Mikołaju jesteś bardzo miły…

Kto nie wierzy w Świętego Mikołaja ten nigdy nie pozna prawdziwej magii świąt. Listy do niego, oczywiście do Laponii, jako dziecko wysyłałem co roku. Oto przykładowe perełki. Absolutnie nie wymagają komentarza:

list3

i drugi z 1988 roku:

list1

Otagowane , ,

Choinka dla każdego

Z okazji świąt BufetPRL postanowił przypomnieć piękną reklamę sztucznych choinek umieszczoną w wyjątkowym miesięczniku Ty i Ja z 1972 roku.  Samych pięknych chwil dla wszystkich, którzy już nas odkryli!

tyija

 

Otagowane

Przyjaciółka numer 2 – pierwszy rocznik

Numer 2 z 28 marca 1948:

Pisanki na okładce i „Wesołego alleluja!”. Świąteczny numer tygodnika Przyjaciółka, drugi w historii gazety nie specjalnie różnił się od debiutanckiego. Niemal te same rubryki. Jest Opowieść filmowa „Piękna przygoda” o nietypowym małżeństwie.

Jest też Z wędrówek po świecie, którego bohaterem jest tym razem Szwajcaria. Z teksty można się dowiedzieć m.in., że w tym kraju obowiązywały po wojnie kartki żywnościowe. W numerze 2 Przyjaciółki znalazł się fragment powieści Marii Maliszewskiej „Dwie miłości”, a w cyklu W kraju i zagranicą tekst o planie Marshalla, oczywiście pokazujący go w złym świetle. Poza tym pierwszy list od czytelniczki. Pani Kazimiera D. skarży się w nim na trudne relacje dzieci w jej domu. Rady udziela jej tajemnicza Irena.

Na kolejnych stronach nowela „Upiór” Kornela Makuszyńskiego (autora m.in. „O dwóch takich co ukradli księżyc” i „Szatana z siódmej klasy”), opis letnich sukni, porady leczenia gruźlicy, Kurs szpitalnictwa, Uniwersytet domowy (tajemnica ciepła wełny, historia herbaty) i satyryczny rysunek z kobietą z balonami.

W dziale Na wszystko jest sposób, porady jak przygotować pasty do butów. Ciekawie brzmi ta dotycząca butów roboczych. Pastę do nich robi się z 4 łyżek piwa, octu, białka i łyżeczki nafty.

Wśród przepisów z serii Gotujemy: sałatka śledziowa, klops z jajami i kruchy placek z marmoladą.

Ostatnia rozkładówka to sposób na świąteczną serwetę, listy czytelniczek i drugi odcinek humorystycznej serii rysowanej przez Andrzeja Wiercińskiego i rymowanej przez K. Lak – Pączek i Róża. Drugi numer Przyjaciółki wieńczy „Święcenie na wsi” spod ręki Włodzimierza Tetmajera z cyklu arcydzieła malarstwa polskiego.

Warto zatrzymać się przy listach od czytelniczek. Znajdziemy tu korespondencję zrozpaczonej Krysi, która pisze, że kocha kogoś żonatego i nie wie co ma z tym zrobić. Redakcja radzi ugasić pożądanie nauką albo sportem. Pani Ludwika z Krakowa zostaje poinformowana co zrobić z wczesnymi ziemniakami. Zofia M. spod Siedlec z kolei dowiaduje się, że zmęczone stopy należy moczyć w płynie z litra ciepłej wody z dodatkiem łyżki spirytusu, octu i soli kuchennej, a na miejsca szczególnie obolałe warto kłaść kompresy z wody z Burowa.

Otagowane , , , , , ,

Kopia godna mistrza

Fistaszki – nasi malują Charliego Browna

fist okl

Na świecie Fistaszki rysowane przez Charlesa Schulza pojawiły się na początku lat 50. W Polsce poznaliśmy je duuużo później. A to za sprawą kuriozalnego wydawnictwa. W PRLu RSW Prasa Książka Ruch wydało bowiem trzy książeczki z psie Snoopym, Charliem Brownie i jego przyjaciołach. Ponieważ nie przejmowano się wtedy prawami autorskimi oryginalne rysunki przerysowano!

fist 1-2

W naszej kolekcji mamy pierwszy tom, z antykwariatu, z roku 1984. Jest podpisany przez Anię Wnuk i zawiera zapewne jej rysunki. Wydawnictwo okraszone jest wstępem o historii Fistaszków. A oto dwie wyjątkowe historyjki.

fist 4a

fist 4b,c

fist 3a fist 3b

Na początku tego roku (2013) udało nam się zdobyć drugi tom Fistaszków!

fist2a

Wydany w 1984 roku oprócz klasycznych historyjek zawiera ciekawostkę. Część opowieści przerysowano bowiem nie wpisując w puste dymki słów, aby czytelnicy sami mogli je uzupełnić. Oto przykład:

fist2b

Wydawca zachęcał do przysłania swoich pomysłów na ich adres. Nagrodą miała być niespodzianka.

