie! Wreszcie powróciłem do makiety H0, o której możecie przeczytać w specjalnej zakładce. Staram się ją robić przede wszystkim z przedmiotów sprzed lat. Teraz dołączył samolot.

Tym razem wykonałem Fokkera DR-1. Model marki Revell pochodzi z 1983 r. Nie był specjalnie trudny do złożenia. Kilka części, pilot. Jak widać zostawiłem oryginalny kolor plastiku, moim zdaniem sprawdza się idealnie.

Kiedy dostałem model w prezencie, postanowiłem wykorzystać go na makiecie. Skala nie jest idealna z H0, ale bardzo bliska. Żeby samolot mógł „wylądować” na makiecie musiałem zbudować lotnisko. Postanowiłem zrobić je z kawałka deski. Okleiłem ją, dołożyłem kilka gadżetów, namalowałem pas startowy i jest. Na zdjęciu poniżej widać też małe światła, znaczniki końca pasa.

Jasne, samolot Fokker DR-1, który produkowano w latach 1917-1918 nie mógł trafić na lotnisko małego aeroklubu w PRL… a może jednak. Wyobraźmy sobie, że pasjonat lotnictwa – pan Henryk – wszedł w posiadanie takiego samolotu po wojnie. Postanowił go odnowić, i wreszcie się udało! Genialny trójpłat z kratownicowym kadłubem krytym płótnem, który maksymalnie osiągał około 160 km/h, wylądował w naszym miasteczku. Pana Henryka nie witały jednak tłumy, tylko małżonka z dzieckiem i para miejscowych pijaczków.

Oczywiście ten fragment makiety nie jest jeszcze dokończony, ale pracuję nad tym 🙂

Tymczasem… niemal w tym samym czasie, pan Gerard zakupił piękną Skodę 100 na pobliskiej giełdzie. Nie mógł sobie nie zrobić z nią zdjęcia na rynku miasteczka. Niestety tutaj też załapał się jakiś miejscowy pijaczyna…

Otagowane , , , , ,

Wakacje!

Wiem, wiem, już dawno się zaczęły wakacje… ale co tam, kolejny wakacyjny wpis nie zaszkodzi.

Tak to wyglądało w oryginale. Plaża w Ustce i relaks nad jeziorem. Kostiumy, gazeta, Grundig, było dobrze!

Jak widać, już wtedy było masę ludzi na plaży. Muszę przyznać, że rodzice mieli szałowe stroje: jednoczęściowy kostium w panterkę, gacie w amerykańską flagę. Nie było żartów.

Trochę odtwarzając tamten klimat zrobiliśmy takie zdjęcia z naszymi skarbami.

Jest tu kilka gadżetów. Jest gazetka (idealny na urlop „Express Wieczorny”), skórzana siatka babci Jaśki z lat 60., okulary chroniące oczy, syfon (pisaliśmy o tych sprzętach m.in. TUTAJ) i oczywiście MK 232 Automatic, czyli magnet Grundiga, o którym pisaliśmy TUTAJ.

Mamy też zestaw wczasowy w innej konfiguracji. Widzicie na pewno warcaby, oranżady z tym genialnym kapslem (pisaliśmy o nich TUTAJ), radio Biwak i wreszcie dmuchane zabawki.

Mamy kilka piłek i kółek dmuchanych. Ten schowany (czerwony) pochodzi z łódzkiej Spółdzielni Pracy Farmedia. Natomiast piłka pochodzi z innej łódzkiej Spółdzielni Pracy, Spójnia.

A wy, jaki mieliście zestaw na relaks na piasku?

Otagowane , , , , , ,

Wódka przeszkadza skrzypowi

„Wszyscy czytelnicy +Przekroju+, którzy skończyli 35 lat, a lubią mnie, będą przez maj pili skrzyp. Trzeba się przy tym przez ten śliczny miesiąc wstrzymać od wódki, bo wódka przeszkadza skrzypowi w pracy” – proponował w numerze z kwietnia 1948 roku Waldorff. „Pół polski piło skrzyp, a myśmy dalej pili wódę oczywiście” – skomentował po latach twórca akcji.

Chodzi o akcję Waldorffa w „Przekroju”. To właśnie tej gazecie oraz czasopismom „Ty i Ja”, „Przyjaciółka” oraz „Kobieta i życie” swoją książkę poświęciła Agata Szydłowska. Jakiś czas temu spotkałem się z autorką „Paryż domowym sposobem”.

„Przekrój” redagowali artyści, „Ty i Ja” było eksperckie, a redaktorki czasopism kobiecych były społeczniczkami – powiedziała mi autorka książki.

„Gdy spotkamy w restauracji znajomych, można podejść do ich stolika tylko wówczas, gdy znamy całe towarzystwo. Tylko w wypadku, gdy znajoma niewiasta wyraźnie zachęci nas z daleka do przywitania się z nią, możemy podejść i zapoznać się z całą ferajną” – pisano w jednej z porad „restauracyjnych”.

Z jakiej to rubryki „Przekroju”? O tym więcej w mojej rozmowie TUTAJ.

Oczywiście o gazetach, o których pisze autorka już pisałem na blogu.

O „Przekroju” pisałem TUTAJ, o „Ty i Ja” TUTAJ, o „Przyjaciółce” TUTAJ, a „Kobiecie i życie” TUTAJ.

A więcej o książce przeczytacie TUTAJ.

Miłego czytania!

Otagowane , , , ,

Srebrne cekiny

Pokazywaliśmy już wam nasz mini magazyn, w którym trzymamy skarby. Czasami gościmy tam pasjonatów, przyjaciół. Ostatnio wpadli kolejni i zrobili super sesję.

Zajrzyjcie na stronę magazynu TUTAJ i zobaczcie efekty!

Otagowane

Wpadajcie i oglądajcie!

Wracamy do naszego magicznego miejsca, w którym przechowujemy skarby.

Na zdjęciach zobaczycie wiele przedmiotów, o których pisaliśmy na blogu, ale pewnie też takie, o których jeszcze słowa nie było.

Jak widać, część mamy poukładane na regałach, w pudłach. To ułatwia przeglądanie.

No właśnie! Przecież w końcu po to jest ta skrytka w Warszawie!

Jeżeli szukacie jakiegoś przedmiotu na plan filmu, teledysku, programu, reklamy, albo po prostu chcecie pogadać o nich, zobaczyć, pobawić się… nasz magazyn jest otwarty dla was. Dajcie znać (bufetprl@gmail.com) i wpadajcie!

Otagowane ,

Wytrzeć plamę, dostać w twarz

Lata 80. to nie były łatwy czas w Polsce. Wydarzyło się jednak kilka ciekawych historii. Telewizja wyemitowała pierwszy odcinek „Kariery Nikodema Dyzmy” z genialnym Romanem Wilhelmim. W czerwcu odbył się pierwszy festiwal w Jarocinie, a w styczniu Stanisław Bobak wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem.

Wtedy też, Dolnośląskie Zakłady Przemysłu Lniarskiego „Orzeł” w Mysłakowicach wyprodukowały takie piękne ściereczki, które mamy w kolekcji.

Z kolorowymi paskami, kosztowały 37 zł. Ich wymiary to 45×90. Mamy kilka sztuk. Wszystkie nowe, z oryginalnymi etykietami.

Zakłady Lniarskie w Mysłakowicach powstały już w XIX wieku. Niestety kilka zabytkowych budynków kilka lat temu zostało zburzonych. „To jedna najstarszych manufaktur przędzalniczych w Europie. Podobne, właściwie siostrzane obiekty, powstawały później na jej wzór w Niemczech i w Polsce np. w Żyrardowie. Straciliśmy jeden z ważnych elementów tego kompleksu. Obiekt równie cenny jak domy tyrolskie czy rezydencje w Dolinie Pałaców i Ogrodów” – takie słowa można było przeczytać o zakładach.

Na szczęście zostały chociaż ścierki. A do czego służyły? Było wiele przeznaczeń. Wytrzeć plamę na stole, zakryć rosnące ciasto na pizzę, niestety również zdzielić niesforne dziecko. Wisiały w kuchniach, toaletach. Na pewno u wielu babć jeszcze są w użyciu…

Otagowane ,

Koronacja w 3-D

Pokazywałem już na blogu świat 3D z minionej epoki, czyli…. stereobox, o którym pisałem TUTAJ.

Pisałem wtedy o Sir Charlesie Wheatstonie, który lubił kontrowersje. Największe wywołał, kiedy poślubił swoją kucharkę – siostrę matki innego geniusza, jednego z wielkich pionierów elektrotechniki Olivera Heaviside’a. Wheatstone był uznanym brytyjskim wynalazcą. Opracował m.in. pierwszy elektryczny telegraf oraz urządzenie, które nazwał stereoskopem. To maszynka do oglądania obrazów przestrzennych, dzisiaj znanych jako technika 3D. Był rok 1838…

…a dzisiaj mamy 2019 i taki nowy skarb w naszej kolekcji.

Początki tego urządzenia sięgają 1914 roku. Wtedy w Portland USA powstała firma Sawyer’s, która opracowała urządzenie do przeglądania zdjęć o nazwie View Master. Produkt i nazwa zostały opatentowane w 1939 roku.

Produkt tak się dobrze przyjął, że firma wprowadziła go na rynek europejski i my właśnie mamy produkt wykonany w Belgii, na amerykańskiej licencji. Pochodzi z lat 50.

Wkłada się do niego filmy i przewija wajchą z boku. Ciekawe jest to, że zdjęcia mogło się oglądać pod światło, ale też bez niego. Dzięki dwóm bateriom i żaróweczce.

TUTAJ przeczytacie więcej o filmie. A teraz co można obejrzeć. Mamy przepiękny zestaw zdjęć.

To piękny zestaw mini fotografii do View Mastera. Są dwa rodzaje obrazków w tym albumie. Kolekcja zdjęć z koronacji królowej Elżbiety z 1953 roku oraz fotografie krajobrazów z różnych krajów, Włoch, Szwajcarii, Holandii, Londynu, Kornwalii.

Każdy zestaw składa się z 14 zdjęć.

Wszystko genialnie opisane i poukładane.

Nic tylko oglądać!

A TUTAJ możecie zobaczyć inne modele View Masterów.

Otagowane , , , ,

Epoka slajd

„Na obiad jadą goście/ – Uwaga! Dziura w moście!/ Pod mostem płynie rzeka/ wiadomo, że z daleka/ Do morza rada/ Inaczej nie wypada” – tak zaczyna się bajka Jana Brzechwy „Dziura w moście”. A tak wygląda na fenomenalnych slajdach z naszej kolekcji.

Po tym, jak w ostatnim wpisie opisałem mini pokaz filmów z naszej kolekcji, postanowiłem kontynuować przeglądanie podobnych materiałów. W ręce wpadły mi slajdy, które mamy w kolekcji. Jakież to są genialne obrazki!

Oczywiście jakość zdjęci i kafelki, na których je wyświetlałem, nie w pełni pokazują te genialne rysunki, ale i tak robią wrażenie. To nie powinno dziwić, bo opracowała ja Maria Uszacka, uczennica w pracowni samego Jana Marcina Szancera.

Ten zestaw kosztował 60 zł i wydała go firma Epoka Slajd.

Za drugi zestaw odpowiada Wydawniczo-Oświatowa Spółdzielnia Inwalidów Wspólna Sprawa z Warszawy. Prawdopodobnie pochodzą z lat 70, a angielskie napisy świadczą, że były przeznaczone także dla turystów zagranicznych.

Można na nich zobaczyć najważniejsze zabytki Gdańska. Na przykład takie:

Na dokładkę zostawiłem małą laleczkę z boku jednego z nich, a co!

A na czym oglądam takie skarby? Póki co, zdradzę tylko tyle…

I jeszcze jedna ważna rzecz. Na takich slajdach, rejestrowało się również życie rodzinne. Mam taki przykład z rodzinnego archiwum. Moja ciocia-babcia i jej mieszkanie w Gdańsku.

Oczywiście jeszcze do slajdów powrócę…

Otagowane , , , , ,

Latający kufer

Projektor, rzutnik… a tak naprawdę nazywa się diaskop. A dokładnie to Diaskop Jacek B-7. Urządzenia do oglądania filmów, które mamy w kolekcji.

Było – i jest – wielu słynnych Jacków. Jacek od Jacka i Agatki, Jacek Wszoła, Jacek Odrowąż (dominikanin), Jacek Cygan i oczywiście Jacek Gmoch. Ale taki Jacek był i jest tylko jeden.

Diaskop Jacek produkowały Łódzkie Zakłady Kinotechniczne „PREXER” na przełomie lat 70 i 80. Polskie baśnie, najpopularniejsze legendy, zabytki, różne były filmy, które można było obejrzeć na Jacku. Filmy, choć de facto, były to zdjęcia na kliszach. Film wkładało się do dziury u góry diaskopu i przewijało czarnym pokrętłem z boku. Ostrość można ustawić obiektywem.

Filmów mamy kilkadziesiąt. Wyświetlane w ciemnej sali na ścianie wciąż robią wrażenie. Na przykład „Latający Kufer” według Andersena. Jak on jest pięknie narysowany!

Muszę jednak przyznać, że kolory Jacka nie były najładniejsze. Czy to był brązowy jak nasz, czy niebieski albo zielonkawy to wszystkie wyglądały jak pomalowane przeterminowanymi plakatówkami.

Ale filmy wciąż działają!

Mamy takich filmów kilkadziesiąt. Pewnie jeszcze będziemy je tu umieszczali…

Otagowane , , , , ,
Reklamy