Philip Michael Thomas, czyli Ricardo Tubbs z „Miami Vice” i jego muzyczny debiut z 1985 roku to bohater mojego bloga o płytach winylowych http://winylowetrzaski.wordpress.com/
Polecam opowieść o tym dość kuriozalnym krążku.
Philip Michael Thomas, czyli Ricardo Tubbs z „Miami Vice” i jego muzyczny debiut z 1985 roku to bohater mojego bloga o płytach winylowych http://winylowetrzaski.wordpress.com/
Polecam opowieść o tym dość kuriozalnym krążku.
Na blogu pisaliśmy już o DDR-owskich klockach Pebe. Czas na konkurencję.
Za naszą zachodnią granicą w okresie, kiedy u nas rządzili Gomułka i Gierek działała również firma, która produkowała klocki Formo – VEB Gothaer Kunststoffverarbeitung.
Nasz zestaw przypomina trochę Lego Technics. Przede wszystkim jest silnik. Do tego gumki, zębatki, przekładnie itp. Co ciekawe, w przeciwieństwie do Lego, nie ma tu instrukcji do składania konkretnej rzeczy. W DDR dbano o rozwój wyobraźni, nie ma co.
W środku jest tylko wkładka ze zdjęciem informująca, że zabawka jest dla dzieci od lat 10. Jest też spis klocków i kupon reklamacyjny, na którym widnieje data 1989 roku.
Z tego co udało się nam dowiedzieć firma produkująca Formo przestała działać w 1990 roku, a istniała od lat 60. Ciekawostką jest fakt, co nie było w tamtych czasach regularnością, że na upartego klocki Formo są kompatybilne z Lego.
My postanowiliśmy zbudować z nich helikopter. Nie było to łatwe, ale w końcu się udało.
Użyliśmy silnika w sposób dość nowatorki, bo ustawiliśmy go pionowo z płaską baterią podłączaną od spodu.
Niestety za sterami usiadł Zwierzak z Muppetów…
…a to mogło się skończyć tylko tak:
Dzisiejszy bohater to okaz piękna i praktyki. W naszej kolekcji (dzięki Gosi z przepięknego ośrodka nad jeziorem Jasień) znalazł się taki przepiękny notes Polish Ocean Lines:
Gadżet reklamowy polskiego armatora to wyjątkowo pomysłowa rzecz.
Z przodu na metalowej części wybite są litery alfabetu. Przesuwa się po nich czarnym elementem. Po zatrzymaniu na wybranej literze naciskamy metalowy element i otwiera się nam notatnik.
W środku kartki do zapisywania na przykład numerów telefonów i adresów dla każdej z liter. Czarny przesuwak blokuje kartkę w odpowiednim miejscu i dzięki temu notes otwiera się na prawidłowej stronie.
Urządzenie banalnie proste w obsłudze.
Nie wiemy dokładnie z którego pochodzi roku, ale najpewniej z lat 70. albo 80. To nie był łatwy czas dla Polish Ocean Lines, oczywiście z powodu stanu wojennego. Firma powstała w 1951 roku kontynuując tradycje Gdynia-America Linie Żeglugowe, Żeglugi Polskiej i Polsko-Brytyjskiego Towarzystwa Okrętowego (Polbryt). W latach 70. flota PLO liczyła nawet blisko 200 statków. Miano się czym chwalić, dlatego pewnie tworzono takie cuda jak nasz notes…
Na pewno jeszcze do PLO wrócimy…
Ulf Kirsten, Jurgen Pommerenke, Hans-Jurgen Dorner – czy ci wielcy piłkarze DDR grywali w domu w takie cudo, o jakim dzisiaj piszemy? Na pewno.
Oto kolejne piłkarzyki z naszej kolekcji, tym razem wyprodukowane we wschodniej części Niemiec.
Fussball Spiel charakteryzuje się tym, że można tą zabawkę złożyć w podręczny kartonik. Boisko jest bowiem zwijane. Na końcach przytrzymują boisko kawałki drewienka. W niej wkłada się bramki.
Każda z drużyn ma dwóch zawodników: bramkarza i piłkarza w polu. Bramkarz jest sterowany przez kawałek plastiku z tyłu. Bardzo ciekawie strzela się piłkarzem w polu. Naciska się bowiem głowę piłkarza w dół i wtedy rusza się jego noga i piłkarz strzela.
Swoją drogą bramkarze wyglądają jakby robili przysiady, a na głowach mieli czapki.
Ciekawa jest piłka, która nie jest okrągła. Dzięki temu jednak zatrzymuje się na boisku. Okrągła cały czas by wypadała za pole.
Mamy do tych piłkarzyków oryginalne pudełko.
W środku wszystko pięknie ułożone.
Piłkarzyki wyprodukowano najprawdopodobniej w latach 70. Odpowiada za nie zakład w niewielkim mieście we wschodniej części Niemiec – Aschersleben.
Największe sukcesy piłka nożna w DDR odnosiła właśnie w latach 70. Co ciekawe, pierwszy mecz reprezentacja DDR rozegrała z Polską, w Warszawie w 1952 roku. Wygraliśmy 3-0.