Szczerze mówiąc pierwsze wydanie Fistaszków zawierało lepsze historyjki. Ale oczywiście i tak przytoczymy tu przykładową opowieść z drugiego tomu:

fist2c

Teraz czekamy na tom trzeci…

Wpis z 8.10.2013: I udało się! Na niedawnym festiwalu komiksu w Łodzi zdobyliśmy trzeci tom „Fistaszków”:

fist5

Tom jest arcy ciekawy ponieważ twórcy stworzyli tu własną historię o tym jak Fistaszki opowiadają o… wydawcy polskiego tomiku. Oto fragment tej niezwykle dziwnej historyjki, zapewne nie konsultowanej z żadnym właścicielem praw do Fistaszków:

fist5a

Otagowane , , , , , ,

Mówię się?! Czyli 13 porodów i jeszcze więcej pogrzebów

Telefon Elektrim RWT. Widziany w licznych filmach i serialach z PRLu, chociażby w „Zmiennikach” i „Alternatywy 4”. Egzemplarz, który znalazł się w naszej kolekcji dostaliśmy od przyjaciela Rado, jak przeczytacie poniżej to poznacie jego fascynującą historię.

telefon3

Telefon wyprodukowała Radomska Wytwórnia Telekomunikacyjna. Firma, która zresztą działa do dzisiaj powstała w 1938 roku. Uruchomiła ją wtedy spółka Ericsson. Nasz konkretny egzemplarz pochodzi z 1968 roku o czym świadczy odpowiednia pieczątka. Były też wersje z guzikami do przełączania linii, tak zwane sekretarsko-dyrektorskie.Telefon ma z przodu miejsce na numer, nasz ma tajemniczą liczbę 92.

telefon2

telefon1

Czas na wspomnienie kolegi Radka o telefonie Elektrim RWT:

Ten aparat jest jednym z tysięcy identycznych egzemplarzy służących instytucjom państwowym i nielicznym indywidualnym szczęściarzom od końca lat sześćdziesiątych. Wyjątkowość tego egzemplarza polega na tym, że w miejscu w którym funkcjonował łączył dwie role. We wsi Sierpowo od godziny 7.45 do 15.00 był zwykłym urządzeniem biurowym, ale popołudniami i nocami stawał się przekleństwem nauczycieli mieszkających w miejscowej szkole. O najmniej pożądanych porach zjawiali się goście, którzy koniecznie musieli zadzwonić. Wokół rodziły się dzieci, inni umierali, zdarzały się wypadki, a czasem trzeba było po prostu pogadać z ciocią Ireną. A trzeba pamiętać, że był to jedyny telefon w promieniu trzech kilometrów musiał pełnić swoją rolę. Pan E. wzywał nim pogotowie do trzynastu porodów swojej żony. Państwo C. dzwonili po straż pożarną do ratowania płonącej stodoły, a pijany pan O. przyszedł najzwyczajniej w świecie zadzwonić do marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Było też tak, że przed jedną z wywiadówek anonimowi sprawcy odcięli kiedyś kabel telefoniczny od słupa… Ciekawostką minionego systemu (telefonicznego) było to, że przed dodzwonieniem się do kogokolwiek trzeba było wykręcić numer „0” – na centralę pocztową, gdzie mniej lub bardziej miła telefonistka informowała nas, że przyjęła połączenie. Od stopnia jej sympatii zależał czas oczekiwania. Czasem było to kilka godzin. Jeśli pani była znajomą to jakość połączenia bywała całkiem wysoka, ale jeśli nas nie znała (lub co gorsza znała i nie lubiła) to w trakcie rozmowy mieliśmy do czynienia z festiwalem trzasków (pani nas wtedy podsłuchiwała) przerywanych cyklicznymi wtrętami telefonistki: „Mówi się?!”. Nawet jeśli równie sympatycznie odwrzeszczało się jej: „przecież pani słyszy!”, to z niewzruszonym spokojem odpowiadała: „no słyszę, ale sprawdzam…” Aparat służył do samego końca PRL. Na strych trafił dopiero w latach 90., kiedy można już było kupić wymarzony telefon z klawiaturą, oglądany wcześniej jedynie w filmach”. We wsi Sierpowo nadal mieszkają państwo E., którzy mają trzynaścioro dzieci, a stodoły C. nie odbudowano po pożarze wywołanym uderzeniem pioruna. O. się wyprowadził, bo po próbie telefonu do marszałka Chrzanowskiego został w okolicy uznany za wariata.

Otagowane , , , ,

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę… aż do Brdy

Kalkulator Brda – liczydło z ekranikiem

kalkulator1mm

Elektroniczne urządzenie liczące – to najprostszy opis tego wyjątkowego sprzętu. Co prawda, nie jest to ani pierwszy polski kalkulator, ani pewnie najlepszy, ale za to wyjątkowo funkcjonalny i zgrabny.

Jedną z pierwszych maszyn liczących wymyślono już w XVII wieku. W 1954 roku w Nowym Jorku zademonstrowano prototyp kalkulatora elektronicznego. Z tego co wiemy to pierwszym kalkulatorem w Polsce był Elwro z Wrocławskich Zakładów Elektronicznych wyprodukowany w latach 70. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęto produkcje kalkulatorów w Zakładach Radiowych Eltra w Bydgoszczy. Tam właśnie powstał nasz model – Brda.

kalkulator2

Na Brdzie nie przypadkowo znajduje się napis Unitra. Eltra należała przecież do Zrzeszenia Przemysłu Elektronicznego i Teletechnicznego, czyli Unitry właśnie. Zakład ma przedwojenne tradycję, powstał już w 1923 roku. Po wojnie produkowano tam m.in. przełączniki, radia oraz sprzęt nagłośnieniowy.

Nasz model to Brda 12U z oryginalną instrukcją i w oryginalnym, brązowym opakowaniu. Były też czarne futerały. Oczywiście sprawny. O tym jak ceniony jest to sprzęt może świadczyć fakt, że jego opisy można znaleźć na wielu stronach internetowych poświęconych retro liczydłom.

kalkulator3

Otagowane , , , , ,

Metalowe ściganie

Samochodziki, pociągi, pistolety, zestawy konstruktorskie… Metalowych zabawek w PRLu nie brakowało.

autkamm

Nikt się wtedy nie przejmował, że mają ostre końce, są twarde i dzieci mogą sobie zrobić nimi krzywdę. Miały czar, który przezwyciężał strach. Produkowały je spółdzielnie rzemieślnicze oraz na przykład Spółdzielnia Pracy Zabawkarsko-Metalowa Precyzja z Kielc. Niestety nie wiemy, gdzie powstały nasze samochodziki.

autka2

Wyścigówki mają ciekawe oznaczenia, a wśród kierowców są też kobiety. Zabawki metalowe cieszyły się popularnością, nawet mimo wszędobylskiego plastiku. Były trwalsze, poza tym nie brakowało w nich mechanizmów pozwalających na przykład kierować koparką czy działem. Oczywiście takie zabawki powstawały nie tylko w Polsce, ale też ZSRR czy Czechosłowacji. Największą popularnością cieszyły się w dwóch pierwszych powojennych dekadach.

Wyścigówki to tylko jeden przykład metalowych zabawek w naszej kolekcji. Wkrótce kolejne…

autka1

Otagowane , ,

Przyjaciółka numer 1 – pierwszy rocznik

Numer pierwszy z 21 marca 1948:

przyjokl

Gazetę wydała Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik. Redakcja mieściła się na ulicy Daszyńskiego w Warszawie. Pierwszy numer kosztował 10zł i liczył 12 stron. Na okładce uśmiechnięta pani z palmami, co nie powinno dziwić, bo numer ukazał się w niedzielę palmową. Ostatnią stronę wypełnił z kolei obraz Jana Matejki Święta Kinga, zaprezentowany w cyklu: Arcydzieła malarstwa polskiego.

We wstępniaku redakcja Przyjaciółki pisze, że chciałaby być najlepszą przyjaciółką każdej kobiety. Zachęca też do pisania do redakcji o wszystkim. Co, jak pokażą kolejne numery, odbije się ogromnym echem. Setki tysięcy listów będą co tydzień zalewać redakcję. W inaugurującym numerze startuje kilka cyklów. Opowieść filmowa to pełna kadrów historia miłosna. Jest też dział Z wędrówek po świecie. W tym numerze bohaterem jest Szwecja. Można przeczytać w nim m.in., że do Szwecji odchodzą promy z Gdyni, planowane jest też połączenie ze Szczecina. Z Warszawy odlatują za to do Sztokholmu samoloty.

Przyjaciółka drukuje pierwszą część powieści Marii Maliszewskiej „Dwie Miłości”. Co ciekawe, kończy ją skrótem d.c.n., a nie popularnym c.d.n.

Tajemnicza Irena zwraca się z prośbą do czytelniczek, aby pisały do redakcji o porady. Nie zabrakło też oczywiście wykrojów w serii: Szyję sama sukienkę.

Pojawił się też cykl Jak zawrzeć znajomość, a w nim takie porady: „Czasem się zdarza, że na przystanku tramwajowym czy w wagonie nieznajomy mężczyzna zagadnie kobietę. Nie trzeba wtedy rumienić się, denerwować lub patrzeć na niego jak na złoczyńcę. Nie należy jednak zbyt łatwo zawierać znajomości i pochopnie umawiać się z kimś nieznanym do kina czy na spacer”.

Poza tym jest wiersz Adama Asnyka „Uwielbienie”, Rozmowy z panią doktór, sposoby na twarzowe uczesanie i piękny dział Uniwersytet Domowy. W nim odpowiedzi na pytania: Od jak dawna jemy kartofle? Z czego są zrobione nasze suknie? oraz Widelec – młodszy brat noża.

Ostatnia rozkładówka to poradnik jak samej zrobić podeszwy sznurowe, historyjka rysunkowa „O Pączku i Róży” i dział Na wszystko jest sposób. Nie wiesz jak umocować korek w szyjce albo zaprawić zupę? Tu się tego dowiesz. Gospodyni pisze też jak przygotować sos chrzanowy do zimnych mięs.

Całą pierwszą Przyjaciółkę czyta się z zapartym tchem. A już za tydzień numer drugi, a w nim m.in. sposób na domową pastę do butów i kurs szpitalnictwa.

Otagowane , , , , ,

Magnetofon szpulowy – nie tylko muzyka

Telefunken – dźwięki niemieckich mistrzów inżynierii

Magnetophone, magnetofono, magnetofoni, magnetofonas – tak w różnych krajach przyjęło się słowo, którego użyli w latach 30. poprzedniego wieku inżynierowie z niemieckiej firmy AEG, partnera Telefunken. Na słynnych targach Berlin Radio Show pokazali wtedy pierwszy szpulowiec, z którego nazwy magnetophon zapożyczyliśmy słowo magnetofon. Szpulowiec Telefunken 201 TS made in West Germany to dar jaki dostaliśmy do naszej kolekcji od kolegi Mateusza. Model ten był produkowany pod koniec lat 60.

Firma Telefunken powstała ponad sto lat temu, w Berlinie w 1903 roku. Jej pierwszym klientem była armia. Sprzęt Telefunken obsługiwał też m.in. Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936 roku. Podczas II wojny światowej firma miała swoje fabryki także w Krakowie i Łodzi. Oczywiście opracowała nie tylko magnetofony szpulowe, ale też telewizory, zegarki, magnetofony kasetowe, czajniki, radary.

Pierwszy polski magnetofon szpulowy powstał w 1958 roku. W Zakładach Radiowych Kasprzaka w Warszawie zbudowano Melodię. Później były jeszcze m.in. piękny Tonette czy najbardziej popularny ZK 120, przez jakiś czas produkowany na licencji Grundiga. My z ZRK Warszawa mamy jedną ze szpul. O tym, że wszystko działa niech świadczy ten filmik. Nagraliśmy na nim dźwięk z taśmy, która przypomina jeden z najsłynniejszych komentarzy w historii polskiego sportu:

Otagowane , , , , , , ,

8-bitowa zabawa

Atari 65XE – płacz Wojtka przy choince

To wyjątkowy przedmiot w naszej kolekcji. Komputer Atari 65XE, który widzicie na zdjęciach jest w moim (i brata) posiadaniu od lat 80. Od czasu, kiedy tuż przed świętami zobaczyłem go pod biurkiem taty. Starym zwyczajem szukałem prezentów i kiedy odsłoniłem koc, którym było zasłonięte duże pudło o mało się nie popłakałem. Był na nim napis ATARI 65XE i zdjęcie szarej klawiatury z dziwnymi napisami na klawiszach. Nie wiedziałem dokładnie co to jest, ale domyślałem się, że to zmieni moje życie. I tak było.

Jeszcze nie mając żadnych gier odpaliliśmy komputer podłączając go do telewizora. Pojawiło się magiczne „ready”. A później już poszło. Najpierw magnetofon i kasety z Fredem, Zorro, Montezumą, Bruce’em Lee, River Raid, Pole Position, Pit Stop i innymi grami. Wgrywanie kaset zajmowało nawet kilkadziesiąt minut i lepiej było wyjść wtedy z pokoju, bo często magnetofon zacinał się podczas wgrywania.

Później był magnetofon Turbo z dwoma kabelkami, kartridże i dyskietki (8-calowe). Nasz model ma 64K RAM, wbudowany BASIC, 256 kolorów, czterokanałowy dźwięk, 11 trybów graficznych, złącze kartridża, wejście do podłączenia stacji dysków i dwa gniazda dżojstika. Mamy dwie sztuki, których jak widać używaliśmy bardzo intensywnie.

Cały sprzęt jest oczywiście sprawny.

Pamiętam jak zawsze toczyły się walki, czy lepszy jest Commodore czy Atari. Nie muszę chyba mówić, po której byłem i jestem stronie. Ciekawe, że cały czas odbywają się zloty miłośników Atari. To musi o czymś świadczyć…

Otagowane , , , ,
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij