Category Archives: Info

Przyjdź z własnymi skarbami

Przypominamy, że podczas wyjątkowej niedzieli, 14 czerwca, w Stacji Muranów w Warszawie, każdy z was może przyjść i oddać w dobre ręce własne skarby z minionej epoki. Więcej informacji na specjalnej podstronie Impreza/Wyprzedaż PRL oraz TUTAJ.

fb-01

Zapraszamy! Wystawców prosimy o przesyłanie zgłoszeń na: info@stacjamuranow.pl

Otagowane , , ,

Autotrans z refleksem

Zabawki, modele do sklejania, a nawet włóczki produkowała przed laty nieistniejąca już Spółdzielnia Rzemieślnicza Reflex mieszcząca się w Warszawie, przy ulicy Szpitalnej 8. Zakład produkował m.in. takie cuda:

autotrans

Piękna ciężarówka Autotrans do przewożenia samochodów osobowych kosztowała zaledwie 1750zł. Zabawka dla dzieci od lat 5 miała kilka wersji kolorystycznych i co ciekawe, jak widać na zdjęciu, nie przewidziano w niej… kierownicy.

autotrans1

Był za to całkiem sprawny mechanizm do wjeżdżania samochodów na górną rampę, wykonany całkowicie z plastiku.

autotrans3

Autko sprawdzało się w domu, piaskownicy i pasowało nie tylko do oryginalnych matchboksów.

autotrans4

Wszelkie dane możecie znaleźć na oryginalnej metce z ciężarówki.

autotrans2

Uwaga, uwaga! Mamy do oddania kilka takich wyjątkowych ciężarówek! Już 14 czerwca będzie je można zdobyć w Stacji Muranów w Warszawie, podczas imprezy, której jesteśmy współorganizatorami. Szczegóły w specjalnej sekcji na naszym blogu IMPREZA/WYPRZEDAŻ PRL.

Zapraszamy! Wkrótce więcej atrakcji tego wydarzenia.

Więcej o legendach transportu w czasie PRLu możecie zobaczyć tutaj:

Otagowane , , , , ,

Słodki Bałtyk

Michałki, Sezamki, Likworki, czekolada wczasowa, czekolada ratuszowa -€“ produkty z logo Bałtyk Gdańsk rządziły w PRL0-u nie tylko na pomorzu. Jednym z nich były także cukierki Toffi o smaku… nie, nie, wcale nie o smaku toffi, ale owocowym. Nie mamy samych cukierków, ale od jakiegoś czasu mamy za to w zbiorach opakowanie, a dokładniej papier do ich pakowania. Dar pochodzi od przyjaciela Radka z Gdańska.

papier cukierki

Dzięki opakowaniu możemy m.in. poznać skład tych smakołyków. Otóż były w nim takie substancje jak syrop ziemniacz., tłuszcz cukierniczy czy glikoza.

Słodkości zostały wyprodukowane przez Zakłady Przemysłu Cukierniczego „Bałtyk”. W branży działają ponad 90 lat. W latach dwudziestych XX wieku na terenie ówczesnego Wolnego Miasta Gdańsk powstały trzy fabryki cukiernicze: „Anglas”, „Baltic” i „Kosma”.  W 1951 roku zostały one upaństwowione i weszły w skład Zakładów Przemysłu Cukierniczego „Bałtyk”. Jak wspominał portal trójmiasto.pl:
„W Zakładzie nr 1 w Oliwie doskonała receptura kuwertury czekoladowej pozwalała na produkcję czekolady i wyrobów czekoladowych oraz związaną z nią obróbkę ziarna kakaowego. Zakład nr 2 we Wrzeszczu specjalizował się w produkcji galaretek wielosmakowych, bloków grylażowych oraz tzw. wyrobów wschodnich czyli chałwy i sezamków. Zakład nr 3 wytwarzał karmelki twarde i nadziewane oraz lizaki. W 1977 roku na mocy zarządzenia wojewody gdańskiego przyłączono do „Bałtyku” fabrykę wyrobów cukierniczych zlokalizowaną w Gdyni. Jej specjalnością stała się produkcja galaretek, żelek, a także popularnych wówczas wśród kierowców cukierków auto-caffe”.

papier cukierki1

Jak wspomnieliśmy papier dostaliśmy od naszego przyjaciela. Oto jak on opowiada o jego pochodzeniu:

Opowieść o papierze cukierków „Bałtyk” to historia szwindli dziadka Franca…
Dziadek był zaopatrzeniowcem w jednym z pomorskich PGR-ów i odpowiadał za „załatwianie” wszystkiego. Swoim lśniącym Starem, obwieszonym proporczykami LZS-ów, przemierzał cały kraj, realizując zlecenia – także te nie do zrealizowania. Kiedy kierownik PGR-u bronił pracy inżynierskiej na akademii rolniczej, Franc woził tony ziemniaków i transporty bydła kadrze profesorskiej.  Mokre,  nie nadające się do niczego zboże Państwowe Zakłady Zbożowe przyjmowały  tylko od jednego kierowcy.  Nieosiągalne dla nikogo części do traktorów i maszyn zdobywał w Polmozbytach tylko jeden facet.  Pijany dyrektor, który na polowaniu zastrzelił ciężarną łanię też wiedział do kogo w nocy zadzwonić. Milicjanci lokalnej drogówki zamiast kontrolować samochód i stan trzeźwości kierowcy, przyjaźnie machali rękami, bo doskonale wiedzieli kto zaopatruje dowódcę ich wydziału. Nie mieli pojęcia, że po zwyczajowym „cześć” i minięciu radiowozu, dziadek zawsze dodawał jak panowie mają na imię i czym zajmują się ich matki…
Franc wiedział jak gadać z ludźmi, a co chyba ważniejsze – wiedział  kiedy przestać mówić i zacząć działać (polewać). Dzięki tej wyjątkowej umiejętności przez lata potrafił zorganizować wszystkie z oficjalnych (lub nie do końca) zleceń. Pracując na konto PGR i przełożonych zawsze jednak pamiętał o swoich małych sprawach… Na każdej trasie zjeżdżało się do zaprzyjaźnionych rolników,  którzy w czasach PRL mieli spore kłopoty ze zdobyciem paliwa. Zaopatrzeniowcy i handlowcy w miastach zawsze szeroko otwierali ramiona na pegerowskie souveniry – mleko, śmietanę, jaja, czy mięso. Zarabiało się jak mówił „na kieliszek chleba”. Prócz gotówki dało się zdobyć  wiele innych ciekawych rzeczy: pas milicyjny, blachę na garaż, czy rolkę papieru do zawijania cukierków. Franca nie ma już od paru lat, Star dawno ze złomowany, ale bela firmowego papieru „Bałtyk” odnalazła się niedawno na dnie szuflady babci.

Na deser tej wyjątkowej opowieści Janusz Rewiński zaśpiewa nam o Starze z cukierkowej historii:

Otagowane , , , , ,

Starcie na morzu

Początki tej gry sięgają czasów I wojny światowej, choć są źródła mówiące, że w podobne rozgrywki „bawili” się żołnierze jeszcze wcześniej. Chodzi o grę w okręty, zwaną też bitwą morską, wojną morską czy grą w statki. Mamy okaz takiej gry z PRLu.

grastatki

Francuzi w taką wojnę przy użyciu kartki i czegoś do pisania bawili się w czasie I wojny, ale podobno w rosyjskim wojsku grano w coś podobnego jeszcze wcześniej. Jest kilka wersji tej gr, m.in. salvo. Plastikowe zestawy pojawiły się w latach 60., a nasz pochodzi najprawdopodobniej z lat 80., a być może końcówki 70.

grastatki3

Grę wyprodukowała specjalizująca się w plastikowych zabawkach krakowska firma Polgal. Jak widać w tym zestawie są zielone statki, a do tego dwa rodzaje oznaczników, dla tych trafionych i pudeł. Poręczna walizeczka sprawia, że to idealny zestaw do kolejki WKD, SKM, podróży Jelczem Berlietem czy innym ogórkiem.

grastatki2   grastatki1

No to strzelam 7B…

 

Otagowane , , ,

Winylowa klasyka

Na naszym siostrzanym blogu https://winylowetrzaski.wordpress.com/ kolejny wyjątkowy analogowy krążek z mojej kolekcji. Oto koncertowy album legendarnego zespołu nie tylko epoki PRLu, SBB.

sbb

Więcej TUTAJ.

Otagowane , ,

Wariacje wydawców kaset

W naszym dziale KASETY wylądowały dzisiaj trzy okazy. To ta sama płyta Depeche Mode w trzech różnych wersjach. Kasety są dowodem na wyjątkową kreatywność naszych wydawców. Zmieniali nazwy piosenek, sami ustalali ich kolejność, zmienili także ich twórców. Zajrzyjcie do podstrony KASETY, a poznacie szczegóły.

dm3

Otagowane , ,

Paramilitarna odnoga PRLu

Na ogół wspominamy tutaj dobrze się nam kojarzące przedmioty i zjawiska z okresu naszego dzieciństwa. Nie ukrywamy jednak, że rzeczywistość była wtedy przerażająca. Dzisiaj o jej części opowiemy, a dokładniej o tej określanej skrótem ORMO. Pretekstem do tego są przedmioty, które ostatnio zasiliły naszą kolekcję. Oto kask oraz gazeta.

ormo

Oberschlesische Actien-Gesellschaft für Fabrikation von Lignose Schiesswollfabrick für Armee und Marine in Kruppamühle, czyli Górnośląska Spółka Akcyjna do Produkcji Lignozy – Wełny Strzelniczej dla Armii i Marynarki w Krupskim Młynie – tak nazywał się zakład, który w latach 70. XIX wieku powstał w miejscu dawnego młyna w małej miejscowości na Śląsku. Produkowano tam m.in. proch. W 1945 roku fabrykę przejęli żołnierze radzieccy. Szybko przekazali ją nam i powrócono tam do produkcji, chociażby dynamitu. W latach 60. do oferty wprowadzono także tworzywa sztuczne. Produkowano tam m.in. zderzaki do Fiata 126p. Tam też, jak pokazuje metka naszego kasku, powstawały osłony na głowy członków ORMO.
ormo3   ormo2
Kask najprawdopodobniej pochodzi z lat 60., bo dekadę później firma nazywała się już Nitron-Erg. To w zasadzie klasyczny motocyklowy orzech tylko, że z napisem i niebieskim pasem. Ma też zresztą z boku wytarty już znaczek Nitron. Tworzywo uzupełnione zostało skórą chroniącą uszy i szyję z tyłu głowy.
ormo1
O samej ORMO nie będziemy się rozpisywać, bo historię tej organizacji bez problemu znajdziecie w sieci. Przejdźmy zatem do związanej z nią gazety. Oto ukazujący się od kwietnia 1945 roku tygodnik Milicji Obywatelskiej „W Służbie Narodu”. Mamy numer z 21 lutego 1982 roku.
wsluzbie
Na zdjęciu członek, jakżeby inaczej, ORMO. Numer jest z okresu stanu wojennego i zawiera przerażające, absurdalne teksty o szlachetnych ideach służby i przykładach wiernych członków ORMO. Wyśmiewani są tu również opozycjoniści. Nawet jeżeli zdarzało się, że ormowcy pilnowali porządku na ulicach to nie ma wątpliwości, że była to formacja wykorzystywana do umacniania władzy komunistycznej.
Oto przykład tekstu pokazującego jak miło i „przyjacielsko” dla mieszkańców czas spędzali członkowie ORMO z Boguchwały – czy tylko mi ta nazwa wydaje się nieprzypadkowa?
wsluzbie4
Są też „piękne” peany na rzecz członków Wojsk Ochrony Pogranicza.
wsluzbie5
Do tego absurdalne zdjęcia z pseudo służby ormowców.
wsluzbie6
Do ormowców list wystosował sam generał Czesław Kiszczak.
wsluzbie3
Nie brakowało informacji ze świata, a wieści nie były wesołe. Na Węgrzech panowała plaga alkoholizmu. Tak jakby u nas jej nie było. Gazeta podaje zatrważające dane. W 1980 roku 37% przestępstw popełniono pod wpływem alkoholu. Dwukrotnie wzrosła śmiertelność wśród mężczyzn, a do tego są stwierdzenia typu: „w dyskotekach już niemal normalnym zjawiskiem stał się widok pijanej dziewczyny”. U nas chyba nie było specjalnie inaczej.
wsluzbie8
Jak w wielu innych gazetach ostatnia strona zarezerwowana była na ciekawostki oraz anegdoty. Na przykład takie:
wsluzbie2
Jeszcze tylko opis redakcji gazety i jej ceny.
wsluzbie7
Pamiętamy, że PRL to był dla wielu straszny czas i na pewno jeszcze o tym będziemy mówić na naszym blogu.
Otagowane , , , , , , ,

Jazz, sonda i puszcza

Dzisiejszym wpisem kontynuujemy wątek muzyczny na naszym blogu. Nie związany jednak, jak poprzedni, z kasetami, ale z prezentacją dokonań wyjątkowych artystów sprzed lat, z lat PRLu.

Jednym z bohaterów jest tu Jerzy Milian, współtwórca polskiej szkoły jazzu, który właśnie skończył 80 lat. Jego muzyka przeżywa zasłużony renesans, ukazują się wznowienia i niepublikowane nagrania jazzmana sprzed lat, które wydaje niezależny label Gad Records.

milian1

„Jeżeli mogę przewidzieć, co zdarzy się w utworze przez następne dwadzieścia sekund, to już nie jest to dla mnie ciekawe” -€“ powiedział w jednym z wywiadów Jerzy Milian, nazywany przez kolegów z legendarnego Sextetu Komedy -€“ Smukłym. W jego twórczości trudno było przewidzieć cokolwiek, bo chwytał się przeróżnych tematów, budując swoją legendę jednej z najważniejszych postaci polskiego jazzu od lat 60. zeszłego wieku.

Jego szerokie możliwości i horyzonty muzyczne znakomicie pokazują nowe płyty. Nagrania Miliana można usłyszeć m.in. na krążkach zapoczątkowanej już ponad dwa lata temu, a liczącej obecnie 20 płyt doskonałej serii Polskiego Radia „Polish Radio Jazz Archives”. Tu znalazły się na przykład nagrania Miliana z Komedą. Największą pracę wykonuje jednak GAD Records, który pod koniec 2012 roku wystartował ze specjalną serią „Jerzy Milian Tapes”. Wytwórnia wypuściła w jej ramach chociażby materiał nagrany przez muzyka w studiach radiowych NRD w latach 70., kompozycje zaprezentowane podczas praskiego festiwalu Blues for Praha w połowie lat 60. czy koncertowe nagrania Tria Jerzego Miliana zremasterowane z oryginalnych taśm z archiwum Polskiego Radia z festiwali Jazz Jamboree z lat 1966-1969.

milian

Teraz przyszedł czas na krążek „Jerzy Milian 80”, wypuszczony z okazji przypadających 10 kwietnia 80. urodzin jazzmana. Album wydany w limitowanym nakładzie 500 sztuk to swoiste the best of Miliana, choć niektóre z jego popularnych tematów zostały zaprezentowane w mało znanych wersjach.

Jerzy Milian urodził się w Poznaniu, muzyczne szlify zbierał w berlińskim Hochschule für Musik. Na początku lat 50. założył swój pierwszy zespół Rytm. Jak wspomina w rozmowie z MeaKultura.pl: „Razem z Rytmem wykonywaliśmy taneczną muzykę amerykańską, której wtedy nie pochwalano. Gdy na nasze próby przychodziła kontrola z ZMP, zamienialiśmy tytuły partytur z zachodnimi standardami. W miejscu oryginału na doklejonym pasku widniało np. Podaj cegłę i mogliśmy grać dalej”. Potem był Sextet Komedy i jak mówi Milian: „To Komeda mnie stworzył i ulepił, zrobił ze mnie wibrafonistę”.

Potem Milian grywał też chociażby z Andrzejem Kurylewiczem, Wojciechem Karolakiem i Janem Ptaszynem Wróblewskim. W 1973 roku zaczął prowadzić Orkiestrę Rozrywkową PRiTV w Katowicach i robił to przez 17 lat. Poza tym nagrywał z orkiestrą belgijskiego radia BRT, eksplorował też rejony muzyki filmowej, balet i operę. Wiele jego kompozycji miało naleciałości folkowe i funkowe (stąd pewnie jego nazwisko na popularnej składance „Polish Funk”).

Obok Miliana, GAD Records „odkurza” też dokonania Andrzeja Korzyńskiego, o którym pisaliśmy wcześniej TUTAJ.

korzynskia

Od niedawna można przypomnieć sobie jego soundtrack do filmu „W pustyni i w puszczy” Władysława Ślesickiego z 1973 roku. Zremasterowany z oryginalnych taśm materiał został wydany tylko w 500 sztukach. Opatrzono go obszerną książeczką (także w wersji angielskiej). Można w niej przeczytać m.in. wspomnienie samego Korzyńskiego o pracy nad tym filmem: „film był wtedy sensacją rozdmuchaną do niebywałych rozmiarów. Sama idea, by jechać do Afryki i tam robić film, wydawała się abstrakcyjna (…) Kontrakt na muzykę do filmu był niebywałym wyróżnieniem”.

korzynskib

Korzyński był już wtedy docenionym twórcą filmowej muzyki. Jego dźwięki przygotowane do filmu Ślesickiego były niezwykle różnorodne. Jak sam Korzyński przyznał: „ta muzyka się podobała. Uważano, że jest bardzo oryginalna, udana i odbiegająca od tego, co się u nas wtedy pisało. To był mocny wpływ zagranicznych kontraktów”. Dalej Korzyński wspomina, że filmem zainteresowało się Hollywood (choć sprawa wydania tam płyty z muzyką się rozmyła). Po jakimś czasie okazało się też, że dwie stacje telewizyjne ze Stanów przywłaszczyły sobie temat muzycznego Korzyńskiego i wykorzystały go w czołówkach swoich programów.

novi1

Kolejny krążek to płyta legendarnego jazzowego składu Novi Singers, który tworzyli Ewa Wanat, Janusz Mych i Waldemar Parzyński. Unikatowy materiał „Five, Four, Three” ukazał się pierwotnie w 1974 roku. Na płycie nie brakuje nastrojowego jazzu, ale też dynamicznych funkujących tematów. Próbek możecie posłuchać TUTAJ.

novi2

Na stronie wydawnictwa są też fragmenty innego znakomitego wydawnictwa. To „Amazing Space” Mladena Franko. Co ma z nami wspólnego zrealizowany około 1980 roku projekt chorwackiego artysty?

sonda1

Otóż jego kompozycje wykorzystywał jeden z najgenialniejszych programów w historii naszej telewizji, „Sonda”. Edycja limitowana tej płyty została też opatrzona bogato ilustrowaną książeczką. To obowiązkowa pozycja dla fanów muzyki ilustracyjnej sprzed lat, szczególnie z biblioteki niemieckiego Sonotonu.

korzynskib

A propos „Sondy” to już wkrótce tu do niej wrócimy. I to za sprawą winyla!

Otagowane , , , , , , , , , , , , ,

Sympatyczny pan Per

Miałem okazję kiedyś rozmawiać z Perem Gessle z Roxette i okazał się przesympatycznym gościem. Nie mogło więc w naszym dziale z KASETAMI zabraknąć kolekcji tego szwedzkiego zespołu. Polecamy!

roxette1

Otagowane , ,

Skarby z Porto

Ten wpis to wynik niezwykłego spotkania w pięknym portowym mieście o wiele mówiącej nazwie… Porto. Otóż chodząc po niespecjalnie turystycznych uliczkach tego wyjątkowego miasta (chociaż Lizbona mogła by tu konkurować) natrafiliśmy przypadkowo na przesympatycznego pana, a co więcej, jego wyjątkowy sklep. Mieści się przy Rua do General Silveira 39. Z zewnątrz może nie prezentuje się zbyt okazale, ale w środku czeka na nas (tzn. zakręconych na punkcie przedmiotów sprzed lat) wiele magicznych przedmiotów.

porto9

Zacznijmy jednak od przedmiotu, który nas najbardziej zaskoczył. Nie chodzi o piękne aparaty sprzed stu lat, które miał sympatyczny Portugalczyk, ani stare samochody, lalki czy zapinak do guzików (nie wiem jak inaczej nazwać dziwne urządzenie, które nam pan pokazał). Chodzi o zdjęcie. Pan powiedział, że ma zdjęcie pewnej „słynnej” aktorki i nam je pokazał. Powiedział, że znalazł je w książce, która trafiła do niego pewnego dnia. Okazało się, że pan miał w swoich zbiorach taki wystawiony na widok okaz:

porto6

Ale nie o to przecież chodzi na naszym blogu. Skupmy się na naprawdę pięknych rzeczach. Pan ma umownie podzielone swoje skarby na działy. Jest na przykład półeczka Coca-Coli.

porto10

Laleczki, figurki i inne skarby.

porto21

Produkty apteczne i inne trucizny.

porto13

Jest też cała kolekcja gumek.

porto12

Do tego przeróżne tory wyścigowe.

porto20

I oczywiście dużo samochodzików.

porto18

porto14

Co ważne, pan właściciel sam reperuje te okazy. A nad bezpieczeństwem czuwa zestaw monitoringu. Oczywiście zabytkowy.

porto11

Właściciel ma w kolekcji przedmiot, który pamiętamy z naszego bloga.

porto16

Pisaliśmy o nim TUTAJ.

stretoskop3m

Na koniec zagadka. Co z tego uroczego składziku…

porto15

…pan właściciel trzyma w ręku?

portopan

Pozdrawiamy pana serdecznie i przy okazji przenosimy się do… kolejnego uroczego miejsca w Porto. To raj dla fanów komiksów, Tintina oraz przygód Jamesa Bonda. Wejście może nie wygląda okazale.

porto22

Ale w środku jest już raj.

porto26

Gadżetów była taka ilość, że musieliśmy szybko uciekać…

porto27    porto23

porto24

Tutaj zakupiliśmy w prezencie dla przyjaciela bloga taką piękną gazetkę „Tintin”.

porto

O tym sklepiku więcej dowiecie się TUTAJ.

A w następnym wpisie opowiemy o tym, co zakupiliśmy w pierwszym sklepie z naszego wpisu.

Otagowane , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij