Tuż tuż zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. W związku z tym bohaterem nowego wpisu na naszym blogu jest zestaw, który dosłownie kilkanaście dni temu zasilił naszą kolekcję. Znaczki olimpijskie z igrzysk w Moskwie 1980:
O przeróżnych przedmiotach z naszej kolekcji związanych z igrzyskami w Moskwie pisaliśmy tutaj:
Kilkanaście znaczków ze zdjęc kupiliśmy od sprzedawcy przy Hali Mirowskiej w Warszawie. Powiedział, że należały do jego dziadka. Wszystkie w idealnym stanie i przedstawiające różne dyscypliny olimpijskie.
Jest boks, pływanie, gimnastyka, biegi, rzut oszczepem, hokej, wioślarstwo i siatkówka.
Jeden z nich się jednak wyróżnia. To znaczek ze zniczem olimpijskim i logo Moskwy 80.
Opiłki metalu (dla efektu iskrzenia), azotan baru, klej… dobrze, dobrze, to nie jest blog chemiczny. Ale taki jest skład naszego dzisiejszego bohater. Przedstawiamy iskrzącą część naszej kolekcji, czyli Zimne ognie:
Szare laski z iskrzącą masą wieszano w PRLu na choince. Oczywiście w sylwestra bawiły się nimi dzieci. Zastępowały one nam prawdziwe środki pirotechniczne, których w tamtej epoce niemal w ogóle nie było. Prawdziwe fajerwerki przywożono na przykład z NRD.
Obrót takimi środkami był oczywiście w PRLu ściśle kontrolowany. Nasz egzemplarz wyprodukowała Spółdzielnia Rzemieślnicza Introligatorsko Drzewna „Introdrzew” z Katowic. Cena za 10 sztuk wynosi 3,50 zł, a wyprodukowano je według normy z 1977 roku, czyli pochodzą z końca lat 70. albo z 80.
Ciekawe, że jak byk napisane jest na Zimnych ogniach, żeby nie wieszać ich na choince, ale nie specjalnie tego przestrzegaliśmy.
Kilka dni temu polecaliśmy na naszym blogu seans filmowy w warszawskim Domu Spotkań z Historią. W ostatnią niedzielę można było zobaczyć tam kronikę filmową z 1964 roku (m.in. z tańczącym podczas sylwestrowej zabawy ad 63 na dworcu Warszawa Śródmieście Stanisławem Tymem) oraz wyjątkowy film. To „Przygoda noworoczna”, o którym na pewno warto napisać więcej.
Dla tropicieli ciekawostek z PRLu „Przygoda noworoczna” z 1963 roku to dzieło idealne. Można się na przykład dowiedzieć jaki był wtedy numer na pogotowie ratunkowego – 09. Można zobaczyć piękne neony warszawskie z początku lat 60. Skarbnicą powiedzeń jest tu równie chudy co pijany Bohdan Łazuka. Oto przykłady perełek z jego ust: „Upił się w pestkę”, „nie ma na świecie gorszych rzeczy od dwóch: chudej świni i pijanej kobiety”.
Sam film zadziwia odważnymi stwierdzeniami. Wspomniany Łazuka mówi o swojej filmowej partnerce (gra ją Zofia Kucówna) w niemal dosłowny sposób – szmata. Z kolei Wiesław Gołas sprzedający w filmie baloniki zwracając się wprost do kamery i mrugając do widza mówi: „dmucham wyłącznie sam”.
Obok wspomnianych aktorów można w filmie zobaczyć jeszcze całą plejadę znakomitych aktorów. Godna uwagi jest też muzyka. Piękny jazzowy klimat stworzył kompozytor Edward Pałłasz, który odpowiada m.in. za piosenkę „Jak dobrze z balladą wędrować” z serialu „Tulipan”.
Na stronie Fototeki Filmoteki Narodowej można zobaczy ponad 200 zdjęć z filmu i z planu jego realizacji:
Bufetprl bardzo lubi święta, bo wtedy wzbogaca się o nowe przedmioty. Tym razem powiększyła się nasza kolekcja znaczków (pinów). Dzięki Kubie i Marcie mamy w zestawie cztery piękne okazy. Na dobry początek znaczek „Sztandaru Młodych”:
„Czytam Sztandar Młodych” to coś dla fanów pisma dla młodzieży z epoki PRLu. Gazeta zadebiutowała w 1950 roku. Szybko okazało się, że gazeta pod kierownictwem Stanisława Ludkiewicza powstała po to by informować o decyzjach władzy ludowej. Przemówienia Bieruta i Stalina drukowano nagminnie. Wydawcą był Zarząd Główny Związku Młodzieży Polskiej, a od 1957 Związek Młodzieży Socjalistycznej. Gazeta przestała istnieć w 1997 roku, a jej szefem zdążył być w latach 80. Aleksander Kwaśniewski.
Z gazetą związany jest też kolejny znaczek. Chodzi tu jednak nie o „Sztandar Młodych”, a najważniejszy dziennik PRLu „Trybunę Ludu”:
Ukazująca się w latach 1948-90 gazeta organizowała swoje festyny. Pierwszy w 1971, a ostatni 18 lat później. Były słynne, bo urządzano podczas nich koncerty i różne kiermasze.
Odrębną historię ma kolejny znaczek. Reklamuje on Zakłady Radiowe Kasprzaka, o których sprzęcie pisaliśmy już na naszym blogu:
O zaangażowaniu ZRK w reklamę mówi sporo zresztą nie tylko ten znaczek, ale też na przykład taki piękny folder opublikowany na bardzo ciekawej stronie zakladyradiowe.eu:
Na koniec znaczek najmniej efektowny wizualnie, ale wyjątkowo ciekawy. Oto „Socjalistyczny Związek Studentów Polskich/Uczelniana Rada Studentów Pracujących Politechniki Warszawskiej/Seminarium Aktywu Studiów Dla Pracujących”:
SZSP istniał w latach 1973-82, stąd łatwo określić lata, z których pochodzi to dzieło.
Już jutro (niedziela) o godz. 16.00 w Domu Spotkań z Historią na ulicy Karowej będzie można zobaczyć jak wyglądały sylwestrowe zabawy w latach 60.
Za darmo będzie można obejrzeć kronikę filmową z 1964 pokazującą powitanie Nowego Roku podczas zabawy na dworcu Warszawa Śródmieście.
Poza tym film pełnometrażowy Stanisława Wohla (scenarzysta „Czterech pancernych i psa”) z 1963 roku „Przygoda noworoczna”. Parę głównych bohaterów, szczęścliwych zakochanych, zagrali Jerzy Kamas i Anna Prucnal. Poza nimi na ekranie m.in. Bohdan Łazuka, Zofia Kucówna, Wiesław Gołas i młodzi Jan Nowicki oraz Stefan Friedmann.
Ta maszyna to dowód na współpracę polskiego rządu w PRLu ze wschodnią częścią Niemiec. Oto kolejny dar dla naszego bloga od przyjaciół Patryka i Iwony – piękna maszyna licząca Astra:
Fabryka Astry powstała w Chemnitz, które w latach 1953–1990 miało doniosłą komunistyczną nazwę Karl-Marx-Stadt. Tam w latach 20. założono specjalizującą się w maszynach do liczenia firmę Astra Werke. Później urządzenia dla niej wykonywali przebywający podczas II wojny światowej w obozach pracy w Chemnitz Polacy.
Z tego co udało nam się ustalić firma Astra zmieniła w 1959 roku swoje logo na Ascota. To dowód, że nasza maszyna pochodzi z lat 50. Zresztą przekonała nas o tym już tabliczka umieszczona wewnątrz niej. A wnętrze jest przepiękne. Widać w nim mechanizm z taśmą z tuszem, korby, wały i różne inne kosmiczne części. Widać też oryginalny, wiekowy załadowany papier.
Taśmę barwiącą do maszyny przygotowała firma Delfin, która produkowała w PRLu przeróżne przedmioty „papiernicze”.
Dźwięki jakie wydaje ta maszyna są kosmiczne, tak samo jak waga. Obudowę zrobiono z bakelitu, dodatkową wagę robi też oczywiście masa metalowych części w środku.
Tabliczka w środku informuje, że maszynę tą wykorzystywano w RUCHu. Firma powstała w 1918 roku jako Polskie Towarzystwo Księgarni Kolejowych RUCH. Od początku postawiono na kioski z prasą, tytoniem itp. W 1969 roku firma przekształciła się w Zjednoczenie Upowszechniania Prasy i Książki RUCH, a w 1971 w wyniku połączenia RUCHu i Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa”, powstała Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa-Książka-Ruch”.
Niestety nie wiemy czy nasza maszyna była wykorzystywana w kioskach RUCHu, czy może w centrali. Sama tabliczka zdradza, że była własnością Państwowego Przedsiębiorstwa Filatelistycznego RUCH. Ten oddział RUCHu zajmował się wydawaniem m.in. kopert, książek-katalogów o znaczkach.
Tu liczymy na Waszą pomoc. Może macie rodziców albo dziadków, którzy pracowali w kioskach albo w P.P.F. RUCH, może oni znają tą piękną Astrę?
A oto jakie piękne dźwięki wydaje nasza maszyna i jak błyska:
Zaraz po II wojnie światowej ukazał się pierwszy numer ilustrowanego tygodnika „Skarpa”. Nie przetrwał nawet roku (stał się jednak protoplastą genialnej „Stolicy”), ale na szczęście jakiś czas temu wznowiono jego wydawanie.
W najnowszym numerze miesięcznika historyczno-kulturalnego „Skarpa” wydawanego w Warszawie znalazło się kilka ciekawych wzmianek o minionej epoce.
Najciekawszym wydawał się artykuł o stołecznych kawiarenkach w okresie PRLu. Niestety poza wymieniem nazw (m.in. Alhambra, Amatorska i Antyczna) niewiele się o nich dowiemy. Warto jednak sięgnąć po inne artykuły z gazety. Są tu wspomnienia o legendarnym bramkarzu klubu stołecznego Stodoła, Gienku Frajerze.
Jest również historia ulicy Złotej w Warszawie z ciekawym epizodem z la 60. Tam kręcono sceny do filmu Anatole’a Litvaka „Noc generałów” według książki Hansa Helmuta Kirsta. Dzięki temu na ulicy można było zobaczyć gwiazdy ówczesnego kina Petera O’Toole i Omara Sharifa. Polecam te teksty.
Była połowa lat 80. W Polsce zapanowało metalowe szaleństwo, a to za sprawą dwóch wizyt legendarnego zespołu Iron Maiden. Brytyjczycy zagrali wtedy u nas kilka koncertów. Rozegrali nawet mecze piłkarskie. Podczas wizyty we Wrocławiu w 1984 roku, a dwa lata później w Sopocie. Grzegorz Kupczyk, wokalista Turbo, wspominał, że jego koledzy z ekipy technicznej zaproponowali mu spotkanie z zespołem. I tu zaczyna się nasza dzisiejsza historia. Nie dowierzając udał się na nie z magnetofonem MK 122 i kasetą z nagranymi dwoma utworami Turbo, aby puścić je Bruce’owi Dickinsonowi. Dalszą część tej historii możecie przeczytać tutaj http://wyborcza.pl/1,76842,14209937,Zderzenie_cywilizacji__Wspominamy_polskie_trasy_Iron.html?as=1
My skupmy się na MK 122.
Producentem były Zakłady Radiowe im. Kasprzaka, czyli popularna Unitra. MK 122 to następca modelu 125, z którego zaczerpnął sporo podzespołów. Był jednak mniejszy.
Magnetofon (były również modele w kolorze popielatym) pojawił się na rynku w 1973 roku. Waży niecałe 2 kg, może być zasilany z sieci albo 5 bateriami. Stąd często nazywany jest magnetofonem reporterskim.
Jak widać na klawiszach były oznaczenia również od góry co ułatwiało operowanie w pionowym trzymaniu. Produkowano go na francuskiej licencji Thomson Ducretet. Do tych magnetofonów można było kupić skórzany pokrowiec, który bardzo usprawniał reporterską pracę. A ze środka bił czarujący napis „Made in Poland„…
Bardzo podobny egzemplarz, nieco wcześniejszy MK 121można zobaczyć w warszawskim Muzeum Techniki. W opisie można tam m.in. przeczytać, że był to pierwszy magnetofon polskiej produkcji. Takie sprzętu używał bohater serialu „S.O.S.” z lat 70. w reżyserii Janusza Morgensterna, redaktor Rafał Kostroń. Dowód TUTAJ