Author Archives: przyj

Wiewióra leci do celu

Leśne skoczki – wyżej nie podskoczysz

W grze mogą brać udział 2,3 lub 4 osoby. Każdy otrzymuje po 3 skoczki tego samego koloru, oraz trampolinę. Skoczka umieszcza się na trampolince w miejscu zaznaczonym kółkiem i uderzeniem palca w dolną część trampolinki wyrzuca się skoczka na tarczę, której barwne pierścienie ustalają wartość trafienia. – tak w skrócie wygląda opis gry, którą udało nam się zakupić na jednym z warszawskich bazarów. To Leśne Skoczki.

Gra w latach 60. minionego wieku znana była pod nazwą Skaczące czapeczki. Na trampolinkach widniały wizerunki skrzatów, a pionki przypominały ich czapeczki. Stąd nazwa. Nie wiem dlaczego później ją zmieniono, a skrzatów zastąpiły zając, wiewiórka, żaba i konik polny. Co złego widziano w skrzatach już pewnie na zawsze pozostanie tajemnicą…

Naszą grę wyprodukowała Poligraficzna Spółdzielnia Pracy Zespół mieszcząca się w Warszawie na ulicy Ogrodowej 31/35. Teraz w tym miejscu mieści się Klubokawiarnia Chwila. Nasze Leśne skoczki są najprawdopodobniej z lat 80. Ciekawym, banalnie prostym co skutecznym rozwiązaniem jest umieszczenie w skoczkach małych ciężarków, dzięki którym skoczki zawsze wpadają do tarczy denkiem do dołu.

A tak wyglądają leśne skoczki w Rosji:

 

Otagowane ,

Woda gazowana dobra z rana

Syfon – bąbelki dla każdego

Szelepgumi, Szelephaz, Kiszurotu, Szortiocsavar, Fejtomb, Szelepbetet, Szeleprud – jeżeli ktoś myśli, że to nazwy węgierskich gangów, które opanowały budapesztańskie podziemie to wcale nie jest tak bardzo w błędzie. Wspomniane słowa mają bowiem związek z Węgrami, z tamtejszą piękną stolicą Budapesztem. To właśnie tam powstał nasz wyjątkowy świecąco-niebieski Syfon, który tam przyjął nazwę Syphon. Wspomniane na początku, egzotycznie dla nas brzmiące słowa to nazwy jego części zaczerpnięte z instrukcji naszego Syfonu. Jednego z dwóch.

Próby napojów z gazowanymi bąbelkami – zbliżone do smaku jakim zachwycaliśmy się w czasach piłkarskiej kariery Grzegorza Laty, rywalizacji Uwe Raaba i Uwe Amplera z Lechem Piaseckim i podboju kosmosu przez polskiego kosmonautę Hermaszewskiego – pojawiły się już pod koniec XVIII wieku we Francji. Nowy typ syfonu z zaworem regulującym ciśnienie powstał w 1829 roku, również we Francji. Popularność nowoczesne urządzenia zyskały dopiero w latach 20. i 30. XX wieku. Nie przypadkowo Witold Gombrowicz w „Ferdydurke” opublikowanej w 1937 roku przywódcy grzecznych chłopców daj ksywę Syfon, a zbuntowanym dowodził Miętus.

W latach 60. XX wieku wciąż jeszcze niemożliwe było samodzielne napełnienie syfonu. Robiło się to w specjalistycznych punktach. Dopiero później pojawiły się syfony na naboje, takie jak oba nasze modele. Syfon na naboje był nazywany autosyfonem. Produkowano go w wielu krajach, także Polsce Ludowej. Autosyfon to w zasadzie miniaturowy saturator, w którym też zachodzi proces saturacji (nasycania wody gazem). Wszyscy pewnie pamiętają, że przy saturatorze można było kupić wodę czystą albo z sokiem i wypić ją z prawdziwej szklanki często przymocowanej metalowym sznurkiem. Jak głosiła wtedy prasa: „Napój bez bąbelków poddawany jest reklamacji jako przeterminowany lub wybrakowany”.

Zresztą do dziś podczas niektórych wspominkowych imprez zobaczyć można zabytkowe modele. Działają też firmy wypożyczające nowoczesne saturatory. Można też wciąż spotkać w sklepach plastikowe syfony.

Jeden z naszych modeli jest okrągły (niestety bez oryginalnego opakowania), drugi klasyczny do tego z oryginalnym kartonem, instrukcją i częściami do obsługi.

Pozostało czekać na ciepłe dni i raczyć się mineralną o jakiej smaku dzisiejszy producenci wód gazowanych mogą pomarzyć.

