Author Archives: przyj

Zmniejszający się kineskop

Telewizory, telewizorki… Czas zająć się tym tematem. Okazja ku temu jest wyjątkowa, bo przyjaciel naszego bloga Piotrek podarował nam piękny radziecki przenośny telewizorek.

telewizor3

Mamy z nim pewien problem. Niestety nie jesteśmy w stanie rozszyfrować jego producenta ani nazwy. Wiemy za to, że pochodzi z 1983 roku, bo mamy do niego oryginalną kartę gwarancyjną oraz zasilacz.

telewizor1

Telewizorek ma poręczną rączkę do przenoszenia oraz odpowiedniego ustawienia w samochodzie, na kocyku podczas pikniku czy w zakładzie pracy. Oczywiście ma antenę, do tego pokrętła do ustawiania głośności i jasności.

telewizor2

Być może ktoś rozpozna producenta tego sprzętu i nam podpowie. Póki co postanowiliśmy na zdjęciach przypomnieć historię radzieckiej myśli telewizyjnej od czasu przed II wojną światową do lat 80., która dobrze pokazuje m.in. jak zmieniały się gabaryty odbiorników.

Zdjęcia telewizorów poniżej pochodzą ze strony bigpicture.ru. W skrócie wygląda to tak:

TVsets01

TVsets03

TVsets06

TVsets07

TVsets15

TVsets17

TVsets19

Do tematu telewizorów, nie tylko radzieckich, jeszcze powrócimy.

Otagowane , , ,

Mają zaszczyt zaprosić…

Ostatnio w nasze ręce wpadło wyjątkowe zaproszenie. Otóż jest to dokument pochodzący z 1959 roku, a związany jest z wizytą Nikity Chruszczowa w naszym kraju.

chruszcz1
Taką i wiele innych fotografii z tej wizyty można obejrzeć na stronie ośrodka Karta.

Nasze zaproszenie dotyczy występu Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk.

zaproszenie1

Gościem występu i zapewne główną atrakcją miał być właśnie Chruszczow. Gala miała odbyć się w Katowicach, w teatrze imienia Stanisława Wyspiańskiego. Wystawione jest na nazwisko nieznanej nam osoby „Grudziński”.

zaproszenie3

Na drugiej stronie zaproszenia wydrukowany został numer miejsca.

zaproszenie2

Ciekawy fakt wiąże się z tą wizytą Chruszczowa. Odbyła się ona z okazji 15-lecia Polski Ludowej. W czasie wizyty nieudany zamach na radzieckiego przywódcę przeprowadził w Sosnowcu Stanisław Jaros. Umieszczona przez niego bomba na trasie przejazdu Chruszczowa oraz Gomułki i Gierka wybuchła, ale nie wyrządziła nikomu krzywdy. Sprawcę wykryto dopiero jak Jaros przeprowadził kolejny zamach w 1961 roku, tym razem na Gomułkę.

Oto ciekawy fragment amerykańskiej kroniki filmowej z wizyty Chruszczowa: http://www.xxwiek.pl/dzien/1959-07-17/Nikita_Chruszczow_w_Polsce/m20067

Otagowane , , , ,

Z kosmitą na rowerze

U nas trwał stan wojenny, a świat już zachwycał się tym filmem. Do Polski dotarł później na kasetach VHS. Ponieważ jutro kanał TV Puls przypomni „E.T.”, my przypominamy ten magiczny świat z filmu, który pochłonął nas jeszcze w PRLu.

et3

Obraz Stevena Spielberga był najbardziej dochodowym nie tylko w 1982 r., w którym pojawił się na ekranie, ale w ogóle w historii kina. Do czasu, kiedy w 1993 r. w kinach pojawił się „Jurassic Park” w reżyserii… Stevena Spielberga. O popularności filmu dobrze świadczy to, że w USA kasety wideo z nim były zielone, by utrudnić nielegalne kopie. Sprzedało się ich kilkanaście milionów.

vhs-et
Realizując „E.T.”, Spielberg miał już na koncie „Szczęki” i „Poszukiwaczy zaginionej Arki”. Zresztą w filmie o przybyszu z kosmosu występuje też sam Indiana Jones, czyli Harrison Ford. Zagrał dyrektora szkoły głównego bohatera, ale sceny z nim wycięto z ostatecznej wersji filmu.

Bohaterem jest tu kilkuletni chłopiec Elliott, który niespecjalnie potrafi poradzić sobie z rozstaniem rodziców. Jego życie zmienia się, gdy poznaje przybysza z kosmosu, który gubi się podczas misji badawczej i zostaje opuszczony na Ziemi przez swoich kosmicznych towarzyszy. Bardzo chce wrócić do domu, w czym chcą mu pomóc Elliott i jego rodzeństwo. Niestety o przybyszu dowiadują się naukowcy i agenci rządowi, którzy planują przeprowadzić na nim badania.

et1
Elliotta zagrał w filmie Henry Thomas, którego później mogliśmy oglądać m.in. w „Wichrach namiętności” i „Świadku oskarżenia”. Grają tu również kilkuletnia Drew Barrymore, Erika Eleniak, a do tego Peter Coyote. Specyficzny głos E.T. to już sprawka Pat Welsh oraz momentami Debry Winger, a nawet samego Spielberga.

W 2002 r. z okazji 20-lecia powstania filmu wypuszczono jego udoskonaloną wizualnie i dźwiękowo wersję. Jedną z najważniejszych zmian było zastąpienie pistoletów w rękach rządowych agentów krótkofalówkami. Spielberg nie chciał bowiem, by pistolety były orężem dorosłych do walki z dziećmi i obcymi.

et2
Ciekawostką jest to, że w „E.T” Spielberg nawiązał do „Gwiezdnych wojen” swojego przyjaciela George’a Lucasa. Elliott bawi się figurkami bohaterów z sagi Lucasa, poza tym w jednej ze scen pojawia się… Yoda. Ale najsłynniejszą pozostaje i tak ta, kiedy Elliott wznosi się na rowerze z E.T. w koszyku i leci na tle księżyca.

et4

Zdjęcia nie pochodzą z własnej kolekcji. Tekst napisałem dla dodatku Kultura DGP.

Otagowane , , , ,

Halo, tu mundial

Dzisiaj startują brazylijskie mistrzostwa świata. Mecze rejestrowane będą na ponad 30 kamerach w jakości HD, łącznie odbędzie się kilkaset godzin transmisji. Mistrzostwa świata w piłce nożnej to od lat dla telewizji wydarzenie ogromnej skali. Oto jak zmieniały się mistrzostwa na małym ekranie, co o komentatorach sądził Bohdan Tuszyński i jaka transmisja sportowa była pierwszą w historii polskiej telewizji.

Bezcenna w zbieraniu informacji okazała się ta książka Bohdana Tuszyńskiego „Tytani mikrofonu”:

tytani mikrofonu

Najpierw, czyli w 1934 roku, mistrzostwa świata w piłce nożnej można było śledzić dzięki radioodbiornikom. Na swoim terenie tryumfowali wtedy Włosi. Futbol wszedł jednak relatywnie późno do kanonu transmisji. Już w 1921 roku dziennikarz Andrew White przeprowadził pierwszą na świecie sportową transmisję radiową – z walki bokserskiej o mistrzostwo wszechwag w Jersey City w USA. W Polsce pierwszą transmisję nadano sześć lat później, z narciarskich mistrzostw polski w skokach na Dużej Krokwi.
Kamery weszły do sportu z wielką pompą podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. Najpierw nagrywano materiał podczas zmagań, a później prezentowano na publicznych pokazach. W tym samym roku w Anglii w publicznych salach puszczono zapis walki bokserskiej amatorów z Anglii i Irlandii. W Polsce sport w telewizji pojawił się według jednych w 1953 roku, za sprawą walk zapaśniczych („To była bardzo dobra telewizja” Dariusza Michalskiego).

Ta książka też się bardzo przydała:

telewizja1

Z kolei legendarny komentator Bogdan Tuszyński w swojej książce „Tytani mikrofonu” jako pierwszą transmisję wskazuje tę z 1957 roku, z meczu bokserskiego w warszawskiej hali Gwardii.
Pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej, na których pojawiła się telewizja, to te w Szwajcarii w 1954 roku (mistrzem zostało RFN). Na dobre kamery zadomowiły się jednak podczas mistrzostw w Anglii 12 lat później. Imprezę transmitowano do 75 krajów na całym świecie. Po raz pierwszy pojawiły się powtórki spornych sytuacji w zwolnionym tempie. Ale i tak nie pomogły one rozstrzygnąć kontrowersji związanych z bramką Geoffa Hursta w finale z RFN. Sędziowie uznali, że po jego strzale piłka przekroczyła linię bramkową i Anglicy wygrali po dogrywce 4-2. Widzowie mogli na małym ekranie zobaczyć też pierwszą oficjalną maskotkę mistrzostw -€“ Lwa.

Polecam również taką piękną pozycję:

espana'82

Kiedy cztery lata później odbywał się pierwszy mundial poza Europą i Ameryką Południową, tv pokazywała go po raz pierwszy w kolorze. Na całym świecie oglądano tryumf Brazylii z Pele na czele. W finale w Meksyku pokonali Włochy 4-1.
Kolejny przełom nastąpił w 1990 roku. We Włoszech przeprowadzono pierwszą transmisję w jakości HD. Niestety w tej technologii oglądaliśmy jeden z najgorszych finałów w historii. Niemcy wygrali z Włochami po rzucie karnym w 85. minucie.

Mamy też skarby z mistrzostw w 1974 roku:

znaczek wm74     znaczek wm741
Startujące dzisiaj mistrzostwa w Brazylii będą pod wieloma względami wyjątkowe. Są najbardziej kosztowne dla organizatora, ale też dochodowe (jeśli chodzi o FIFA). Nadawcy telewizyjni, a także sponsorzy zapłacili organizacji 4 miliardy dolarów. Ogromne sumy pochodzą z biletów, które sprzedają się wyjątkowo dobrze. Imprezę filmować będzie kilkadziesiąt kamer, w tym z powietrza oraz ultra-motion, czyli pozwalające zarejestrować nawet ponad dwa tysiące klatek na sekundę. Mistrzostwa będzie można obejrzeć m.in. w takich miejscach jak Afganistan, Burkina Faso, Timor, Seszele czy na Grenlandii.

W Polsce podczas meczów usłyszymy głosy Jacka Laskowskiego, Macieja Iwańskiego, Tomasza Jasiny i przede wszystkim Dariusza Szpakowskiego, dla którego będzie to już 10. mundial. Jego doświadczenia dobrze pokazują, jak zmieniała się obsługa medialna sportowych imprez na przestrzeni lat. W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Szpakowski wspomina: „Kiedyś można było swobodnie wejść do piłkarskiego ośrodka, w Meksyku kąpałem się z zawodnikami w jednym basenie. Teraz wszystko jest limitowane, konferencja i do widzenia. Drużyny są niedostępne”.
A jaki powinien być dobry komentator tv? We wspomnianej już książce Bogdana Tuszyńskiego można znaleźć przykazania dobrego komentatora tv według BBC. Są wśród nich m.in.: „komentator musi podporządkować się obrazowi, nie może przeszkadzać telewidzom, musi uczynić obraz bardziej zrozumiałym, umieć zrezygnować z ambicji osobistych, musi być ekspertem w danej dyscyplinie i zachować takt”.

Z kolei słynny komentator angielski lat 50. i 60. Henry Longhurst mówił: „Prowadzenie komentarza w telewizji jest moim zdaniem bułką z masłem w porównaniu ze sprawozdaniami radiowymi. W telewizji każdy ma obrazek do patrzenia i jeśli nie masz nic godnego uwagi do powiedzenia, to najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić, to nie mówić nic”.

Jest kilka przykładów wypowiedzi komentatorów, które potwierdzają tę regułę. Szpakowski podczas mundialu 2010: „Walter Samuel jest już w objęciach Maradony, to naprawdę niepokojące”. Szpakowski na Euro 2012: „Włosi wiedzą, że najlepszą metodą jest być przy piłce”. Maciej Iwański: „Anglicy grają o być albo nie być -€“ o to drugie trochę mniej”. Jacek Gmoch: „To jest taki piłkarz -€“ jak mu wyjdzie, to mu wyjdzie, a jak nie, to nie”. Trudno jednak ukryć, że na takie perełki czekamy również w Brazylii.

Tekst napisałem dla dodatku Kultura DGP.

Wcześniej o mundialach pisaliśmy już tu:

Kruszący się PRL i futbolowa euforia

A o mistrzostwach z 1974 roku w RFN tu:

Mistrzowskie koperty z MŚ 1974 roku

Otagowane , , , , , , , ,

Artur i supraphon

W ostatnim tygodniu dzięki przyjacielowi bloga nasza kolekcja wzbogaciła się o dwa wyjątkowe gramofony. Jeden to wynik polskiej myśli technicznej, drugi pochodzi od naszych południowych sąsiadów. Zacznijmy od niego.

supraphon1

To piękny Supraphon GZC110. Model był produkowany na przełomie lat 60. i 70. Co ciekawe, obsługuje aż cztery prędkości: 16, 33, 45, 78. Supraphon ma obrotowy włącznik, potencjometry regulujące głośność, balans i tony. Ma dwa głośniki czechosłowackiej Tesli o mocy 4ohm. Całość składa się w sprytną skrzyneczkę.

supraphon4     IMG_4493

Rączka pomaga w transporcie. Niestety sprzęt sporo waży, jakieś 10 kilogramów.
Ciekawa jest firma produkująca ten sprzęt. Otóż początki Supraphonu sięgają 1932 roku. Firma na początku zajmowała się przede wszystkim wydawaniem płyt gramofonowych, później także sprzętu. Zresztą firma działa dalej – http://www.supraphon.com/.

supraphon2     supraphon3

Drugim wyjątkowym okazem gramofonu jest już polska produkcja Unitry. To Artur Sterero WG-900.

unitra artur1

Egzemplarz pochodzi z 1978 roku. Były takie w całkowicie czarnym kolorze i też zdaje się białym. Nasz ma czerwone elementy obudowy. Sprzęt wyprodukowało Zjednoczenie Przemysłu Elektronicznego i Teletechnicznego Unitra.

unitra artur2

Artur (były też gramofony o imionach Adam albo Daniel) obsługuje tylko dwie prędkości: 33 i 45, posiada regulację balansu, głośności i tonów. W zestawie ma też dwa głośniki.

artur stereo3

O innym polskim, skrzyneczkowym, gramofonie Bambino pisaliśmy już tutaj:

Winyle do ataku!

 

Otagowane , , , , , , ,

Kalendarz pełen niespodzianek

Nietypowo od razu sprostujemy tytuł. Bohaterem wpisu nie jest bowiem tak do końca kalendarz, ale dużo, dużo więcej.

zalmed4

Zacznijmy od tego mniejszego, czyli swoistej papierośnicy. Złote elementy, brąz, gustowny szlaczek – no nie jest to jakaś wybitnie ładna rzecz. Ale za to pięknie się otwiera. Trzeba nacisnąć z boku i wtedy uwalniamy sprężynę, która wypycha małą klapkę.

zalmed

Drugi przedmiot to przybornik na biurko. Składa się on nie tylko z kalendarza, ale też miejsca na notes i długopisy albo ołówki. Bardzo ciekawą konstrukcją ma kalendarz.

zalmed3

Każdą część daty zmienia się w inny sposób. Dni tygodnia zmienia się na dole plastikowym pokrętłem. Aby zmienić miesiąc trzeba wyjąć czerwony element i przestawić odpowiednią karteczkę. Najciekawszy jest zmieniacz (ciekawe słowo) dni miesiąca. Obraca się nim i kostki z kolejnymi cyframi spadają w okienko i pokazują dany dzień.

