Category Archives: Zabawki

2 bramki, krążek i 6 hokeistów

MAŁY HOKEJ – czechosłowacka szkoła bicia krążka

Hru mohou hrat vzdy dve osoby, kazda z jedne kratsi strany hraci plochy – to pierwsze zdanie instrukcji gry zdradza wszystko. Oczywiście dla tych, którzy znają język Czeski. 2 bramki, krążek do gry i 6 hokeistów, którymi można poruszać za pomocą metalowych uchwytów. Ruszają się w przód, tył i wokół własnej osi. To wyjątkowa czechosłowacka gra Maly Hokej jaką mamy w naszej kolekcji.

Każdy z graczy ma do dyspozycji 3 uchwyty, czyli 3 hokeistów – czerwonych lub niebieskich. Po strzeleniu bramki przeciwnikowi ustawia się wynik meczu na specjalnym pokrętle z boku każdej z bramek. Kto pierwszy strzeli 10 wygrywa.

Grę wyprodukowała czechosłowacka firma Igra. Na jednej ze stron o starych czechosłowackich zabawkach znalazłem informację, że powstawała w latach 80., ale zapewne produkowano ją już dużo wcześniej. Hokej u naszych południowych sąsiadów święcił tryumfy już w latach 40. minionego wieku. Dobra passa tego sportu trwa zresztą u nich do dziś.

Do gry dołączona jest instrukcja, oczywiście po czechosłowacku, oraz flagi do wycięcia z kartonu, m.in. Polski, Czechosłowacji, NRD, Japonii, Kanady i USA. W zestawie są nawet części zapasowe.

Oto fragment historycznego meczu jaki stoczyli hokeiści Czechosłowaccy ze Związkiem Radzieckim, zaledwie kilka miesięcy po interwencji Układy Warszawskiego:

 

Otagowane ,

Liczy z dźwiękiem

KASA – dodaje za ciebie

Opisywaliśmy tu już Alfettę Spider stworzoną przez inżynierów z firmy PIKO. Czas na kolejne arcydzieło niemieckiej myśli technicznej. To zabawkowa kasa sklepowa. W pełni sprawna, w oryginalnym opakowaniu. Przeznaczona dla dzieci od lat 4.

Wyprodukowana najprawdopodobniej w latach 70. Mało tego, że można wstukiwać na niej cyferki to jeszcze po wciśnięciu odpowiedniego guzika i wysunięciu szuflady wydaje charakterystyczny dźwięk przypominający dzwonek. Z otworu na górze kasy wysuwa się przy tym kawałek papieru – paragonu.

Firma PIKO, którą w Polsce znaliśmy w latach 80. i 90. przede wszystkim z modeli kolejek, powstała we wschodnich Niemczech jako PICO. Na początku produkowała zabawkowe pociągi, kiedy jednak przeszła, na początku lat 50., na modele zmieniła nazwę na PIKO. Firma robi zabawki do dziś…

Oto fragment doskonałego programu z czasów PRLu Sonda. W tym odcinku Zdzisław Kamiński i Andrzej Kurek opowiadają o zasadach działania kasy sklepowej, ale też kalkulatora czy zegarków:

Otagowane , , ,

Hazard dla każdego!

Mini ruletka – radość i pokaźna ilość bilonu

Grali w nią już starożytni Grecy, ale znana nam wersja ruletki powstała dopiero w XVII wieku. Stworzył ją francuski uczony Blaise Pascal. Pierwsze kasyno powstało w XIX wieku w Monako. W Polsce pierwszy taki przybytek został otwarty w latach 20. zeszłego wieku w Sopocie, należącym wtedy do Wolnego Miasta Gdańska. Nazywało się Kasino Zoppot lub według innych źródeł Spielklub Zoppot. Obok niego powstał Grand Hotel, w którym po wojnie również mieściło się kasyno. W pierwszym polskim kasynie zaraz po otwarciu jedyną hazardową rozrywką była… ruletka.

W PRL-u Orbis otworzył sieć kasyn w 1988 roku. Były też liczne szulernie podziemne oraz tzw. konsumy. Było to niedostępne dla zwykłych obywateli kasyna i stołówki Milicji Obywatelskiej. Oczywiście dzieci miały wtedy własne gry hazardowe.

Grało się na przykład w monety. Rzucając jak najbliżej ściany albo na parapet tak by zakryć monetę przeciwnika. Zwycięzca zabierał monety przegranych. Na podobnej zasadzie działał dekiel – z pozycji stojącej upuszczało się monety tak by zakryć te już leżące na ziemi. Grało się również w gazdę, czyli rzucanie monetami do narysowanego pola albo dmuszki, w których dmuchało się w jedne monety tak by nakryły inne. Atrakcyjną ilość bilonu można było wygrać też w Mini ruletkę.

Mamy taką zabawkę. Jest wielkości telefonu komórkowego. Z prawej strony znajduje się gałka, która po pociągnięciu uruchamia tarczę z numerami. Jak tarcza się zatrzyma kulka ląduje w jednym z pól. Naklejka obok gałki wyjaśnia punktację gry. Można było oczywiście grać na punktu (zapisywane w zeszycie), ale nie sądzę, żeby ktokolwiek wolał kolekcjonowanie punktów zamiast monet. Nasza ruletka jest w kolorze zielonym, ale były jeszcze inne barwy, m.in. pomarańczowa.

Ciekawe tylko dlaczego producenci tej zabawki zamieni kolory. Mianowicie w normalnych ruletkach 1, 3, 5 itd. są czerwone, a 2, 4, 6 itd. czarne. W Mini ruletce jest odwrotnie. Hmm…

Otagowane , , ,

Wiewióra leci do celu

Leśne skoczki – wyżej nie podskoczysz

W grze mogą brać udział 2,3 lub 4 osoby. Każdy otrzymuje po 3 skoczki tego samego koloru, oraz trampolinę. Skoczka umieszcza się na trampolince w miejscu zaznaczonym kółkiem i uderzeniem palca w dolną część trampolinki wyrzuca się skoczka na tarczę, której barwne pierścienie ustalają wartość trafienia. – tak w skrócie wygląda opis gry, którą udało nam się zakupić na jednym z warszawskich bazarów. To Leśne Skoczki.

Gra w latach 60. minionego wieku znana była pod nazwą Skaczące czapeczki. Na trampolinkach widniały wizerunki skrzatów, a pionki przypominały ich czapeczki. Stąd nazwa. Nie wiem dlaczego później ją zmieniono, a skrzatów zastąpiły zając, wiewiórka, żaba i konik polny. Co złego widziano w skrzatach już pewnie na zawsze pozostanie tajemnicą…

Naszą grę wyprodukowała Poligraficzna Spółdzielnia Pracy Zespół mieszcząca się w Warszawie na ulicy Ogrodowej 31/35. Teraz w tym miejscu mieści się Klubokawiarnia Chwila. Nasze Leśne skoczki są najprawdopodobniej z lat 80. Ciekawym, banalnie prostym co skutecznym rozwiązaniem jest umieszczenie w skoczkach małych ciężarków, dzięki którym skoczki zawsze wpadają do tarczy denkiem do dołu.

A tak wyglądają leśne skoczki w Rosji:

 

Otagowane ,

Auto, które zmieniło życie nie tylko porucznika Borewicza

POLONEZ STEROWANY NA KABLU – samochód na każdą nawierzchnię

Czesi (wtedy mieszkańcy Czechosłowacji) mieli zakłady ITES Koh-i-noor Hardtmuth (wciąż działa), Niemcy VEB Vereinigte Südthüringer Spielzeugwerke Eisfeld oraz PIKO Mechanik, a my Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie. To właśnie w tej słynnej fabryce powstał sterowany na kablu model samochodu FSO Polonez MR’83, który mamy w naszej kolekcji.

Zanim CZZ wypuściły na rynek samochody na kablu, zachwycaliśmy się głównie modelami z DDR-u: Wartburgiem czy Alfettą Spider (mamy takiego w naszej kolekcji, wkrótce jego historia również pojawi się na blogu). Popularnymi modelami przywożonymi od naszych południowych sąsiadów były z kolei Tatra albo Mercedes. U nas sterowane modele produkował nie tylko CZZ, ale też na przykład PALART Wrocław. Na kabel zasłużyły, oprócz Poloneza, m.in. Fiat 125p, Fiat 126p, ciężarówki Żbik (wśród nich wersje z koparką czy dźwigiem) i autobusy. Pojedyncze modele wciąż można znaleźć wśród kolekcjonerów oraz na aukcjach. Wszystkie modele z Częstochowy mają charakterystyczną rejestrację CZZ 4046.

Nasz model Poloneza ma kolor zielony, ale w ofercie były też biały i czerwony. Wszystkie funkcje – jazda w przód i tył, światła uruchamia się przyciskami. Sterowanie odbywa się za pomocą małej kierowniczki. Model zasilany jest baterią „płaską” 4,5V. Jest w pełni sprawny i co ważne, jego wnętrze wypełnia malunek odzwierciedlający prawdziwe wnętrze auta. Jest kierownica, deska rozdzielcza, fotele, a nawet apteczka.

Ciekawostki:

– w latach 70. pojemnik na baterie w tego typu zabawkach nie znajdował się w panelu sterowania (jak w naszym modelu), ale umieszczano go na przykład za paskiem od spodni.

-nazwę Polonez wybrano w plebiscycie zorganizowanym przez „Życie Warszawy”,

-trzeciego maja 1978 roku rozpoczęto seryjną produkcję Poloneza w FSO na Żeraniu,

Dodatki:

-szczegółowa, arcyciekawa historia samochodów zabawek na kablu:

http://a-to-feler.bloog.pl/kat,0,index.html?ticaid=5d94a

-strona pasjonatów marek związanych z FSO:

http://www.fsoautoklub.pl/

-witryna poświęcona zabawkom z DDR-u:

www.ddr-modellautos.de

Obejrzyj sobie:

-Jeremy Clarkson (Top Gear) testuje Poloneza FSO w wersji eksportowej (Leisure), nie trudno się domyślic co sądzi na temat tego auta, mocna końcówka:

-Koło Fortuny, oczywiście zwycięzca otrzymuje Poloneza, gratuluje mu nie tylko prowadzący Wojciech Pijanowski, ale też jego słynna pomocnica Magda Masny:

-genialna telewizyjna reklama Poloneza:

 

Otagowane , ,

Z włoskich bezdroży do polskich domów

Alfetta Spider – nie tylko Włosi byli nim oczarowani

Samochód ostro wyszedł z zakrętu na wąskiej, pamiętającej jeszcze czasy Imperium, drodze wzdłuż skalistego brzegu Adriatyku. Luigi Di Piccini jechał z San Giovanni Rotondo do Rodi Garganico. Półwysep Gargano we włoskiej Apulii był jak zwykle o tej porze roku pełen pięknie kwitnących kwiatów. Luigi wybierał się z nową poznaną dziewczyną, prezenterką telewizji Rai Uno Francescą DI Ligiamonti, na romantyczny weekend nad lazurową wodą. Był 1972 rok. Zaledwie tydzień temu Luigi, o twarzy bliźniaczo podobnej do Marcello Mastroianniego, kupił sobie jeszcze ciepły prototypowy model Alfetty Spider

Jego żółty wóz jest teraz bohaterem naszego bloga.

Inżynierowie Alfy Romeo Alfettę Spider pokazali światu 40 lat temu. Kilka lat później takimi samochodami mogły się bawić dzieci. W latach 80. modele  Alfetty Spider, ale też Mangusty de Tomaso czy  terenowego Steyr Puch G6 produkowały firmy ANKER i PIKO MECHANIK. Ta ostatnia powstała w 1949 roku w NRD. Specjalizowała się w modelach kolejowych, ale Alfetta pokazuje, że inżynierowie Piko mieli wiele innych arcyciekawych projektów. Firma wciąż istnieje.

Nasz model samochodu Alfetta Spider jest w skali 1:12, przeznaczony dla dzieci od lat 6 i zasilany baterią R12. Mamy model o kolorze żółtym, ale są też dostępne w kolorach czerwonym, różowym, kawy z mlekiem czy pomarańczowym. Sterowany przez kabel jeździ w przód, tył i na boki. Ma możliwość włączenia świateł, sygnał dźwiękowy, otwierane drzwi i bagażnik.

Równie ważne jak sam model są dodatki. Przede wszystkim ludzik, ale też gaśnica, stolik z dwoma taboretami oraz otwierana walizka. Jest też dach, który można zdjąć robiąc pięknego kabrioleta. Nasz egzemplarz jest w oryginalnym pudełku. Samochód jest wiernie odtworzony w środku: ruchoma kierownica, drążek zmiany biegów, hamulec ręczny, deska rozdzielcza z licznikami.

Modele Alfetty Spider można czasami kupić na polskich portalach aukcyjnych, osiągają ceny ponad 100zł. Częściej pojawiają się na niemieckich stronach, ale ceny są wyższe.

… Luigi z piskiem opon zatrzymał swoją Alfettę na piaszczystym parkingu. Francesce długi biały szal zsunął się na kolana. Byli przed swoim domkiem w Rodi Garganico. Słońce właśnie chowało się za chmurami. Zapowiadała się ciepła noc…

A tak model, na którym wzorowali się twórcy zabawkowej Alfetty prezentuje się w realu:

Otagowane , ,

Wyślij telegram w miłym towarzystwie

MAŁA POCZTA – tak powinna wyglądać rzeczywistość

Ostatni bastion PRL, cuchnący bękart minionej epoki, relikt Polski Ludowej – to tylko łagodniejsze określenia instytucji Poczty Polskiej. Otóż nie! O tym, że na poczcie może być miło, przyjemnie, elegancko i kolorowo świadczy produkt Spółdzielni Pracy Udziałowa z Częstochowy.

Mała Poczta to zabawka dla tych, którzy jako dzieci marzyli by kiedyś stawiać stemple, segregować listy czy dostarczać emerytury. Zabawka spełniała te marzenia. Mała Poczta ma w sobie wszystko by stać się pełnoprawnym punktem pocztowym. W zestawie są bowiem: znaczki pocztowe, kartki, widokówki, przekazy, kopertki, papier listowy, telegramy, stempelki, poduszka do stempli, a nawet żetony imitujące monety. Mało tego, samo pudełko stanowi skrzynkę pocztową.

Czarują zwłaszcza widokówki. Są wśród nich z bałwankiem, z jajkami wielkanocnymi i bawiącymi się dziećmi. Wszystko wygląda jak ręcznie malowane. Do tego jest oczywiście instrukcja.

Jedno z dzieci jest urzędnikiem pocztowym, pozostałe interesantami – instruuje.

Na pudełku widnieje symbol 3.12.75, co najprawdopodobniej oznacza datę produkcji. Cena detaliczna towaru wynosi 60zł. Takie zabawki powstawały nie tylko u nas, ale także na przykład w USA i to już kilkadziesiąt lat wcześniej. Zresztą wciąż można kupić ich nowe wersje.

Otagowane ,

Przestrzenna fotografia od inżynierów spod Drezna

Stereobox – 3D czasów PRL-u

Sir Charles Wheatstone lubił kontrowersje. Największe wywołał, kiedy poślubił swoją kucharkę – siostrę matki innego geniusza, jednego z wielkich pionierów elektrotechniki Olivera Heaviside’a. Wheatstone był uznanym brytyjskim wynalazcą. Opracował m.in. pierwszy elektryczny telegraf oraz urządzenie, które nazwał stereoskopem. To maszynka do oglądania obrazów przestrzennych, dzisiaj znanych jako technika 3D. Był rok 1838…

Rozwój techniki stereoskopowej nastąpił pod koniec XIX wieku. Po tym jak w roku 1871 wynaleziono suche klisze szklane z emulsją żelatynową, uniezależniające fotografów od bliskości ciemni fotograficznej. O dziwo po II wojnie nastąpił mały zmierzch fotografii stereoskopowej. Na szczęście teraz mamy nawrót mody sprzed ponad stu lat. Nie znaczy to jednak, że 3D było zupełnie nieobecne w drugiej połowie XX wieku. W bloku wschodnim o utrzymanie zainteresowania stereoskopami zadbała między innymi wschodnio niemiecka firma VEB Kamenzer Spielwaren spod Drezna. To właśnie jej produkt znalazł się w naszej kolekcji.

Stereobox to bardzo proste urządzenie do oglądania zdjęć 3D. Łatwe do trzymania w jednym ręku wymagało patrzenia w okulary i przesuwania jednym palcem okrągłej taśmy ze zdjęciami. Plastikowe urządzenie cieszyło się dużo popularnością w latach 80. Konstruowano je w wielu kolorach – niebieskim, zielonym, czerwonym – (nasz jest szary) i różnych kształtach.

Z naklejki na naszym modelu wiemy, że kosztował 45 zł. Mamy dwie bajki animowane: o kowbojach i o misiach nurkach.

Sir Charles Wheatstone byłby pewnie dumny z nas wiedząc, że z zachwytem odnosimy się do jego wynalazku. Nie mamy przy tym problemu, a wręcz cieszymy się z jego szczęśliwego, a niepochwalanego w tamtych czasach związku z kucharką. Pewne jest, że musiała nie tylko świetnie gotować…

Otagowane , , ,

Za kółkiem – symulator konstrukcji mistrzów inżynierii z ZSRR

Moskwicz, Pobieda, UAZ, GAZ, LUAZ i inne wehikuły o zaskakujących nazwach rządziły na drogach bloku wschodniego w drugiej połowie XX wieku. Sowiecka samochodowa myśl techniczna nie zachwycała może wyglądem, ale za to zdolnością nazywania auta na pewno.

Inżynierowie z Moskwy i okolic nie myśleli jednak tylko o dorosłych użytkownikach dróg. Dzieciakom też się coś przecież należało. Symulator Za kółkiem to jeden z ciekawszych przykładów zaradności i pomysłowości rodaków Jurija Gagarina.

За рулем – tak brzmi prawdziwa nazwa wyjątkowej zabawki w naszej kolekcji. O wyjątkowości świadczy nie tylko sam wygląd czy sposób działania, ale też to, że bardzo niewiele informacji można o niej znaleźć w sieci.

Za kółkiem to symulator jazdy samochodem przez miasto. Zasada działania jest dziecinnie prosta. Samochodzik porusza się po okrągłej planszy dzięki magnesowi umieszczonemu pod nią. Porusza się nim za pomocą kierownicy. Jest też kluczyk imitujący stacyjkę, który uruchamia urządzenie oraz bieg zmieniające prędkość obrotu planszy. Samochodzik przejeżdża pod mostami wybierając jedną z dróg: krótszą (trudniejszą) lub dłuższą.

Symulator produkowano w różnych wersjach kolorystycznych, także z pedałami. Nasz egzemplarz jest w pełni sprawny, mamy do tego instrukcję obsługi (oczywiście po rosyjsku) oraz oryginalne opakowanie. Całość działa na baterie. Z pozoru zabawa wydaje się prosta, ale ci którzy próbowali u nas w domu wiedzą, że tak nie jest.

Modele takiego symulatora znalazłem m.in. na rosyjskich stronach aukcyjnych, na polskich są niezwykłą rzadkością.

Tu możecie zobaczyć jak to działa, zaznaczam, że to nie jest film naszego autorstwa:

http://www.youtube.com/watch?v=JgyjIaqmKbs

Otagowane , ,

Stój, bo strzelam!

POLICYJNY DATSUN – bracia z Tajwanu w służbie polskim dzieciom

Kilka tygodni temu z Japonii przyszły dobre wiadomości. Koncern Nissan postanowił wskrzesić legendarną samochodową markę Datsun, nieobecną na rynku od ponad ćwierć wieku. Stąd też mamy pewność, że nasz zabawkowy model policyjnego Datsuna jest sprzed ponad 25 lat.

Nasz plastykowy model to duże cacko, ma ponad 30 centymetrów. Jak trafił na półki dzieci w peerelowskim świecie tego nie wiemy, ale pamiętam że udało mi się nim wtedy pobawić u jednego z kolegów z podwórka. Model jest na cztery baterie, które zasilają ruchomy mechanizm umieszczony między przednimi kołami. Porusza on samochodem w przód i boki. Do tego migają policyjne światła i słychać syrenę.

Już same napisy na tej zabawce były powiewem amerykańskiego świata marzeń. Naklejki z „POLICE”, „High Way Patrol” albo” „Fairlady 280Z” nie często lądowały na zabawkach minionej epoki. Najciekawsi w tej zabawce są jednak dwaj policjanci wychylający się z szyb auta. Mają broń w rękach i co ciekawe, kaski motocyklowe na głowie. Dlaczego nie normalne policyjne czapki to już pozostanie odwieczną tajemnicą tajwańskich konstruktorów tego zabawkowego arcydzieła. Niestety w Internecie na temat tej zabawki informacji jest niewiele. Liczymy na Was! Mieliście, bawiliście się, napiszcie.

A tak ze swojego Datsuna cieszył się przed laty jeden z założycieli Apple Steve Wozniak:

Otagowane , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij