Author Archives: przyj

Winyle do ataku!

Bambino – podstawa udanej prywatki

Eksplozja bigbitu na początku lat 60., rozkwit produkcji płyt winylowych, które zastępowały ebonitowe i te z łatwo pękającego szelaku, rozluźnienie polityki restrykcyjnej wobec społeczeństwa po przejęciu władzy przez Edwarda Gierka. To m.in. spowodowało szybki rozwój rynku gramofonowego pod koniec lat 60. i w 70. minionego wieku. Przede wszystkim na domowych prywatkach, ale też w mniejszych rozgłośniach radiowych czy dyskotece rządziły gramofony serii Bambino. Takie jak nasz, model WG 263, oznaczony jako Bambino 3.

Bambino, nie mylić z lodami o identycznej nazwie, był następcą Karolinki i wcześniej, pierwszego polskiego gramofonu GE-53 z 1954 roku. Bambino produkowały Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica. W latach 1963-1972 powstały cztery wersje. Nasz, model numer 3 odsługiwał trzy prędkości 33, 45 i archaiczną 78 (takie siedmiocalowe płyty powstawały w latach 20., 30. i 40.). Model 4 już tej prędkości nie miał. Bambino 3 waży jakieś 8 kilo i jest wyposażone w głośnik Tonsil Unitra. To oczywiście sprzęt mono, lampowy, z korekcją tonów. Przy pomocy kabla ekranowanego (DIN) można go podłączyć do magnetofonu, by zgrać piosenki na taśmę. Jego typową cechą jest kratka wentylacyjna przy nagrzewającej się lampie. Całość zamykałą się w charakterystycznej skrzyneczce.

Rocznie produkowano jakieś 160 tysięcy sztuk. W sklepach bywały też walizkowe gramofony Rytm albo Mister Hit. W latach 70. zaczął pojawiać się już sprzęt stereofoniczny: Adam Artur, Bernardyn. Bambino doczekał się nawet swojego pomnika. Od dwóch lat stoi on w Olsztynie. Ważącą sto kilo replikę autorstwa rzeźbiarza Jacka Adamasa można oglądać w Amfiteatrze Czesława Niemena.

Natomiast w Zakładzie Produkcji Specjalnej w Pionkach, spadkobiercy Pronitu, który w PRLu królował w produkcji winyli, otwarto Izbę Pamięci Tłoczni Płyt Gramofonowych.

Tutaj Polska Kronika Filmowa z 1978 roku. W części zatytułowanej Od „Bambino” do „Daniela” Łódzkie Zakłady Radiowe „Fonica” (od 2minuty 33 sekundy) lektor zdradza m.in., że produkuje się tu gramofony już od 20 lat. Poza tym aparaturę dyskotekową i wzmacniacze:

Otagowane , , , , , , ,

8mm wyjątkowej magii

Kamera Kwarc Zenit – nie tylko dla „Amatora”

To właśnie od tej kamery swoją karierę zaczynał Filip Mosz, czyli filmowy Amator z obrazu Krzysztofa Kieślowskiego, świetnie zagrany przez Jerzego Stuhra. Nam udało się zdobyć egzemplarz w opakowaniu z dodatkowymi nakładkami na obiektyw. Kamera Kwarc 1 x 8C-2 (cyrylicą: Эенит кварц) to absolutny klasyk wśród 8 milimetrowych arcydziełek do filmowania.

Sprężynowy napęd, celownik pryzmatyczny, obiektyw Meteor z ogniskową 9-38 mm (zoom), tryb poklatkowy 9, 12, 18, 24, 36 klatki na sekundę. Podobno działa nawet przy -30 stopniach C, poza tym filmuje bez prądu i jest bardzo prosta w obsłudze. Oczywiście produkt jest nieco toporny, wyprodukowano go przecież w ZSRR, ale wygląd już do topornych nie należy.

Obraz jest czarno-biały i niemy, ma się rozumieć. Sprzęt wypłynął w latach 60. Na fali popularności pojawiły się jeszcze m.in. kamery Sport, Supra, Newa, Łada (ZSRR) i Admira (Czechosłowacja). Dzisiaj, jak wiadomo, wraca moda na takie kamery, podobnie jak na aparaty fotograficzne sprzed lat. O mocy 8mm niech świadczy fakt, że to na takich kamerach swoje filmy realizowali chociażby m.in. Derek Jarman („Caravaggio”), Guillermo del Toro („Labirynt Fauna”), Pedro Almodovar czy sam Alfred Hitchcock.

Na deser 8mm thriller Hitchcocka z 1940 roku „Foreign Correspondent”:

Otagowane , ,

Sposób na udaną uroczystość

Świeczki tortowe z lichtarzykami

Nie przypominam sobie, żeby do urodzin podchodzono w PRLu w szczególny sposób. Jak się już świętowało to „narodziny” systemu (22 lipca) albo rocznicę urodzin ważnych towarzyszy w stylu Gierka. Prywatnie pamiętam, że popijawy urządzało się raczej z okazji imienin. Na Kazimierza, Zofii czy Tadeusza wzmagała się ilość zachwianych osób na ulicach. Inaczej było oczywiście z dziećmi. Huczne zabawy wiązały się w tym przypadku z urodzinami. Jedną z głównych atrakcji były torty i zdmuchiwanie świeczek. Właśnie Świeczki Tortowe przedstawiamy dzisiaj na naszym blogu.

Cieniutkie, teoretycznie łatwe do zdmuchnięcia i przede wszystkim z kolorowymi końcówkami ułatwiającymi wbijanie ich w tort. Najważniejszy moment urodzinowego wieczoru: świeczki urodzinowe (tortowe). Nasz egzemplarz pochodzi prawdopodobnie z lat 70. Wyprodukowała je Spółdzielnia Pracy „Wosko-Chemia” w Gniewkowie (woj. kujawsko-pomorskie). Historia firmy doskonale odzwierciedla historię poprzedniego ustroju.

Początki zakładu sięgają końca XIX wieku. Wtedy w miasteczku powstała Fabryka Świec Walenty Noga i S-ka. Do II wojny światowej zyskała uznanie na lokalnym i krajowym rynku. Podczas działań wojennych przejęli ją Niemcy. Faktyczny koniec prywatnego interesu nadszedł z początkiem komuny. W 1950 fabryka została zmuszona do zaprzestania produkcji. Jednak szybko jej ostatni właściciel założył spółdzielnie i tak Wosko-Chemia kontynuowała wieloletnią tradycję. Spółdzielnia zaliczała się do największych producentów świec w kraju wysyłając swoje produkty m.in. do Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Finlandii, Holandii, Etiopii czy Libii. Finansowała też Klub SportowyStart-Unia” w Gniewkowie – obecnie IV liga. Po przemianach ustrojowych firmę przejął zagraniczny inwestor K.C.B. Interlight. Czy wciąż produkują świece tortowe tego niestety nie wiemy?

Otagowane , , , ,

Niewidzialna Ręka kontra Pancerni

Telewizja Dziewcząt i Chłopców – audycja dla dzieci i młodzieży w latach 60., 70. i 80.

Pretekstem do opowieści o tym wyjątkowym programie z okresu PRLu jest emisja (za kilka dni na kanale Planete) dokumentu o Telewizji Dziewcząt i Chłopców.  Zróżnicowana, z autentyczną misją, interaktywna – taka była wtedy telewizja dla młodych widzów, o takiej też pisałem do „Kultury DGP” w taki, w przybliżeniu, sposób:

Latający Holender, Liga Entuzjastów Wakacji, Niewidzialna Ręka, Telewizyjny Klub Pancernych, Ekran z Bratkiem, Zwierzyniec, Teleferie, Teleranek – dla dzisiejszych 50-latków te nazwy są synonimem ciekawego dzieciństwa. Cykle wymyślone zostały w latach 60. i 70. w ramach Telewizji Dziewcząt i Chłopców (TDC), za którą odpowiadał Maciej Zimiński.

Jedną z największych gwiazd TDC był niezapominany gawędziarz Michał Sumiński. Już po pierwszym odcinku prowadzonego przez niego Zwierzyńca TDC dostała setki listów, by ten „pan z wąsem” jeszcze coś opowiedział. Swoje gawędy o czaplach, dzikach czy jeleniach okraszał odgłosami zwierząt, które sam imitował. Był w tym mistrzem:

Inne gwiazdy programu to: kapitan Krzysztof Baranowski, Bohdan Sienkiewicz odpowiedzialny za program morski Latający Holender czy Jacek Gmoch. Były trener reprezentacji narodowej prowadził szkółkę piłkarską dla dzieci i bardzo się przy tym stresował, bo wiedział, że koledzy z jego klubu Legia Warszawa również oglądają i czekają na wpadki.

Zimiński i spółka byli mistrzami w wymyślaniu akcji dla dzieci i młodzieży, Telewizyjnego Klubu Pancernych (dla miłośników „Czterech pancernych i psa”), Ligi Entuzjastów Wakacji czy chyba najpopularniejszej Niewidzialnej Ręki. Polegała ona na pomaganiu potrzebującym, ale w tajemnicy. Odzew takich akcji był ogromny. Efekty zresztą też. Kiedy LOT zgłosił się do TDC o przeprowadzenie konkursu na rysunek o tematyce lotniczej, przyszło tysiące prac. Z najlepszych złożono kalendarz, który później wygrał międzynarodowy konkurs na kalendarz lotniczy.

Na tym też właśnie polegała siła TDC. Był to program interaktywny. Dzieci pisały listy, wypełniały książeczki wydawane przez TDC, uczestniczyły w ich akcjach. TDC emitowała też seriale, np „Miś Uszatek”, „Do przerwy 0-1” czy „Przygody Marka Piegusa”. Dzisiaj wszystko to klasyki. Dla najmłodszych  mogą to być siermiężne audycje, ale ich rodzice się przy tym wychowywali i na pewno tego nie żałują.

Na koniec jeszcze Miś z okienka:

 

Otagowane , , , , , ,

Platforma łącząca PRL i współczesność

Auto-Unia – ciężarówy dla każdego

Baaardzo sympatyczny klubik Pardon To Tu, Klub Bilardowy, Fundacja Szalom, Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu – to tylko niektóre z instytucji jakie obecnie znajdują się pod adresem pl. Grzybowski 12 w Warszawie. W czasach Gierka działała jednak tam Zabawkarsko-Kaletnicza Spółdzielnia Pracy. To właśnie w tym zakładzie powstawały takie zabawkarskie arcydzieła jak Gra w koszykówkę czy kolejny bohater naszego blogu: Auto-Unia Platforma.

 

Pojazd serii Auto-Unia to zabawka przeznaczona dla dzieci od lat 3. Ta konkretna kolekcja liczy sześć egzemplarzy, oprócz Platformy są jeszcze Wóz Transmisyjny TVP, Wywrotka, Chłodnia „Hortex”, Cysterna oraz Ciężarowy. Samochód składa się z kilku części do samodzielnego złożenia, m.in. kabina, światła, platforma. Całość odtworzona z drobnymi szczegółami. Na desce rozdzielczej są nawet narysowane liczniki i wskaźniki.

Obecnie bardzo trudno znaleźć wszystkie sześć rodzajów pojazdów z Auto-Unii. Szczególnie rzadki jest Wóz Transmisyjny TVP. Gdyby ktoś takim dysponował to baaardzo liczymy na kontakt!

Otagowane ,

Takich śpiewaków brakuje

Jan Danek – piękny głos lat 50.

Nie wiem dlaczego dopiero teraz wpadłem na to, żeby rozpocząć wspomnienia muzyczne z minionej epoki. Tyle pięknych głosów, piosenek. Nie przaśne Papa Dance czy bananowy Vox, tylko Janusz Gniatowski, Mieczysław Fogg, Natasza Zylska, Jan Danek. Na płytę tego ostatniego natrafiłem przypadkowo podczas niedawnej potańcówki na warszawskim Muranowie. Po odpaleniu albumu z jego przebojami od razu uderzyło mnie ciepło jakie bije z jego głosu. Danek nie jest tak sentymentalny i przejmujący jak Fogg. Z tego pozornego głosu emanuje jednak siła i pewność.

Słychać to na przykład w przebojowej kompozycji Bella, Bella donna:

Jan Danek naprawdę nazywał się Stanisław Kośnik. Urodził się w Warszawie w 1923 roku. Podczas II wojny został ranny. Po wojnie zaczął karierę wokalisty. W 1952 roku wygrał konkurs na śpiewaka do zawodowego zespołu estradowego przy Wojewódzkim Domu Kultury w Katowicach. Szybko rozwinął swoją karierę. W połowie lat 50. nawiązał kontakt z francuskim gwiazdorem Yves Montandem, który użyczył Polakowi kilka ze swoich piosenek.

W latach 50. Danek występował z innymi gwiazdami tamtych lat Januszem Gniatowskim i Nataszą Zylską. Bywało, że śpiewali dla ponad 100 tysięcy osób. Danek koncertował też za granicą, m.in. w ZSRR, NRD, Czechosłowacji, Rumunii i na Węgrzech. Karierę zakończył w latach 70. Na szczęście pozostał sporo nagrań…

 

Otagowane , , , ,

Z magnesem wśród dzieci

Magnetyczne laleczki – przyciągające się klocki

„Spośród osobliwych kamieni wyróżnia się niewątpliwie Magnes. Cóż bowiem nadeń dziwniejszego? Albo w którym tworze przyrody większa nieregularność? Kamień przecież jest zwykle bez czucia, a ten ma czucie i niejako ręce. Żelazo wszystkiemu się opiera, a wobec magnesu ustępuje i zmienia się, albowiem jest przez niego przyciągane, leci doń, a przybliżywszy się, stawa i zwisa przy nim, jak w objęciach” – tak pięknie pisał o magnesie w swojej „Historii naturalnej” żyjący na początku naszej ery historyk, pisarz i badacz rzymski Pliniusz Starszy. Mądry człowiek, choć jakby patrzeć na to jak zginął można odnieść inne wrażenie. W czasie wybuchu Wezuwiusza podpłynął bowiem okrętem zobaczyć erozję z bliska, w wyniku czego poniósł śmierć. O magnesie jednak pisał z zachwytem, co nie dziwi. Wykorzystywany w wielu gałęziach przemysłu nie mógł też ominąć rynku zabawkarskiego. Znanym przykładem jego wykorzystania jest Wolly Willy (wymyślony w latach. 50 w USA), gdzie za pomocą magnetycznego rysika układało się twarze z metalowych opiłków. W PRL-u popularne były też Laleczki Magnetyczne – kolejny bohater naszej kolekcji.

Kiedy trzy lata temu Inspekcja Handlowa przeprowadziła kontrolę producentów zabawek w wielu produktach z magnesami znaleziono uchybienia. Główne z nich to brak ostrzeżeń przed skutkami, na przykład, połknięcia namagnesowanych elementów. Laleczki Magnetyczne oczywiście takich ostrzeżeń nie zawierają, bo wtedy nikt się tym nie przejmował. Nie ma nawet ograniczenia wiekowego na pudełku. Tylko informacje „Nowość” i „Komplet 40 elementów”. W środku koła (sześć z narysowanymi twarzami), prostokąty, kwadraty, trójkąty. Żeby pobudzić do działania dołączono dwa wzory. Na nich przykłady domku, ptaka, postaci, zamku, krzesła, pociągu, samochodu, pajaca… Wszystko układa się na metalowej tacce, do której przyczepia się magnes. Pisząc to patrzę na moją Anię, która właśnie układa pałac i gwarantuje Wam, dawno nie widziałem takiego szczerego uśmiechu na jej buzi.

Niestety zachował się tylko fragment etykiety nie wiemy więc gdzie zabawka została wyprodukowana. Widnieje tylko data 1982

Otagowane , ,

Za kółkiem – symulator na żywo

Korzystając z naszego kanału YouTube postanowiliśmy powrócić do opisywanego kilka tygodni temu symulatora produkcji radzieckiej Za kółkiem. Oto jak ta wyjątkowa zabawka prezentuje się w rzeczywistości:

Otagowane ,

Polscy cykliści szaleją!

Rower Polo – spełnienie dziecięcych marzeń

Kiedy zobaczyłem jak Kevin Arnold wraz z Winnie Cooper jeżdżą na przejażdżki dziwnymi rowerami z długim siodełkiem (tzw. banana seat) i kierownicą typu koza obiecałem sobie, że kiedyś będę miał taki rower. Tym bardziej, że oglądając „Cudowne lata” wiedziałem, że takie w Polsce również są, bo wraz z bratem dzieliłem przez jakiś czas rower Rodeo. Bardzo podobny do pojazdu Kevina.

Kiedy kilka tygodni temu zobaczyłem na aukcji internetowej rower Polo nie mogłem odpuścić. I jest! Wreszcie mam taki rower jak Kevin. Co prawda, nie pomyślałem, że może być dzisiaj dla mnie za mały (koła 20′), ale cóż. Spełniłem marzenie to jeżdżę. Mało tego, że ma kierownicę o wyjątkowym kształcie, figlarnie wygiętą ramę i legendarne długie siodełko to jeszcze udało mi się do niego dostać wyjątkowy, tylni, okrągły odblask. Pamiętam, że miałem taki w Rodeo.

Tak jak różne wersje kolorystyczne miał wspomniany Rodeo, tak w różnych kolorach produkowano Polo. Mało tego. Powstawał również model Polo-Lux. Wszystkie nawiązywały do amerykańskich rowerów, modnych na przykład w Niemczech. To tak zwane lowridery.

Dzisiaj, na ulicy, czuję się niemal tak jak wtedy mijając Waganty, Gile, Bobo, Mistrale, Komety, Jubilaty, nie mówiąc już o Wigry. Uśmiechnięty i rozluźniony. Składaki i ostre koła schowajcie się!

Co ciekawe, zakłady Predom-Romet w 1976 roku wypuściły na rynek motorower, który nazwali Polo 760. Podobny do sylwetki roweru Polo.

Przy okazji wspomnieniu o Polo ruszamy z odsłoną bufetprl na You Tube. Na początek krótka prezentacja Polo oczywiście:

Otagowane , , , ,

Legenda telewizji i kina specjalnie dla nas

Reżyser i scenarzysta fabuł oraz dokumentów, wieloletni redaktor miesięcznika „Film” i „Kino”, autor doskonałych książek filmowych i legendarnego programu telewizyjnego „W starym kinie” Pan Stanisław Janicki specjalnie dla nas podpisał numer „Filmu” z lat 60. Dziękujemy za pozdrowienie Bufetuprl i za arcyciekawe wspomnienia o pracy w roli dziennikarza w tamtych latach.

Otagowane ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij