Na moim drugim blogu winylowetrzaski.wordpress.com, poświęconym kolekcji płyt winylowych, dziś pojawił się wpis dotyczący także BufetuPRL. A to za sprawą takich pięknych bajek wydanych w 1965 roku na czarnych płytach:
Polecam wpis TUTAJ
Na moim drugim blogu winylowetrzaski.wordpress.com, poświęconym kolekcji płyt winylowych, dziś pojawił się wpis dotyczący także BufetuPRL. A to za sprawą takich pięknych bajek wydanych w 1965 roku na czarnych płytach:
Polecam wpis TUTAJ
Tak jak obiecaliśmy kolejny wpis poświęcamy również naszej makiecie H0. Skupimy się na jednym wagonie, który zabrał nam kilka dobrych godzin pracy. To jedyny wagon nowy w naszym zestawie, nie pochodzący sprzed kilku dekad. Właśnie dlatego postanowiłem się nim „zabawić” 🙂 Na początku wyglądał tak:
Przy malowaniu baaaardzo pomógł mi kolega Patryk, który operował aerografem, pożyczył również kilka niezbędnych farb i środków do uzyskania odpowiedniego efektu. A chodziło u to, żeby wagon wyglądał jakby stał od kilku dekad na bocznicy i porządnie zajęła się nim rdza.
Wymagało to rozebrania całego wagonu i kilkukrotnego malowania.
Używaliśmy różnych rdzawych odcieni. Trzeba też było ponownie pomalować wagon na jego naturalny kolor. Chodziło o to, żeby specjalne farby i środki działały jak prawdziwa rdza, barwiły wagon, zżerały go jakby od środka.
Przydały się do tego także sól gruboziarnista i specjalna posypka. Po wielokrotnym malowaniu wagon zaczynał wyglądać coraz ciekawiej.
Trzeba też było oczywiście pomalować koła.
Efekt może faktycznie okazał się za bardzo rdzawy, ale zabawy było sporo i wagonik elegancko wygląda na naszej makiecie.
Jeszcze pytanie za sto punktów na koniec. Kto zajął w nim miejsce? Podpowiem, że są to wyjątkowi bohaterowie popkultury.
Kto poprawnie odpowie dostanie od nas specjalny prezent! Zapraszamy do komentarzy. We wtorek rozwiążemy zagadkę. No to ruszamy!
Wreszcie! Tak chcieliśmy zacząć Nowy Rok, od odpalenia naszej makiety, o której piszemy w specjalnej zakładce MAKIETA H0. Wystartowała i jeździ! Co prawda, nie jest jeszcze skończona, prace trwają, ale i tak już jest elegancko.
Powstały fragmenty makiety. Co ważne, staramy się korzystać wyłącznie z materiałów sprzed 1989 roku. Z takich, które przed laty były dostępne w składnicach harcerskich. Od polskich producentów albo słynne PIKO zza Odry.
Mamy domki sprzed kilku dekad, wagony, lokomotywę, drzewa, zieleń, figurki, samochodziki, tory, posypki na tory, znaki drogowe itp. itd.
Ustawiliśmy różne scenki. Chociażby ta u góry, ze stacją i słupem ogłoszeniowym. Plakaty pochodzą z zestawu drogowego z lat 70/80.
Albo ten peron sprzed kilku dekad z barem na środku.
Jest też bar, do którego właśnie dowieziono beczki z winem. Poza tym, most nad wodą, tuż przy wiadukcie.
No i dodatek specjalny. Opalająca się dama, z Polonezem kioskowcem u boku.
Dobrze, widać wiele braków, ale jak pisałem: prace wciąż trwają i już szykujemy kolejne elementy.
W piątek pokażemy kolejny wyjątkowy element na makiecie, nad którym pracowaliśmy kilkanaście godzin… Ruszamy na ostro!
Co łączy Zbigniewa Zapasiewicza, Zbigniewa Wodeckiego, Czesława Niemena, Polę Raksę i wiele innych wybitnych postaci polskiej kultury? A to, że zostali wyróżnieni odznaką „Zasłużony działacz kultury”. Mamy ją w naszych zbiorach.
Na specjalnym pudełku widnieje logo z odznaką. Pod napisem umieszczono na nim coś, co przypomina grecką kolumnę. A w środku sama odznaka, czy raczej znaczek wsuwany.
Odznaczenie przyznawano w latach 1962-2005. Wtedy zastąpiono ją medalem „Zasłużony kulturze gloria artis”.
To oczywiście nie pierwszy znaczek w naszej kolekcji. Pisaliśmy już o nich m.in. TUTAJ i TUTAJ.
Oto pamiątka wyjątkowa, bo rodzinna. Plakietkę, którą znalazłem ostatnio w domu rodziców, używała moja ciocia-babcia z Gdańska. Zwiedziła pół świata, nie żartuję. A towarzyszył jej taki mały skarb.
Informacja z adresem/kontaktem do podróżnego mogła być przypięta do torby, ubrania, w zasadzie wszystkiego. Przydawała się na lotnisku, w autobusie, w Watykanie, Bułgarii, Paryżu. Francuska nazwa „Pologne” na niej może nieco mylić. Niekoniecznie musi chodzić o to, że ciocia akurat z nią była we Francji. Francuski to po prostu „europejski” język i to może być powód.
Z tyłu widać pieczątkę, która pokazuje skąd pochodzi ta plakietka. To Polskie Biuro Podróży Orbis. Pisaliśmy o nim wielokrotnie. Chociażby TUTAJ
Albo TUTAJ
Zdradzę Wam, że pod tym adresem, na Długiej w Gdańsku, tylko po drugiej stronie budynku mieścił się legendarny Coctail Bar. Z ciocią-babcią chodziliśmy do niego przez wejście na klatkę. Szczególnie na lody w pucharku, mmm…
Podczas ostatnich małych włoskich wakacji nie mogłem darować sobie wizyty w jednym z tamtejszych antykwariatów. Zupełnie przypadkowo znajdowała się w nim pokaźna kolekcja kaset VHS. Oczywiście kupiłbym je wszystkie… ale musiałem wybrać. Jak jedną, to mogłem tylko z tym genialnym filmem.
Pomyślałem, że film Sergio Leone z 1984 roku zakupiony na włoskiem ziemi to będzie wyjątkowa pamiątka. O samym obrazie napisano już tak wiele i ciekawie, że nie będę się tu wychylał. Skupię się na kasecie.
Na zdjęciu powyżej widać logo jednego z najważniejszych wydawców kaset VHS w latach 80 we Włoszech, De Laurentis Ricordi Video. To spółka, którą zawiązała się z połączenia firmy słynnego producenta Dino De Laurentiisa i włoskiego firmy Ricordi Video. Mieli taką ładną czołówkę.
Ta kaseta została wydana w 1987 roku. Było to któreś kolejne wydanie wideo z tym filmem. Na kasecie widnieje dużo bardzo miło brzmiących napisów, na przykład:
„Film per tutti”, czyli zdaje się: film dla wszystkich.
„Tutti i diritti reservati”, to chyba: wszystkie prawa zastrzeżona.
No i do tego ten włoski tytuł!
Dziwne musi być oglądanie tego filmu na włoskiej kopii. Przecież w kraju Roberta Badzia, jak mówił pan Szpakowski, dubbingują wszystko. Czyli Robert De Niro mówi po angielsku, ale po włosku, hmm.
Poprzedni właściciel kasety zapłaciłby jednak karę w mojej wypożyczali Paco w Słupsku w latach 90. Nie przewinął kasety do początku.
Eh ci Włosi…
Może nie miał takiego urządzenia. Oto przewijaki do kaset VHS, o których pisaliśmy TUTAJ.
Nasza makieta kolejki H0 zbliża się do finału, to znaczy do budowy. Kończymy etap zbierania materiałów. Więcej informacji o niej przeczytacie w zakładce „Makieta H0”.
Mamy już sporo domków, tory, dworce, lampy, przejazdy, samochody, drzewa i wiele innych potrzebnych przedmiotów. Teraz mamy też już wyjątkową postać, która zagości na makiecie.
Oto Osterhasin, czyli króliczek, trochę Playboya. Pani malarka została wyprodukowana przez niemiecką firmę specjalizującą się w takich modelach, Preiser.
Króliczek jest przyznam dość skąpo ubrany, ale to przecież pani malarka…
Myślę, że ten prezent od przyjaciela bloga sympatycznie ubarwi makietę, do której budowy zabieramy się już wkrótce!
Jeżeli ktoś z was ma jakieś elementy, które super wyglądałyby na naszej makiecie, prosimy o kontakt: przyj@wp.pl.
W następnym wpisie kolejne ludziki, trochę mniej kolorowe.