zalmed2     zalmed5     zalmed6

Ciekawa sprawa z firmą, która takimi gadżetami się reklamuje. Obie rzeczy kupiliśmy ostatnio od Pana, który pracował  w tym zakładzie. Niestety nie dopytaliśmy, a okazuje się co następuje. Warszawska Spółdzielnia Pracy Zalmed produkująca aparaturę medyczno-laboratoryjną upadła w 2008 roku. Znaleźliśmy informację, że powstała w 1975 roku, także to najprawdopodobniej tej firmy mamy gadżety.
Jednak obecnie działa firma Zalmed w Łomiankach (ma podobne logo do tego na naszych wyrobach). Prawdopodobne, że to może być ta sama firma. Kiedy w 2008 roku ogłosiła upadłość w Warszawie, przeniosła się do Łomianek.
Jeszcze ciekawostka. Warszawski Zalmed był w posiadaniu legendarnej fabryki przy ulicy Dzielnej 72. Był, bo kilka lat temu ją zburzono. A dlaczego legendarnej? Otóż w 1944 w ówczesnej fabryce Kamlera (znani producenci mebli) mieściła się Komenda Główna AK.

Otagowane , , , , , ,

Papierowe centrum

O warszawskich Domach Towarowych Centrum napisaliśmy już sporo tutaj:

Siłacze z Domów Towarowych Centrum

Teraz ten wpis się nieco powiększył, bo właśnie zostaliśmy posiadaczami kilkunastu wyjątkowych, dużych papierowych toreb Centrum. Oto one:

siatka centrum1     siatka centrum2

Jak widać ekologia pojawiła się w polskich sklepach już w PRLu. Te torby pochodzą najprawdopodobniej z lat 70. Warto przy okazji pamiętać, że pierwsze maszyny produkujące papierowy torby powstały już w XIX wieku!

Otagowane , , ,

Niekoniecznie udana kreska

Czas troszeczkę ponarzekać. Wielokrotnie pisaliśmy tu o ciekawych komiksach z epoki PRLu. Były absolutnie genialne komiksy Tadeusza Baranowskiego

Absurdalny humor siłą dobrej kreski

. Oprócz tego mniej udany wizualnie, ale kuriozalnie wciągający „Pilot śmigłowca”

Pilot myśliwca, a nawet śmigłowca

Pojawiało się u nas również nazwisko rysownika Bogusława Polcha, znanego przede wszystkim z cyklów „Kapitan Żbik” albo „Funky Koval”. Teraz nadszedł czas na kompletnie nieudane serie pana Polcha. Pierwsza z nich to przygody Tomka Grota.

poscig1

To pierwsza częśc trzyodcinkowego cyklu science fiction z grafikami, ale też tekstem Polcha (pozostałe dwie nie zostały wydane, co też daje do myślenia). Wydany w 1989 roku komiks nie wciąga ani historią, ani rysunkami, a do tego został wypuszczony w czarno-białej wersji i na bardzo słabym papierze, przez co nie nadaje się nawet na kolorowankę.

Nakład tego był zabójczy – 100 tysięcy egzemplarzy – ale nie znam fana komiksów, który bardzo cenił by serię o pilocie statku kosmicznego.

poscig2

Pierwsza strona pokazuje kuriozalne nazwiska postaci. Dalej nie jest lepiej, bo pojawia się straszna ośmiornica albo zły przypominający Jokera z Batmana.

poscig3     poscig5

Ostateczne rozbawienie daje ostatnia strona, z reklamą. Tekst „Kończysz szkołę, marzysz o atrakcyjnej pracy, przyjdź do Waryńskiego. Zakłady Koparek i Hydrauliki” chyba nie wymaga komentarza.

poscig4

Na przełomie lat 70. i 80. Polch wypuścił jeszcze jedną serię, którą chyba też nie powinien się specjalnie chwalić. To „Bogowie z kosmosu”, znana u nas bardziej jako „Według Ericha von Danikena”. Seria oparta była bowiem na jego tezach. Co ciekawe, została najpierw przygotowana na rynek niemiecki.

bunt1

Polch przygotował ją razem z Arnoldem Mostowiczem, dziennikarzem i popularyzatorem nauki. „Bunt olbrzymów” to częśc serii wydana w 1986 roku w liczbie 300 tysięcy egzemplarzy. Jednak już okładka pokazuje, że z rysunkami nie jest najlepiej. Bohater przypominający Micka Jaggera – mam wątpliwości, czy o to chodziło autorom.

bunt2     bunt3

Do tego dochodzą naprawdę złe teksty w stylu rozmowy ze scanu po prawej stronie:
On: „Chyba Doświadczenie Jest W Niebezpieczeństwie”.Ona: „Zrobimy Wszystko, Aby Temu Zapobiec. Na Szczęście Teraz Jesteśmy Razem”.

Do tych serii najpewniej już nie powrócimy, ale Pana Bogusława Polcha przypomnimy jeszcze nie raz.

 

Otagowane , , , , , , ,

Mistrz estrady, czyli Pan Ludwik

Na naszym blogu o płytach analogowych http://winylowetrzaski.wordpress.com/ piszemy o kolejnym ciekawym krążku z naszej kolekcji, który został wydany w PRLu. To płyta mistrza estrady Ludwika Sempolińskiego. Polecamy!

sempolinski

Otagowane , ,

Kruszący się PRL i futbolowa euforia

Właśnie wszedł do kin wyjątkowy dokument Michała Bielawskiego „Mundial. Gra o wszystko”. Autor zderzył w nim świat sportu i świat opozycji w czasie stanu wojennego. Z jednej strony mamy internowanych, którzy oglądają hiszpański mundial w 1982 roku, a z drugiej genialnych polskich piłkarzy, którzy rozgrywają turniej życia. Dla dodatku „Kultura” DGP przeprowadziłem rozmowę z autorem tego ciekawego filmu. Oto jej zapis:

Mundial1

W dokumencie„Mundial. Gra o wszystko” widać sportowców, internowanych, dziennikarzy;brakuje jednak na przykład więziennych klawiszy. Ich historia, opowieść o tym,jak oni przechodzili okres stanu wojennego i samego mundialu, jak to wyglądało z ich punktu widzenia, musiałaby być nie mniej fascynująca. Zresztą w filmie pojawia się wiele innych wątków, które zapewne zasługują na osobną opowieść.

To prawda. Przygotowując się do filmu, długo przekopywałem różne archiwa, dokumentowałem temat. Było kilka wątków, które zostały w filmie niewykorzystane, nierozwinięte, ale planuję do nich jeszcze powrócić. Jeśli chodzi o klawiszy, to sprawa wygląda tak, że po prostu już nikt z nich nie żyje. Rozmawiałem z synem jednego z nich, który pracuje w Białołęce. Okazało się, że ze względu na wysoki poziom stresu, pokolenie pracujących w więziennictwie w tamtym okresie bardzo szybko odchodziło. Ale jak już mówiłem, jest wiele ścieżek, którymi film mógłby jeszcze pójść. Sporo opowieści do niego nie weszło, choć pewnie mogłoby go wzbogacić. Chociażby ta o powrocie polskich piłkarzy samolotem z mundialu. Maszyna, która wystartowała w Madrycie, niemal się rozbiła. Pilot musiał zawrócić na lotnisko. Poznałem sporo historii na temat konfrontacji piłkarskich reprezentacji z „bratnich” krajów, podtrucia Polaków przez Niemców z NRD, przetaczania krwi przez sportowców z NRD przed spotkaniami, czego dowodem miały być, symbolicznie moim zdaniem, czerwone białka oczu. Zwrócono mi uwagę, że powinienem takie fakty zbadać, najlepiej w Berlinie, w aktach Stasi. Gdybym słuchał takich uwag i sprawdzał każdy wątek tej historii, to pewnie film robiłbym do dzisiaj.

W twoim filmie nie pojawiają się też politycy związani z obozem władzy.

I tak jest w nim już spora liczba bohaterów. Polityków takich jak Jerzy Urban, Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak nie umieściłem, bo chciałem, żeby władza pozostała bezosobowa, żeby przeciwnik nie miał konkretnej twarzy. Jego twarzą była w tym czasie telewizja, co sprawiało wiele problemów, między innymi dla tych, którzy telewizję bojkotowali, ale też chcieli oglądać mistrzostwa. Wydaje mi się, że film spełnia się poprzez złączenie dwóch światów i dwóch historii: sportowej i opozycyjnej. Szalenie ciekawa wydaje mi się też opowieść o tamtej Polsce, kruszący się świat peerelu zderzony z euforią, z kibicowskim, pozytywnym doświadczeniem. Sporej części internowanych zależało na oglądaniu mundialu. To podnosi wymowę filmu, bo włącza się on w ciągnącą się od lat debatę o tym, co jest kolaboracją, sprzedawaniem się wrogom, a co nie.

Czy internowani opozycjoniści mieli kłopot z tym, że piłkarze odcinali się od polityki? Czy wyczekiwano jakiegoś gestu poparcia z ich strony?

Mówi o tym w filmie Stefan Szczepłek. Wielu czekało na jakiś gest, na przykład odmowę przyjęcia orderów po powrocie do Polski. Piłkarze woleli milczeć i niczego nie komentować. Niektóre ich zachowania budziły też skrajne reakcje. Chociażby to, co zrobił Zbigniew Boniek po meczu z ZSRR. Koszulka Związku Radzieckiego, którą zdobył, dla jednych, była dowodem na to, że zagraliśmy na nosie wrogowi, a dla drugich świadectwem uległości, koniunkturalizmu.

Wielu piłkarzy pewnie bało się wykonywać jakiekolwiek gesty, bo przecież byli w najlepszym okresie kariery, mieli szansę wyjazdu na Zachód, co na pewno by się nie wydarzyło, gdyby włączyli się w jakąś polityczną akcję.

Sportowcy nie są od tego. Oni skupiają się na wykonaniu zadania. Dużo więcej o ich grze myślą i dopisują sobie obserwatorzy. Kiedy rozmawiałem na ten temat z piłkarzami, nie było im łatwo o tym mówić, bo przecież w latach 80. osiągnęli życiowy sukces. Usłyszałem kilka razy, że dla wielu „Solidarność” była oczywiście ważna, ale sportowiec, gdy wychodzi na swoją arenę, to chce wykonać pewne zadanie. Nie można od nich oczekiwać, że zamienią się w husarię, obwieszą się flagami „Solidarności” i ruszą do ataku. Zawodnik nie może przed wykonaniem karnego myśleć, że robi to dla Polski czy by uczcić górników z kopalni „Wujek”. Trener Antoni Piechniczek mówił, że oni zdawali sobie sprawę, że mogą swoim mundialem dać Polakom trochę radości. Internowani raczej doceniali to, że piłkarze milczeli i nie zajmowali się polityką.

Film był pokazywany w wielu krajach. Jak został przyjęty za granicą?

Bardzo dobrze. Zresztą w wielu miejscach dochodziło do podobnych sytuacji jak ta w moim filmie. Mistrzostwa w Argentynie też przecież były oglądane przez tamtejszych więźniów politycznych. Z kolei w Urugwaju pułkownicy zorganizowali mundialito, mini mistrzostwa zrobione właśnie po to, by dać upust emocjom zbiorowości. Tego typu wydarzenia wszędzie znaczą coś więcej, rozwiązują psychologiczne potrzeby zbiorowości. W tym wielbionym przez masy sporcie pojawia się bardzo szeroka płaszczyzna interpretacji. Podczas Euro w Polsce też dochodziło do nieprawdopodobnej kumulacji emocji w związku z meczem Polska-€“Rosja. To się zamieniało w spotkanie innego wymiaru. Pomyślmy co by było dzisiaj, kiedy Putin odkleił kawałek swojej maski. Mecz Rosji z Ukrainą miałby wielki podtekst polityczny.

mundial2

Widzowie za granicą nie mieli problemu ze zrozumieniem, czym był stan wojenny?

Cień, który rzucał na nas Związek Radziecki, jest z pewnością bardziej czytelny dla nas niż dla ludzi spoza byłego bloku sowieckiego, ale zakładam, że widzowie poza granicami coś o świecie jednak wiedzą. Piłka nożna jest sportem globalnym, ludzie znają jej reguły. Wszyscy też nadal wiedzą, co znaczy być więźniem politycznym. Trzeba było tylko pokazać, jak do tego doszło, jakie są mechanizmy w tym konkretnym świecie. A o tym, jak uniwersalna jest to historia świadczy fakt, że jednym z ludzi, którzy w pewnym momencie mi pomagali w pracy nad tym projektem, był reżyser, wykładowca szkoły scenariuszowej z Finlandii.

Bardzo ciekawy jest w filmie wątek ówczesnej telewizji, cenzury. To też osobny temat na film.

Środowisko telewizyjne jest specyficzne, zamknięte, bo ciąży na nim spuścizna działania dla reżimu. Ta współpraca wielu ludziom krępowała, a czasem nawet do dziś krępuje ruchy. Wielu pracowników telewizji nie chciało rozmawiać przed kamerą, bo wciąż mają z tamtym czasem jakiś problem. Wynika to w pewnej mierze z absurdu polityki historycznej, która musi ustawiać ludzi na jakichś listach, sprawdzać kto co podpisał, a kto nie, tropić winnych i piętnować podejrzanych. Atmosfera wokół przeszłości i niechęć do zrozumienia jej mechanizmów bardzo utrudniały początek prac nad filmem. Kilka lat później, w 1989 r., liczna grupa ludzi oczekiwała rozliczenia z przeszłością, jasnego podziału. Scenariusz symbolicznego zarżnięcia ofiarnego został wybrany w Rumunii, u nas nie. Te rzeczy wciąż na nas wpływają.

Stąd pośrednio pomysł na twój kolejny film, dokument o latach przełomu „1989”?

Tak, bo rok totalnego chaosu, zamętu, zagubienia, to bezcenny czas do obserwacji. Ludzie robią w nim i mówią rzeczy wbrew sobie, bardziej się odsłaniają. Mają szansę zaprezentować swoje prawdziwe postawy. Ten film, mimo że tworzony w całości z archiwaliów, stara się te momenty szczerości wyłapać.

Za kilka miesięcy będzie miał premierę jeszcze inny twój dokument, czysto sportowy – „Drużyna”, o polskich siatkarzach.

Pracę nad „Drużyną” zacząłem jeszcze w zeszłym roku. Jeździłem wtedy na zgrupowania siatkarzy do Spały. Fascynujące jest to, jaką mecze siatkówki cieszą się w Polsce popularnością, zupełnie niespotykaną na świecie. „Drużyna” będzie jednak przede wszystkim o tym, jaką drogę trzeba przebyć zanim wyjdzie się na boisko. Pokaże, że równie ważne jest przygotowanie, a nie tylko wynik. Chciałbym, żeby widz rozpoznał to humanistyczne przesłanie, wpisane w każdy sport, o czym dzisiaj często zapominamy, zarazem by miał wrażenie, że ma wstęp do świata, którego wcześniej nie znał. Piękno sportu polega właśnie na wypracowywaniu efektu, nikt nie jest przecież pięknie umięśniony albo supersprawny, bo tak ma od urodzenia. Moim zdaniem istota sportu tkwi w ciągłym dochodzeniu do maksymalnego wyniku, nie zaś w samym wyniku. W „Mundialu. Grze o wszystko” mówię o tym z perspektywy przeszłości, bo wynik już jest od dawna znany. W „Drużynie” pozostaje sprawą otwartą. Premiera filmu planowana jest na sierpień, przed mistrzostwami świata w Polsce.

mundial3

Więcej o filmie tutaj: http://www.mundial82.pl/

Otagowane , , , , , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij