Wspomnienia dzieciństwa, to również wspomnienia słodkości. Moje są dosyć klasyczne, chleb z masłem i cukrem, kogel-mogel, kulki z kaszy itp. Jakoś do czekolad, cukierków itp. nie tęsknię, bo za czasów mojej młodości były po prostu podłe. Jakieś wyroby czekoladopodobne i inne koszmary. Myślę, że to jeden z nich.

Już obrazek na opakowaniu, które znalazłem w swojej kolekcji, no i sam skład pozwalają sądzić, że – delikatnie mówiąc – musiało to być raczej mało smaczne. Nie ma tu słów czekolada, batonik czy coś takiego. Jest „tabliczka mleczna”. No i skład. Nie ma kakao, jest za to ekstrakt kawy zbożowej. Hmmm…
Do tego grafika. Ten bezimienny słodki okaz ma namalowane jakieś łanie i ptaszka. Że niby co to ma oznaczać?
„Smakołyk” wyprodukowała Spółdzielnia Inwalidów Zjednoczenie z Poznania i pochodzi z końca lat 80.
Nie tęsknię.
Jedząc tabliczkę mleczną, ocalisz mamę Bambiego.
Jedząc tabliczkę mleczną, ocalisz mamę Bambiego.