Category Archives: muzyka

Muzyka zamiast granatów

Są przedmioty sprzed lat, które są kuriozalne, są skarby brzydkie, ale są też te przepiękne. Jakoś ta harmonijka ustna – dla mnie – należy do tych ostatnich.

Podobno szybko się psuły i rozstrajały, ale harmonijki z Częstochowskiej Fabryki Artykułów Muzycznych Melodia ładne są. Zresztą te zakłady produkowały też na przykład instrumenty dla dzieci (małe, plastikowe saksofony, flety). Ale to miała być przykrywka, bo w tych zakładach produkowano również granaty.

W każdym razie ja też się bawiłem taką harmonijką jak byłem dzieciakiem. Nigdy jednak nie nauczyłem się grać.

Ten egzemplarz, nazwany „Ballada”, nie był chyba używany, bo nie ma nadgryzień na plastikowym elemencie. Instrument ma osiem kanałów, no i jest w oryginalnym opakowaniu. No i ta grawerka w westernowym stylu. Jak dla mnie bomba!

A Wy, graliście na tym cudzie?

Otagowane , , ,

Nigdy nie siedziałem

Małolat, Bimber, Szajba, Belus – bandziory jak z amerykańskich filmów kryminalnych z lat 70. Zresztą cały „Przepraszam, czy tu biją?” jest hołdem reżysera Marka Piwowskiego dla tego kina. Fantastyczny film, ale jaka muzyka!

Tu znowu pojawia się fantastyczne wydawnictwo GAD Records, które odkopuje perełki sprzed lat. Tym razem muzykę do tego filmu. Kompozytorem jest Piotr Figiel, wspaniały autor tematów m.in. do „Piłkarskiego Pokera”. Pierwotnie muzykę do „Przepraszam…” miał napisać Romuald Lipko, ale jednak zrezygnowano z jego usług. Wybrano Figiela, który wraz ze swoim Ensemble i Novi Singers zarejestrował te genialne tematy. Teraz znalazły się na tym winylu. A są tu utwory o tak genialnych tytułach jak „Judo” oraz „Dyskoteka” 🙂

Jakaż to fantastyczna muzyka. Taki polish funk, o czym zresztą na okładce płyty w super opowieści o filmie i muzyce pisze Michał Wilczyński z GAD Records.

Polecam muzykę, ale też sam film, w których zagrali m.in. Zdzisław Rychter, bokserzy Jerzy Kulej i Jan Szczepański (w roli milicjantów), a także Zbigniew Buczkowski i Jan Himilsbach – w roli niedźwiedzia.

A skąd tytuł filmu? Pierwotnie miał się nazywać „Traktat o mokrej robocie”. Ale w końcu tytuł zaczerpnięto z tego filmowego dialogu.

– Herbaty się pan napije?
– Dziękuję, tak. Bez cukru, jeśli można prosić.
– Można
– Przepraszam, czy tu biją?
– A co? Boi się pan?
– Nigdy nie siedziałem.

A propos GAD Records, to pisałem już kilka razy o płytach tego wydawnictwa tutaj: https://bufetprl.com/?s=gad+records

Otagowane , , , ,

Jajka do winyli

Były wygodne szerokie fotele z oparciami, stoliczek. Przyciemnione światło. Na uszach słuchawki, a w nich muzyka z katalogu CD, dostępnego na miejscu. Miejska biblioteka działała w moim rodzinnym Słupsku w zabytkowym kościele, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z XIII wieku. Zresztą do dziś tam jest, w centrum miasta, tuż obok kina Millenium. Oprócz tysięcy książek miała ten cenny katalog. A płyt CD można było posłuchać na miejscu, właśnie na tych wygodnych fotelach, wypożyczyć do domu na jeden dzień albo poprosić o przegranie na miejscu. Tak jest – przegranie. Wystarczyło przynieść czystą kasetę, a na drugi dzień odbierało się nagraną wybraną płytę. Tak moją kasetotekę zasiliły płyty U2, H-Blockx i Michaela Jacksona – takie krótkie wspomnienie wyjątkowego kulturalnego miejsca przywołuję w swojej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”.

Ostatnio wspomnienie wróciło do mnie, po tym jak odwiedziłem nowe miejsce na kulturalnej mapie warszawskiego Muranowa. Otóż w Mazowieckim Instytucie Kultury otworzyła się Czytelnia Słów i Dźwięków Elektra.

Elektra przywołuje wspomnienia, bo znajduje się w nim miejsce do odsłuchu płyt. Póki co winylowych, ale wkrótce ma być możliwość odsłuchu kaset.

Miejsce ma super klimat. A kolekcja winyli, to nie jedyna rzecz, z której można korzystać. Masa komiksów do czytania (sporo nowości), książek, albumów, do tego trochę kaset magnetofonowych i vhs. Kolekcja, która na pewno będzie się rozrastać.

W tym super miejscu odbywają się też różne spotkania, pokazy. Ostatnio na takim byłem. Była to warszawska premiera filmu dokumentalnego „Tłocznia Pronit 1957-1991”. To legendarne miejsce, w którym produkowano masę winyli. Choć fabryka powstała przed wojną jako producent prochu. Po wojnie produkowano tam wiele innych rzeczy, na przykład kleje, ale to właśnie z płyt zasłynęła firma. Niestety na przełomie dekad 80. i 90. upadła.

W Pronicie tłoczono płyty też dla innych wydawców, chociażby Tonpress, PolJazz, Wifon, Polskich Nagrań. Dokument ciekawie przedstawia historię zakładu, choć myślę, że za dużo w nim czysto historycznych informacji, a za mało dynamiki, a przede wszystkim wypowiedzi pracowników firmy. Ale i tak warto go obrzejrzeć. Można dowiedzieć się kilku zaskakujących ciekawostek. Jak choćby ta, że żeby uniknąć szumów i trzasków w negatywach płyt, w procesie galwanizacji dodawano… białka z jajek.

Wracając do samej Elektry. Na pewno będę tam zaglądał i zachwycał się chociażby takimi plakatami. A może coś sam tam zorganizuję… zobaczymy.

A tutaj więcej info o Elektrze: https://www.mik.waw.pl/projekty/czytelnia-elektoralna/

Otagowane , , ,

Hot Dog (Is Sexy)

Był emitowany raz w tygodniu. Eksperymentalny na polskim rynku był sposób realizacji serialu. Dziennie kręcono kilka scen w tym samym obiekcie, do kilku odcinków. Sceny realizowano przy użyciu paru kamer. Była to trochę praca jak na taśmie produkcyjnej. Na wzór bardzo popularnej także w Polsce „Dynastii” odcinki kończono zawieszeniem akcji w dramatycznym momencie. Paweł Karpiński w książce Piotra K. Piotrowskiego „Kultowe seriale” zdradził, że niektórzy wybrani już aktorzy rezygnowali tuż przed zdjęciami, bo byli niepewni, co z tego wyjdzie. A wyszło tak dobrze, że kilku aktorów zbudowało na serialu swoją popularność, na przykład Dariusz Kordek. Widzowie tak utożsamiali aktorów z granymi przez nich bohaterami, że Dorota Kamińska, która w filmie uwodzi żonatego Marka Kondrata, słyszała na ulicy obraźliwe słowa od fanek telenoweli. W szczycie oglądalności przed telewizorami zasiadało nawet 16 milionów widzów. A początek serialu zawsze zaczynał się charakterystyczną piosenką. O jakim serialu mowa?

Oczywiście chodzi o „W labiryncie”. Pretekstem do wspomnienia o tym serialu z przełomu lat 80. i 90. jest właśnie muzyka. A konkretnie nowe wydawnictwo doskonałej wytwórni, która przywraca do życia polską muzykę sprzed lat, czyli GAD Records. Teraz przyszedł czas na ten serial.

Jest tutaj łącznie aż 27 tematów, w tym jeden dostępny wyłącznie na kasecie. Najbardziej znane wokalizy śpiewa tu Grzegorz Markowski, a za muzykę odpowiada Krzysztof Marzec. Tak, to ten Krzysztof, kompozytor i słynny pan z Tik-Taka. Tu przygotował zestaw wspaniałych elektronicznych tematów. Pod doskonałymi tytułami! Mój ulubiony to „Hot Dog (Is Sexy)”, ale są też „Spoko”, „Bibi”, „Podejście Grażyny” (napisane z błędem-to biały kruk :), „Wesoły Bączek” i „Smutny Bączek”.

Materiał ukazał się na kasecie w wersji limitowanej (już niedostępny) oraz na CD. Przygotowywana jest wersja na winylu.

Doskonałą muzykę uzupełnia tu super grafika na okładce oraz tekst w książeczce autorstwa Olgi Drendy. Nic tylko czytać, słuchać, no i oglądać!

Otagowane , , , ,

Zakres przenośnych fal

„Lato z radiem” i „Chałupy welcome to” – to moje dwa dźwiękowe wspomnienia z wczasów. Zawsze gdzieś w tle leciało. Albo w aucie, albo w świetlicy z ping pongiem, albo z przenośnego radia ustawionego pod namiotem. No właśnie. Mam ich już parę. Teraz dołączyło kolejne. Piękna Ania R-613 produkcji Zakładów Radiowych Eltra.

Zgrabne, z rączką, na kabelek i baterie. Radio było produkowane w latach 80. Ma cztery zakresy fal, wyjście słuchawkowe. Odbiera w mono. Co ciekawe, w latach 70. produkowano już radio Ania, to jednak inny model.

Był jeszcze model 612 Ani, tylko z pionową skalą, a nie jak tu z poziomą. Radyjko waży niewiele ponad pół kilo, idealnie nadawało się na wypady za miasto. Zresztą wciąż się nadaje, bo działa.

Otagowane , , , ,

3 x K: Kasety, Kajtek, Kasprzak

Był Polonez na kablu, był gramofon Bambino, były kasety vhs… czas na kolejny wyjątkowy przedmiot sprzed lat.

Tym razem na naszej wystawie „Przedmiot tygodnia” bohaterem jest kaseta magnetofonowa.

Kaseta – nośnik opatentowany przez koncern Philipsa w 1963 roku. W Polsce rządził na przełomie lat 80. i 90. Oj u mnie też rządził. Robiłem na kasetach własne składanki, nagrywałem własne audycje, sam projektowałem okładki, numerowałem je. Też tak robiliście?

Mam ich setki. Oryginały, podróbki, składanki, tak, to był dziki czas. Pamiętam, że w moim rodzinnym Słupsku można je było nawet przegrać w bibliotece miejskiej. Znaczy przegrać u nich płytę z CD na kasetę.

Na wystawie w oknie Stacji Muranów przy ulicy Andersa 13 w Warszawie (dostępna 24/7) przez tydzień zobaczycie nie tylko ciekawe kasety z mojej kolekcji, ale też kilka przedmiotów.

Są tu kasety z muzyką, grami komputerowymi, stojak, gazety muzyczne, oryginalny Kasprzak i pierwszy polski walkman Kajtek.

O kulturze muzycznej związanej z kasetami opowiadam też w swojej nowej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (Wydawnictwo Muza), którą oczywiście polecam 🙂

Ale zapraszam też na mini wystawę, może mieliście/macie podobne kasety?

Otagowane , , ,

Już jest!

„I tak to jest” – jak mówiła ciocia Lucylla po kilku minutach milczenia przy rosole. Dzisiaj oficjalna premiera mojej drugiej książki „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”. W formie papierowej oraz ebook.
Masa osób mi pomogła przy pracy nad nią. Dziękuję Im wszystkim, odezwę się do Was jeszcze osobiście. Dziękuję, że podzieliliście się swoimi historiami. Wy, których znam od lat i osoby, których na oczy do tej pory nie widziałem. Oby to się zmieniło! Dziękuję za zdjęcia, za pomoc w promocji (jak jeszcze ktoś ma jakieś możliwości, to ja chętnie 🙂, za dzielenie się materiałami.
To opowieść o czasach, które sam przeżyłem, łażąc do wypożyczalni kaset video, salonów gier, sklepów z kasetami, pierwszych fastfoodów itp. O tamtym czasie opowiadają pracownicy barów (nie tylko pierwszego McDonald’sa w Polsce), pracownica warszawskiego sklepu muzycznego Digital (ma zdjęcie z Michaelem Jacksonem!), prowadzący salon gier, wydawca komiksów TM-Semic, twórcy gier z LK Avalon i California Dreams, przedstawiciel branży erotycznej (tak, oglądałem pierwsze polskie porno), prowadzący wypożyczalnie kaset video, handlarz na Jarmarku Europa, znakomity fotograf z tamtych lat (nie tylko aktów), twórcy kultowych czasopism, reporterki pierwszej telewizji satelitarnej Sky Orunia, sprzedawcy kaset, muzyk, architekt, modelka… kilkadziesiąt osób. Troszkę to przefiltrowałem przez swoje doświadczenia, no i jest.
Wkrótce wymyślę spotkanie autorskie i Was wszystkich zaproszę. Zamówię wiadro wina i będziemy się nim polewać.
Nie mam własnych książek na sprzedaż (pewnie będę miał jak ogarnę spotkanie autorskie), ale chętnie podpiszę Wam, jak zakupicie w swojej małej, osiedlowej księgarni.
Dziękuję wszystkim, z którymi spotkałem się po drodze i dawali mi inspiracje. Czytajcie i dajcie znać jak jest.
A tak wygląda okładka: 

A z kolei tak wygląda moja poprzednia książka, którą też nieskromnie polecam:

Wystawa w oknie

Tak, tak, trwa nasza wyjątkowa, okienna wystawa w Stacji Muranów w Warszawie. W oknie tego wyjątkowego miejsca na pięknym warszawskim Muranowie pokazujemy klasyczne przedmioty z naszej kolekcji. Po Polonezie na kablu, przyszedł czas na gramofon Bambino.

Bambino produkowały Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica. W latach 1963-1972 powstały cztery wersje. Nasz, model numer 3 odsługiwał trzy prędkości 33, 45 i archaiczną 78 (takie siedmiocalowe płyty powstawały w latach 20., 30. i 40.). Model 4 już tej prędkości nie miał. Bambino 3 waży jakieś 8 kilo i jest wyposażone w głośnik Tonsil Unitra. To oczywiście sprzęt mono, lampowy, z korekcją tonów. Przy pomocy kabla ekranowanego (DIN) można go podłączyć do magnetofonu, by zgrać piosenki na taśmę. Jego typową cechą jest kratka wentylacyjna przy nagrzewającej się lampie. Całość zamykała się w charakterystycznej skrzyneczce.

Rocznie produkowano jakieś 160 tysięcy sztuk. W sklepach bywały też walizkowe gramofony Rytm albo Mister Hit. W latach 70. zaczął pojawiać się już sprzęt stereofoniczny: Adam Artur, Bernard. Bambino doczekał się nawet swojego pomnika. Od dwóch lat stoi on w Olsztynie. Ważącą sto kilo replikę autorstwa rzeźbiarza Jacka Adamasa można oglądać w Amfiteatrze Czesława Niemena.

My pokazujemy go wraz z płytami oraz opisem. Polecamy zajrzeć. Okienko otwarte 24/7, oczywiście bezpłatnie. Wpadajcie, róbcie zdjęcia, a już za tydzień kolejny kultowy przedmiot sprzed lat.

Otagowane , ,

Megatony

Przyznaję, mam słabość do pirackich okładek kaset. Dlatego podczas niedawnej wyprzedaży w warszawskim Antykwariacie Grochowskim zakupiłem spooooro kaset. Niektóre tylko dla okładek, inne połowicznie.

Na przykład taka Martika, uwielbiam ją!

Wchodzą na polską stronę Martika.pl traficie na wytwórnię wędlin, ale mi oczywiście chodzi o Martę Marrero, wokalistkę. Amerykanka kubańskiego pochodzenia w 1988 roku wydała debiutancki album „Martika”. I na kasecie znalazł się materiał właśnie z niego. Jest tu największy hit Martiki „Toy Soldiers”. Doskonały to album. Ale wydawca, czyli firma o ładnej nazwie Megaton jednak się do wydania tej kasety nie przyłożyła.

Pomijam samą okładkę. To zresztą był częsty pomysł wydawców kaset przełomu lat 80. i 90. Na okładce umieszczali oryginalną okładkę danego albumu, a do niej dokładali jakąś grafikę. Tutaj ten przedziwny prostokąt z napisem „Martika”.

W środku jest jeszcze ciekawiej. Piosenka „See If I Care” zmieniła się w „IEE If I Care”, a „I Feel The Earth Move” w „I Fall The Earth Move”. No cóż, niby nie dużo, ale jednak kurde brak znajomości języka wyszedł.

W przypadku drugiej kasety takich błędów nie ma.

Błędów nie ma, bo to porządny wydawca. Bułgarska firma wydawnicza Balkanton, której początki sięgają roku 1952. Kaseta z 1987 roku z przebojami Lionela Richie, tytułowym, ale też „Ballerina Girl” i „Say You, Say Me”.

Tutaj nie ma co się przyczepić do okładki, w końcu oryginał. Za to w przypadku trzeciego dziś przykładu żartów nie ma.

To wydawnictwo widmo z przebojami w wersjach weselnego zespołu Szarotka. Nie ma ani wydawcy, ani nic. Jest za to naga pani, częsty sposób na zwrócenie uwagi klienta. Po prostu wrzucenie na okładkę takiego zdjęcia, nawet nie ważne co było na kasecie, okładka przyciągała.

Przyznaję się, mnie też przyciągnęła…

Otagowane , , , ,

Ze Śląska na plażę

Fantastyczne jest to miejsce, fantastyczne! Piszę o Antykwariacie Grochowskim na warszawskim Grochowie. Doskonałe książki, czasopisma, gadżety, winyle i dziś najważniejsze… kasety magnetofonowe.

Ostatnio trafiłem tam na wyprzedaż kaset. Było tego sporo, choć i tak już przebrane. Ale parę perełek się znalazło. Chociażby kaseta Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Oryginalna, z Polskich Nagrań. Tylko już na początku mam kłopot. Kurczę nie wiem, z którego jest roku. Niby wszystkie dane są, ma numer CK-239. Ale nigdzie nie ma daty wydania. Co prawda znalazłem informację, że to wydanie na 25-lecie zespołu. Czyli wychodzi, że z końca lat 70., bo zespół powstał w 1953 roku.

Nie ma za to problemu z rozszyfrowaniem daty wydania kolejnej kasety, którą tam zdobyłem. Oto boski Salvo i jego kaseta z 1984 roku, wydana w Rumunii. Ale tu zaskoczenie, Salvo nie pochodzi z tego kraju, ale ze Szwajcarii i naprawdę nazywa się Salvo Ingrassia.

Album oryginalnie pochodzi z 1978 roku. Zdaje się, że to jego debiut. Ale uwaga, pan śpiewa do dziś. Taki trochę Krzysztof Krawczyk. A kasetę w Rumunii wydała tamtejsza wytwórnia o wspaniałej nazwie Electrecord.

I jeszcze trzecia dziś kaseta, perełka z naszego rynku. Oto Marlena Drozdowska i jej „Bajadera plaża”. Na pewno kojarzycie ją z przeboju „Mydełko Fa” z Markiem Kondratem. Napisał go genialny kompozytor Andrzej Korzyński. Większość numerów na „Bajadera plażę” również.

„Bajadera plaża” to był jej przebój drugiej połowy lat 80., wydany już wtedy na winylu. Ten materiał na kasecie ukazał się zapewne na fali popularności „Mydełka Fa”. Obok Korzyńskiego utwory napisał też Winicjusz Chróst, a tekst do jednego z nich sam Krzysztof Gradowski. A skąd ten ostatni? Ano jest to reżyser serii filmów o przygodach Pana Kleksa. A Marlena śpiewała w filmie piosenkę.

Kasetę wydał Polmark, który miał charakterystyczne kupony. Po wycięciu (tu widać, że już go wycięto) i wysłaniu na adres wydawnictwa można było wygrać kasety.

Jeszcze jedno, okładka. Boska, prawda? Autorem jest doskonały muzyk, grał m.in. z Markiem i Wackiem, Jan Drozdowski. Nazwisko mają państwo nieprzypadkowo identyczne, to małżeństwo. Tylko dlaczego pani Marlena zgodziła się, by mąż zaprojektował jej okładkę? No jest nietypowa, to pewne…

A jutro kolejne trzy kasety. Oj też będzie ciekawie.

Otagowane , , , , , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij