Uwaga, uwaga! Dowiedzieliśmy się, że oddziały radzieckiej armii z rakietami SS-7 wjechały na teren naszego kraju. Udało nam się uchwycić ich obecność na Muranowie. Ratuj się kto może!
Jak nie trudno zauważyć ta radziecka zabawka nie ma gąsienic. Zlikwidowali je polscy partyzanci operujący tuż przy granicy z Warszawą.
Ten pojazd przypominający wyrzutnię rakiet Katiusza to nie jedyne arcydzieło radzieckich konstruktorów zabawek. Powstawały też podobne mechaniczne pojazdy na przykład księżycowe. Podobne, czyli sterowane poprzez kabel. Nasza zabawka ma sprężynowy system odpalania rakiet, do tego regulowany z tyłu kąt nachylenia wyrzutni. Kolejne radzieckie perełki już wkrótce…
Studiował przyrodę, językoznawstwo, geografię, walczył w Powstaniu Styczniowym, był więziony, został bankrutem, pracował w gazecie, za chlebem wyruszył do Brazylii… No dobrze, dla tej historii istotne jest jednak, że Adolf Dygasiński to autor noweli „Psia dola”. To właśnie od niej tytuł zaczerpnęli twórcy takiego wydawnictwa:
Historią Snoopyego i Mafaldy zajął się przerysowywujący z oryginału Fistaszki Mirosław Malcharek. Efekt jest delikatnie mówiąc dyskusyjny co widać na załączonym fragmencie:
Wydawnictwo otwiera jednak historia „Pim i Puś”, którą opracował Marek Lach. Zwróćcie uwagę na ostatni, zaskakujący rysunek:
Jest tu też opowiadanie pisane autorstwa Konstantego Siergiejenko, co pewien czas ozdabiane wyjątkowymi rysunkami. Oto przykład:
Całość została wydana jako nr 9 Literatury Na świecie dla dzieci i młodzieży w nakładzie 200 tysięcy egzemplarzy, w 1988 roku.
Do sięgnięcia po kolejną część kolekcji zachęca na ostatniej stronie „Psiej doli” taki rysunek:
Czas powrócić do pierwszego rocznika „Przyjaciółki” jaki jest w naszej kolekcji. Dzisiaj numer 19 z nakładem ponad 655 tysięcy! Dość oszczędny wizualnie, ale za to bogaty duchowo.
Już na początku wstrząsające podsumowanie plebiscytu „Czy pijacy mają być leczeni przymusowo?”. „Przyjaciółka” obliczyła, że wzięło w nim udział ponad 150 tysięcy osób. „Do wielu kuponów zostały dołączone wstrząsające opisy koszmarnego pożycia z alkoholikiem”. Obecność kuponów na „nie” gazeta tłumaczy tak: „Świadczy to o zorganizowanej akcji pijaków pragnących nie dopuścić do zmian w obecnej ich sytuacji”. Ilość głosów na „nie” nie przekracza jednak 1 procenta. Dokładne wyniki w kolejnym numerze.
W tym nie brakuje również ciekawego działu „Dobrze wiedzieć, że…”:
Tam m.in. informacja, że w Polsce w 1948 roku było czynnych aż 551 kin!
W „Przyjaciółce” oczywiście wyjątkowe reklamy. Oto przykład:
Jeszcze jedna ciekawostka, podbita znaną nam reklamą Strójwąsa.
W „Na wszystko jest sposób” chociażby sposób na czysty czajnik:
Nasza nazywa się Gabriela, ale Piko produkowało też mini maszyny do szycia o imionach Michaela czy Petra. Egzemplarze różnią się kolorami, bywają na przykład żółte.
Nasz jest w oryginalnym opakowaniu z instrukcją, wykrojem, jest nawet oryginalny materiał poprzednich właścicieli, nożyczki, ołówek i skrawki niemieckich gazet. Całość pochodzi z 1986 roku. Wyprodukowano ją w NRD.
Maszyna ma te same funkcje co większe, „prawdziwe” urządzenia. Działa na baterie.
A na deser piękna reklama maszyny do szycia z lat 50. Co prawda nie Piko, ale niemniej zacnej:
Wałbrzych, Słupsk, Konin, Piła, Kraków, Wyszków, Suwałki, Krosno, Ciechanów, Wrocław… – co może łączyć te wszystkie miasta? Oczywiście piękne znaczki z herbem! Oto nowi bohaterowie naszego bloga:
Przyczepiliśmy je do takiej oto mapki. Kolekcję kilkudziesięciu znaczków udało nam się zdobyć na wyprzedaży garażowej w Warszawie. Możliwe, że kilka znaczków jest nie z PRLu, a z lat 90.Niektóre z nich są grawerowane, kilka się powtarza.
Na większości z nich jest herb miasta, ale są też okazy z zabytkiem, np. Gniezno czy Świnoujście. Jest też specjalny znaczek z Wawelu albo Jasnej Góry. Oczywiście nie mamy jeszcze kompletu z wszystkich miast. Cóż, kolejny zestaw do kolekcjonowania…
Kilka dni temu wzbogaciliśmy się o absolutnie unikatowe pamiątki (dar od naszego przyjaciela Kuby). Pisaliśmy na naszym blogu o igrzyskach w Moskwie 1980https://bufetprl.com/tag/moskwa-80/, ale wtedy nie mieliśmy jeszcze oryginalnych biletów na ceremonię otwarcia i zamknięcia. I to niewykorzystanych! Oto one:
Otwarcie miało miejsce na stadionie Lenina w Moskwie. Bilety są na miejsce w pierwszym rzędzie, bardzo więc możliwe, że ich posiadacz był wtedy wyjątkową szychą, albo miał po prostu szczęście. Fakt jest jednak taki, że z tych biletów nie skorzystał. Czy kiedykolwiek dowiemy się dlaczego?
A to rewers z piękną mapką:
Zwróćcie uwagę na to, że na bilecie na otwarcie znicz jest zapalony, a na poniższym, na zamknięcie, już zgaszony.
Był piosenkarzem, pływakiem, dżokejem, księciem, windsurferem, panem młodym, kierowcą F1… Narzeczony Barbie, Ken, oto nasz bohater – tak pisaliśmy w lipcu 2013, ale teraz już wiemy, że prawda dotycząca tego przystojnego pana jest bardziej skomplikowana.
Otóż ta lalka to Mr Heart z siostrzanej rodziny firmy Mattel, The Heart Family. W komentarzu gość naszego bloga słusznie zwrócił nam uwagę, że nie jest to Ken zaznaczając, że Mr Heart pojawił się w połowie lat 80.
Szczegółowo wyjaśnione to zostało na ciekawym blogu poświęconym Barbie:
Sama Barbie pojawiła się na rynku w 1959 roku. Już dwa lata później obok niej pojawił się Ken. Imię dostał od syna właścicieli marki Mattel, państwa Handlerów. Kolejną postacią była m.in. czarnoskóra Christie.
Nasz Mr Heart ma strój przypominający kostium spadochroniarza, ale równie dobrze może to być wyjściowy kombinezon na zabawę disco w latach 80.
W Polsce, w sprzedaży, lalka Ken pojawiła się w połowie lat 80. w sieci Pewex. O nim więcej tutaj:
Lalki kosztowały wtedy kilka dolarów, co było niemałą kwotą. Dlatego kupowano odpowiedniki Barbie: brytyjską Sindy, zachodnioniemiecką Petrę, holenderską Fleur czy enerdowską Steffi.
Czy w Peweksach były zestawy The Heart Family tego niestety nie udało nam się ustalić.
A oto Ken i Barbie na zdjęciach sprzed kilkudziesięciu lat:
2 lipca minęła rocznica wprowadzenia na rynek przedmiotu, który pod koniec epoki PRL był marzeniem każdego nastolatka. To oczywiście walkman. Ponieważ przypomniałem jego historię w niedawnym dodatku „Kultura” DGP postanowiłem tekst pokazać też na blogu. Pamiętajcie, nie wstydźcie się chodzić ze swoim walkmanem. Ja wciąż to robię i żyję…
A oto dowód, że Marty McFly też zakochał się w walkmanie. Zwróćcie szczególną uwagę na początek filmiku:
Orbis, czyli z łacińskiego „świat” powstał we Lwowie w 1920 roku jako biuro podróży. Zajmował się jednak nie tylko samą turystyką, zbudował również bazę hotelową. W 1939 roku dysponował czterema hotelami. Największy rozkwit hotelarstwa nastąpił w latach 1960-80, powstały wtedy 34 nowe hotele. My skupimy się tutaj na sopockim Grandzie i czterech warszawskich obiektach. A to za sprawą m.in. takiego pięknego przedmiotu:
Dzbanuszek wyprodukowało polskie przedsiębiorstwo Lubiana. Sprytnym ruchem było tu wydrukowanie, aż czterech nazw warszawskich hotelów. To duża oszczędność. Hotel Vera w Warszawie powstał w 1980, Solec w 1973, Novotel w 1975, a Grand w 1958 przy ulicy Kruczej. Dzięki temu wiemy, że dzbanek musi pochodzić z lat 80.
Oczywiście zastawy w takich hotelach były kompleksowe. Od talerzy, przez kubki, po sztućce.
A propos Orbisu, chcieliśmy jeszcze w tym miejscu na chwilę przenieść się do Sopotu. Tam działa legendarny orbisowski Grand Hotel. Mamy związaną z nim wyjątkową pamiątkę. To oryginalna naklejka na walizce cioci Lucylli z Gdańska. Zwiedziła kawał świata, a jednym z przystanków był także wspomniany Sopot.
Hotel powstał w latach 20. minionego wieku, głównie dla gości pobliskiego kasyna (Spielklub Zoppot). Spali w nim m.in. Adolf Hitler, król Hiszpanii, Fidel Castro, Marlena Dietrich, Greta Garbo, Charles De Gaulle, Ignacy Mościcki, Annie Lennox, Sandra, Sabrina i cała rzesza polskich gwiazd show-biznesu. W latach 60. w zimie działał tam legendarny klub Non-Stop. Sprawy różnej maści załatwiano też w nocnym barze Caro. Warto odwiedzić ten hotel nawet dzisiaj, po remoncie. Na szczęście zachowano tam oszałamiający wygląd toalet…