Category Archives: design

Muzyczne centrum dowodzenia

Umówmy się, tu też liczą się światełka. A w tym sprzęcie jest ich naprawdę dużo. To powoduje, że jest piękny. Oto centrum dowodzenia Stereo Music Center SDT-7660 japońskiej firmy Hitachi.

Kiedy odbierałem od kolegi, który podarował mi ten skarb nie spodziewałem się, że będzie takie ciężkie. A to kilkanaście kilo wagi! Ale doniosłem, odpaliłem i bam: słychać!

To cudo to połączenie gramofonu, magnetofonu i radia. Firma Hitachi produkowała ten model pod koniec lat 70.

Masa ustawień, pokręteł, guzików, no i światełek. Ale mój ulubiony przełącznik, to ten przy odtwarzaczu kasetowym.

To przełącznik na odtwarzanie kaset zwykłych (normal) i chromowych (Cr02). Oj wtedy kasety chromowe, to był sztos!

A na deser polska reklama Hitachi z lat 90. Najtańsze video w mieście, bo z Baltony. To więcej niż Hit, to Hitachi! https://www.youtube.com/watch?v=0XiSbDEAFzs

Otagowane , ,

Port, kolej, ulice i inne takie

Chyba miałem szczęście. Kojarzycie lumpeksy z gadżetami? Czyli sklepy z tanią odzieżą, które mają dział z gadżetami. Ja na warszawskim Muranowie mam taki fajny. No i czasami trafiam tam perełki. Dwa dni temu też się trafiło i to akurat w dzień wyprzedaży.

Pisałem już tu o wyjątkowym zestawie Matchbox Motorcity: https://bufetprl.com/2014/07/15/motorcity-strazacki-zestaw/

No i teraz trafił mi się inny zestaw z tej popularnej na przełomie lat 80. i 90. serii. I zapłaciłem za niego całe 10 zł! Oto terminal kontenerowy Matchbox.

Zestaw pochodzi z 1990 roku, choć są elementy (jak ciuchcia) z 1978.

To rozbudowany zestaw, który wtedy musiał kosztować krocie. Zobaczcie, są ulice, tory, suwnica, stacja benzynowa, lampy, znaki itp. Do tego autka i lokomotywa, no i ogromny kontenerowiec, czy raczej barka.

Niestety nie ma wszystkich elementów, brakuje podpory do suwnicy i części stacji. I tak jednak cieszy mnie ten zakup bardzo. Tym bardziej, że jest w nim ciekawostka. Nie wiedziałem, że Matchbox wypuszczał takie rzeczy.

To taka mata, plan, na którym rozstawia się ten zestaw. Jest z jakiegoś tworzywa, może silikonowego, nie wiem do końca. Ma rozrysowane różne części takiego portu.

I takie właśnie perełki czasami zdarzają się w dziale z gadżetami, ale niestety tylko czasami.

Jeszcze Wam powiem, że jak bym dostał taki zestaw w 1990 roku, to cieszyłbym się chyba bardziej niż ten chłopak z opakowania…

Otagowane , ,

Życzymy udanej gry

Ogólnie chodzi o to, żeby przeprowadzić okręt desantowy z własnego portu, do portu przeciwnika. Nie jest to więc klasyczna gra w statki (okręty), jaką mam w swojej kolekcji w takiej wersji:

Ostatnio do moich skarbów dołączyło takie cudo. Gra „Manewry Morskie”.

Jak widzicie całość składa się z pionków symbolizujących floty, mapy oraz instrukcji. Mamy tu dwa porty i zestawy okrętów: czarnych i niebieskich. Na nich odpowiednie oznaczenia.

okręty podwodne, rakietowe, krążowniki, niszczyciele, trałowce, miny, no i baterie nadbrzeżne.

Każdy z okrętów porusza się w określony sposób i każdy ma swoje wady i zalety. Informuje o tym specjalna kartka.

Natomiast przebieg gry wyjaśnia instrukcja. Nie jest specjalnie skomplikowana. Tłumaczy jak rozpoczyna się grę, porusza, bije, stawia miny, baterie nadbrzeżne, jak działają wody neutralne i kto wygrywa.

Instrukcja ujawnia również, że gra pochodzi z lat 80. Producentem jest firma ZTS Plastyk z Pruszkowa. Firma od 1945 roku specjalizowała się w plastikowych modelach do sklejania. Mam zresztą kilka.

Przyznam, że wykonanie tej gry i sama mechanika grania są super i na pewno wiele razy dojdzie w domu do starcia niebieskich z czarnymi…

Otagowane , , , ,

Po drugiej stronie świata

To drugi album mistrza syntezatorów w Polsce. Nie tak przebojowy jak poprzednik, czyli „Ogród króla świtu”, ale równie ciekawy. Album ukazał się w 1984 roku na winylu oraz na kasecie. No i ja ją mam 🙂

I już widać, że chodzi o Marka Bilińskiego i jego „E=mc2”. Kaseta kosztowała wtedy 750 zł, wydał ją Polton. Na stronie A znalazły się trzy numery o boskich tytułach, a na B ponad 20-minutowa kompozycja tytułowa.

Oczywiście przykuwa tutaj również grafika. Sam projekt okładki, ale też to, co dzieje się na kasecie. No przyznacie, że jest kosmicznie.

Otagowane , , , ,

Polska Szkoła Plakatu

70 fortepianów zainstalowano w hotelu Polonia, gdzie zakwaterowani byli uczestnicy V Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina. Po co? No po to, żeby mogli ćwiczyć. Najsolidniej ćwiczył chyba Adam Harasiewicz, bo ten jeden z najważniejszych konkursów pianistycznych na świecie wygrał. Zresztą później pan Adam wygrał jeszcze wiele konkursów, dał wiele wyjątkowych koncertów.

Choć była to dopiero piąta edycja konkursu, to jego początki sięgają 1922 roku. Miały się odbywać co pięć lat, ale najpierw przeszkodziła wojna, a potem niedokończona odbudowa Filharmonii Warszawskiej. Wreszcie w 1955, po sześciu lata od poprzedniego, ruszył konkurs. Był on niezwykłym wydarzeniem, w całej Polsce towarzyszyło mu kilkadziesiąt różnych koncertów. Przybyły na niego gwiazdy i różne osobistości, w tym belgijska królowa Elżbieta.

Tutaj przeczytacie więcej o tym konkursie i lauratach: https://chopincompetition2015.com/previous-edition/6bc77d35-be21-47d7-bd26-b89c09d32555/details

A piszę o nim, bo jakiś czas temu do mojej kolekcji trafił plakat z tamtego konkursu.

Prawda, że wyjątkowy? Stworzył go Tadeusz Trepkowski, samouk, który tworzył już przed II wojną światową. Zmarł w wieku zaledwie 40 lat, ale opracował wiele znakomitych plakatów, które wygrywały różne konkursy. Jego najsłynniejszą pracą jest antywojenny plakat „NIE!” z 1952 roku.

Tym samym plakat Trepkowskiego dołączył do innego oryginału w mojej kolekcji, czyli tego doskonałego plakatu Erola.

Otagowane , , ,

Wycieczka marzeń

PTTK, wycieczka 17-dniowa do Jugosławii, autokarem. Jest rok 1962. Taki dokument znalazłem w domowym archiwum po cioci Lucylli z Gdańska. Często wyjeżdżała za granicę i mam po niej sporo wyjątkowych pamiątek.

To fantastyczny zapis tego, jak w latach 60. wyglądała taka wyprawa. Dokładny plan podaje nawet koszt takiej wycieczki organizowanej przez Biuro Turystyki Zagranicznej PTTK. Było to 6.900 zł. W wycieczce wzięło udział 35 turystów i jeden pilot PTTK. Do opowieści o tej wycieczce postanowiłem jeszcze dołożyć extra skarby. Pisałem już, że ciocia Lucylla miała wspaniały zwyczaj zbierania z takich wyjazdów wszystkiego. Od biletów, po opakowania po słodyczach. I tu taki zestaw z Jugosławii.

Bilety lotnicze, karty boardingowe Jugosłowiańskich Linii Lotniczych JAT, a nawet ich miętowe cukierki. Ciocia zachowała też kilka zdjęć z podróży.

No dobra, ale sama podróż. Wyjazd z Warszawy i pierwszy nocleg w Bielsko-Białej. Kolejnego dnia dłuuuga przeprawa do Budapesztu. I kolejny dodatek. Wspominałem już na blogu o wyjątkowych walizkach cioci z naklejkami z różnych hoteli, w których spała.

I jest na nich hotel w Budapeszcie. To Hotel Park, zobaczcie jaka wspaniała naklejka.

Kolejny dzień to przeprawa do Belgradu. Tutaj nocleg. No i proszę, jest naklejka. Hotel Beograd, przypomina trochę budynki modernistyczne z Gdyni.

Kolejne dni, to kolejne jugosłowiańskie (wtedy) miasta, czyli Sarajewo, Mostar, Dubrownik. Wreszcie powrót. Przez Bratysławę. Tu zwiedzanie i nocleg. Z tego też jest oryginalna naklejka na walizce. Tylko nie wiem czy wtedy chodziło o Hotel Krym czy Sport Hotel Slovan.

I po Bratysławie już powrót do kraju. Nocleg w Cieszynie, a na następny dzień finałowy dojazd do Warszawy.

Prawda, że brzmi jak wycieczka marzeń. A do tego pamiętajmy, że to był 1962 rok!

Otagowane , , , , , ,

Metal jeździ i strzela

Mam już kilka metalowych autek w kolekcji. Chociażby takie:

Ostatnio kolekcja się powiększyła. O dwa auta i jedną extra metalową zabawkę. No zobaczcie sami:

Dwa autka są produkcji radzieckiej. Tu zagadka. Napis „nочма” pokazuje mi jako tłumaczenie z języka kirgiskiego jako „numer”. Czyżby pochodził z jakiejś kirgiskiej fabryk zabawek?

A może kolejna zagadka, z jakiego zakładu jest ten okaz? Bo widzę, że kosztuje 45 kopiejek.

Edit: słusznie zauważył jeden z czytelników, że jest tu napis Kijów, po ukraińsku. Dziękuję!

I jeszcze zabawka bardziej współczesna. Japoński pistolet metalowy. Strzela!

Czy on nie odnosi się do jakiejś bajki? Eh, tak dużo pytań, a mało odpowiedzi…

Otagowane , , , ,

Puścił Węgra na boisko

Fakt, dziwne miny mają ci zawodnicy, ale w końcu są przecież namalowani. Pewnie ręcznie przez jakąś węgierkę zatrudnioną w fabryce zabawek. Odnalazłem w swoich zbiorach piłkarzyki kupione jakieś 8 lat temu na targu na Dolnym Śląsku.

Może nie powalają wykonaniem, jakością, ale kurczę wciąż działają! Są piłkarze, boicho, metalowe rurki zakończone gumowymi uchwytami. Musiałem tylko bramki dorobić.

Jest też logotyp, dzięki któremu wiem, że pochodzą z Debreczyna. Myślę, że to lata 80., może 70.

Przy okazji sprawdziłem czy w Debreczynie jest drużyna piłkarska, bo może adepci miejscowej szkółki ćwiczyli na tym sprzęcie. No oczywiście, że jest. Nazywa się Debreceni VSC. Założona w 1902 roku, wtedy o takiej warszawskiej Legii to jeszcze nawet nikt nie słyszał. Debreceni VSC 7 razy zdobyli mistrzostwo Węgier, 12 lat temu grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Bez powodzenia, przerąbali wszystkie mecze.

Może za mało ćwiczyli na takich piłkarzykach…

Otagowane , , , ,

Aparat do konserwy

Mam w kolekcji sporo aparatów fotograficznych sprzed. Chociażby takie:

Ostatnio brat przekazał mi kolejny piękny obiekt. To wschodnioniemiecki aparat Certo.

Wyprodukowała go firma Certo z Drezna, której początki sięgają pierwszej dekady XX wieku. Model Certo SL100 zaczął być produkowany na przełomie lat 60. i 70.

To prosty kompaktowy aparat przeznaczony dla amatorów, ale czaruje dizajnem. Obiektyw 45 mm, rozmiar klatki 24×24 mm, a na standardowym filmie SL można zrobić 16 zdjęć.

Aparat Certo był tak zgrabny, że w jednym z obozów dla internowanych podczas stanu wojennego, przemycono go dla więźniów solidarności. Zmieścił się w konserwie mięsnej.

Otagowane , ,

Dla eleganckiego klienta

Dostałem wyjątkowy prezent od wujka. Podobno pochodzi z restauracji o wdzięcznej nazwie „Żabusia”. No popatrzcie sami jakie cudo i w super stanie.

Oczywiście papier toaletowy i ręcznik przydawały się podczas korzystania z toalety. Jednak kiedy gość chciał albo chciała być kulturalni, no to przydawała się szczotka do ubrań oraz pasta do butów. A wszystko w mitycznej szatni.

Sam pracowałem kiedyś w szatni. Na początku lat 2000 w pewnym lokalu w Gdańsku i powiem wam, że działo się. Tutaj mamy do czynienia z szatnią w restauracji wyjątkowej.

Chodzi o Żabusię, którą swoją nazwę wzięła zapewne od dzielnicy Żabianka. Nigdy tam nie byłem, ale podobno było wytwornie. Restauracja działała od połowy lat 70. Królowała tam kuchnia polska, a wśród imprez nie brakowało wesel, bankietów, urodzin itp.

Wnętrze retro, faktycznie. Sami zobaczcie tutaj: https://www.pozegnaj.pl/mod/82/t/iP/cPath/10_394

I teraz zagwozdka: czynna jest czy już nie, ta boska Żabusia co?

A propos szatni, to jakie kojarzycie tabliczki z nią związane? Na pewno klasyczna to ta widziana chociażby w „Misiu” z napisem: „Za garderobę i rzeczy zostawione w szatni, szatniarz nie odpowiada”.

Otagowane , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij