Tag Archives: polski mcdonald

Mat-Donald i Mak-Kwak

Trudno porównać jego otwarcie z czymkolwiek innym. To było wydarzenie przez duże „W”, a duże żółte „M” urastało wręcz do rangi symbolu – początku nowego rozdziału w naszej historii. Środki masowego przekazu potraktowały przywiezienie hamburgerów do Polski na równi z przywiezieniem prochów Paderewskiego, zaś Big Mac witany był według tego samego protokołu co prezydent Bush – tekst Michała Ogórka czytał w Polskiej Kronice Filmowej z 1 lipca 1992 Tomasz Knapik.

Pierwszy polski McDonald’s otwarto w stolicy 17 czerwca, wstęgę przecinał sam Jacek Kuroń, który był wtedy ministrem pracy i polityki socjalnej w rządzie Hanny Suchockiej. Wśród baloników, flag, maskotek, spowici zapachem smażonych hamburgerów oraz frytek stali żądni nowego warszawiacy – tysiące ludzi, tłum, komitet powitalny króla fast foodu. Z dachu spoglądał na nich wielki dmuchany klaun, wokół parkowały fiaty, polonezy, wartburgi i zachodnie auta sprowadzone z Niemiec. Nie zabrakło znanych osobistości, jak Agnieszka Osiecka, Zygmunt Broniarek, trener Kazimierz Górski.

Tak w swojej książce „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.” (wyd. Muza) zaczynam opowieść o pierwszych polskich McDonald’sach. Zaczynając od tego warszawskiego przytaczam historię jego pracownicy oraz jednego z dyrektorów.

Fascynujące są to opowieści o tym jak ćwiczyli podawanie dań przed otwarciem (używając m.in. zakrętek od słoików zamiast kotletów), jak bili światowe rekordy itp. Ja pamiętam, że MD w Warszawie był miejscem, do którego przyjeżdżało się z wycieczką. Każdy gadżet typu rurka, serwetka, flaga, był niemal relikwią. Zanim otwarto pierwszego polskiego MD robiło się przecież zdjęcia pod zagranicznymi Macami (patrz zdj. wyżej).

Pierwszego dnia funkcjonowania McDonalda w „Sezamie” padł światowy rekord zamówień. Ponad 13 tysięcy. Zresztą został on pobity kilka miesięcy później, podczas otwarcia restauracji w Katowicach i poprawiany jeszcze kilkakrotnie, m.in. w małym lokalu na dworcu kolejowym w Gdańsku.
Ten pierwszy McDonald’s w Warszawie był czynny od 8.00 do 23.00. Przed wejściem do niego hostessy częstowały ciastkami, w środku opiekowały się maluchami. Big Mac kosztował wtedy 25 tysięcy złotych, frytki 7 tysięcy, coca -cola 11 tysięcy, sok jabłkowy 9 tysięcy, shake (waniliowy, truskawkowy lub czekoladowy) 12 tysięcy, a lody – 10 tysięcy złotych. W kolejnych latach w menu pojawiały się nowe produkty, m.in. Fish Mac i McChicken.
W restauracji jest 250 miejsc siedzących, ale po dostawieniu stolików na wolnym powietrzu ich liczba zwiększy się do 400. Od nowego roku wszystkie potrawy mają być robione z polskich produktów. Na razie mleko pochodzi z warszawskiej „Woli”, napoje z gdyńskiej rozlewni Coca -Coli, soki z „Hortexu”, sałata z Jeleniej Góry, mięso z Niemiec, a frytki z moskiewskiej restauracji McDonalda. (…) Jasne, sterylne wnętrze z dużą ilością zieleni (niestety sztucznej) oraz niezła klimatyzacja to pierwsze przyjemne wrażenia wchodzącego do środka klienta. „Wyposażenie warszawskiego McDonalda kosztowało ponad milion dolarów” – powiedział wczoraj dziennikarzom Tim Fenton, szef McDonald’s Polska – pisała w dniu otwarcia stołecznego Maca „Gazeta Wyborcza”

Oczywiście Polacy szybko zobaczyli, że fastfoodowy rynek się szybko rozwija i otwierali własne bary szybkiej obsługi. Żeby nadać barowym budom bardziej światowy charakter, nazywano je „po zachodniemu”. „Max”, „Bonjour”, „Kobra”, „Mak -Kwak” i mój ulubiony – „Mat Donald”. Tak nazywała się czerwona budka w centrum Warszawy. Oklejona napisami „hamburgery” i „sandwiches”, na daszku miała zamontowane czerwone logo z uśmiechniętą bułką trzymającą w ustach kiełbasę i sałatę. To, co w tych barkach podawano, i jak podawano, z luksusem nie miało wiele wspólnego. Same budki też nie były luksusowe. Hamburgery podawano wtedy chociażby w takich budach. Ostały się jeszcze na warszawskim Muranowie.

A Wy, pamiętacie swojego pierwszego hamburgera w życiu?

Więcej podobnych historii znajdziecie w mojej książce. Polecam

Otagowane , , , ,