Category Archives: Pojazdy

Rowerem z FSM-u

Pamiętacie, jak kiedyś wrzuciłem tu zdjęcie roweru Polo. Kupiłem go kilka lat temu do swojej kolekcji. Teraz nastąpiła ciekawa kontynuacja.

Pod Halą Mirowską spotkałem pewnego handlarza. Zobaczył u mnie przypinkę z Limahlem i opowiadał, jak był na jego koncercie obok w Hali Gwardii, jeszcze w latach 80. Pan sprzedawał ciekawe rzeczy, jakieś książki, stare instrukcje itp. Kupiłem kilka, wśród nich takie kartki z katalogu, prospektu firmy Universal.

Taki katalog był m.in. prezentowany na targach poznańskich. Jak przekonywał mnie sprzedawca, rowerami tymi zainteresowali się niemieccy kontrahenci, ale z różnych przyczyn, nie zakupili ich na swój rynek.
Z tyłu znajduje się opis roweru, w językach angielskim i niemieckim. Tutaj też widać, że Universal jest eksporterem rowerów, a producentem zakłady FSM Bielsko-Biała (te same, które produkowały Syreny i Maluchy). Zakłady miały wiele oddziałów i ten z nr. 8 w Czechowicach produkował rowery właśnie.

Z dzieciństwa pamiętam też kolejny model. Miał dołączane boczne kółka do nauki. Taki malutki Universal z pięknym wykończeniem górnej ramy, siodełka, przedniego hamulca, no i srebrną pompką.

I jeszcze rowerek dla starszaków. Universal z piękną przednią, plastikową lampką. Zwróćcie uwagę też na uroczą osłonę łańcucha. Za to pamiętam, że te siodełka obite jakimś skajem szybko się psuły.

A wy, jaki mieliście rowerek?

Otagowane , , ,

Trabantem z Motozbytu

Ostatnio kolekcja powiększyła mi się o ciekawe motoryzacyjne skarby. Zapraszam na krótką opowieść.

Skarby związane są z pewnym samochodem Trabant. Właściciel tych cudowności zakupił go w 1974 w Motozbycie. Pozostańmy na chwilę przy tym zakładzie.
„Tworzy się przedsiębiorstwo państwowe, prowadzone w ramach narodowych planów gospodarczych według zasad gospodarki handlowej pod nazwą „CENTRALA HANDLOWA PRZEMYSŁU MOTORYZACYJNEGO MOTOZBYT – przedsiębiorstwo państwowe wyodrębnione”, zwane dalej w skrócie „Motozbyt”.
„Motozbyt” ma siedzibę w Warszawie.
Przedmiotem działalności „Motozbyt” jest:
1. planowa sprzedaż w kraju i zagranicą samochodów, traktorów, ciągników, motocykli, silników spalinowych oraz rowerów, wytwarzanych przez przedsiębiorstwa przemysłu motoryzacyjnego nadzorowana przez Centralny Zarząd Przemysłu Metalowego. „Motozbyt” może na polecenie Ministra Przemysłu i Handlu prowadzić również sprzedaż wytworów innych przedsiębiorstw”.

To fragment z zarządzenia ministra przemysłu i handlu z kwietnia 1948 r. Właśnie wtedy powstał Motozbyt. Przedsiębiorstwo przetrwało do 1974, kiedy to wraz z przedsiębiorstwami Technicznej Obsługi Samochodów oraz Przedsiębiorstwem Techniczno-Handlowym Polmo-Behamot stało się Polmozbytem. W ostatnim roku działalności Motozbytu, pan Józef z Puław kupił w nim swojego Trabanta. Tak jak do innych samochodów, dostał do niego książkę gwarancyjną.

Wydana w Zielonej Górze była najważniejszym dodatkiem do aut, podawała zasady eksploatacji i konserwacji oraz warunki gwarancji. Uwaga: nie można było uzyskać duplikatu, więc lepiej było nie zgubić.
Książka podawała dane auta. Trabant 601 (produkcja trwała w latach 1964-90 i wyprodukowano niemal 3 mln egzemplarzy) miał na liczniku zaledwie 11 km. Nówka sztuka.

Pan Józef dużo jeździł. Pieczątki z autoryzowanej obsługi pojazdów pokazują, że po dwóch tygodniach miał na liczniku już niemal tysiąc km. Chyba nie był to trwały model, bo już wtedy musiał wymienić włącznik zapłonu, włącznik rozrusznika i inne rzeczy.

Ta ładna książeczka kończy się ładną reklamą.

W tamtych czasach jednak często auta naprawiało się samemu, szczególnie tak proste w obsłudze jak Trabanty. Pomagały w tym takie schematy.

Ale oczywiście najpierw potrzebne było prawo jazdy. W jego zdobyciu pomagał Automobilklub Polski. Na przykład takimi wydrukami.

Zestaw różnych sytuacji drogowych, wspaniale napisanych i do rozwiązania dla potencjalnych kierowców.

To kto ma pierszeństwo?

Otagowane , , ,

Ostrożnie z ogniem

Takie „strzały” uwielbiam. Dzwoni znajoma i mówi: mam do oddania pewną kolekcję, chcesz? No jasne, biorę! W taki prosty sposób ostatnio trafiła do mojego archiwum wspaniała kolekcja etykiet zapałczanych sprzed lat. Z PRL i nie tylko. Jest ich z kilkaset. Są tak genialne graficznie i pomysłowe, że na pewno poświęcę im tu sporo miejsca. Może taki cykl, co poniedziałek.

Na początek wybrałem mini kolekcję „drogową”. Zebrałem tu etykiety związane z ruchem drogowym, pieszymi, ciągnikami itp.

Cała seria haseł namawiających do ostrożności na drodze, chodnikach, w polu, na torach, próśb o pilnowanie dzieci, nie prowadzenie po alkoholu i innych.

Większość z nich wyprodukowały zakłady zapałczane w Częstochowie i Czechowicach-Dziedzicach. Te drugie były najnowocześniejsze w Polsce. Otwarte już w 1921 roku. Niestety już przestały istnieć.

Natomiast w tej w Częstochowie znajduje się muzeum filumenistyczne, podobno jedyne w Europie. Tu więcej o nim: https://www.zapalki.pl/

Poza samymi grafikami warto zaznaczyć genialność haseł: „Śmierć lubi nieostrożnych”, „Kierowco ufamy tobie”, „Znak drogowy twój przyjaciel”, „Rolniku kup wóz ogumiony”.

Wszystkie etykiety poprzedni właściciel podkleił delikatną listewką, przez co są bardzo trwałe.
Wspaniałe prawda? W następnym wpisie o kolejnych etykietach (może z reklamami albo sportowych) postaram się napisać coś o ich projektantach. Jeżeli znajdę o nich informacje…

Otagowane , , , , ,

Świetlne zakazy i nakazy

Pamiętam, że były takie perełki, w których trzeba było połączyć państwa z flagami, wynalazców z ich wynalazkami, stolice z państwami, herby z miastami. Na podwórku bawiliśmy się też takim cudem, który mam w swojej kolekcji.

Gra planszowa świetlna „Poznaj znaki drogowe” to produkt Spółdzielni Pracy Poligraficzno-Wydawniczej „Udziałowa” w Częstochowie. Mam już kilka skarbów od nich, pisałem tutaj: https://bufetprl.com/2018/03/14/alfabet-dydaktyczny/

Zasada tej zabawy jest bardzo prosta. Jednym wskaźnikiem dotyka się tekstu po lewej stronie planszy. Drugim wybranego znaku. Jak wskaże się dobrą odpowiedź, to żarówka się świeci. Jak złą, to nie.

Żarówka zasilana jest płaską baterią. Plansz jest kilka, łącznie kilkadziesiąt znaków.

Oczywiście mądre dzieciaki szybko rozkminiły, że poprawne odpowiedzi są w tych samych miejscach. No ale to mądre 🙂

Moja gra jest sprawna i jak wziąłem ją ze sobą na ostatnie targi książki w Warszawie, gdzie podpisywałem swoje dwie książki, to co chwilę ktoś podchodził i mówił klasyczne: O! Miałem taką!

Otagowane , , , ,

Poszli na całość

Przygotowując nową książkę ostatnio znowu sięgam po wiele polskich filmów sprzed lat. Są wśród nich perełki kina, ale też koszmarne gnioty. Koszmarne, ale jednak z nutką ciekawych historii. Dziś proponuję dwa z nich. Oba bez problemu obejrzycie w sieci.

„Na całość” – polski film z 1986 roku. Wyreżyserował go i scenariusz napisał doświadczony aktor Franciszek Trzeciak. Sam też zagrał epizod. Główne role to jednak Robert Inglot (porzucił karierę ledwie po kilku latach) oraz Andrzej Krucz (chyba był to jego ekranowy debiut). Warto zwrócić uwagę na muzykę. Przygotował ją zespół Green Revolution (w napisach podpisany jako Free Cooperation). Tutaj możecie posłuchać ich punkowo-jazzowej mieszanki: https://kultowenagrania.pl/product/green-revolution-rewolucja-zielona-cd/

Sama historia? Scenariusz oparto na prawdziwych wydarzeniach, ale bardzo luźno. Tutaj mamy dwóch bohaterów, którzy po wyjściu z więzienia nie bardzo mogą sobie znaleźć miejsce w szarej Polsce. Postanawiają więc obrobić kilka sklepów Peweksu i uzbierać na ucieczkę z kraju. Jeżdżą po Polsce i rabują różne miejsca, nie tylko Peweksy. Zabijają milicjantów, kradną samochody, no idą na całość. Wszystko w oparach PRL-u. Są więc Żuki, Nysy, Stary, Maluchy i inne cuda polskiej myśli samochodowej. Są też sklepy Peweksu, napad na sklep myśliwski i inne perełki dla poszukiwaczy ciekawostek z PRL-u. Akcja dzieje się przede wszystkim na Pomorzu, w Gdańsku, Ustce, okolicach Słupska, Bytowa, ale też Wrocławia.

Wszystko to zagrane koszmarnie, nakręcone koszmarnie (efekty jezus maria), no i napisane tak, że nic, co robią bandziory nie ma sensu. Ale jak warto zobaczyć ten film!

Na przykład dla takich obrazków wnętrza mieszkania głównego bohatera. No kto nie miał takiego pokoju?! Jest tu wszystko. Magnet, plakaty z samochodami, gołymi paniami, plakaty muzyczne (Lady Pank) i inne młodzieżowe dodatki.

Inną ciekawostką jest fakt, że małą rolę zagrała tu Brygida Bziukiewicz. To wicemiss Polonia 1985 i miss gracji, która została wydelegowana na wybory Miss Universe 1986 roku i tam została trzecią wicemiss. Poza „Na całość” zagrała też w filmie „Komedianci z wczorajszej ulicy” (1987). Potem porzuciła karierę aktorską i została śpiewaczką operową. Tu kadr z filmiku z wyborów Miss Universe 1986. Całość: https://www.youtube.com/watch?v=DzMvlPv8KC4

Jeszcze jedna ciekawostka. Jak pisałem, scenariusz został luźno oparty na prawdziwej historii. Z tej prawdziwej wycięto i zamieniono kilka niewygodnych faktów. Na przykład to, że w rzeczywistości broni nie ukradli ze sklepu myśliwskiego w Ustce, ale z tamtejszej jednostki wojskowej. Po tym całym rajdzie przestępczym jak z „Urodzonych morderców”, główny sprawca został skazany na śmierć (wyrok wykonano), a jego kompan na 25 lat więzienia. Tutaj bardzo ciekawy, duży reportaż o tych przestępcach, wraz ze zdjęciami i licznymi wspomnieniami: https://plus.gs24.pl/kara-musi-byc-tylko-jedna-w-tym-dniu-bylo-swieto-milicji-obywatelskiej/ar/10104530

A na deser bardzo złe, czyli wspaniałe plakaty filmowe:

Ale obiecałem dwa filmy. Jest i drugi. To „Skradzione kolekcja” z 1979 roku. Też koszmarny, ale za to z niesamowitym pościgiem pod koniec filmu.

Scenariusz oparto na powieści Joanny Chmielewskiej. Z grubsza opowiada o przyjaciółkach, które chcą odzyskać/ukraść cenny zbiór znaczków. Realizacja i scenariusz są jednak, mówiąc bardzo delikatnie, na poziomie zero, nie ratują ich nawet tacy aktorzy jak Stefan Friedmann, Krzysztof Kowalewski czy Wiesław Drzewicz. Za to warto obejrzeć dla popisów kaskaderskich. Z jednej strony wspomnianego pościgu podrasowanego Malucha i Dużego Fiata. Z drugiej dla pokazów ewolucji grupy Autorodeo. Pamiętam, że jak byłem mały, gdzieś widziałem taki pokaz, na stadionie w Słupsku albo w Gdańsku. No zobaczcie sami, robiło wrażenie:

W filmie można zobaczyć kilka innych ciekawostek. Na przykład taki kolekcjonerski zestaw breloczków.

Też mam kilka i może nawet jakieś z tego zdjęcia. O swoich pisałem tutaj: https://bufetprl.com/?s=brelok

W filmie można dostrzec kilka interesujących przedmiotów, na przykład taki budzik w wersji max.

No dobra. Obejrzyjcie i dajcie znać, tak będzie najlepiej 🙂

Otagowane , , , ,

Jak tu pięknie!

Czas powrócić do kolejnej odsłony skarbów przejętych od cioci Lucylli z Gdańska. Skarbów z zagranicznych podróży. Tym razem połączyłem je z przygodami kapitana Żbika. Dlaczego?

Mam nadzieję, że te obrazki trochę to wyjaśniają. Otóż ciocia ma pamiątki po kilku hotelach i atrakcjach turystycznych Bułgarii. To też w tym kraju dzieje się akcja mini serii kapitana Żbika. Ciocia była tam w 1961 roku. Akcja pięciu odcinków Żbika, które stanowią całość historii, dzieje się prawdopodobnie trochę później. Seria komiksowa z tymi przygodami, rysowana przez Grzegorza Rosińskiego, a napisana przez Władysława Krupkę ukazała się po raz pierwszy na przełomie lat 60. i 70. Ja korzystam tu ze wznowień wydawnictwa Ongrys, które zresztą regularnie lądują w sklepach.

To jedna z lepszych historii ze Żbikiem w roli głównej. Wędruje po Europie i próbuje złapać szajkę przemytników brylantów i waluty. Odwiedza m.in. NRD oraz Bułgarię właśnie. Sporo tu pościgów, pięknych kobiet, ale też miejscowych hoteli i restauracji

Ciocia Lucylla w 1961 roku też odwiedziła wiele miejsc i hoteli, niektóre z nich znalazły się na pocztówkach i w folderach.

Goście, głównie turyści dewizowi, potrafili się bawić w tych miejscach. Zresztą Żbik i towarzyszące mu panie również.

A jak Żbik podróżował? A różnie, ciocia Lucylla również. Pociągi, samoloty… te drugie należały w większości do nieistniejących już węgierskich linii lotniczych Malev. Dowód w jednym z zeszytów Żbika.

A tu reklama linii z jednego z folderów cioci.

Wspaniałe to musiały być podróże. I Żbika, i cioci. A na deser kilka zdjęć z informatora turystycznego z Budapesztu z 1972 roku.

W nim dużo informacji o zabytkach, muzeach itp, ale też hotelach i atrakcjach wieczornych.

Tutaj mały wykaz nocnych lokali z tańcami. Wśród nic piękne nazwy Astoria, Hallo, Telefon, Casanova, no i Nirvana.

A do tego ile wspaniałych reklam.

I moja ukochana. Oto Hotel Sport, a w nim ogród z miejscowym winem. No czy można lepiej?!

Wkrótce więcej pamiątek z wyprawy cioci Lucylli…

Otagowane , , , , , , ,

Port, kolej, ulice i inne takie

Chyba miałem szczęście. Kojarzycie lumpeksy z gadżetami? Czyli sklepy z tanią odzieżą, które mają dział z gadżetami. Ja na warszawskim Muranowie mam taki fajny. No i czasami trafiam tam perełki. Dwa dni temu też się trafiło i to akurat w dzień wyprzedaży.

Pisałem już tu o wyjątkowym zestawie Matchbox Motorcity: https://bufetprl.com/2014/07/15/motorcity-strazacki-zestaw/

No i teraz trafił mi się inny zestaw z tej popularnej na przełomie lat 80. i 90. serii. I zapłaciłem za niego całe 10 zł! Oto terminal kontenerowy Matchbox.

Zestaw pochodzi z 1990 roku, choć są elementy (jak ciuchcia) z 1978.

To rozbudowany zestaw, który wtedy musiał kosztować krocie. Zobaczcie, są ulice, tory, suwnica, stacja benzynowa, lampy, znaki itp. Do tego autka i lokomotywa, no i ogromny kontenerowiec, czy raczej barka.

Niestety nie ma wszystkich elementów, brakuje podpory do suwnicy i części stacji. I tak jednak cieszy mnie ten zakup bardzo. Tym bardziej, że jest w nim ciekawostka. Nie wiedziałem, że Matchbox wypuszczał takie rzeczy.

To taka mata, plan, na którym rozstawia się ten zestaw. Jest z jakiegoś tworzywa, może silikonowego, nie wiem do końca. Ma rozrysowane różne części takiego portu.

I takie właśnie perełki czasami zdarzają się w dziale z gadżetami, ale niestety tylko czasami.

Jeszcze Wam powiem, że jak bym dostał taki zestaw w 1990 roku, to cieszyłbym się chyba bardziej niż ten chłopak z opakowania…

Otagowane , ,

Skarb z Peweksu

Z cyklu wspominał swoje największe skarby:

Strażacy w dzieciństwie byli dla mnie bohaterami, zresztą są nimi nadal. Dlatego samochody strażackie w latach 80. szczyciły się na mojej półce szczególnymi przywilejami. A już taki zestaw i to matchboksów to było coś. Wtedy takiego nie miałem, tylko pojedyncze samochody. Teraz się to zmieniło. Oto on:

matchbox1

O matchboksach pisaliśmy już na naszym blogu: https://bufetprl.com/2012/10/21/resoraki-za-dolary/

Zestaw Motorcity jest pierwszym w naszej kolekcji. Mamy dowód, że został kupiony w Peweksie:

matchbox4

Seria Motorcity była emitowana już w latach 80. Z zestawów można było zbudować swoiste miasto. Można było kupić bowiem zestawy policyjne, garaże, wyścigówki, zestaw samochodów używanych na budowach, a nawet ulice.

Poszczególne samochody z naszego zestawu powstawały w różnych latach, w dekadzie 80. Jak widać jest tu również samolot. Co prawda nie wyprodukowano ich już w Anglii, ale jeszcze nie w Chinach. Te pochodzą z Tajlandii.

matchbox3

Niemal każdy ma jakąś ruchomą część. W samolocie jest to śmigło, w dwóch samochodach drabiniastych drabiny, a w ciężarówce z lotniskowej straży wieżyczka do wyrzucania piany.

Całość jest w znakomitym stanie i na pewno będzie nam służyć jeszcze wiele lat.

Na koniec wiekowa reklama Motorcity firmy Matchbox:

Otagowane , , ,

Bileciki do kontroli!

Różne mam bilety w kolekcji. Lotnicze, kolejowe, na igrzyska olimpijskie, bilet wejścia na taras widokowy na lotnisku…

Tak, biletów trochę mam. Ale do tej pory nie miałem kasownika! Aż przyjaciel podarował mi taką starą sztukę. Piękny!

Nie będę ukrywał, że ja takimi to nie kasowałem. Znaczy nie pamiętam. W moich wspomnieniach są taki metalowy, wąski, w który wsuwało się bilet. Oraz taka plastikowa puszka, wyglądająca jak twarz. Oba były produkowane w Mielcu. Natomiast ten, zwany „jednorękim bandytą”, to metalowy potwór. Używany w komunikacji miejskiej, autobusach i tramwajach, w latach 70.

Wsadzało się bilet od góry i wajchą kasowało. Taka mechaniczna konstrukcja. W cholerę ciężki, ale fakt. Nie za bardzo było się co tu zepsuć.

Otagowane , , ,

Mario, Ayrton i inni

Kontynuując opowieści o kartach kolekcjonerskich czas na ostatni wpis. To ponownie karty skupiające się na Formule 1. Najpierw te, których bohaterem jest Mario Andretti. Mistrz wielu kategorii wyścigowych, co widać na kartach.

To karty z 1992 roku. Wyszło ich przynajmniej kilkadziesiąt. Z tyłu są opisy różnych sytuacji. Na niektórych kartach jest też syn Mario, Michael, który również się ścigał. A do tego siostrzeniec Mario, John.

I jeszcze dwa zestawy, z 1991 roku. Przedstawiają kierowców, tory i bolidy wyścigowe tamtego sezonu w F1. Choć trafił się też jeden kierowca Nascar z serii sponsorowanej przez McDonald’s.

Mistrzem został wtedy genialny Ayrton Senna.

Niestety, nie jest to kompletny zestaw. Ale cóż, może kiedyś uda się zdobyć resztę takich kart…

Otagowane , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij