Wszystkim maluchom życzymy modnego i praktycznego życia! Przynajmniej takiego, jak na okładce naszej gazety z 1949 roku.
A do tego przynajmniej takiego prezentu, jaki kiedyś ja dostałem na Dzień Dziecka. Kiedyś, czyli 30 lat temu. A było to takie piękne Lego Space, o którym pisałem TUTAJ.
Póki co, powiemy tylko tak.
Mieszkacie w Warszawie, będziecie tutaj pod koniec czerwca? Rezerwujcie koniecznie datę 24 czerwca. Dokładnie za miesiąc wyjątkowa impreza!
Szczegóły wkrótce!
Złoty łańcuszek, Wigry 3, piórniki trójwymiarowe z zawartością, bardzo rzadko pieniądze (bo i tak nie było co za nie kupić). To popularne prezenty komunijne, które pamiętam z połowy lat 80. Ale tym, co chciał mieć każdy z nas na podwórku był… zegarek elektroniczny. Casio z kalkulatorem albo Montana z melodyjkami. No to mamy taki w kolekcji.
Mało tego, że miał melodyjki to jeszcze miał podświetlenie, alarm, pikanie co godzinę, stoper (pamiętacie jak wciskało się na czas, kto szybciej go zatrzyma?), datownik. Były zresztą wersje damskie (nieco mniejsza) i męskie.
Zegarki z czterema guzikami (u nas zostały trzy, co nie było kiedyś czymś wyjątkowym, zamiast brakującego używało się szpilki albo czegoś podobnego) były sprowadzane z Hong Kongu. Chociaż z tyły miały napis USA. Oczywiście i tak najważniejsze były melodyjki, 7 albo 16, a wśród nich m.in. standard „Oh My Darling, Clementine”. Choć z tego co pamiętam niektóre z napisem „16 melody chrono” i tak miały 7 melodyjek.
Przy zegarku był charakterystyczny pasek. Pamiętam, że to zamknięcie dość szybko się zużywało i samo potrafiło odpiąć. No i taka bransoleta potrafiła wyrywać włosy z nadgarstka.
No to jeszcze melodyjka z naszej Montany.
Teraz można go zresztą ściągnąć w formie widżetu na smartfony.
I jeszcze jedna ciekawostka. Zegarek elektroniczny nosił też mistrz Andrzej Zaucha. Zobaczcie na 1.05:
Po dłuższej przerwie czas powrócić na chwilę do kaset. Pretekst jest wyjątkowy. Oto w swojej kolekcji znalazłem płytę genialnego Joy Division „Substance 1977-80” z 1988 roku.
Płyta, a w zasadzie kaseta zbiera utwory jeszcze zespołu Warsaw, no i Joy Division, w tym te najsłynniejsze: „Love Will Tear Us Apart” i „Transmission”.
Bardzo prosta, minimalistyczna okładka, wykorzystuje typografię holenderskiego mistrza znaków, Wima Crouwela. Moja kaseta, jest jednak jeszcze bardziej minimalistyczna. To bez wątpienia pirat, nie ma żadnych oznaczeń wydawcy, niczego poza spisem utworów.
Choć, tak naprawdę, minimalizm tego pirata idealnie współgra z muzyką i całą filozofią Joy Division. Genialna płyta, znaczy kaseta.
Tymczasem na fajnym portalu igimag.pl wspominam majówki i urlopowe wyjazdy przed laty. Polecam serdecznie! Ja wtedy bawiłem się przynajmniej tak dobrze, jak na załączonym zdjęciu.
Podobno były niezawodne, niezniszczalne, no i wszechobecne. Piszę podobno, bo sam takiego nie miałem. Ale teraz już mam w kolekcji.
Historia tych aparatów sięga lat 50. Bazowały na wcześniejszych aparatach Zorkij (a te na technologii z aparatu Leica). Te modele, czyli ET były produkowane w zakładach na Białorusi. Znalazłem informację, że w latach 1982-93 wyprodukowano ich 3 miliony sztuk!
Były modele w obudowach czarnej, srebrnej i takiej złotawej. Przyznam przy okazji, że nie znam się na fotografii, nie będę więc tu emanował danymi aparatu. Można je znaleźć chociażby TUTAJ.
Nasz model jest w pokrowcu i wszystko wygląda na sprawne, jeszcze zdjęć nim nie robiłem, nie mam więc pewności.
Nie ma co ukrywać, że to aparat, przynajmniej na dzisiejsze standardy, ciężki. Podobno jego wadą był też mały zakres czasów ekspozycji. Nasz model ma obiektyw Helios 44M-4.
A może ktoś z was robił kiedyś zdjęcia tym aparatem? Napiszcie o wrażeniach!
A my mamy również inny skarb firmy Zenit. Taką piękną kamerę, o której pisaliśmy TUTAJ.