Otagowane , ,

Auto, które zmieniło życie nie tylko porucznika Borewicza

POLONEZ STEROWANY NA KABLU – samochód na każdą nawierzchnię

Czesi (wtedy mieszkańcy Czechosłowacji) mieli zakłady ITES Koh-i-noor Hardtmuth (wciąż działa), Niemcy VEB Vereinigte Südthüringer Spielzeugwerke Eisfeld oraz PIKO Mechanik, a my Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie. To właśnie w tej słynnej fabryce powstał sterowany na kablu model samochodu FSO Polonez MR’83, który mamy w naszej kolekcji.

Zanim CZZ wypuściły na rynek samochody na kablu, zachwycaliśmy się głównie modelami z DDR-u: Wartburgiem czy Alfettą Spider (mamy takiego w naszej kolekcji, wkrótce jego historia również pojawi się na blogu). Popularnymi modelami przywożonymi od naszych południowych sąsiadów były z kolei Tatra albo Mercedes. U nas sterowane modele produkował nie tylko CZZ, ale też na przykład PALART Wrocław. Na kabel zasłużyły, oprócz Poloneza, m.in. Fiat 125p, Fiat 126p, ciężarówki Żbik (wśród nich wersje z koparką czy dźwigiem) i autobusy. Pojedyncze modele wciąż można znaleźć wśród kolekcjonerów oraz na aukcjach. Wszystkie modele z Częstochowy mają charakterystyczną rejestrację CZZ 4046.

Nasz model Poloneza ma kolor zielony, ale w ofercie były też biały i czerwony. Wszystkie funkcje – jazda w przód i tył, światła uruchamia się przyciskami. Sterowanie odbywa się za pomocą małej kierowniczki. Model zasilany jest baterią „płaską” 4,5V. Jest w pełni sprawny i co ważne, jego wnętrze wypełnia malunek odzwierciedlający prawdziwe wnętrze auta. Jest kierownica, deska rozdzielcza, fotele, a nawet apteczka.

Ciekawostki:

– w latach 70. pojemnik na baterie w tego typu zabawkach nie znajdował się w panelu sterowania (jak w naszym modelu), ale umieszczano go na przykład za paskiem od spodni.

-nazwę Polonez wybrano w plebiscycie zorganizowanym przez „Życie Warszawy”,

-trzeciego maja 1978 roku rozpoczęto seryjną produkcję Poloneza w FSO na Żeraniu,

Dodatki:

-szczegółowa, arcyciekawa historia samochodów zabawek na kablu:

http://a-to-feler.bloog.pl/kat,0,index.html?ticaid=5d94a

-strona pasjonatów marek związanych z FSO:

http://www.fsoautoklub.pl/

-witryna poświęcona zabawkom z DDR-u:

www.ddr-modellautos.de

Obejrzyj sobie:

-Jeremy Clarkson (Top Gear) testuje Poloneza FSO w wersji eksportowej (Leisure), nie trudno się domyślic co sądzi na temat tego auta, mocna końcówka:

-Koło Fortuny, oczywiście zwycięzca otrzymuje Poloneza, gratuluje mu nie tylko prowadzący Wojciech Pijanowski, ale też jego słynna pomocnica Magda Masny:

-genialna telewizyjna reklama Poloneza:

 

Otagowane , ,

Sprzęt pięknie wyglądający i bez zarzutu działający

GRUNDIG – elektronika marzeń

Kiedy niemieccy chłopcy, w lutym 1916 roku, uzbrojeni  m.in. w miotacze ognia nacierali na francuskich żołnierzy pod Verdun, wypełniając tym samym plan akcji o kryptonimie Gericht (niem. sądMax Grundig miał zaledwie 8 lat. Czy już wtedy myślał, że w jego firmie powstanie sprzęt, dzięki któremu chłopcy w Słupsku, Darłowie, Złotoryi i innych polskich miastach będą w latach 70. i 80. marzyć o sprzęcie marki Grundig?

W przerwie działań wojennych, w 1930 roku, Max wraz z kolegami założył sklep Fuerth, Grundig&Wurzer (RVF), gdzie sprzedawali radioodbiorniki. Plany rozwoju firmy pokrzyżowała wojna. Jednak wraz z jej zakończeniem Max natychmiast powrócił do swojej pasji. W trakcie gdy świat patrzył na proces nazistów w Norymberdze, Grundig właśnie w tym mieście założył firmę nazywając ją swoim nazwiskiem. Max był pracoholikiem, który doglądał każdej rzeczy i procesu produkcji swojego sprzętu, co na pewno nie dawało radości jego żonie Chantal Grundig. Efektem tego, że rzadko bywał w domu były jednak świetne produkty. Znakomite w użytkowaniu i pięknie zaprojektowane. Jednym z takich przykładów jest Grundig C410 Automatic – magnetofon z możliwością nagrywania.

Aluminiowo-drewniana konstrukcja była produkowana w pierwszej połowie lat 70. Był to jeden z pierwszych magnetofonach działających w pozycji pionowej. Jego zaletą była mała waga (2.1 kg) i nie duże wymiary: 68mm-176mm-250mm. Ważne, że C410 ma wysuwaną klapkę z przodu. Dzięki temu sprytnemu uchwytowi można było łatwo nagrywać np. koncerty. Posiada również wyjście słuchawkowe.

Nasz egzemplarz jest niemal fabrycznie nowy. W oryginalnym pudełku, ze wszystkimi instrukcjami, okablowaniem, czterema bateriami i kasetą do nagrywania. Oczywiście wszystko sprawne. Ten model bardzo rzadko można znaleźć na aukcjach internetowych, tym bardziej nowy egzemplarz z całym zestawem.

Piękna rzecz.

Otagowane , ,

Jens zapłacił by za nie każdą cenę

GOGLE SPORTICA – pęd, wiatr, rywalizacja, zwycięstwo…

Kiedy trenował w przyzakładowym klubie sportowym SC Traktor Oberwiesenthal w rodzinnej miejscowości Pohla w paśmie górskim w Rudawach na pewno marzył o takim sprzęcie. Podziwiany przez Adama Małysza czterokrotny medalista olimpijski, dziewięciokrotny medalista mistrzostw świata, zdobywca Pucharu Świata oraz czterokrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni wybitny skoczek narciarski reprezentujący NRD, a  później Niemcy – Jens Weißflog – musiał wiedzieć, że gogle Sportica to sprzęt najwyższej jakości.

Produkowała je firma Veb Rathenower Optische Werke z miejscowości Rathenow. Ski-brille jakie posiadamy w naszej kolekcji mają na opakowaniu napis Slalom, ale nadają się do każdego sportu narciarskiego. Model jest nieużywany, w oryginalnym pudełku. Znakomicie przylegają do twarzy. Produkt marki DDR ma napisaną długopisem cenę 550. Pytanie, marek czy złotówek?

A tak podczas igrzysk w 1984 roku skakał nie tylko Jens Weissflog, ale też jego wielcy rywale m.in. Piotr Fijas i Matti Nykaenen. Skoki wyglądały wtedy trochę inaczej niż dzisiaj…

Otagowane ,

Z włoskich bezdroży do polskich domów

Alfetta Spider – nie tylko Włosi byli nim oczarowani

Samochód ostro wyszedł z zakrętu na wąskiej, pamiętającej jeszcze czasy Imperium, drodze wzdłuż skalistego brzegu Adriatyku. Luigi Di Piccini jechał z San Giovanni Rotondo do Rodi Garganico. Półwysep Gargano we włoskiej Apulii był jak zwykle o tej porze roku pełen pięknie kwitnących kwiatów. Luigi wybierał się z nową poznaną dziewczyną, prezenterką telewizji Rai Uno Francescą DI Ligiamonti, na romantyczny weekend nad lazurową wodą. Był 1972 rok. Zaledwie tydzień temu Luigi, o twarzy bliźniaczo podobnej do Marcello Mastroianniego, kupił sobie jeszcze ciepły prototypowy model Alfetty Spider

Jego żółty wóz jest teraz bohaterem naszego bloga.

Inżynierowie Alfy Romeo Alfettę Spider pokazali światu 40 lat temu. Kilka lat później takimi samochodami mogły się bawić dzieci. W latach 80. modele  Alfetty Spider, ale też Mangusty de Tomaso czy  terenowego Steyr Puch G6 produkowały firmy ANKER i PIKO MECHANIK. Ta ostatnia powstała w 1949 roku w NRD. Specjalizowała się w modelach kolejowych, ale Alfetta pokazuje, że inżynierowie Piko mieli wiele innych arcyciekawych projektów. Firma wciąż istnieje.

Nasz model samochodu Alfetta Spider jest w skali 1:12, przeznaczony dla dzieci od lat 6 i zasilany baterią R12. Mamy model o kolorze żółtym, ale są też dostępne w kolorach czerwonym, różowym, kawy z mlekiem czy pomarańczowym. Sterowany przez kabel jeździ w przód, tył i na boki. Ma możliwość włączenia świateł, sygnał dźwiękowy, otwierane drzwi i bagażnik.

Równie ważne jak sam model są dodatki. Przede wszystkim ludzik, ale też gaśnica, stolik z dwoma taboretami oraz otwierana walizka. Jest też dach, który można zdjąć robiąc pięknego kabrioleta. Nasz egzemplarz jest w oryginalnym pudełku. Samochód jest wiernie odtworzony w środku: ruchoma kierownica, drążek zmiany biegów, hamulec ręczny, deska rozdzielcza z licznikami.

Modele Alfetty Spider można czasami kupić na polskich portalach aukcyjnych, osiągają ceny ponad 100zł. Częściej pojawiają się na niemieckich stronach, ale ceny są wyższe.

… Luigi z piskiem opon zatrzymał swoją Alfettę na piaszczystym parkingu. Francesce długi biały szal zsunął się na kolana. Byli przed swoim domkiem w Rodi Garganico. Słońce właśnie chowało się za chmurami. Zapowiadała się ciepła noc…

A tak model, na którym wzorowali się twórcy zabawkowej Alfetty prezentuje się w realu:

Otagowane , ,

Wyślij telegram w miłym towarzystwie

MAŁA POCZTA – tak powinna wyglądać rzeczywistość

Ostatni bastion PRL, cuchnący bękart minionej epoki, relikt Polski Ludowej – to tylko łagodniejsze określenia instytucji Poczty Polskiej. Otóż nie! O tym, że na poczcie może być miło, przyjemnie, elegancko i kolorowo świadczy produkt Spółdzielni Pracy Udziałowa z Częstochowy.

Mała Poczta to zabawka dla tych, którzy jako dzieci marzyli by kiedyś stawiać stemple, segregować listy czy dostarczać emerytury. Zabawka spełniała te marzenia. Mała Poczta ma w sobie wszystko by stać się pełnoprawnym punktem pocztowym. W zestawie są bowiem: znaczki pocztowe, kartki, widokówki, przekazy, kopertki, papier listowy, telegramy, stempelki, poduszka do stempli, a nawet żetony imitujące monety. Mało tego, samo pudełko stanowi skrzynkę pocztową.

Czarują zwłaszcza widokówki. Są wśród nich z bałwankiem, z jajkami wielkanocnymi i bawiącymi się dziećmi. Wszystko wygląda jak ręcznie malowane. Do tego jest oczywiście instrukcja.

Jedno z dzieci jest urzędnikiem pocztowym, pozostałe interesantami – instruuje.

Na pudełku widnieje symbol 3.12.75, co najprawdopodobniej oznacza datę produkcji. Cena detaliczna towaru wynosi 60zł. Takie zabawki powstawały nie tylko u nas, ale także na przykład w USA i to już kilkadziesiąt lat wcześniej. Zresztą wciąż można kupić ich nowe wersje.

Otagowane ,

Przestrzenna fotografia od inżynierów spod Drezna

Stereobox – 3D czasów PRL-u

Sir Charles Wheatstone lubił kontrowersje. Największe wywołał, kiedy poślubił swoją kucharkę – siostrę matki innego geniusza, jednego z wielkich pionierów elektrotechniki Olivera Heaviside’a. Wheatstone był uznanym brytyjskim wynalazcą. Opracował m.in. pierwszy elektryczny telegraf oraz urządzenie, które nazwał stereoskopem. To maszynka do oglądania obrazów przestrzennych, dzisiaj znanych jako technika 3D. Był rok 1838…

Rozwój techniki stereoskopowej nastąpił pod koniec XIX wieku. Po tym jak w roku 1871 wynaleziono suche klisze szklane z emulsją żelatynową, uniezależniające fotografów od bliskości ciemni fotograficznej. O dziwo po II wojnie nastąpił mały zmierzch fotografii stereoskopowej. Na szczęście teraz mamy nawrót mody sprzed ponad stu lat. Nie znaczy to jednak, że 3D było zupełnie nieobecne w drugiej połowie XX wieku. W bloku wschodnim o utrzymanie zainteresowania stereoskopami zadbała między innymi wschodnio niemiecka firma VEB Kamenzer Spielwaren spod Drezna. To właśnie jej produkt znalazł się w naszej kolekcji.

Stereobox to bardzo proste urządzenie do oglądania zdjęć 3D. Łatwe do trzymania w jednym ręku wymagało patrzenia w okulary i przesuwania jednym palcem okrągłej taśmy ze zdjęciami. Plastikowe urządzenie cieszyło się dużo popularnością w latach 80. Konstruowano je w wielu kolorach – niebieskim, zielonym, czerwonym – (nasz jest szary) i różnych kształtach.

Z naklejki na naszym modelu wiemy, że kosztował 45 zł. Mamy dwie bajki animowane: o kowbojach i o misiach nurkach.

Sir Charles Wheatstone byłby pewnie dumny z nas wiedząc, że z zachwytem odnosimy się do jego wynalazku. Nie mamy przy tym problemu, a wręcz cieszymy się z jego szczęśliwego, a niepochwalanego w tamtych czasach związku z kucharką. Pewne jest, że musiała nie tylko świetnie gotować…

Otagowane , , ,

Za kółkiem – symulator konstrukcji mistrzów inżynierii z ZSRR

Moskwicz, Pobieda, UAZ, GAZ, LUAZ i inne wehikuły o zaskakujących nazwach rządziły na drogach bloku wschodniego w drugiej połowie XX wieku. Sowiecka samochodowa myśl techniczna nie zachwycała może wyglądem, ale za to zdolnością nazywania auta na pewno.

Inżynierowie z Moskwy i okolic nie myśleli jednak tylko o dorosłych użytkownikach dróg. Dzieciakom też się coś przecież należało. Symulator Za kółkiem to jeden z ciekawszych przykładów zaradności i pomysłowości rodaków Jurija Gagarina.

За рулем – tak brzmi prawdziwa nazwa wyjątkowej zabawki w naszej kolekcji. O wyjątkowości świadczy nie tylko sam wygląd czy sposób działania, ale też to, że bardzo niewiele informacji można o niej znaleźć w sieci.

Za kółkiem to symulator jazdy samochodem przez miasto. Zasada działania jest dziecinnie prosta. Samochodzik porusza się po okrągłej planszy dzięki magnesowi umieszczonemu pod nią. Porusza się nim za pomocą kierownicy. Jest też kluczyk imitujący stacyjkę, który uruchamia urządzenie oraz bieg zmieniające prędkość obrotu planszy. Samochodzik przejeżdża pod mostami wybierając jedną z dróg: krótszą (trudniejszą) lub dłuższą.

Symulator produkowano w różnych wersjach kolorystycznych, także z pedałami. Nasz egzemplarz jest w pełni sprawny, mamy do tego instrukcję obsługi (oczywiście po rosyjsku) oraz oryginalne opakowanie. Całość działa na baterie. Z pozoru zabawa wydaje się prosta, ale ci którzy próbowali u nas w domu wiedzą, że tak nie jest.

Modele takiego symulatora znalazłem m.in. na rosyjskich stronach aukcyjnych, na polskich są niezwykłą rzadkością.

Tu możecie zobaczyć jak to działa, zaznaczam, że to nie jest film naszego autorstwa:

http://www.youtube.com/watch?v=JgyjIaqmKbs

Otagowane , ,

Przyjazny, łagodny design i cichy tryb działania – to przecież sama radość

Wentylator Zefir Z-21 – powiew świeżego powietrza

Bambino, Bartek – to przede wszystkim dzięki tym dwóm gramofonom Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica zyskały sławę w latach 60. Poziom produkcji znacznie wzrósł, kiedy na przełomie lat 60. i 70. zakłady zakupiły licencje od firm Telefunken oraz Thomson. ŁZR Fonica stała się potęgą w produkcji gramofonów. Nie poprzestano jednak na produktach czysto muzycznych. W latach 60. ŁZR Fonica zaczęły również produkować wentylatory biurowe. Zefir Z-21 jest właśnie jednym z nich. Biuro Konstrukcyjne Łódzkich Zakładów Radiowych sprytnie wykorzystało w urządzeniu silniki stosowane w gramofonach. Czy zatem produkcja wentylatorów wynikła z tego, że pewnego roku wykonano za dużo silników gramofonowych i trzeba było coś z nimi zrobić, tego się już pewnie nie dowiemy?

Zgrabne plastikowe urządzenie na wygiętym pręciku produkowano w kolorach biało-pomarańczowym, biało-niebieskim, czerwonym, białym. Niestety później zaczęto produkować również toporny model wentylatora (bardziej kanciasty) zastępując logo Zefir napisem „Predom Metrix”. Po zmianie ustroju w 1989 roku Fonica zaczęła popadać w długi i ostatecznie zakończyła żywota w 2002 roku. Spora liczba Zefirów przetrwała do dzisiaj i można pojedyncze modele wciąż znaleźć na aukcjach internetowych.

Otagowane , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij