Kolejna porcja wspomnień z naszego bloga. Ponad trzy lata temu pisaliśmy o takiej doskonałej zabawce z naszej kolekcji:
Igor Plechanow, Borys Samorodow, Michaił Starostin – ci wybitni żużlowcy, wielokrotni mistrzowie Związku Radzieckiego, na pewno przyczynili się do popularyzacji czarnego sportu u naszych wschodnich sąsiadów. Wynikiem tej popularności jest wyjątkowa zabawka, która przywędrowała do naszych zbiorów dzięki Świętemu Mikołajowi. To Moto Trek, czyli tor żużlowy z samojeżdżącymi motocyklami. Oczywiście pomysł nawiązujący do żużla można by w tym przypadku łatwo obalic, ale ponieważ radzieccy zawodnicy zdecydowanie więcej mieli do powiedzenia w żużlu niż wyścigach motocyklowych podciągamy to pod czarny sport. Poza tym kolor toru mówi sam za siebie.
Radziecka zabawka to tor pod specjalnym kątem, dzięki któremu motocykle same jadą od startu do mety, każdy na osobnym torze. Kiedy dojadą do najniższego punktu na górę toru wciąga motocykle specjalna mechaniczna wciągarka taśmowa. Przejeżdżając pod linią startu-mety motocykliści poruszają licznikiem okrążeń.
Do zestawu dołączone są: spis wszystkich części oraz bardzo ważny kartonik, który umożliwia losowanie pól startowych i kolorów żużlowców.
Całość oczywiście w pełni sprawna i w oryginalnym kartonie. Gra przeznaczona jest dla dzieci od lat 6 i kosztowała 18 rubli. W dzieciństwie nigdy nie spotkałem się z podobną zabawką. Może Wy mieliście z nią do czynienia?
A na koniec film pokazujący naszą grę, tak to śmiga:
Ponieważ rozpoczęcie budowy naszej makiety kolejki z miasteczkiem rozpocznie się już dosłownie za moment, czas na kolejną budowlę, która na niej stanie. Po kilku domkach, lampie i torach oraz polskim przystanku osobowym Odra nadszedł czas na kolejny mini dworzec, w zasadzie stację.
Wyprodukowała go firma Olbernhauer Wachsblumenfabrik Olbernhau, czyli OWO Spielwaren. Pisaliśmy już o niej TUTAJ
Stacja jest piękna. Ma przejście podziemne i kilka fajnych dodatków. Nie jestem przekonany czy wszystkie pochodzą akurat z tego modelu, ale w naszym pudełku były.
Widać poszczególne elementy budynku, okna, murki itp. Jest też specjalna konstrukcja podestu z zejściem do przejścia podziemnego.
Do tego piękna czerwona ławka, plakat zagraniczny i napis wzięty z porządnego baru. Choć ta „przekąska” wydaje się jednak rozmiarowo chyba nie do końca pasować do makiety.
Najfajniejsza jest jednak konstrukcja zegarowo-informacyjna. Mówi nam, że jesteśmy na 1 peronie, a do tego z którego toru odchodzą odpowiednie pociągi. Pośpieszny odjeżdża do Warszawy, a osobowy do… Szczcina. No, po prostu chyba się dwie literki nie zmieściły.
Do zestawu dołączona została pomocna instrukcja. Dowiadujemy się z niej m.in., że firma polecała do montażu klej Certus, który był m.in. stosowany w lotnictwie. Musiał być mocny. Ważne, że instrukcja dawała pewną dowolność. Otóż „komin może być dowolnie osadzony”. No ja jeszcze nie wiem, w którym miejscu go umieszczę.
Instrukcja jest po polsku, nie trudno się więc domyślić, że ten zestaw można było u nas nabyć.
Czas powrócić do naszej kolekcji kaset magnetofonowych. Tym razem cztery przykłady taśm kabaretowych.
To przykłady bardzo różne, które dobrze pokazują, że w latach 80 i 90 kabaretów na kasetach wychodziło mnóstwo, głównie pirackich oczywiście, i cieszyły się ogromną popularnością.
Ot taki Bohdan Smoleń i Zenon Laskowik.
Znalazł się tu występ z festiwalu w Opolu z 1980 roku. Jest to akurat kaseta oryginalna, wydana przez Polskie Nagrania. Obok wymienionych satyryków wystąpili m.in. Hanna Banaszak i Zbigniew Wodecki. Pamiętam, że „Z tyłu sklepu, czyli benefis Zenona Laskowika” katowałem przez wiele nocy. Niestety to już się nie powtórzy. Na kasecie, jak widać po naklejce, a raczej kawałku plasterka, ktoś nagrał relację z wizyty Papieża na Jasnej Górze…
Kolejna kaseta to także oryginał, tym razem wydana przez warszawski Wifon. To Piosenki Kabaretu „Jeszcze Starszych Panów” Przybory i Wasowskiego. Co ciekawe, także pochodzą z 1980 roku. Wśród wykonawców znaleźli się tacy mistrzowie jak Bogdan Łazuka, Kalina Jędrusik czy Wiesław Gołas.
Wifon (po adresie widać, że mieścili się w budynku Telewizji Polskiej) to wydawca także kolejnej mojej kasety, zapisu dzieł kabaretu Dudek. Tu kolejne wielkie nazwiska: Tym, Młynarski, Dziewoński, Gołas, Kobuszewski. Kaseta pochodzi najprawdopodobniej z końca lat 70.
Na koniec kaseta już ewidentnie z lat 90, najmniej ciekawa w zestawie. Oto wydawnictwo Gamma i „Przychodzi baba do lekarza”. To już nie było śmieszne…
Skutecznie powiększamy elementy, które już wkrótce trafią na nasz nowy wyjątkowy projekt, makietę kolejki H0. Ostatnio zdobyliśmy taki piękny wiejski domek.
Wyprodukował go NRD-owski kombinat zabawkowy specjalizujący się w elementach do makiet kolejek, Vereinigte Olbernhauer. Nasz domek na oryginalnym opakowaniu ma naklejkę, świadczącą o tym, że był sprzedawany w Polsce. Produkt nazwano „budownictwo domków” i kosztował 25zł.
Wiejski domek z drewnianą przybudówką jest dość prosty w konstrukcji, ale w razie czego twórcy dołożyli jasną instrukcję, do tego ze zdjęciami!
Jak widać całość była „ruszana” przez poprzedniego właściciela, ale tylko troszeczkę. Na przykład trawka pozostała nietknięta.
Do tego została dołączona ulotka skierowana do „drogich klientów”. Najważniejsza na niej jest data, niezbicie dowodzi, że domek powstał w czasach, w których można go było znaleźć na półkach Składnic Harcerskich.
Na pewno dobrze będzie prezentował się na naszej makiecie, co oczywiście pokażemy w swoim czasie…
Jeszcze przez kilka dni Europa będzie żyła futbolem. My też. Z tej okazji kolejną część wspomnień z naszego bloga o skrywanej przez nas w domu kolekcji, poświęcamy… piłkarzykom. Mamy ich różne rodzaje. A pisaliśmy o nich tak:
Ulf Kirsten, Jurgen Pommerenke, Hans-Jurgen Dorner – czy ci wielcy piłkarze DDR grywali w domu w takie cudo, o jakim dzisiaj piszemy? Na pewno.
Oto kolejne piłkarzyki z naszej kolekcji, tym razem wyprodukowane we wschodniej części Niemiec.
Fussball Spiel charakteryzuje się tym, że można tą zabawkę złożyć w podręczny kartonik. Boisko jest bowiem zwijane. Na końcach przytrzymują boisko kawałki drewienka. W niej wkłada się bramki.
Każda z drużyn ma dwóch zawodników: bramkarza i piłkarza w polu. Bramkarz jest sterowany przez kawałek plastiku z tyłu. Bardzo ciekawie strzela się piłkarzem w polu. Naciska się bowiem głowę piłkarza w dół i wtedy rusza się jego noga i piłkarz strzela.
Swoją drogą bramkarze wyglądają jakby robili przysiady, a na głowach mieli czapki. Ciekawa jest piłka, która nie jest okrągła. Dzięki temu jednak zatrzymuje się na boisku. Okrągła cały czas by wypadała za pole. Mamy do tych piłkarzyków oryginalne pudełko.
W środku wszystko pięknie ułożone.
Piłkarzyki wyprodukowano najprawdopodobniej w latach 70. Odpowiada za nie zakład w niewielkim mieście we wschodniej części Niemiec – Aschersleben.
Największe sukcesy piłka nożna w DDR odnosiła właśnie w latach 70. Co ciekawe, pierwszy mecz reprezentacja DDR rozegrała z Polską, w Warszawie w 1952 roku. Wygraliśmy 3-0.
————–
Jak widać po kartonie, te piłkarzyki wiele przeszły. Prawdopodobnie były używane jako strzelnica. Nie są w idealnym stanie, ale wszystko jest na miejscu i działa. Znaleźliśmy je przed domem na śmietniku. Nie żebyśmy specjalnie tam czegoś szukali, po prostu leżały na wierzchu i czekały na nas.
Plastikowe boisko, żółte i czerwone piłkarzyki i zabawa na całego.
Piłkarzyki wyprodukowała firma o ciekawej nazwie: Przetwórstwo Tworzyw Sztucznych i Zabawkarstwo Ewa i Stanisław Dróżdż z Częstochowy. Na kartonie interweniuje bramkarz w czapce. To nie powinno dziwić, bo przed laty wielu w nich grało. Chociażby legendarny radziecki bramkarz Lew Jaszyn. Nie zdziwiłbym się jakby to nim inspirowali się twórcy tej grafiki. Ciekawe, że w przeciwieństwie do poprzednich opisywanych przez nas piłkarzyków te nie mają napisu „Piłka nożna”, ale zachodnie słowo „Football„.
————–
Piłkarzyki na sprężynach – gole przy nietypowych dźwiękach
Specyficzny brzdęk przy odbijaniu i kulki wyciągane z łożysk – to pierwsze wspomnienia jakie pojawiają się, gdy patrzę na piłkarzyki na sprężynach. 22 zawodników, drewniane boisko z zagłębieniami przy piłkarzach, metalowe brameczki i gra całymi nocami.
Nasz egzemplarz wyprodukowały Krakowskie Zakłady Przemysłu Maszynowego Leśnictwa Krakpol. Co ciekawe, firma Krakpol nadal działa i produkuje zabawki. Oczywiście piłkarzyki pojawiały się w różnych wersjach. Jak nasze – z napisem Piłka Nożna na kartonie – albo z napisem Football. Sami piłkarze też się zmieniali. W naszej wersji to pomalowane tyczki, ale były też takie z sylwetkami bardzo przypominającymi prawdziwych piłkarzy.
Oczywiście bardzo szybko gubiło się piłki do gry, ale wyjście z tego było banalnie proste. Używaliśmy bowiem kuleczek z łożysk rowerowych. Czasami piłki wylatywały za boisko, ale jak się strzela jak Tarasiewicz to nie dziwne. Nasz egzemplarz jest trochę zużyty, ale nie znaczy to, że nie da się grać. Co widać zresztą na filmie. Co prawda, piłka jest większa niż przystało, ale za to komentarz jaki:
„Bałtyku fale zaleją żale/ utopimy czas/ możemy dużo, możemy wiele/ póki młodość w nas” – śpiewał przed laty zespół Sztywny Pal Azji, ten od kawałka „Wieża radości, wieża samotności”. Mili państwo, no przecież wcale nie chodziło tu o nasze morze. To jasny przekaz dotyczący tego, co w PRL-u można było znaleźć w takiej butelce.
Taki okaz zasilił nasze zbiory. Jak widać przeleżała już trochę od czasu, kiedy ktoś delektował się jej smakiem. Choć z tego co wiem, na szczęście sam nie miałem okazji spróbować, była to jednak z najbardziej obrzydliwych wódek na naszym rynku, może obok Vistuli. Znalazłem informację, że nazywano ją „śmiercią marynarza”.
Różne były etykiety Baltic Vodka. Najczęściej kojarzy się właśnie z taką etykietą jak nasza, z żaglowcem na wzburzonych falach. Taką też widać na półce sklepowej w słynnej scenie z „Alternatywy 4”. Kołek (Kryszak) jest bardziej elegancki i nazywają ją Baltic Vodka, ale Kotek (Kaczor) już idzie po „Bałtyku”.
Powiększamy kolekcję modelarską. Oto kolejne cacko, które stanie na naszej makiecie kolejki H0. Żeby nie było na niej ciemno pieszym, pieskom i wszystkim innym potrzebne są… latarnie. Na przykład taka jak ta.
Figlarna lampa uliczna wygląda jak na produkt domowej roboty. Ma dołączoną wizytówkę osoby, która ją wykonała, a być może tylko sprzedaje, ale wolę wierzyć, że pan Marek też ją sam wykonał. Jeżeli nas czyta prosimy o kontakt! Lampa powstała w uroczej wiosce położonej w Beskidzie Niskim, Mochnaczka Niżna.
Zasilana 16 v lampa kosztowała 150 zł i szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy pochodzi akurat z PRL-u. Na pewno jednak wygląda jak lampy, które wtedy oświetlały nasze ulice albo parki i inne zakamarki.
Jak tylko zamontujemy ją na naszej makiecie, pokażemy jak ładnie się pali!
Kolejna porcja wspomnień z naszego bloga. Dzisiaj ta przepiękna zabawka, o której pisaliśmy niemal 4 lata temu tak…
Moskwicz, Pobieda, UAZ, GAZ, LUAZ i inne wehikuły o zaskakujących nazwach rządziły na drogach bloku wschodniego w drugiej połowie XX wieku. Sowiecka samochodowa myśl techniczna nie zachwycała może wyglądem, ale za to zdolnością nazywania auta na pewno.
Inżynierowie z Moskwy i okolic nie myśleli jednak tylko o dorosłych użytkownikach dróg. Dzieciakom też się coś przecież należało. Symulator Za kółkiem to jeden z ciekawszych przykładów zaradności i pomysłowości rodaków Jurija Gagarina.
За рулем – tak brzmi prawdziwa nazwa wyjątkowej zabawki w naszej kolekcji. O wyjątkowości świadczy nie tylko sam wygląd czy sposób działania, ale też to, że bardzo niewiele informacji można o niej znaleźć w sieci.
Za kółkiem to symulator jazdy samochodem przez miasto. Zasada działania jest dziecinnie prosta. Samochodzik porusza się po okrągłej planszy dzięki magnesowi umieszczonemu pod nią. Porusza się nim za pomocą kierownicy. Jest też kluczyk imitujący stacyjkę, który uruchamia urządzenie oraz bieg zmieniające prędkość obrotu planszy. Samochodzik przejeżdża pod mostami wybierając jedną z dróg: krótszą (trudniejszą) lub dłuższą.
Symulator produkowano w różnych wersjach kolorystycznych, także z pedałami. Nasz egzemplarz jest w pełni sprawny, mamy do tego instrukcję obsługi (oczywiście po rosyjsku) oraz oryginalne opakowanie. Całość działa na baterie. Z pozoru zabawa wydaje się prosta, ale ci którzy próbowali u nas w domu wiedzą, że tak nie jest.
Modele takiego symulatora znalazłem m.in. na rosyjskich stronach aukcyjnych, na polskich są niezwykłą rzadkością.
Nasze zasoby baltonowskie się powiększają. Kilka razy pisaliśmy o gadżetach Baltony, chociażby TUTAJ.
Dzięki przyjaciółce naszego bloga zdobyliśmy kolejne wyjątkowe siatki.
Pierwsza papierowa z charakterystycznym logo Baltony. Sprytnie rozwiązano grafikę, bo z jednej strony główną częścią jest słynny marynarz z zakupami, a z drugiej znaczek z kotwiczką. Nieodzowny jest napis „duty free shop”. Siatka ma taką wielkość, żeby idealnie zmieściłyby się do niej, na przykład, dwie buteleczki winiaka klubowego.
Druga siatka, nowsza, już nie jest tak wyrafinowana. To klasyczny foliowy przykład reklamówki. Ciekawa jest tu historia jej producenta.
To Zakłady Chemiczne Blachownia Kędzierzyn-Koźle. W części miasta, Blachowni właśnie, na początku II wojny na zlecenie armii niemieckiej koncern Oberschlesische Hydrierwerke rozpoczął budowę zakładu wytwarzającego syntetyczne paliwa płynne (benzyna samolotowa i olej napędowy). Rozkradzione pod koniec wojny zakłady odbudowały się dopiero w latach 50. Wytwarzano tam różne rzeczy, m.in. polietylen, z którego powstawały… siatki.
Czy to koniec naszych baltonowskich gadżetów? No niekoniecznie…
Startuje wielkie (no przynajmniej dla mnie) przedsięwzięcie BufetPRL. Budujemy makietę kolejki!
Ten temat poruszaliśmy już TUTAJ, w opisywaniu dworca z wyprodukowanego przez OWO Spielwaren z NRD.
Od dziś startujemy z makietą na poważnie. Najpierw zbiorę trochę materiałów, a w ciągu kilku tygodni ruszam z budową na specjalnie przygotowanej desce. To będzie makieta odzwierciedlająca pewne rzeczywiste miejsce, na ile się da oczywiście. Szczegóły wkrótce.
Jako dziecko bawiłem się dużą makietą u wujka Mirka. Jednak ta opierała się głównie na domkach, nie na kolei. Z tą, którą teraz buduję będzie inaczej. Jej siłą napędową będzie kolej.
Specjalnie dla niej stworzyliśmy osobną sekcję MAKIETA. To właśnie w niej znajdziecie najświeższe informacje z budowy.
Od razu chcę podkreślić jedno. To nie będzie profesjonalna (w sensie oparta na najlepszych jakościowo częściach) makieta. Na tyle, na ile się uda, będę chciał ją złożyć z oryginalnych części sprzed lat. Niektórych z PRLu, niektórych firmy PIKO i podobnych. Chodzi o to, żeby była najbardziej zgodna z duchem bloga. Zacząłem, może nietypowo, od zakupu kilku torów i dworca.
Oczywiście lata temu wprowadzono nowe tory do H0. Są dużo lepsze niż te starsze, produkowane chociażby przez PIKO. A jednak ja będę używał właśnie klasycznych, tych sprzed lat. Udało mi się zakupić zupełnie nowe, jeszcze nieużywane, klasyczne tory i ich będę się trzymał.
Mam też piękny dworzec, a właściwie Przystanek Kolejowy Odra Osobowy.
Decha jako podstawka, do tego kilka woreczków: dwa drzewka, posypka kwiatowa i trawiasta. No i sam domek z piękną instrukcją. Dzięki niej wiem, gdzie zamontować rynnę, a gdzie podłogę.
Przystanek na makietę wyprodukowała Spółdzielnia RZEM z Wrocławia, jak informuje metka. No chyba miało być Razem. Kosztował 239zł i najprawdopodobniej pochodzi z końca lat 70.
Jak tylko go złożę, oczywiście trafi na bloga.
To tyle na początek. Już wkrótce kolejne skarby szykowane na makietę.
Jeżeli macie jakieś sugestie albo materiały do H0 sprzed lat i chcecie wesprzeć naszą budowę, chętnie skorzystamy 🙂