To już ostatni wpis dotyczący makiety H0, przed rozpoczęciem jej budowy 🙂 Ta wystartuje w przyszłym tygodniu. W naszym miasteczku stanie również taki ładny sygnalizator, a precyzyjniej mówiąc, tarcza manewrowa.
Są tarcze niskie, wysokie, są też kształtowe. Nasza to właśnie kształtowa. Zasadniczo pokazuje ona dwa sygnały: M1, kiedy jazda jest niedozwolona i M2, kiedy maszynista może jechać. Zdaje się, że nasza pokazuje zakaz.
Jak widać na załączonej etykiecie tarczę manewrową wyprodukowała Spółdzielnia Rzemieślnicza „Wielobranżowa” z Wałbrzycha. Mieściła się na placu Obrońców Stalingradu, dzisiaj Magistrackim, nazywanego w Wałbrzychu „drugim rynkiem”.
Tarcza pochodzi z 1988 roku i kosztowała wtedy 400zł. Nówka sztuka dumnie stanie na naszej makiecie. Zdjęcia z jej powstawania już wkrótce…
Kolejna porcja wspomnień z naszego bloga. Ponad trzy lata temu pisaliśmy o takiej doskonałej zabawce z naszej kolekcji:
Igor Plechanow, Borys Samorodow, Michaił Starostin – ci wybitni żużlowcy, wielokrotni mistrzowie Związku Radzieckiego, na pewno przyczynili się do popularyzacji czarnego sportu u naszych wschodnich sąsiadów. Wynikiem tej popularności jest wyjątkowa zabawka, która przywędrowała do naszych zbiorów dzięki Świętemu Mikołajowi. To Moto Trek, czyli tor żużlowy z samojeżdżącymi motocyklami. Oczywiście pomysł nawiązujący do żużla można by w tym przypadku łatwo obalic, ale ponieważ radzieccy zawodnicy zdecydowanie więcej mieli do powiedzenia w żużlu niż wyścigach motocyklowych podciągamy to pod czarny sport. Poza tym kolor toru mówi sam za siebie.
Radziecka zabawka to tor pod specjalnym kątem, dzięki któremu motocykle same jadą od startu do mety, każdy na osobnym torze. Kiedy dojadą do najniższego punktu na górę toru wciąga motocykle specjalna mechaniczna wciągarka taśmowa. Przejeżdżając pod linią startu-mety motocykliści poruszają licznikiem okrążeń.
Do zestawu dołączone są: spis wszystkich części oraz bardzo ważny kartonik, który umożliwia losowanie pól startowych i kolorów żużlowców.
Całość oczywiście w pełni sprawna i w oryginalnym kartonie. Gra przeznaczona jest dla dzieci od lat 6 i kosztowała 18 rubli. W dzieciństwie nigdy nie spotkałem się z podobną zabawką. Może Wy mieliście z nią do czynienia?
A na koniec film pokazujący naszą grę, tak to śmiga:
Ponieważ rozpoczęcie budowy naszej makiety kolejki z miasteczkiem rozpocznie się już dosłownie za moment, czas na kolejną budowlę, która na niej stanie. Po kilku domkach, lampie i torach oraz polskim przystanku osobowym Odra nadszedł czas na kolejny mini dworzec, w zasadzie stację.
Wyprodukowała go firma Olbernhauer Wachsblumenfabrik Olbernhau, czyli OWO Spielwaren. Pisaliśmy już o niej TUTAJ
Stacja jest piękna. Ma przejście podziemne i kilka fajnych dodatków. Nie jestem przekonany czy wszystkie pochodzą akurat z tego modelu, ale w naszym pudełku były.
Widać poszczególne elementy budynku, okna, murki itp. Jest też specjalna konstrukcja podestu z zejściem do przejścia podziemnego.
Do tego piękna czerwona ławka, plakat zagraniczny i napis wzięty z porządnego baru. Choć ta „przekąska” wydaje się jednak rozmiarowo chyba nie do końca pasować do makiety.
Najfajniejsza jest jednak konstrukcja zegarowo-informacyjna. Mówi nam, że jesteśmy na 1 peronie, a do tego z którego toru odchodzą odpowiednie pociągi. Pośpieszny odjeżdża do Warszawy, a osobowy do… Szczcina. No, po prostu chyba się dwie literki nie zmieściły.
Do zestawu dołączona została pomocna instrukcja. Dowiadujemy się z niej m.in., że firma polecała do montażu klej Certus, który był m.in. stosowany w lotnictwie. Musiał być mocny. Ważne, że instrukcja dawała pewną dowolność. Otóż „komin może być dowolnie osadzony”. No ja jeszcze nie wiem, w którym miejscu go umieszczę.
Instrukcja jest po polsku, nie trudno się więc domyślić, że ten zestaw można było u nas nabyć.
Powiększamy kolekcję modelarską. Oto kolejne cacko, które stanie na naszej makiecie kolejki H0. Żeby nie było na niej ciemno pieszym, pieskom i wszystkim innym potrzebne są… latarnie. Na przykład taka jak ta.
Figlarna lampa uliczna wygląda jak na produkt domowej roboty. Ma dołączoną wizytówkę osoby, która ją wykonała, a być może tylko sprzedaje, ale wolę wierzyć, że pan Marek też ją sam wykonał. Jeżeli nas czyta prosimy o kontakt! Lampa powstała w uroczej wiosce położonej w Beskidzie Niskim, Mochnaczka Niżna.
Zasilana 16 v lampa kosztowała 150 zł i szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy pochodzi akurat z PRL-u. Na pewno jednak wygląda jak lampy, które wtedy oświetlały nasze ulice albo parki i inne zakamarki.
Jak tylko zamontujemy ją na naszej makiecie, pokażemy jak ładnie się pali!
Kolejna porcja wspomnień z naszego bloga. Dzisiaj ta przepiękna zabawka, o której pisaliśmy niemal 4 lata temu tak…
Moskwicz, Pobieda, UAZ, GAZ, LUAZ i inne wehikuły o zaskakujących nazwach rządziły na drogach bloku wschodniego w drugiej połowie XX wieku. Sowiecka samochodowa myśl techniczna nie zachwycała może wyglądem, ale za to zdolnością nazywania auta na pewno.
Inżynierowie z Moskwy i okolic nie myśleli jednak tylko o dorosłych użytkownikach dróg. Dzieciakom też się coś przecież należało. Symulator Za kółkiem to jeden z ciekawszych przykładów zaradności i pomysłowości rodaków Jurija Gagarina.
За рулем – tak brzmi prawdziwa nazwa wyjątkowej zabawki w naszej kolekcji. O wyjątkowości świadczy nie tylko sam wygląd czy sposób działania, ale też to, że bardzo niewiele informacji można o niej znaleźć w sieci.
Za kółkiem to symulator jazdy samochodem przez miasto. Zasada działania jest dziecinnie prosta. Samochodzik porusza się po okrągłej planszy dzięki magnesowi umieszczonemu pod nią. Porusza się nim za pomocą kierownicy. Jest też kluczyk imitujący stacyjkę, który uruchamia urządzenie oraz bieg zmieniające prędkość obrotu planszy. Samochodzik przejeżdża pod mostami wybierając jedną z dróg: krótszą (trudniejszą) lub dłuższą.
Symulator produkowano w różnych wersjach kolorystycznych, także z pedałami. Nasz egzemplarz jest w pełni sprawny, mamy do tego instrukcję obsługi (oczywiście po rosyjsku) oraz oryginalne opakowanie. Całość działa na baterie. Z pozoru zabawa wydaje się prosta, ale ci którzy próbowali u nas w domu wiedzą, że tak nie jest.
Modele takiego symulatora znalazłem m.in. na rosyjskich stronach aukcyjnych, na polskich są niezwykłą rzadkością.
Startuje wielkie (no przynajmniej dla mnie) przedsięwzięcie BufetPRL. Budujemy makietę kolejki!
Ten temat poruszaliśmy już TUTAJ, w opisywaniu dworca z wyprodukowanego przez OWO Spielwaren z NRD.
Od dziś startujemy z makietą na poważnie. Najpierw zbiorę trochę materiałów, a w ciągu kilku tygodni ruszam z budową na specjalnie przygotowanej desce. To będzie makieta odzwierciedlająca pewne rzeczywiste miejsce, na ile się da oczywiście. Szczegóły wkrótce.
Jako dziecko bawiłem się dużą makietą u wujka Mirka. Jednak ta opierała się głównie na domkach, nie na kolei. Z tą, którą teraz buduję będzie inaczej. Jej siłą napędową będzie kolej.
Specjalnie dla niej stworzyliśmy osobną sekcję MAKIETA. To właśnie w niej znajdziecie najświeższe informacje z budowy.
Od razu chcę podkreślić jedno. To nie będzie profesjonalna (w sensie oparta na najlepszych jakościowo częściach) makieta. Na tyle, na ile się uda, będę chciał ją złożyć z oryginalnych części sprzed lat. Niektórych z PRLu, niektórych firmy PIKO i podobnych. Chodzi o to, żeby była najbardziej zgodna z duchem bloga. Zacząłem, może nietypowo, od zakupu kilku torów i dworca.
Oczywiście lata temu wprowadzono nowe tory do H0. Są dużo lepsze niż te starsze, produkowane chociażby przez PIKO. A jednak ja będę używał właśnie klasycznych, tych sprzed lat. Udało mi się zakupić zupełnie nowe, jeszcze nieużywane, klasyczne tory i ich będę się trzymał.
Mam też piękny dworzec, a właściwie Przystanek Kolejowy Odra Osobowy.
Decha jako podstawka, do tego kilka woreczków: dwa drzewka, posypka kwiatowa i trawiasta. No i sam domek z piękną instrukcją. Dzięki niej wiem, gdzie zamontować rynnę, a gdzie podłogę.
Przystanek na makietę wyprodukowała Spółdzielnia RZEM z Wrocławia, jak informuje metka. No chyba miało być Razem. Kosztował 239zł i najprawdopodobniej pochodzi z końca lat 70.
Jak tylko go złożę, oczywiście trafi na bloga.
To tyle na początek. Już wkrótce kolejne skarby szykowane na makietę.
Jeżeli macie jakieś sugestie albo materiały do H0 sprzed lat i chcecie wesprzeć naszą budowę, chętnie skorzystamy 🙂
To był jeden z pierwszych, większych zakupów BufetPRL. Dzisiaj, we wspomnieniach opowieści sprzed lat, wyjątkowy Rower Polo, który od kilku lat dumnie wzbogaca naszą kolekcję.
Kiedy zobaczyłem jak Kevin Arnold wraz z Winnie Cooper jeżdżą na przejażdżki dziwnymi rowerami z długim siodełkiem (tzw. banana seat) i kierownicą typu koza obiecałem sobie, że kiedyś będę miał taki rower. Tym bardziej, że oglądając „Cudowne lata” wiedziałem, że takie w Polsce również są, bo wraz z bratem dzieliłem przez jakiś czas rower Rodeo. Bardzo podobny do pojazdu Kevina.
Kiedy kilka tygodni temu zobaczyłem na aukcji internetowej rower Polo nie mogłem odpuścić. I jest! Wreszcie mam taki rower jak Kevin. Co prawda, nie pomyślałem, że może być dzisiaj dla mnie za mały (koła 20′), ale cóż. Spełniłem marzenie to jeżdżę. Mało tego, że ma kierownicę o wyjątkowym kształcie, figlarnie wygiętą ramę i legendarne długie siodełko to jeszcze udało mi się do niego dostać wyjątkowy, tylni, okrągły odblask. Pamiętam, że miałem taki w Rodeo.
Tak jak różne wersje kolorystyczne miał wspomniany Rodeo, tak w różnych kolorach produkowano Polo. Mało tego. Powstawał również model Polo-Lux. Wszystkie nawiązywały do amerykańskich rowerów, modnych na przykład w Niemczech. To tak zwane lowridery.
Dzisiaj, na ulicy, czuję się niemal tak jak wtedy mijając Waganty, Gile, Bobo, Mistrale, Komety, Jubilaty, nie mówiąc już o Wigry. Uśmiechnięty i rozluźniony. Składaki i ostre koła schowajcie się!
Co ciekawe, zakłady Predom-Romet w 1976 roku wypuściły na rynek motorower, który nazwali Polo 760. Podobny do sylwetki roweru Polo.
Mamy w naszej kolekcji kilka breloków. Pisaliśmy już o nich m.in. TUTAJ
Kolekcja się powiększyła o bardzo ciekawe dwa okazy. Najpierw breloczek z… miarką. To w zasadzie reklamowy gadżet Zjednoczenia Przemysłu Dziewiarskiego i Pończoszniczego.
Jak widać brelok mamy w oryginalnym opakowaniu z „metką”. Dzięki niemu wiemy, że jego fachowa nazwa to: brelok karnister BM-2. Przygotował go powiązany z PTTK zakład Foto-Pam, który wcześniej produkował chociażby pocztówki.
Miarka może nie jest najbardziej poręcznym urządzeniem w historii, ale solidna metalowa konstrukcja (samej miarki, nie breloka) na pewno przyda się na obozach, biwakach itp.
Drugi brelok to już mało użytkowy gadżet. Ot piękna reklamówka Domów Towarowych Centrum. Pisaliśmy o nich sporo TUTAJ
Nasz nowy mały skarb to duża zagadka. Tak naprawdę nie wiemy z którego są roku, kto wyprodukował, ani kto się nimi bawił. Wiemy jednak, że takich ładnych puzzli w PRLu nie brakowało.
Podobno po raz pierwszy słowo puzzle pojawiło się w obiegu za sprawą książki „The Voyage of Robert Dudley…to the West Indies, 1594–95” opublikowanej pod koniec XVI wieku. Znane nam dzisiaj puzzle wymyślił kartograf z Londynu John Spilsbury. W połowie XVIII wieku skonstruował puzzle do nauki geografii. Niezwykle popularne stały się na przełomie kolejnych wieków. TUTAJ przeczytacie bardzo ciekawą historię puzzli.
W czasach PRLu często nazywały się składankami albo układankami dla dzieci. Przygotowywały je m.in. liczne spółdzielnie inwalidów, rzemieślnicze. Były puzzle z różnymi rysunkami, ale też na przykład muzycznymi gwiazdami. Mamy taki rarytas w naszej kolekcji.
Te, o których piszemy dzisiaj są dla młodszych dzieci. To charakterystyczne klocki z sześcioma różnymi obrazkami, na każdym boku innym. Obrazki nawiązują do popularnych bajek: „Pszczółki Mai”, „Kopciuszku” albo „Czerwonym Kapturku”.
Na jednym z obrazków odkryliśmy jak fajnie dzieci wykorzystywały inaczej te rysunki. Ponieważ obrazki prześwitywały trochę po drugiej stronie, dziecko które używało naszych potraktowało je jak kolorowanki. Prawda, że szacunek za pomysłowość.
Nasza kolekcja powiększyła się niedawno o kilka bardzo ciekawych, niepozornych skrawków papieru.
Na przykład taką namiotową plakietkę.
To od namiotu Ważka 3. Wyprodukowały go Zakłady Sprzętu Technicznego i Turystycznego Aviotex, którego początki związane są z baloniarstwem i sięgają lat 20 zeszłego wieku. Do plakietki przyczepione są fragmenty materiału z dachu namiotu i jego przodu. Co prawda jest tu napisane, że to pierwsza jakość, ale pamiętam przede wszystkim, że te namioty ważyły tonę. Na deszczu nie sprawowały się jakoś genialnie.
Kiedy jeździliśmy na wczasy na Kaszuby, do Chmielna koło Kartuz, to z egzemplarzem z przedsionkiem. Spał w nim nasz pies, mama gotowała obiady, czasami też tata popijał piwko grając w karty z wujkiem. Wtedy namioty były czesto z osobnym, tzw. tropikiem.
Ten model pochodzi prawdopodobnie z połowy lat 80. Kosztował 22.800 zł.
Na wyjazd pod namiot, oprócz latarki czy saperki, mogła przydać się też na przykład… ściereczka lniana. Co prawda plakietka poniżej dowodzi, że ściereczka pochodzi aż z 1965 roku, ale jakościowo na pewno dałaby radę jeszcze w latach 80. W końcu to gatunek I. Jej cena to 19.50 zł.
Ścierkę lnianą wyprodukowano w WSS Mokotów Oddział Produkcji Chałupniczej na Muranowie, na ulicy Dzielnej. Nie trudno się domyślić, że tego zakładu już nie ma.
W innej dzielnicy Warszawy, na Woli, mieścił się Zakład Usług Stolarsko-Tapicerskich należący do zrzeszenia REDOM. Mamy dowód zamówienia w nim dwóch tapczanów 1-osobowych na sumę 33 tysięcy zł.
Rachunek pochodzi z 1986 roku.
O 5 lat młodsza jest kartagwarancyjna głośników Tonsil. Zakłady Wytwórcze Głośników powstały we Wrześni w 1945 roku. Gwarancja dotyczy wypasionych głośników 40c/8. W latach 70. i 80. były bardzo popularne.
Tutaj można zobaczyć jak wyglądają:
Kolejna karta gwarancyjna dotyczy młodzieńczych marzeń większości chłopaków z lat 80. To kolejka TT (ja sam miałem jeszcze bardziej pożądaną kolejkę HO).
Oczywiście kolejkę kupowało się w składnicach harcerskich. Ta pochodzi z Centralnej Składnicy Harcerskiej w Warszawie na ulicy Obozowej. Z tyłu gwarancji został umieszczony przydatny wykaz Punktów Napraw CSH.
Teraz mała wersja Ikei z PRLu. To zestaw do montażu suszarki, tutaj nazwanej osączarką wiszącą. Osączarka jest dwuelementowa, z wanienką ociekową i pojemnikiem na sztućce.
Wyprodukowały ją Zakłady Zmechanizowanego Sprzętu Domowego Predom Metrix w Bytowie. Pochodzi z lat 80. Zestaw nie jest jakoś specjalnie rozbudowany. Zawiera 2 kołki z wkrętami i zaślepki.
Na koniec rachunek telefoniczny z roku 1983. Wystawił go Ośrodek Rozliczeniowy Poczty i Telekomunikacji.
Ciekawa informacja jest na jego odwrocie. Dotyczy planów wydania spisu telefonów. Można było w nim odpłatnie umieścić tytuł naukowy i zawodowy oraz osoby wspólnie zamieszkałe.
Ważna informacja na koniec: dodatkowych informacji udzielał… dyrektor.