Tobie Polsko śpiewamy

Wesoły Tułacz, Hutnik, Harfa, Słowik, Cecylia – to tylko niektóre z chórów uczestniczących w VII Światowym Festiwalu Chórów Polonijnych Koszalin 1988. Na cenie koszalińskiego amfiteatru występowali artyści z Czechosłowacji, RFN, Kanady, USA, towarzyszyły im hasła „Cześć polskiej pieśni” i „Tobie Polsko śpiewamy”. Powracam do tamtego wydarzenia z powodu takiej ładnej pamiątki, która ostatnio trafiła do mojej kolekcji.

Wazonik ozdobny z herbem Koszalina, a z drugiej strony logo i nazwą festiwalu.

Festiwalu, którego początki sięgają 1970 roku. W trakcie imprezy występowały chóry z całego świata, ale odbywało się również Studium Dyrygentów. Wydarzenie odbywało się głównie w amfiteatrze, ale też miejscowych kościołach i kinie. Ostatni festiwal miał miejsce w 2012.

Edycja z 1988 roku była bardzo bogata, o czym informował ówczesny „Głos Pomorza”. Chóry witano okazałym bochenem chleba, goście z zagranicy brali udział w licznych spotkaniach, zwiedzali okolice. Na czas festiwalu w mieście przygotowano wiele wystaw malarstwa, grafik, rzeźb. No było na bogato.

Wracając do samego wazonu. Wyprodukował go Zakład Porcelany Stołowej Lubiana w Łubianie koło Kościerzyny. Jest w super stanie. I teraz w nim trzymam goździki i inne takie…

Otagowane , ,

Uniwersalny do nerek

„Urządzenie uznano za dobre i zalecono do stosowania” – napisano w instrukcji tego skarbu sprzed lat. Pieczątką przybito datę produkcji: 15 września 1978. Oto Rożen do pieczenia w gazowych i elektrycznych piekarnikach, znaczy uniwersalny.

Pieczone serca, nerki, wątróbka, kiełbasa, szaszłyk, kurczaki – takie rzeczy można elegancko przyrządzić dzięki temu urządzeniu. Przynajmniej tak mówi instrukcja. Rożen, który właśnie wylądował w naszych zbiorach wyprodukowało Przedsiębiorstwo Produkcji Przemysłowej Budownictwa Komunalnego w Bydgoszczy.

Jest w znakomitym stanie, w oryginalnym opakowaniu, z instrukcją. Ciekawe, że producent zamiast w przeznaczonym do tego miejscu, dane pierdyknął za pomocą pieczątki. Widać, że kosztował chyba 30 zł.

Konstrukcja bardzo prosta w złożeniu. Kilka części i cyk, można wsadzać do piekarnika. Do tego jest instrukcja (z fantastyczną grafiką) z opisem urządzenia, ale też przepisami i poradami.

Smacznego!

Otagowane , , , , ,

Z miasta skrzypiec

Nie wiem czy taką rakietą w młodości grała zwyciężczyni French Open 1978 roku, Rumunka Virginia Ruzici. Powiedzmy sobie szczerze, pewnie nie. Ale jednak to ładny rumuński produkt i na pewno tysiące tamtejszych tenisistek i tenisistów właśnie od takiego Neptuna zaczynało swoją karierę.

Rakieta z serii Neptun firmy Reghin. Drewniana, już niestety bez naciągu. Ta rumuńska firma wypuszczała też inne planetarne serie, na przykład Pluto (czyli pluton).

Miasto produkcji, czyli rumuńskie Reghin, to mała mieścina, ale słynna. Nazywane jest miastem skrzypiec, bo tam produkowanych jest wiele instrumentów skrzypcowych. Jak widać rakiety również. Pewnie jak się robi struny, to łatwo zrobić naciąg do rakiety ;p.

Ja takiej nie miałem. Naukę gry pod koniec lat 80. rozpoczynałem naszym Stomilem. Potem był taki piękny Adidas, który wciąż mam w kolekcji i pisałem o nim tutaj: https://bufetprl.com/2020/10/25/styl-w-drewnie/

Oj tak, grało się. Zresztą w ogóle tenis był popularny. Grali w niego nawet w komiksach:

Otagowane , , ,

Tak, uczyłem się języka angielskiego z kaset magnetofonowych. To było na początku lat 90. Z tego okresu pochodzi taki piękny zestaw, który ostatnio wpadł mi do kolekcji dzięki przyjacielowi Krzysztofowi.

Osiem kaset, niesamowity zestaw do nauki języka na dłuuugi czas. Przygotowała go amerykańska firma Hooked on Phonics, która zresztą istnieje do dziś. Pełen pakiet zawiera kasety, specjalne karty i książeczki z ćwiczeniami.

Różne są tu rodzaje ćwiczeń, zależne od poziomu trudności danej lekcji. Jak widać, chyba jeszcze nikt tego używał, nówka sztuka w zasadzie.

W latach 90. te programy były bardzo popularne, pomagały w tym liczne reklamy telewizyjne. Na przykład taka, konkretnie naszego zestawu: https://www.youtube.com/watch?v=gcITeGy-U6w

Otagowane ,

Jest w normie

Umówmy się, są urządzenia przydatne, ale są też po prostu piękne. Ten nowiutki ciśnieniomierz taki właśnie jest. Opakowanie czy raczej torebka jest niepozorna.

Ale jak pięknie jest dalej! Nowiutka sztuka, z całym wyposażeniem, instrukcją, no nic, tylko mierzyć!

Zestaw otrzymany od przyjaciela jest nowiutki. Ma wszystkie elementy i jak dla mnie mógłby po prostu stać na półce jako piękny gadżet. No popatrzcie.

Elektronika IAD-1 to mistrzostwo prostego, ale też funkcjonalnego dizajnu. No i do tego jest instrukcja!

Dowiaduję się z niej, że prawdopodobnie pochodzi z 1989 roku, przynajmniej najpóźniej z tego roku. Jest w niej też kilka innych przydatnych informacji i rysunków…

Otagowane , ,

Tele… tele… telefony

Dziś skarb telefoniczny i nie do końca z PRL. Od przyjaciela ze Słupska dostałem bowiem takie cudo.

Ten wyjątkowy telefon służył w słupskim zakładzie fryzjerskim, na głównym deptaku Wojska Polskiego. Znalazł się tam w latach 90., jeszcze zanim komórki stały się częścią naszej rzeczywistości.

Telefon służył pracownikom zakładu, wtedy dzwoniło się po przekręceniu kluczyka. Mógł też służyć klientom, wtedy trzeba było wrzucić taki żeton.

Zdarzało się również, że po prostu ktoś z zewnątrz wchodził by skorzystać z automatu.

Jak widać telefon był już na guziki, z boku miał pojemnik, do którego wpadały niezaakceptowane żetony, a z dołu wysuwaną szufladkę na żetony.

Ja w tamtym czasie korzystałem z automatów ulicznych. Pamiętam jeden wyjątkowy. Był zepsuty i można było z niego dzwonić bez żetonów. Co tam się działo…

Otagowane , , ,

Bywając w grotece zmądrzejesz dalece

Ciężko o bardziej ikoniczne wspomnienie jeśli chodzi o młodzieżowe gazety z PRL. Myślę, że wielu z nas powie: „Świat Młodych”. No to bum! Co prawda pisałem już o tej gazecie jakiś czas temu, a opisywany wcześniej numer pochodzi ze stycznia 1970 roku. Też piękny. Przeczytacie o nim tutaj: https://bufetprl.com/2016/05/12/gazeta-harcerska/

Teraz od przyjaciela dostałem inny numer „Świata Młodych”, z grudnia 1982 roku. Więcej tu kolorów, no i przede wszystkim komiks! Coś na co chyba najbardziej czekałem, kupując nowy numer gazety.

Pierwsza strona i pierwsze ciekawostki. Pojazdy powietrzne, Muppety, komputery, no i Groteka. Spotkanka z planszówkami musiały cieszyć się sporym powodzeniem. Widać, że zdjęcie ustawione (każdy ubrany w inny kolorek itd.), ale chyba i tak było fajnie. Wiele gier było wtedy trudno dostępnych, ale bywalcy znaleźli na to sposób. Wykonywali je sami. Z tekstu wynika też, że grali w gry, których ja nie znam, na przykład sidża.

Są stałe rubryki z wiadomości z różnych dziedzin. Na przykład o kosmosie, jeździectwie, narciarstwie.

Nie mogło zabraknąć mody i humoru. W modzie dla mnie koszmar: pulower!

Za to baaardzo lubię listy od czytelników, a do tego porady redakcji.

Wreszcie złoto. Gwiazdozbiór ŚM, a w nim król komisarzy milicji, Borewicz. A precyzyjniej wywiad z Bronisławem Cieślakiem.

Co było najlepszym finałem ŚM? Oczywiście komiks. Tutaj są „Przygody Jonki, Jonka i Kleksa” Szarloty Pawel. Oj czytało się, czytało…

Otagowane , , ,

Trochę prawie jak Lego

Pisałem już na blogu o różnych klockach. Oryginalnym Lego z lat 80., polskich klockach, enerdowskich…

Czas na kolejną opowieść. Powodem piękne klocki, jakie dostałem od przyjaciela jeszcze z podstawówki. Oto radziecki „Konstruktor”.

Akurat tego zestawu z dzieciństwa nie kojarzę. Pamiętam polskiego konstruktora z częściami metalowymi. A tu jest taka wersja Lego Technics trochę. Najprawdopodobniej z lat 70.

Jest oryginalne opakowanie, instrukcja przykładowych konstrukcji, no i klocki. Powinno być 450 elementów, ale kilku brakuje. Jest też fragment oryginalnej naklejki sprzed lat. Niestety niewiele można z niej odczytać.

Ale składać można. Zrobiłem kilka zestawów z instrukcji oraz extra statek wojenny.

Są tu bardzo ciekawe klocki, do budowy kół, różnych działek itp. Do tego różne kolory i wielkości klocków. Można się pobawić.

Jak widać sporo jest możliwości. To baaardzo fajne klocki. Na pewno jeszcze do nich wrócę…

Otagowane , , , ,

Bolesne powroty

To była kolejna sentymentalna wycieczka. Rodzinny Słupsk. Rodzinny w sensie, tutaj się urodziłem w 1978 roku i mieszkałem przez 20 bodaj lat. Dzieciństwo to przede wszystkim Zatorze. Podwórko z tych dwóch czarno-białych zdjęć. Na nich dwie najważniejsze rzeczy: trzepak i huśtawka z opon. Były jeszcze betonowy murek z kawałkami drewna na górze. Miało to udawać ławki. O ten murek rozwaliłem sobie durny łeb dzień przed balem 8 klas. Miałem tańczyć w pierwszej parze z wychowawczynią, ale jak mnie rano zobaczyła z odrapanym nosem, to wywaliła z zaszczytnej pierwszej pary. Trzepak był też mega ważny, nie tylko a propos trzepania. Tutaj jestem z bratem Romkiem i kuzynem Igorem. A niżej huśtawki (też z kuzynem), przy których stała metalowa ślizgawka. Oj powodowała rany, a nawet utratę palca.

Na tym podwórku spędzaliśmy całe dnie. Gra w nogę, wyścigi rowerowe, budowle, karty, zawody sportowe, gra w noża, jeżdżenie rowerem między klatkami, że to niby autobus… no działo się.

Zaraz obok podwórka była lodziarnia Magnolia, wypożyczalnia kaset video PACO, spożywczak Stodoła. Do centrum jeździliśmy autobusem, mówiło się nawet, że „idziemy do miasta”. Teraz do centrum szedłem 10 minut. No wszystko się zmniejsza.

W każdym razie jakiś czas temu wybrałem się na podwórko i trochę zbladłem. Nie ma prawie niczego, co pamiętam z dzieciństwa. Ok, ślizgawka była groźna, ale nie ma huśtawki, trzepaka. Pozostała za to piaskownica. No ale nie ma też w ogóle dzieci. Wszystko jakieś też takie małe, ale wiadomo, ja większy. Nie ma też zresztą wypożyczalni kaset, nie ma lodziarni.

Jakieś to trochę smutne, zobaczcie sami:

Tak, zdecydowanie czasy się zmieniły

Otagowane ,
Stwórz swoją własną witrynę internetową, za darmo na WordPress.com.Stwórz swoją własną witrynę internetową.
Zacznij za darmo