Category Archives: design

Klasyka porcelany z Wałbrzycha

Węgiel, ewentualnie sukiennictwo, jeżeli tylko z tym kojarzycie Wałbrzych to czas to zmienić. Otóż od połowy XIX wieku miasto słynie z porcelany.

zastawa2

Radca handlowy Carl Tielsch założył w mieście w 1845 roku fabrykę porcelany. Rozkwitający zakład został w latach 30. XX wieku przejęty przez ogromny koncern Hutchenreutera. Po wojnie stał się on własnością państwa, jako Zakład Porcelany Stołowej Wałbrzych. Porcelana z tego miasta znalazła się na stołach m.in. u Baracka Obamy i szwedzkich księżniczek. Nie mogło więc zabraknąć jej również u nas.

zastawa1

Zestaw składa się z sześciu filiżanek, imbryka, naczynka na mleko i cukier. Ozdobiono go pięknym motywem kwiatowym. Udało nam się go zdobyć na jednym z targów w Gdańsku. A oto dowód, że pochodzi z Wałbrzycha:

zastawa3

Czas na filiżankę pysznej herbaty…

Otagowane , , ,

Jedna w drugą i tak po wielokroć

To na pewno jeden z przedmiotów najbardziej kojarzących się nam z ZSRR, a przez to ściśle związany z PRL-em. Choć żeby było jasne dzisiejszy bohater to w cale nie wymysł stricte radziecki. Otóż lalki w stylu Matrioszki wymyślono dużo wcześniej w Japonii.

mat1

W Rosji powstała pod koniec XIX wieku i na Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 zrobiła furorę. Co ciekawe, to właśnie podczas tej wystawy odbył się pierwszy publiczny pokaz filmu z dźwiękiem. Sama Matrioszka pochodzi od popularnego na wschodzie zdrobnienia imienia Matriona.

Zdecydowana większość malunków na drewnianych lalkach to kobiety w strojach ludowych, ale swoje miejsce na Matrioszkach znaleźli również ludzie kultury, postacie świętych czy politycy (Napoleon, Stalin). Matrioszki mogą liczyć od kilku do nawet 100 lalek! Taki okazały egzemplarz znajduje się w Moskiewskim Muzeum Historycznym.

mat2

Nasz egzemplarz nie jest może imponujący, ale za to z rodzinnej kolekcji, trzymany przez lata. Najdroższe są ponoć ręcznie malowane Matrioszki z drewna lipowego. Niestety nasza z lipy nie jest, ale i tak robi wrażenie. I jakie urodziwe panie…

Otagowane , ,

Polityczne, muzyczne, sportowe – przypinki rządzą!

Dla zasłużonych działaczy ORMO, nienawidzących ich członków Solidarności, z punkowymi hasłami, ulubionych drużyn żużlowych – przypinki, piny, wpinki, buttony, metalowe znaczki. To dzisiejsi bohaterowie naszego bloga.

znaczki1

Zdecydowana większość znaczków z naszej kolekcji (wszystkie „solidarnościowe”) to część naszych rodzinnych skarbów. Zbierała je ciocia Lucylla Pisarska z Gdańska. Dzięki niej możemy zobaczyć różne strony tamtego buntu. Od prześmiewczej (znaczek „Człowiek Nr 1” – chodzi oczywiście o generała Jaruzelskiego), po przypominające ważną rolę Solidarności w kształtowaniu współczesnego świata („Nobel’83” – nawiązujący do nagrody dla Lecha Wałęsy”).

Zanim opowiemy o innych znaczkach z kolekcji warto poznać w skrócie ich historię. Znaczek przypominający dzisiejsze przypinki opatentowała pod koniec XIX wieku firma Whitehead&Hoag. Przypinki zyskały wtedy ogromną popularność w USA dzięki wykorzystywaniu ich podczas wyborów prezydenckich. Potem m.in. dzięki nim zbierano fundusze na działanie wojenne w Europie podczas I Wojny Światowej. Wreszcie w latach 60. minionego wieku na dobre zainteresowała się nimi kultura. Nosił je przecież sam John Lennon. Później spopularyzował je brytyjski punk, no i wreszcie dotarły do nas.

Polska młodzież nosiła znaczki, nierzadko robione własnoręcznie, z nazwami kapel, ulubionymi aktorami czy aktorkami i różnymi symbolami. Oczywiście sporo było dzieci, które zbierały przypinki związane z wydarzeniami sportowymi lub konkretnymi klubami. Jak pokazuje nasza kolekcja przypinki były też doskonałym sposobem na wyrażenie swoich poglądów politycznych. Były wykonane z różnych materiałów, wpinane lub przypinane na a la agrafkę.

znaczki2

Mamy w zestawie nie tylko piny z samą nazwą „Solidarność„, ale też na przykład z godłem w koronie, upamiętniające wydarzenia Grudnia’80, księdza Popiełuszkę czy film „Człowiek z żelaza„. Do zestawu dorzuciliśmy przypinkę dla „Zasłużonego działacza ORMO” oraz naszywkę „Wzorowy uczeń„. Ale naszywki to już inna historia…

Otagowane , , , , , , , , , , ,

Lorneta do potęgi

W zasadzie nazywano je teatralnymi, ale przecież tak piękny sprzęt mógł równie dobrze służyć na przykład do obserwowania sąsiadów czy zawodów sportowych. Szczególnie ten poniższy model, czyli lornetka „MINSK”.

lor1

Różne były kolory tej lornetki: niebieskie, czarne, ciemno brązowe i taki jak nasz, kremowy. Rysunki na tym modelu zdradzają, przy jakiej okazji powstał ten egzemplarz. Chodzi oczywiście o Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku. Pisaliśmy już na blogu o wyjątkowych przedmiotach z naszej kolekcji związanych z Moskwą 80 (na początku stycznia). Ta konkretna lornetka jest jeszcze bardziej wartościowa, bo pochodzi ze zbiorów rodzinnych.

Zgrabna, mieszcząca się w kieszeni, zamykana, bez wielkiego przybliżenia, ale żeby odróżnić zawodnika ZSRR od CSRS spokojnie wystarczy. Sam obecnie używam jej podczas wyścigów konnych na warszawskich Służewcu, gdzie sprawdza się znakomicie.

lor2

Teraz czas na kolejny lornetkowy zabytek z rodzinnych zbiorów.Wyjątkowy teatralny sprzęt w kaburze na pasku. Producentem tego skarbu są Polskie Zakłady Optyczne w Warszawie. Powstały w 1921 roku zakład produkował przeróżne lornetki, ale też rzutniki, przeglądarki do przezroczy, mikroskopy i powiększalniki. Niestety po upadku komuny firma zaczęła upadać.

lor4

Zgrabne, poręczne i funkcjonalne. Takie to są lornetki inżynierów z ZSRR oraz naszych specjalistów. Wciąż działające, wciąż piękne.

lor3

Otagowane , , , , ,

4 klocki do określania daty

Były ciupagi, były kubki, ale były też wyjątkowo przydatne pamiątki z polskich gór. Przykładem Kalendarz drewniany Karkonosze.

IMG_3114

Cztery klocki. Jeden z miesiącami, drugi dniami tygodnia, a dwa z cyframi. Dzięki nim można było ustawić każdą datę naszego kalendarza. Zgrabny, około 10 cm gadżet pozwala dobrze zapamiętać datę każdego dnia, bo samemu trzeba ją ustawić.

Takie kalendarze powstawały nie tylko z napisem Karkonosze, ale też na przykład z napisem Wisła. Były też egzemplarze, które pełniły rolę gadżetów reklamowych firm. Poza tym kształty były różne. Taki jak nasz, ale też trójkątny.

Niezniszczalna, przydatna, zgrabna – taka to wyjątkowa pamiątka!

Otagowane , , ,

Zgrabny gadżet reklamowy

Mało tego, że zgrabny to jeszcze jaki przydatny. Chodzi bowiem o latarkę.

pekao3 pekao2

Zacznijmy od opakowania. Jasno daje do zrozumienia, kto za nim stoi. Chodzi bowiem o Bank Pekao SA. Dzięki logo z globusem wiemy z jakiego czasu pochodzi. Logo to powstało w 1957 roku za sprawą grafika Jana Hollendra. Tutaj równoleżniki są lekko łukowate. Zmiany na proste autor dokonał w latach 70. Gadżet ten pochodzi więc z czasów końca lat 50. do połowy 70. zeszłego wieku.

pekao1

W środku piękna latareczka z dodatkową zapasową żarówką. Z boku widoczny włącznik. Skąd brała moc? Ano z kontaktów. Ładowało się ją tak:

pekao4

Po naładowaniu nakłada się końcówkę z żarówką i latareczka pięknie świeci.

Niestety nie znam producenta tego pięknego sprzętu. Na latarce jest co prawda symbol ETS, ale nie udało mi się go rozszyfrowac. Może ktoś pomoże?

Otagowane , , ,

Kieszonkowa lista sprawunków

Ktoś kto zaznaczyłby na tym urządzeniu wszystkie 40 pozycji jako kupione żyjąc w PRLu powinien dostać medal. Wiele z produktów było bardzo ciężko dostępnych, w niektórych okresach wręcz niemożliwych do dostania. Warto jednak zwrócić uwagę na ten wyjątkowy przedmiot, bo przewyższał kartkę (trwałość) i powalał designerską prostotą.

Oto analogowa lista sprawunków:

IMG_3077

Różne były kolory tych tabliczek, wszystkie lekko rozmyte. Nasza jest niebieska i sam zestaw towarów dostarcza wyjątkowych wrażeń. Wśród nich na przykład Cytrusy, których przecież większość przez wiele lat pojawiało się wyłącznie w okolicy świąt. Jest miejsce na popularne w PRL Konserwy, ale jest też coś co królowało na sklepowych półkach. To ocet, tutaj na 35. pozycji, obok musztardy. Ciekawe, że nie ma na przykład takich produktów jak Piwo, czy wódka. Nie ma też miejsca na odzież i buty.

IMG_3075

Najciekawsze jest to, że kilka miesięcy temu jeden z naszych znajomych był świadkiem jak w sklepie spożywczym w Warszawie pewien klient wciąż używał tej tabliczki!

Otagowane , ,

Oszczędny piórnik z myszką

Ten piórnik był strzałem w dziesiątkę. Słynna gumka kreślarska albo ołówkowa Myszka mogła wylądować w środku. Tu jednak myszka pojawiła się też na opakowaniu samego piórnika. Myszka Miki co prawda, do tego doklejona, ale zawsze to myszka.

IMG_3057

Piórnik ma również emblematy szczególnie rozpowszechnionej w latach 80. Szkolnej Kasy Oszczędności SKO oraz PKO. Co jeszcze wtedy się bardzo liczyło to magnez, na który zamykało się piórnik. Te magnesowe cuda robiły też zresztą Chiny i ZSRR. Chińczycy produkowali nawet grające. Piórniki bywały z różnymi wzorami, kwiatami, samochodami, zwierzętami itp… Oczywiście wcześniej popularne były piórniki drewniane.

Nasz model nazywa się „Miś”. Wyprodukowała go Spółdzielnia Inwalidów „Przyjaźń” w Słupcu, która rozpoczęła działalność w 1951 roku. Co ważne, działa dalej.

IMG_3060

W piórniku tradycyjnie miejsce na kredki, ołówki, długopisy itp.

IMG_3058

 

Otagowane , , , , ,

Breloki z poprzedniej epoki

Jest tyle pięknych słów, których kiedyś używaliśmy na co dzień, a dzisiaj niemal zanikają. Zieleniak, pasmanteria, prodiż, hultaj, dynks, na szagę, kogel mogel, wisior, brelok…. Właśnie tym ostatnim poświęćmy chwilę.

IMG_3062

IMG_3064

Przede wszystkim używało się ich do kluczy. Były niemal tak popularne jak sznureczek, który zawieszało się na szyi. Oczywiście sznureczki nosiły dzieci, a breloki dorośli. Szybko okazały się ciekawym gadżetem do kolekcjonowania. Wiele firm z PRL zaczęło wypuszczać swoje breloki. Bywały też wśród nich zabawki. Przykładem ten powyżej. To zabawka poznawcza. W telewizorku można znaleźć obrazki z Warszawy, m.in.: Plac Zamkowy, Aleje Jerozolimskie z fragmentem PKiN oraz Teatr Wielki.

IMG_3068

IMG_3066

Ten brelok to czystko reklamowy przykład, choć ze sprytnym urządzeniem praktycznym, czyli otwieraczem, tak przecież przydatnym po męczącej wachcie na morzu. O zajmującej się żeglugą firmie Polarctic znalazłem informację w „Głosie Pomorza” z roku 1980. Dzisiaj już ta firma nie istnieje.

Trzeci to brelok krajobrazowy. W formie książeczki opowiadający o zamku w Czechach (wtedy Czechosłowacji) Konopiste vel Konopiszte. Na fotografiach cały obiekt oraz jego najciekawsze komnaty. Jego początki sięgają XIII wieku.

IMG_3070

IMG_3072

Otagowane , , , , ,

Mówię się?! Czyli 13 porodów i jeszcze więcej pogrzebów

Telefon Elektrim RWT. Widziany w licznych filmach i serialach z PRLu, chociażby w „Zmiennikach” i „Alternatywy 4”. Egzemplarz, który znalazł się w naszej kolekcji dostaliśmy od przyjaciela Rado, jak przeczytacie poniżej to poznacie jego fascynującą historię.

telefon3

Telefon wyprodukowała Radomska Wytwórnia Telekomunikacyjna. Firma, która zresztą działa do dzisiaj powstała w 1938 roku. Uruchomiła ją wtedy spółka Ericsson. Nasz konkretny egzemplarz pochodzi z 1968 roku o czym świadczy odpowiednia pieczątka. Były też wersje z guzikami do przełączania linii, tak zwane sekretarsko-dyrektorskie.Telefon ma z przodu miejsce na numer, nasz ma tajemniczą liczbę 92.

telefon2

telefon1

Czas na wspomnienie kolegi Radka o telefonie Elektrim RWT:

Ten aparat jest jednym z tysięcy identycznych egzemplarzy służących instytucjom państwowym i nielicznym indywidualnym szczęściarzom od końca lat sześćdziesiątych. Wyjątkowość tego egzemplarza polega na tym, że w miejscu w którym funkcjonował łączył dwie role. We wsi Sierpowo od godziny 7.45 do 15.00 był zwykłym urządzeniem biurowym, ale popołudniami i nocami stawał się przekleństwem nauczycieli mieszkających w miejscowej szkole. O najmniej pożądanych porach zjawiali się goście, którzy koniecznie musieli zadzwonić. Wokół rodziły się dzieci, inni umierali, zdarzały się wypadki, a czasem trzeba było po prostu pogadać z ciocią Ireną. A trzeba pamiętać, że był to jedyny telefon w promieniu trzech kilometrów musiał pełnić swoją rolę. Pan E. wzywał nim pogotowie do trzynastu porodów swojej żony. Państwo C. dzwonili po straż pożarną do ratowania płonącej stodoły, a pijany pan O. przyszedł najzwyczajniej w świecie zadzwonić do marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Było też tak, że przed jedną z wywiadówek anonimowi sprawcy odcięli kiedyś kabel telefoniczny od słupa… Ciekawostką minionego systemu (telefonicznego) było to, że przed dodzwonieniem się do kogokolwiek trzeba było wykręcić numer „0” – na centralę pocztową, gdzie mniej lub bardziej miła telefonistka informowała nas, że przyjęła połączenie. Od stopnia jej sympatii zależał czas oczekiwania. Czasem było to kilka godzin. Jeśli pani była znajomą to jakość połączenia bywała całkiem wysoka, ale jeśli nas nie znała (lub co gorsza znała i nie lubiła) to w trakcie rozmowy mieliśmy do czynienia z festiwalem trzasków (pani nas wtedy podsłuchiwała) przerywanych cyklicznymi wtrętami telefonistki: „Mówi się?!”. Nawet jeśli równie sympatycznie odwrzeszczało się jej: „przecież pani słyszy!”, to z niewzruszonym spokojem odpowiadała: „no słyszę, ale sprawdzam…” Aparat służył do samego końca PRL. Na strych trafił dopiero w latach 90., kiedy można już było kupić wymarzony telefon z klawiaturą, oglądany wcześniej jedynie w filmach”. We wsi Sierpowo nadal mieszkają państwo E., którzy mają trzynaścioro dzieci, a stodoły C. nie odbudowano po pożarze wywołanym uderzeniem pioruna. O. się wyprowadził, bo po próbie telefonu do marszałka Chrzanowskiego został w okolicy uznany za wariata.

Otagowane , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij