Category Archives: Film

Z kosmitą na rowerze

U nas trwał stan wojenny, a świat już zachwycał się tym filmem. Do Polski dotarł później na kasetach VHS. Ponieważ jutro kanał TV Puls przypomni „E.T.”, my przypominamy ten magiczny świat z filmu, który pochłonął nas jeszcze w PRLu.

et3

Obraz Stevena Spielberga był najbardziej dochodowym nie tylko w 1982 r., w którym pojawił się na ekranie, ale w ogóle w historii kina. Do czasu, kiedy w 1993 r. w kinach pojawił się „Jurassic Park” w reżyserii… Stevena Spielberga. O popularności filmu dobrze świadczy to, że w USA kasety wideo z nim były zielone, by utrudnić nielegalne kopie. Sprzedało się ich kilkanaście milionów.

vhs-et
Realizując „E.T.”, Spielberg miał już na koncie „Szczęki” i „Poszukiwaczy zaginionej Arki”. Zresztą w filmie o przybyszu z kosmosu występuje też sam Indiana Jones, czyli Harrison Ford. Zagrał dyrektora szkoły głównego bohatera, ale sceny z nim wycięto z ostatecznej wersji filmu.

Bohaterem jest tu kilkuletni chłopiec Elliott, który niespecjalnie potrafi poradzić sobie z rozstaniem rodziców. Jego życie zmienia się, gdy poznaje przybysza z kosmosu, który gubi się podczas misji badawczej i zostaje opuszczony na Ziemi przez swoich kosmicznych towarzyszy. Bardzo chce wrócić do domu, w czym chcą mu pomóc Elliott i jego rodzeństwo. Niestety o przybyszu dowiadują się naukowcy i agenci rządowi, którzy planują przeprowadzić na nim badania.

et1
Elliotta zagrał w filmie Henry Thomas, którego później mogliśmy oglądać m.in. w „Wichrach namiętności” i „Świadku oskarżenia”. Grają tu również kilkuletnia Drew Barrymore, Erika Eleniak, a do tego Peter Coyote. Specyficzny głos E.T. to już sprawka Pat Welsh oraz momentami Debry Winger, a nawet samego Spielberga.

W 2002 r. z okazji 20-lecia powstania filmu wypuszczono jego udoskonaloną wizualnie i dźwiękowo wersję. Jedną z najważniejszych zmian było zastąpienie pistoletów w rękach rządowych agentów krótkofalówkami. Spielberg nie chciał bowiem, by pistolety były orężem dorosłych do walki z dziećmi i obcymi.

et2
Ciekawostką jest to, że w „E.T” Spielberg nawiązał do „Gwiezdnych wojen” swojego przyjaciela George’a Lucasa. Elliott bawi się figurkami bohaterów z sagi Lucasa, poza tym w jednej ze scen pojawia się… Yoda. Ale najsłynniejszą pozostaje i tak ta, kiedy Elliott wznosi się na rowerze z E.T. w koszyku i leci na tle księżyca.

et4

Zdjęcia nie pochodzą z własnej kolekcji. Tekst napisałem dla dodatku Kultura DGP.

Otagowane , , , ,

Kruszący się PRL i futbolowa euforia

Właśnie wszedł do kin wyjątkowy dokument Michała Bielawskiego „Mundial. Gra o wszystko”. Autor zderzył w nim świat sportu i świat opozycji w czasie stanu wojennego. Z jednej strony mamy internowanych, którzy oglądają hiszpański mundial w 1982 roku, a z drugiej genialnych polskich piłkarzy, którzy rozgrywają turniej życia. Dla dodatku „Kultura” DGP przeprowadziłem rozmowę z autorem tego ciekawego filmu. Oto jej zapis:

Mundial1

W dokumencie„Mundial. Gra o wszystko” widać sportowców, internowanych, dziennikarzy;brakuje jednak na przykład więziennych klawiszy. Ich historia, opowieść o tym,jak oni przechodzili okres stanu wojennego i samego mundialu, jak to wyglądało z ich punktu widzenia, musiałaby być nie mniej fascynująca. Zresztą w filmie pojawia się wiele innych wątków, które zapewne zasługują na osobną opowieść.

To prawda. Przygotowując się do filmu, długo przekopywałem różne archiwa, dokumentowałem temat. Było kilka wątków, które zostały w filmie niewykorzystane, nierozwinięte, ale planuję do nich jeszcze powrócić. Jeśli chodzi o klawiszy, to sprawa wygląda tak, że po prostu już nikt z nich nie żyje. Rozmawiałem z synem jednego z nich, który pracuje w Białołęce. Okazało się, że ze względu na wysoki poziom stresu, pokolenie pracujących w więziennictwie w tamtym okresie bardzo szybko odchodziło. Ale jak już mówiłem, jest wiele ścieżek, którymi film mógłby jeszcze pójść. Sporo opowieści do niego nie weszło, choć pewnie mogłoby go wzbogacić. Chociażby ta o powrocie polskich piłkarzy samolotem z mundialu. Maszyna, która wystartowała w Madrycie, niemal się rozbiła. Pilot musiał zawrócić na lotnisko. Poznałem sporo historii na temat konfrontacji piłkarskich reprezentacji z „bratnich” krajów, podtrucia Polaków przez Niemców z NRD, przetaczania krwi przez sportowców z NRD przed spotkaniami, czego dowodem miały być, symbolicznie moim zdaniem, czerwone białka oczu. Zwrócono mi uwagę, że powinienem takie fakty zbadać, najlepiej w Berlinie, w aktach Stasi. Gdybym słuchał takich uwag i sprawdzał każdy wątek tej historii, to pewnie film robiłbym do dzisiaj.

W twoim filmie nie pojawiają się też politycy związani z obozem władzy.

I tak jest w nim już spora liczba bohaterów. Polityków takich jak Jerzy Urban, Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak nie umieściłem, bo chciałem, żeby władza pozostała bezosobowa, żeby przeciwnik nie miał konkretnej twarzy. Jego twarzą była w tym czasie telewizja, co sprawiało wiele problemów, między innymi dla tych, którzy telewizję bojkotowali, ale też chcieli oglądać mistrzostwa. Wydaje mi się, że film spełnia się poprzez złączenie dwóch światów i dwóch historii: sportowej i opozycyjnej. Szalenie ciekawa wydaje mi się też opowieść o tamtej Polsce, kruszący się świat peerelu zderzony z euforią, z kibicowskim, pozytywnym doświadczeniem. Sporej części internowanych zależało na oglądaniu mundialu. To podnosi wymowę filmu, bo włącza się on w ciągnącą się od lat debatę o tym, co jest kolaboracją, sprzedawaniem się wrogom, a co nie.

Czy internowani opozycjoniści mieli kłopot z tym, że piłkarze odcinali się od polityki? Czy wyczekiwano jakiegoś gestu poparcia z ich strony?

Mówi o tym w filmie Stefan Szczepłek. Wielu czekało na jakiś gest, na przykład odmowę przyjęcia orderów po powrocie do Polski. Piłkarze woleli milczeć i niczego nie komentować. Niektóre ich zachowania budziły też skrajne reakcje. Chociażby to, co zrobił Zbigniew Boniek po meczu z ZSRR. Koszulka Związku Radzieckiego, którą zdobył, dla jednych, była dowodem na to, że zagraliśmy na nosie wrogowi, a dla drugich świadectwem uległości, koniunkturalizmu.

Wielu piłkarzy pewnie bało się wykonywać jakiekolwiek gesty, bo przecież byli w najlepszym okresie kariery, mieli szansę wyjazdu na Zachód, co na pewno by się nie wydarzyło, gdyby włączyli się w jakąś polityczną akcję.

Sportowcy nie są od tego. Oni skupiają się na wykonaniu zadania. Dużo więcej o ich grze myślą i dopisują sobie obserwatorzy. Kiedy rozmawiałem na ten temat z piłkarzami, nie było im łatwo o tym mówić, bo przecież w latach 80. osiągnęli życiowy sukces. Usłyszałem kilka razy, że dla wielu „Solidarność” była oczywiście ważna, ale sportowiec, gdy wychodzi na swoją arenę, to chce wykonać pewne zadanie. Nie można od nich oczekiwać, że zamienią się w husarię, obwieszą się flagami „Solidarności” i ruszą do ataku. Zawodnik nie może przed wykonaniem karnego myśleć, że robi to dla Polski czy by uczcić górników z kopalni „Wujek”. Trener Antoni Piechniczek mówił, że oni zdawali sobie sprawę, że mogą swoim mundialem dać Polakom trochę radości. Internowani raczej doceniali to, że piłkarze milczeli i nie zajmowali się polityką.

Film był pokazywany w wielu krajach. Jak został przyjęty za granicą?

Bardzo dobrze. Zresztą w wielu miejscach dochodziło do podobnych sytuacji jak ta w moim filmie. Mistrzostwa w Argentynie też przecież były oglądane przez tamtejszych więźniów politycznych. Z kolei w Urugwaju pułkownicy zorganizowali mundialito, mini mistrzostwa zrobione właśnie po to, by dać upust emocjom zbiorowości. Tego typu wydarzenia wszędzie znaczą coś więcej, rozwiązują psychologiczne potrzeby zbiorowości. W tym wielbionym przez masy sporcie pojawia się bardzo szeroka płaszczyzna interpretacji. Podczas Euro w Polsce też dochodziło do nieprawdopodobnej kumulacji emocji w związku z meczem Polska-€“Rosja. To się zamieniało w spotkanie innego wymiaru. Pomyślmy co by było dzisiaj, kiedy Putin odkleił kawałek swojej maski. Mecz Rosji z Ukrainą miałby wielki podtekst polityczny.

mundial2

Widzowie za granicą nie mieli problemu ze zrozumieniem, czym był stan wojenny?

Cień, który rzucał na nas Związek Radziecki, jest z pewnością bardziej czytelny dla nas niż dla ludzi spoza byłego bloku sowieckiego, ale zakładam, że widzowie poza granicami coś o świecie jednak wiedzą. Piłka nożna jest sportem globalnym, ludzie znają jej reguły. Wszyscy też nadal wiedzą, co znaczy być więźniem politycznym. Trzeba było tylko pokazać, jak do tego doszło, jakie są mechanizmy w tym konkretnym świecie. A o tym, jak uniwersalna jest to historia świadczy fakt, że jednym z ludzi, którzy w pewnym momencie mi pomagali w pracy nad tym projektem, był reżyser, wykładowca szkoły scenariuszowej z Finlandii.

Bardzo ciekawy jest w filmie wątek ówczesnej telewizji, cenzury. To też osobny temat na film.

Środowisko telewizyjne jest specyficzne, zamknięte, bo ciąży na nim spuścizna działania dla reżimu. Ta współpraca wielu ludziom krępowała, a czasem nawet do dziś krępuje ruchy. Wielu pracowników telewizji nie chciało rozmawiać przed kamerą, bo wciąż mają z tamtym czasem jakiś problem. Wynika to w pewnej mierze z absurdu polityki historycznej, która musi ustawiać ludzi na jakichś listach, sprawdzać kto co podpisał, a kto nie, tropić winnych i piętnować podejrzanych. Atmosfera wokół przeszłości i niechęć do zrozumienia jej mechanizmów bardzo utrudniały początek prac nad filmem. Kilka lat później, w 1989 r., liczna grupa ludzi oczekiwała rozliczenia z przeszłością, jasnego podziału. Scenariusz symbolicznego zarżnięcia ofiarnego został wybrany w Rumunii, u nas nie. Te rzeczy wciąż na nas wpływają.

Stąd pośrednio pomysł na twój kolejny film, dokument o latach przełomu „1989”?

Tak, bo rok totalnego chaosu, zamętu, zagubienia, to bezcenny czas do obserwacji. Ludzie robią w nim i mówią rzeczy wbrew sobie, bardziej się odsłaniają. Mają szansę zaprezentować swoje prawdziwe postawy. Ten film, mimo że tworzony w całości z archiwaliów, stara się te momenty szczerości wyłapać.

Za kilka miesięcy będzie miał premierę jeszcze inny twój dokument, czysto sportowy – „Drużyna”, o polskich siatkarzach.

Pracę nad „Drużyną” zacząłem jeszcze w zeszłym roku. Jeździłem wtedy na zgrupowania siatkarzy do Spały. Fascynujące jest to, jaką mecze siatkówki cieszą się w Polsce popularnością, zupełnie niespotykaną na świecie. „Drużyna” będzie jednak przede wszystkim o tym, jaką drogę trzeba przebyć zanim wyjdzie się na boisko. Pokaże, że równie ważne jest przygotowanie, a nie tylko wynik. Chciałbym, żeby widz rozpoznał to humanistyczne przesłanie, wpisane w każdy sport, o czym dzisiaj często zapominamy, zarazem by miał wrażenie, że ma wstęp do świata, którego wcześniej nie znał. Piękno sportu polega właśnie na wypracowywaniu efektu, nikt nie jest przecież pięknie umięśniony albo supersprawny, bo tak ma od urodzenia. Moim zdaniem istota sportu tkwi w ciągłym dochodzeniu do maksymalnego wyniku, nie zaś w samym wyniku. W „Mundialu. Grze o wszystko” mówię o tym z perspektywy przeszłości, bo wynik już jest od dawna znany. W „Drużynie” pozostaje sprawą otwartą. Premiera filmu planowana jest na sierpień, przed mistrzostwami świata w Polsce.

mundial3

Więcej o filmie tutaj: http://www.mundial82.pl/

Otagowane , , , , , , , ,

Kilka lat od teraz

Czas na przypomnienie sobie kolejnego hitu z epoki kaset VHS. Oto w jaki genialny sposób zaczęła się kariera pewnego australijskiego aktora…

madmax4

W przyszłym roku ma wejść do kin nowa część „Mad Maksa”. Nie zagra w niej niestety Mel Gibson, dla którego pierwszy film serii był przepustką do kariery.

Legenda głosi, że Gibson trafił na casting do filmu „Mad Max” przez przypadek, towarzyszył bowiem koledze. Miał poobijaną twarz po bójce w barze zeszłej nocy. Jak zobaczyli go producenci, zaprosili na próby, mówiąc, że potrzebują wariatów. Mel Gibson wrócił po trzech tygodniach i dostał główną rolę. Australijczyk był wtedy (plan zdjęciowy trwał pod koniec 1977 roku) raczkującym aktorem. Kiedy obraz trafił do amerykańskich kin, w trailerze Mel nie pojawił się ani razu. Zamiast jego nieznanej nikomu twarzy pokazano w nim fragmenty kraks i pościgi. Mało tego, „Mad Max” wszedł do kin z amerykańskim dubbingiem, bo obawiano się, że widzowie nie przebrną przez australijski akcent.

madmax1

Obraz kosztujący zaledwie kilkaset tysięcy dolarów stał się wielkim hitem, i to nie tylko w Australii. Pobił rekord Guinnessa jako najbardziej dochodowy film w historii, zarabiając miliony dolarów. Dla samego Gibsona stał się przepustką do sławy.

„Mad Max” przedstawia wyjątkowo mroczną wizję nieokreślonej przyszłości – zaczyna się od słów: „Kilka lat od teraz”. Ciekawe jednak, że kwestię, dlaczego świat, czy to konkretne miejsce, został doprowadzony na skraj upadku, film pozostawia niedopowiedzianą. Gibson gra Maksa Rockatansky’ego zwanego Mad Maksem. Jest członkiem oddziału pościgowego policji, pustynne drogi patroluje żółtym fordem falconem XB sedan. Brutalnie rozprawia się z członkami motocyklowego gangu, ale też ci równie ostro traktują innych uczestników drogi, a co gorsze – przyjaciela Maksa z pracy. Rockatansky zaczyna dostrzegać, że sam staje się częścią tego brutalnego cyrku i upodobnia się do gangsterów. Postawia poświęcić się rodzinie, ale do czasu. Kiedy gang dopada jego rodzinę, Max wsiada w zabójczego, podrasowanego do granic możliwości forda falcona XB GT coupe i bierze krwawy odwet.