Na deser opowieść o legendarnym meczu Polska-NRD z 1981 roku. Boniek, Szarmach, Smolarek, Lato, Młynarczyk…
Kultowa muzyka z kultowego filmu, czyli co łączy „Gliniarza z Beverly Hills”, „Top Gun” i „Tango & Cash”?
O tym na moim blogu o czarnych płytach: http://winylowetrzaski.wordpress.com/
Łapy, łapy, cztery łapy/A na łapach pies kudłaty/Kto dogoni psa, kto dogoni psa/Może ty, może ty, może jednak ja…
Kto nie zna tej piosenki… ten nic nie zna. Usłyszeć ją można było w programie „Piątek z Pankracym”. Postanowiliśmy go przypomnieć, bo mamy w naszej kolekcji książkę Macieja Zimińskiego „Piątek z Pankracym”.
Została wydana w 1988 roku przez Wydawnictwa Radia i Telewizji, a kosztowała 390zł. Autorem obrazków jest tu niezapomniany Bohdan Butenko, twórca Gapiszona, o którym wspominaliśmy już na blogu w tym miejscu: https://bufetprl.com/2012/10/11/gapiszon-hipopopo-i-zwariowana-reszta/
Autor tekstów to również dobrze nam znany twórca Telewizji Dziewcząt i Chłopców Maciej Zimiński, więcej tutaj: https://bufetprl.com/2012/09/02/niewidzialna-reka-kontra-pancerni/ Niestety Pan Maciej odszedł w październiku zeszłego roku. Odpowiadał również za scenariusz programu telewizyjnego „Piątek z Pankracym”.
Program ewoluował z „Pory na Telesfora”. Ten zadebiutował w 1970 roku i jego bohaterami były kukiełkowe smoki. Emitowany był w piątki o godzinie 16.40, na początku wymiennie z „Pan Półka i spółka”. Początkowo prowadził go Mateusz Damięcki, później zastąpiony przez Zygmunta Kęstowicza. To właśnie ten aktor występował w „Piątku z Pankracym”.
W połowie lat 80. tytuł programu zmieniono na„Okienko Pankracego”, a prowadzącym został Artur Barciś.
Kukiełkę psa zaprojektowała scenografka (także twórczyni Kulfona) Lidia Wopaleńska, a głosu użyczył mu Hubert Antoszewski.
Ale wróćmy do książki… choć przy okazji warto pamiętać, że ukazał się również kalendarz z Pankracym i kasety z piosenkami.
Książka to zbiór opowieści, wierszyków, różnych zabaw i porad. Oto przykład:
Można było też wykorzystać ją w pracach manualnych. Oto specjalna strona:
Całość została napisana w niezwykle ciepły, zabawny sposób, dokładnie tak jak Maciej Zimiński pisał do odpowiednika telewizyjnego.
No to na deser czołówka:
A naszą książkę widać w tej opowieści o Macieju Zimińskim:
Tuż tuż zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. W związku z tym bohaterem nowego wpisu na naszym blogu jest zestaw, który dosłownie kilkanaście dni temu zasilił naszą kolekcję. Znaczki olimpijskie z igrzysk w Moskwie 1980:
O przeróżnych przedmiotach z naszej kolekcji związanych z igrzyskami w Moskwie pisaliśmy tutaj:
Kilkanaście znaczków ze zdjęc kupiliśmy od sprzedawcy przy Hali Mirowskiej w Warszawie. Powiedział, że należały do jego dziadka. Wszystkie w idealnym stanie i przedstawiające różne dyscypliny olimpijskie.
Jest boks, pływanie, gimnastyka, biegi, rzut oszczepem, hokej, wioślarstwo i siatkówka.
Jeden z nich się jednak wyróżnia. To znaczek ze zniczem olimpijskim i logo Moskwy 80.
Postanowiliśmy wystartować w konkursie na Blog Roku 2013.
Za głosowanie serdecznie dziękujemy, odwiedzającym i jurorom podziękowania również gwarantujemy.
Więcej o konkursie na stronie:
http://blogroku.pl/2013/kategorie/bufetprl-nieoczywisty-l-wiat-minionej-epoki,7bl,blog.html
Opiłki metalu (dla efektu iskrzenia), azotan baru, klej… dobrze, dobrze, to nie jest blog chemiczny. Ale taki jest skład naszego dzisiejszego bohater. Przedstawiamy iskrzącą część naszej kolekcji, czyli Zimne ognie:
Szare laski z iskrzącą masą wieszano w PRLu na choince. Oczywiście w sylwestra bawiły się nimi dzieci. Zastępowały one nam prawdziwe środki pirotechniczne, których w tamtej epoce niemal w ogóle nie było. Prawdziwe fajerwerki przywożono na przykład z NRD.
Obrót takimi środkami był oczywiście w PRLu ściśle kontrolowany. Nasz egzemplarz wyprodukowała Spółdzielnia Rzemieślnicza Introligatorsko Drzewna „Introdrzew” z Katowic. Cena za 10 sztuk wynosi 3,50 zł, a wyprodukowano je według normy z 1977 roku, czyli pochodzą z końca lat 70. albo z 80.
Ciekawe, że jak byk napisane jest na Zimnych ogniach, żeby nie wieszać ich na choince, ale nie specjalnie tego przestrzegaliśmy.