madmax2
Film George’a Millera (później wyreżyserował m.in. „Babe -€“ świnka z klasą” i „Czarownice z Eastwick”) wciąga duszną atmosferą. Okrucieństwo, bezprawie, wszędobylski pył i beznadzieja tworzą tu niepokojący, uwierający klimat. Dobrze wpasował się w to zimny (choć jak trzeba, potrafiący być czułym dla żony) Mel Gibson. Jako Max pojawił się jeszcze w dwóch częściach.
W czwartej, której premiera planowana jest na maj przyszłego roku, Maksa zagra Tom Hardy (ostatnio można go oglądac w znakomitym filmie „Locke” – o którym bardzo ciekawie pisze przyjaciel naszego bloga na: http://filmavenue.wordpress.com/2014/05/11/filmowy-tydzien-9-i-10/). Na pewno zagra go genialnie, ale to jednak inna bajka niż zły pan Gibson.

madmax3

Tekst o filmie napisałem do dodatku „Kultura” DGP

Otagowane , , , , ,

Doktor Jones zakłada kapelusz

Ponieważ TVP przypomni w przyszłym tygodniu przygody Indiany Jonesa, postanowiliśmy też wspomnieć je na naszym blogu. Przecież w latach 80. VHS z filmem „Poszukiwacze Zaginionej Arki” to było coś!

arki5

Lata 30. minionego wieku. Profesor archeologii porzuca tweedowe marynarki na rzecz kowbojskiego kapelusza, skórzanej kurtki i bicza i wyrusza na poszukiwanie Arki Przymierza. Po drodze doktor Jones musi odnaleźć swoją przyjaciółkę Marion Ravenwood. W poszukiwaniach przeszkadzają mu inny łowca przygód Rene Belloq oraz naziści. Tak w skrócie wygląda fabuła filmu stworzonego przez Stevena Spielberga i George’a Lucasa.

arki4

Lucas wymyślił „Poszukiwaczy Zaginionej Arki” niemal w tym samym czasie co „Gwiezdne Wojny”. Opowieść o Vaderze i gwiezdnych rycerzach nakręcił sam. Przygody Indiany Jonesa dał wyreżyserować koledze. Panowie od początku chcieli zrobić niespecjalnie skomplikowany film przygodowy. Najpierw do głównej roli brali pod uwagę Toma Sellecka, ale miał on już zobowiązania związane z serialem „Magnum”.

arki2

Wtedy rolę dostał Harrison Ford i razem z występem w „Gwiezdnych Wojnach” jako Han Solo postać Jonesa stała się jego przepustką do ogromnej sławy. Ford idealnie pasował do nowego typu bohatera. Sam Spielberg w dokumencie o powstawaniu filmu przyznał, że marzył wtedy o nakręceniu obrazu o przygodach Bonda. Stając za kamerą „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”, przyczynił się jednak do powstania zupełnie innego typu herosa. Już wygląd zewnętrzny bardzo ich różni. Jones to cały czas pokryty pyłem kowboj, Bonda charakteryzuje niezwykła elegancja. Obaj potrafią żartować, z tym że Jonesowi zdarzają się głupie wpadki i gafy. Dobitnym punktem różniącym bohaterów jest stosunek do kobiet. Jones zachęcany przez dziewczynę do zbliżenia… zasypia, co Bondowi na pewno by się nie zdarzyło.

Polish Poster

Indiana przeżywa jednak nie mniej ciekawe przygody i jak trzeba, potrafi działać niekonwencjonalnie i na granicy życia i śmierci. Przykładem znakomita scena przeskakiwania Jonesa z konia na jadący samochód i potem przejścia pod autem podczas jazdy. Lucas przyznaje, że to jego ulubiona sekwencja i pracując nad Jonesem, zaczął właśnie od niej. Podobnych kultowych scen w „Poszukiwaczach Zaginionej Arki”  jest więcej, chociażby ucieczka Jonesa przed ogromną kulą, ujęcia z tysiącem węży czy scena, w której Jones strzela z rewolweru do przeciwnika popisującego się przed nim umiejętnościami władania mieczem.

arki1

Film stał się przebojem lat 80., zdobył też pięciu Oscarów. Nie powinno więc dziwić, że doczekał się trzech kinowych kontynuacji. A to nie koniec przygód Indiany Jonesa…

SLOWA KLUCZOWE:

Na deser dokument o filmie: http://www.youtube.com/watch?v=UG7HOs3bq-c

Tekst napisałem dla dodatku „Kultura” DGP

Otagowane , , , , , ,

Ty naprawdę jesteś wariatem

Psychopatyczny biały glina Martin Riggs i jego partner, czarnoskóry, spokojny Roger Murtaugh, czyli Mel Gibson i Danny Glover ruszają do walki z przestępcami – to znaczy, że czas na kolejną opowieść o kinie jakie w latach 80. poznawaliśmy dzięki kasetom VHS.

lethal-weapon1

Komediowych historii z białymi i czarnoskórymi gliniarzami w kinie lat 80. nie brakowało. Zanim pojawiła się pierwsza część „Zabójczej broni” (1987), podziwialiśmy już „Gliniarza z Beverly Hills” i szalonych partnerów z „48 godzin”. O tym, jak dobrze poradziły sobie te historie w kinie, świadczy to, że każdy z tych filmów doczekał się kontynuacji.
Mocny początek „Zabójczej broni” wcale nie przygotowuje na pełen humoru kryminał. Oto naga blondynka bierze kolejną porcję narkotyków. Po czym skacze z kilkunastopiętrowca i ląduje na dachu samochodu. Kiedy do gry wkraczają Roger i Martin, zaczyna się jednak robić śmieszniej. Postać graną przez Gibsona dobrze opisuje zdanie z oficjalnego trailera: „He is a criminals worst nightmare, a cop who enjoys the danger!”. Jego partner określa go równie trafnymi słowami: „Ty nie udajesz wariata, żeby dostać rentę! Ty naprawdę jesteś wariatem!”.

lethal-weapon2

Policjanci, obaj są weteranami wojny w Wietnamie, zostają partnerami w jednostce w Los Angeles. Mają rozwiązać sprawę śmierci prostytutki Amandy Hunsaker (tej z pierwszej sceny). Amanda to córka potentata bankowego, przyjaciela Murtaugha z czasów wojny w Wietnamie. Szybko śledztwo zamienia się w walkę policjantów z międzynarodową mafią narkotykową. Na linii Riggs i Murtaugh ciągle dochodzi do spięć, bo pierwszy po śmierci żony ma niewiele do stracenia. Z kolei prowadzący ułożone życie rodzinne partner odlicza dni do emerytury.
W „Zabójczej broni” nie brakuje spektakularnych strzelanin, pościgów i wybuchów.

Największą zaletą filmu jest jednak para świetnie dogadujących się głównych aktorów. Gibson był już po rolach w serii „Mad Max” i „Buncie na Bounty”. Z kolei Glover zachwycił wcześniej w „Kolorze purpury”. Na uwagę zasługuje muzyka, za którą odpowiadają Eric Clapton i Michael Kamen. Przy okazji warto przyjrzeć się scenie, kiedy Murtaugh dzwoni do swojej żony, by powiedzieć o śmierci Amandy. Użyto w niej po raz pierwszy w kinie telefonu komórkowego. Obraz doczekał się aż trzech kontynuacji, ale trudno powiedzieć, by któraś z nich dorównała oryginałowi.

Mój tekst ukazał się w dodatku Kultura DGP z 30.04.14

A na deser piękna scena z filmu: http://www.youtube.com/watch?v=bvAvNfCbQJk

 

Otagowane , , , , ,

Elektroniczny morderca vs Maverick

Czas na przypomnienie dwóch filmów, które w latach 80. zarzynaliśmy na kasetach VHS.
Na początek „Elektroniczny morderca”, czyli „Terminator”, który już dziś wieczorem pokaże w tv kanał TVN.

terminator1

I’ll be back – powiedział w pierwszym „Terminatorze” Arnold Schwarzenegger i słowa dotrzymał. W kultowej dla gatunku tech-noir serii pojawił się już trzykrotnie, a to nie koniec.

Na przyszły rok planowana jest premiera kolejnej części cyklu „Terminator: Genesis” i Arnold ma w niej ponownie zagrać Terminatora. Od czasu, kiedy Schwarzenegger został po raz pierwszy T-800 minęło 30 lat. Arnold był już wtedy, w roku 1984, po epizodzie w serialu „Ulice San Francisco” i rolach na wielkim ekranie w „Herkulesie w Nowym Jorku”, „Niedosycie”, a przede wszystkim „Conanie Barbarzyńcy”. Austriacki kulturysta miał też na koncie trzy tytuły Mr Universe i siedem Mr Olympia. W filmie Jamesa Camerona Arnold chciał zagrać postać Kyle’a Reese’a (ostatecznie został nim Michael Biehn), ale reżyser powiedział mu jasno: „this movie is not about the hero. It’s about The Terminator” i tym przekonał Arnolda do roli cyborga.

terminator2

W skrócie fabułę filmu można określić zdaniem: przyszłość wróciła do przeszłości, po to by odpowiednio się ukształtować. Z przyszłości, czyli roku 2029 zostaje do roku 1984 wysłany Terminator. Ma zabić Sarah Connor (Linda Hamilton), po to by nie została matką przyszłego przywódcy rebeliantów buntujących się przeciw maszynom. Rebelianci wysyłają do 1984 roku swojego człowieka, który ma uratować Sarah. Jest nim wspomniany Kyle Reese.

„Terminator” dobrze wpisał się w modną na początku lat 80. mroczną wizję przyszłości. Wynikała ona w dużej mierze z mrocznego okresu teraźniejszego. Radzieckie wojska najechały Afganistan, toczyły się konflikty o Falklandy, Iraku z Iranem i na terytorium Libanu. Kino szybko złapało ten mroczny klimat i powstała cała seria filmów z nie najsympatyczniejszą wizją tego co nas czeka: „Łowca Androidów”, „Mad Max”, „Ucieczka z Nowego Jorku” czy „Ostatnia walka”.

To co wydawało się, że może być jego piętą achillesową, czyli aktorstwo samego Arnolda, okazało się atutem. Austriak ze swoim ciężkim akcentem i robotycznymi ruchami idealnie wpasował się w dołujący klimat filmu. Film od razu spodobał się publiczności (zarobił na świecie 80 milionów dolarów, przy budżecie nieco ponad sześciu), a po latach stał się kultowym. Trudno wyobrazić sobie listę najsłynniejszych powiedzeń w kinie bez „I’ll be back”, albo listę największych złoczyńców w kinie bez postaci T-800 i wreszcie zestaw najważniejszych filmów science-fiction bez „Terminatora”, który w Polsce był wyświetlany jako „Elektroniczny morderca”.

terminator3

Drugim kultowym filmem tamtych lat jest „Top Gun”. W najbliższą niedzielę przypomni go kanał TV Puls.

Ten film pamięta się z kilku powodów. Są wśród nich na pewno piosenka zespołu Berlin „Take My Breath Away”, lotnicze okulary słoneczne Toma Cruise’a i jego skórzana kurtka, walki powietrzne myśliwców, ksywy (nicki) bohaterów (Maverick, IceMan, Goose, Viper), a dodatkowo dziewczyny na pewno pamiętają Toma Cruise’a śpiewającego w barze dla Kelly McGillis piosenkę „You’ve Lost That Lovin’ Feelin’” (wielokrotnie coverowana, nagrana po raz pierwszy w 1964 roku przez The Righteous Brothers).

topgun1    topgun2

Korzenie tego filmu sięgają aż 1969 roku, kiedy to marynarka Stanów Zjednoczonych postanowiła powołać do życia prestiżową szkołę dla pilotów Fighter Weapons School. Program nauki wyjątkowych technik walki powietrznej, który oficjalną nazwę miał The United States Navy Strike Fighter Tactics Instructor był przez wszystkich nazywany skrótowo Topgun.

Bohaterami filmu Tony’ego Scotta („Prawdziwy romans”, „ Zawód: szpieg”) z 1986 roku są piloci właśnie z takiej szkoły. Najzdolniejsi z nich i zaciekli rywale to Pete Mitchell, zwany Maverickiem (Tom Cruise) i Tom Kasansky (Val Kilmer), przydomek Iceman. Ten pierwszy zakochuje się w instruktorce Charlie Blackwood (Kelly McGillis). Idylla kończy się w momencie śmierci jednego z pilotów podczas manewrów. Epatujący seksapilem (macho, ale wrażliwi) piloci wzbudzili taki zachwyt publiczności, że film stał się kasowym hitem 1986 roku. Wypłynęło na nim wielu znakomitych aktorów, zyskała też amerykańska armia. Po wejściu filmu na ekrany wzrosła liczba podań do amerykańskiego lotnictwa.

topgun3
Na ekranie można zobaczyć całą plejadę późniejszych gwiazd kina, obok wspomnianych Cruise’a i Kilmera grają też chociażby Anthony Edwards, Tim Robbins, Meg Ryan, a do tego Michael Ironside i Tom Skerritt. Pisząc o „Top Gun” nie można nie wspomnieć o genialnej muzyce. Autorami są Harold Faltermeyer (skomponował też tematy do „Gliniarza z Beverly Hills” – o tym więcej na moim winylowym blogu: http://winylowetrzaski.wordpress.com/2014/01/24/41/) oraz Giorgio Moroder. To właśnie Moroder napisał dla zespołu Berlin piosenkę „Take My Breath Away”, która otrzymała Oscara i nagrodę Złoty Glob. Numer, zresztą jak cały film to kwintesencja kina lat 80.

Top Gun Logo

Moje teksty ukazały się w „Kulturze” DGP z dnia 25.04.14

Otagowane , , , , , , , , , , , , ,

Poszukiwacze zaginionych skarbów

Sokole Oko, Doktorek, Długi Ozór i przede wszystkim Pan Samochodzik -€“ bohaterowie książek Zbigniewa Nienackiego wyruszają na poszukiwania w najlepszej ekranizacji, czyli miniserialu „Samochodzik i templariusze”, który aktualnie można oglądac na Kino Polska.

samochodzik1

Pierwsza filmowa adaptacja książek Zbigniewa Nienackiego o historyku i pracowniku Centralnego Zarządu Muzeów panu Tomaszu, zwanym Samochodzikiem, miała premierę w 1965 roku. Dokonał jej Stanisław Jędryka, a główną rolę zagrał Jan Machulski. Siedem lat później do postaci Samochodzika powrócono w serialu „Samochodzik i templariusze” i to ta adaptacja powieści „Pan Samochodzik i templariusze” przypadła autorowi książki najbardziej do gustu.
Sam Nienacki był autorem serialowego scenariusza. Tutaj w głównej roli pojawił się Stanisław Mikulski, który w wywiadach bardzo dobrze wspomina pracę nad serialem. Był wtedy już znanym agentem J-23, do czego zresztą nawiązuje serial. W jednej ze scen w trzecim odcinku słychać słynny motyw muzyczny ze „Stawki…”.
W serialu grają też m.in. Lech Ordon, Danuta Szaflarska, Alina Janowska i Ewa Szykulska. Ta ostatnia wciela się w duńską turystkę Karen. Głos Szykulskiej został tu zdubbingowany przez Janinę Borońską, która zresztą sama zagrała w późniejszej adaptacji „Pan Samochodzik i niesamowity dwór”. Bardzo ważną rolę w filmie w reżyserii Huberta Drapelli gra też pojazd Pana Samochodzika. Wehikułem jest tu lekko przerobiony, używany przed laty w wojsku niemieckim Volkswagen 166 Schwimmwagen. Z tym pojazdem wiąże się również dramatyczna historia z planu zdjęciowego, przytaczana w książce „Kultowe seriale” Piotra Piotrowskiego. Podczas jednego z ujęć kierujący pojazdem Mikulski wjechał wraz z trzema młodymi bohaterami książki i serialu do jeziora. Auto zaczęło się topić, a ekipa nie przygotowała żadnego zabezpieczenia ratunkowego. Mikulski sam uratował trójkę młodych chłopaków. A ci chłopcy to: Tomasz Samosionek (Długi Ozór), dzisiaj operator, głównie filmów dokumentalnych, Roman Mosior (Sokole Oko), który nie kontynuuje dzisiaj kariery aktorskiej, i Stefan Niemierowski (Doktorek), którego nazwisko w czołówce napisano z błędem (Niemirowski), a który karierę aktorską kontynuował później sporadycznie.

samochodzik2

Oglądając ten serial, warto przy okazji zwrócić uwagę na dialogi. Takiego słownictwa już w dzisiejszym kinie ani na ulicy się raczej nie spotyka. Kto dziś po tym, jak wszystko poszło źle, nie tak, powiedziałby „kompletny kotlet”?

Muzykę do pięcioodcinkowej serii przygotował Piotr Marczewski, który ma na koncie chociażby pracę przy serialach „Kariera Nikodema Dyzmy” czy „Daleko od szosy”.

A oto czołówka serialu: http://www.youtube.com/watch?v=_zXP_XmLYis

Tekst ukazał się w „Kulturze” DGP z dnia 4.04.14

Otagowane , , , , , , , , , ,

Połamane kostki Slya

Mieli go grać Robert Redford, Burt Reynolds i James Caan. Rockym został jednak Sylvester Stallone i ta rola stała się jego życiowym wyczynem. Film „Rocky” przypomni w najbliższą środę TV4. To przypominamy i my, przecież w latach 80. rządził na VHS równie mocno co „Commando” czy „Rambo”.

rocky1

Producenci z United Artists najpierw zainteresowali się scenariuszem filmu autorstwa samego Stallone’a. Napisał go m.in. pod wpływem historycznej walki Chucka Wepnera z Muhammadem Alim w 1975 roku oraz postacią Rocky’ego Marciano. Producenci przygotowali na niego kilka milionów dolarów. Nie wiedzieli tylko, że to sam Stallone chce zagrać Rocky’ego. Zastanawiali się raczej nad Robertem Redfordem, Burtem Reynoldsem i Jamesem Caanem. Gdy Sly postawił ich pod ścianą, zgodzili się na niego, ale na film dali tylko milion dolarów. Obawiali się Stallone’a jako aktora, bo przecież w tym czasie (produkcja zaczęła się w 1975 roku) Sly był postacią niemal anonimową. Był zaledwie po kilku małych rólkach, m.in. w serialu „Kojak”.

rocky2

Producenci wzięli Stallone i powiedzieli mu: „Jeśli się nie sprawdzisz chociaż przez chwilę, źle zapalisz papierosa, spojrzysz, pozbędziemy się ciebie” (mówi o tym dokument „The Rocky Saga”). Sly wiedział, że film może być dla niego jedyną szansą na wybicie się. Dał z siebie wszystko, a wiele scen wymagało improwizacji, począwszy od samego treningu przed walką. Słynny bieg Slya po Filadelfii odbywał się głównie bez pozwoleń, wymyślano go na bieżąco. Jak przez port przepływał statek, proszono Slya by szybko wyskoczył z samochodu i kręcono, jak biega. Podczas treningów walił w kawałki mięsa tak mocno, że połamał sobie kostki. Niektóre monologi też były improwizowane. Problemem były sceny bokserskie, bo Sly nie trenował przecież boksu. Ale ostro wziął się do pracy, przez pół roku ćwiczył ze słynnym trenerem Jimmym Gambino, który zresztą pojawił się też w filmie.

rocky3

Efekty przerosły twórców -€“ kolejki przed kinami na całym świecie i sława. Aktor, który grał u boku Slya postać Apollo Creeda, Carl Weathers, wspomina w „The Rocky Saga”, że sława przyszła z dnia na dzień. Kilka godzin po premierze nie mógł już przejść po ulicy. Jeszcze większy szał dotyczył Stallone. Film zarobił ponad 200 mln dolarów, stając się hitem 1976 roku. Obraz otrzymał trzy Oscary, w tym za najlepszy film. Nic dziwnego, że doczekał się tylu kontynuacji. Ostatnia, „Rocky Balboa”, pojawiła się w kinach w 2006 roku. Co pewien czas Stallone zapowiada kolejną część.

Oto doskonały dokument o całej sadze „Rocky”: http://www.youtube.com/watch?v=1tEbIMbKk_c

Tekst ukazał się w ostatnim dodatku „Kultura” DGP.

Otagowane , , , , , , ,

Mac złota rączka

Ten wpis może wzburzy niektórych gości naszego bloga. Co ma wspólnego MacGyver z PRLem?!

Ano, po pierwsze, jego emisja ruszyła w 1985 roku, a w tym czasie w Polsce Ludowej wciąż trwały aresztowania działaczy Solidarności, w Warszawie odbywały się obrady przywódców państw Układu Warszawskiego, a Wojciech Jaruzelski został przewodniczącym Rady Państwa. Słowem, to był jeszcze zatwardziały PRL.
Po drugie, MacGyver to kwintesencja tego czego nam brakowało w PRLu – efektownego, kiczowatego serialu sensacyjnego.

macgyver1

Poza tym już w najbliższą środę będzie można przypomniec sobie serial, bo o godz. 20 jego emisję rozpocznie kanał CBS Action.

MacGyver potrafił rozbroić rakietę za pomocą spinacza, zrobić szkło powiększające ze spinki do włosów i białego wina, naprawić ciężarówkę sprężynką od długopisu albo przeciąć linę, którą był związany, zębami ryby. Dla Angusa MacGyvera (bohater nie znosi swojego imienia) słowo – niemożliwe – nie istnieje.

Po raz pierwszy świat poznał pracującego dla rządu agenta Phoenix Foundation z Los Angeles w 1985 roku. Wtedy przygody MacGyvera pokazała stacja ABC. W polskiej telewizji po raz pierwszy pojawił się na początku lat 90. Ogółem nakręcono 139 epizodów (siedem sezonów) oraz dwa filmy telewizyjne.
To, co pierwsze rzuca się w oczy – a przecież był to czas, kiedy królowała seria kinowa z rozczłonkowującym przeciwników Johnem Rambo – to to, że MacGyver zamiast przemocy do rozwiązywania problemów używał sprytu i wiedzy. Dobrze ilustruje to ten plakat i hasło:

macgyver2

Mac gardził bronią (kiedy był mały, jego kolega został zastrzelony), choć incydentalnie miał ją w ręku. Jedynie w pilocie trzyma AK-47. Jego ulubionym przedmiotem jest szwajcarski scyzoryk.

Zaskakująca jest zbieżność życiorysów MacGyvera i grającego go Richarda Deana Andersona. Obaj pochodzą z Minnesoty, urodzili się tego samego dnia (w odstępie roku), są fanami hokeja (w jednym z epizodów MacGyver jest trenerem młodych hokeistów). Filmowy MacGyver zna kilka języków, alfabet Morse’a, umie jeździć na nartach, wspina się (mimo że ma lęk wysokości), a do tego gra na gitarze.
Wielkim przyjacielem bohatera jest doświadczony pilot Jack Dalton (Bruce McGill), który zaskakująco często pakuje się w tarapaty. Jest też jego szef Pete Thornton (Dana Elcar). No i wrogowie. Największym z nich jest Murdoc Cook (Michael Des Barres), któremu Mac wielokrotnie wchodzi w drogę. W serialu wystąpiło kilku znanych aktorów, chociażby Teri Hatcher („Gotowe na wszystko”), Cuba Gooding Jr. (późniejszy laureat Oscara za „Jerry’ego Maguire’a”), Joan Chen, Adam Arkin („Przystanek Alaska”) i Jason Priestley („Beverly Hills 90210”).

macgyver3

„MacGyver” odniósł sukces, ale jego formuła po siedmiu latach się wyczerpała i w 1992 roku stacja ABC zaprzestała dalszej realizacji. Został zastąpiony „Młodym Indianą Jonesem”. Historia MacGyvera nie kończy się jednak na początku lat 90. W 2006 roku Richard Dean Anderson zagrał postać inspirowaną serialem w reklamie zaprezentowanej podczas Super Bowl. Rok później w programie „Saturday Night Live” zaczęły się pojawiać skecze parodiujące serię pod nazwą „MacGruber”. W 2010 roku powstał nawet film o MacGruberze. Dean Anderson powrócił do postaci dwa lata temu w krótkometrażówkach kręconych przez Mercedesa. O MacGyverze mówiło się w animowanych „Simpsonach” i popularnonaukowych „Pogromcach mitów”. I na pewno jeszcze nie powiedziano ostatniego słota.

Oto niezapomniana czołówka serialu:

http://www.youtube.com/watch?v=PNl9M5TxGC8

Tekst o serialu znalazł się w dodatku „Kultura” w Dzienniku Gazecie Prawnej z dnia 28.0213.

Otagowane , , , , , , , , , , , , ,

Witajcie w naszej bajce

W związku z dzisiejszą emisją w telewizji filmu „Pan Kleks w kosmosie” postanowiłem przypomnieć opowieść o tym filmie, jaką przygotowałem dla ostatniego numeru „Kultury DGP”. A wygląda ona tak…

kleks1

W odróżnieniu od „Akademii Pana Kleksa” i „Podróży Pana Kleksa”, „Pan Kleks w kosmosie” nie bazował na literackim odpowiedniku Jana Brzechwy.

Napisana przez Jana Brzechwę „Akademia Pana Kleksa” ukazała się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Kontynuacją były książki „Podróże Pana Kleksa” oraz „Tryumf Pana Kleksa”. W 1980 roku opowieść przypomniał Laco Adamik spektaklem telewizyjnym, w którym główną rolę zagrał zmarły kilkanaście dni temu Andrzej Żarnecki. To jednak Piotr Fronczewski został najbardziej znanym Panem Kleksem.

Po raz pierwszy wcielił się w niego w „Akademii Pana Kleksa” w 1980 roku. Choć do roli był przymierzany chociażby Jan Kobuszewski. Przed realizacją przeprowadzono serię castingów dla uzdolnionych muzycznie dzieci, bo film był właściwie musicalem. Za dźwięki wszystkich trzech części odpowiada Andrzej Korzyński, współtwórca Franka Kimono, „Mydełka Fa” oraz wielu tematów filmowych i serialowych.

kleks2

„Pan Kleks w kosmosie” powstał po ogromnym sukcesie dwóch poprzednich części. Ich reżyser i scenarzysta Krzysztof Gradowski przekonywał, że „gdyby Brzechwa żył, najprawdopodobniej przeniósłby swoich bohaterów
właśnie w kosmos”. Oprócz Fronczewskiego zagrali w nim jeszcze m.in. znani z poprzednich części Henryk Bista i Leon Niemczyk. Poza nimi także chociażby Jan Himilsbach, Maryla Rodowicz, Bohdan Smoleń, Beata
Kozidrak, Marek Sierocki oraz siedmioletnia wtedy Iza Miko.

Część zdjęć powstało w Bratysławie, bo współprodukowała go tamtejsza Wytwórnia Filmowa Koliba. Na przykład Centrum Dowodzenia Siłami Kosmicznymi to restauracja w kształcie spodka z Nowego Mostu w Bratysławie.
Oczywiście dzisiaj film w wielu aspektach razi. Niektóre stroje stworów wyglądają jak zrobione ze ścierek do podłogi. Scenografia jest toporna, ale mając wtedy dziesięć lat, podziwiałem komputery, które pojawiły się na planie „Pana Kleksa w kosmosie”.

Nie brakowało też robotów, zresztą jeden z nich nazywał się Bajtek, jak popularne w latach 80. czasopismo poświęcone komputerom. Oprócz robotów na ekranie bryluje również doskonały Henryk Bista jako Wielki Elektronik. Akcja filmu toczy się wokół wyprawy ratowniczej Kleksa po Agnieszkę, którą porwał wspomniany
Elektronik…

Otagowane , , , , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij